Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Thor: Mroczny Świat" - Krzycer

"Thor: Mroczny Świat" trafi do polskich kin ósmego listopada. Podczas czekania na wizytę w kinie zachęcamy aby zapoznać się z tym, co o najnowszym dziele Marvel Studios sądzą redaktorzy Avalonu. Czy nowy Thor to sequel w którym wszystko jest lepiej, więcej, mocniej? Na to i inne pytania odpowie Krzycer.

thor.jpeg

Do trzech razy sztuka

"Thor: Mroczny świat" to typowy sequel - twórcy spojrzeli na pierwszą część i postanowili do drugiej wepchnąć więcej wszystkiego. Na szczęście jest to jeden z tych rzadkich sequeli, które przewyższają oryginał.

W tym miejscu muszę zaznaczyć, że moim zdaniem to nie jest szczególne osiągnięcie. Pierwszy "Thor" był w porządku – ani zły, ani szczególnie dobry. "Thor: Mroczny świat" jest lepszy, ale wciąż daleko mu do ideału.

Czego mu brakuje? Podobnie jak wszystkim ekranizacjom bezpośrednio realizowanym przez Marvela – brakuje dobrego złoczyńcy. Malekith ma trochę charakteru, ale wyłącznie dzięki talentom Christophera Ecclestona, który z płaskiego, nijakiego złoczyńcy wykrzesał… płaskiego złoczyńcę, którego mimo wszystko przyjemnie się ogląda. Niestety, autorzy scenariusza nie uczynili go ani szczególnie inteligentnym, ani szczególnie zajadłym, ani szczególnie trudnym do pokonania. Tak naprawdę gdyby nie pojedyncza egzekucja, którą zleca swemu pomagierowi, bohaterowie filmu w ogóle nie mieliby powodu, żeby się nim przejąć.
Oczywiście, Malekith chce zniszczyć wszystkie dziewięć światów, ale umówmy się, że to tak abstrakcyjne, kreskówkowo przerysowane zagrożenie, że ciężko się nim przejąć.

05_200.jpg 06_200.jpg

Czego jeszcze w tym filmie brakuje? Ładu i pazura. I jedno, i drugie odnosi się do scenariusza. Zabrakło ostatniego rzutu okiem, który wychwyciłby niedociągnięcia. Weźmy na przykład wątek Lokiego. To najlepszy element filmu, ale ma dosłownie o jedną scenę za dużo. Byłby dużo mocniejszy, mniej jednoznaczny i po prostu – ciekawszy, gdyby nie ostatnia scena z udziałem Laufeysona.
A skoro przy wieloznaczności jesteśmy – film ociera się o moralność wojny, gdy jest mowa o Odynie, wojnach, które toczył, i tym, co go odróżnia od Malekitha. I choć to wciąż jeden z najlepszych dialogów w filmie, to i tu zabrakło jakiegoś podsumowania. Ot, film prześlizguje się po ważnym temacie, ale zaraz od niego ucieka – wydaje się, że twórcy nawet nie zauważyli, że znaleźli się na grząskim terenie zagadnień etycznych.

Zabrakło mi również sceny między Sif a Jane Foster. Mam wrażenie, że przepadła w montażu, bo film w pewnym momencie mocno sugeruje, że obie panie będą miały sobie coś do powiedzenia, ale nic z tego nie wynika.
I wreszcie - finalna bitwa. Jest zbyt kameralna. Toczy się w niesamowitej, zmiennej scenerii, i niemal pozwala poczuć, że na włosku wisi los wszystkich dziewięciu światów. Niemal. Tak naprawdę Thor w pojedynkę pokonuje oddział Malekitha – właśnie, oddział. Gdyby Malekith miał armię, i gdyby z tą armią walczyli również ludzie, ramię w ramię z Asami i Wanami… Pomarzyć, dobra rzecz. A tak dostajemy zręczną potyczkę – mniejszą nawet niż ta ze środka filmu.

To wszystko nie zmienia tego, że przez większość filmu bawiłem się przednio. Czemu nie przez cały film? Miejscami twórcy silą się na szczerą epickość, ale zamiast tego wychodzi im pompatyczne byle co. Najbardziej boleśnie odczuwałem to podczas prologu. Przez większość filmu oswajają tę epickość humorem – zazwyczaj co najmniej udanym. W paru momentach widownia pokładała się ze śmiechu, pojawiły się nawet oklaski – pod tym względem film się udał, choć, oczywiście, trafiają się również żarty-niewypały.

03_200.jpg 08_200.jpg

Ale przede wszystkim komiksowe postaci zostały w "Mrocznym świecie" znakomicie uchwycone. Chris Hemsworth za trzecim podejściem wreszcie znalazł równowagę między szekspirowskim zadęciem i karykaturalnym ośmieszaniem tego zadęcia, dzięki czemu Thor wypada wiarygodniej i w scenach z Odynem, i w kontakcie ze śmiertelnikami. Skoro przy Odynie jesteśmy – jestem zdania, że Anthony Hopkins lunatykował na planie pierwszego "Thora". Tym razem bardziej się przyłożył, choć wciąż nie jestem przekonany, że naprawdę go interesuje to, w czym bierze udział. Natalie Portman ma do zagrania minimalnie więcej, niż w poprzednim filmie – jej rola wciąż sprowadza się do wzdychania za Thorem – ale to, co robi, robi sympatycznie. Choć jej sceny z pozostałymi Asgardczykami opierają się na jednej minie. Heimdall, Trzej Wojowie i Sif tym razem mogli uzasadnić swoją obecność w filmie – ich role są niewielkie, aktorzy nie mają nic do grania, ale przynajmniej ich postaci do czegoś się przydają. Poza Hogunem. Hogun zostaje odsunięty na bok na samym początku filmu i równie dobrze mógłby się już więcej nie pojawić.
W Midgardzie poza Jane Foster mamy Darcy i doktora Selviga. I o ile Kat Dennings robi dokładnie to samo, co w poprzednim filmie, o tyle Stellan Skarsgård tym razem niemal kradnie film. Mam wrażenie, że nikt nie bawił się na planie tak dobrze, jak on.
Na koniec zostawiłem Toma Hiddlestona. Wspomniałem już, że wątek Lokiego jest najlepszą częścią filmu. Jeśli chodzi o aktorską stronę – Hiddleston robi mniej więcej to samo, co w "Thorze" i w "Avengers". Po prostu tym razem ma więcej do zagrania. Do trzech razy sztuka – wreszcie Loki został przedstawiony jako wieloznaczna, złożona postać. Wciąż grany jest motyw zawiści i żądzy władzy, ale do tego dochodzi autentyczny smutek, rozpacz, a także… figlarstwo. Niby to oczywiste, w końcu to nie tylko bóg kłamstw ale i psot, ale po raz pierwszy widzimy to na ekranie. Po raz pierwszy również relacja między braćmi była naprawdę wiarygodna. Wreszcie można było zobaczyć, czemu właściwie Thor miałby kiedykolwiek kochać Lokiego i żałować tego, jak potoczyły się sprawy.

Podsumowując: liczę, że za trzecim razem wreszcie się uda – że o trzecim "Thorze" będę mógł pisać wyłącznie pozytywnie. Liczę, ale jakoś wątpię – trzecie części ekranizacji komiksów zazwyczaj są złe lub bardzo złe. Gdyby więc "Mroczny świat" miał się w przyszłości okazać najlepszą ekranizacją Thora, to – cóż. Mogło być gorzej. Naprawdę, mogło być dużo gorzej.
Ale wciąż może być dużo lepiej.

Krzycer
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.