Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #16 - Fantastic Four: 1234 TPB

Fantastic Four: 1234 TPB
Scenariusz: Grant Morrison
Rysunki: Jae Lee
Liczba stron: 96
Cena: 9.99 $
Zawiera: Fantastic Four: 1234 #1-4

Jim Jaspers: Fantastic Four: 1234 TPB to album zbierający w całość miniserię wydaną w roku 2001. Owa miniseria była owocem współpracy dwóch wspaniałych i docenionych (również przez Avalon) artystów, Granta Morrisona i Jae’a Lee. Prawie każdy amator komiksów zna te nazwiska i zdaje sobie sprawę, ze można po nich spodziewać się wszystkiego, tylko nie gniota. Tak było i w tym przypadku.

f4.jpgZarówno Morrison jak i Lee specjalizują się w historiach mrocznych. Fantastyczna Czwórka natomiast kojarzy się raczej z komiksem bardzo kolorowym, pro-rodzinnym, mocno amerykańskim, często nawet humorystycznym. Tutaj jednak, autorom udało się wyciągnąć mroczne aspekty Pierwszej Rodziny komiksu na pierwszy plan. Głównym antagonista historii jest oczywiście Dr Doom i to właśnie poprzez jego niecne knowania poznajemy pragnienia, wady, niedoskonałości oraz mroczne strony poszczególnych członków drużyny. Wykorzystując wszystkie te elementy, Victor von Doom postara się nimi manipulować, a następnie zniszczyć . Gra, która toczy, od samego początku po praktycznie sam koniec, jest złożona i wyrafinowana i to ona jest tu cala fabułą. Wyróżniającym protagonistą jest tu zaś Reed Richards, co nie jest tak oczywiste, gdyż jest praktycznie nieobecny przez początkowe 3 historii. Jego osoba jest jednak, jak się okazuje, tak ważna w życiu jego bliskich, oraz wrogów, że, pomimo nieobecna, to i tak wpływa na na ich humor czy zachowanie, oraz ogólnie na bieg wydarzeń. Znakomicie przedstawione są tu podobieństwa łączące właśnie Reeda z Victorem, oraz różnice ich dzielące. Niektóre z nich mogą okazać się spora niespodzianka dla czytelnika.

W historii pojawiają się oczywiście postacie od zawsze towarzyszące fantastycznej rodzinie. Postacie te, jak chociażby Namor, Alicia Masters czy Mole Man jakby pomagają przedstawić i zrozumieć niektórych członków drużyny, ale i wprowadzają wiele akcji i dramatyzmu do komiksu.

Od strony graficznej komiks przedstawia się po prostu znakomicie. Jae Lee, choć nie prezentuje tu jeszcze poziomu jaki mogliśmy podziwiać niedawno w Dark Tower spisuje się bardzo dobrze i daje nam rysunki mroczne, ale dokładne, oraz realistyczne, ależ jak fantazyjne. Wszechobecna szarzyzna i występujące często kadry, na których pada deszcz, stwarzają przygnębiający, wręcz depresyjny klimat, lecz głownie w takich właśnie nastrojach są bohaterowie w tej opowieści (Sue chociażby).

Podsumowując, Fantastic Four: 1234 TPB, to album naprawdę warty polecenia, nieco bardziej wybitny niż reszta przygód FF, zwłaszcza tych najnowszych. Historia naprawdę wciąga, jest poparta dość głęboka fabuła jak i spektakularnymi akcjami. Dodajmy do tego niska cenę i mamy komiks idealny na szary, jesienny wieczór, kiedy aby uciec przed smutami chcemy usiąść z kubkiem czegoś gorącego w reku i przeczytać coś dobrego na tyle, ze poczujemy się lepiej, wiedząc, ze czas ten nie był straconym. No i można dowiedzieć się, ze u tych fantastycznych też bywa czasem tak szaro i smutno... to też pomaga.

Lex: Wyznaję zasadę, że nie ma nieciekawych bohaterów - w rękach sprawnego scenarzysty historia z udziałem Armadillo, czy któregoś z Silkwormów może być naprawdę intrygująca. Ta teoria sprawdza mi się niemalże w 100%, a jednym z nielicznych wyjątków, który ją podważa, jest Fantastic Four. Sięgając po 1234 miałem nadzieję, że świetny duet Morrison/Jae Lee sprawi, że wreszcie przeczytam wyjątkową historię z udziałem F4. Niestety zawiodłem się.

Mam wrażenie, że sięgając po losową opowieść z bogatej historii Reeda i spółki dostaniemy mniej więcej to samo. Bohaterowie nie ulegają ewolucji. Stosunki w grupie są takie jak zawsze. Problemy i napięcia zawsze wynikają z tych samych przyczyn. Genialny naukowiec, przeważnie zaniedbujący rodzinę; beztroski Johnny, który ciągle nie dorósł; Thing, którego rola ogranicza się do okładania kolejnych siłaczy i użalania nad odmiennością; no i Sue - paradoksalnie samotna i nierozumiana, jedyna kobieta w zespole. W przeciwieństwie do takich grup jak Avengers czy X-Men, skład F4 rzadko ulega zmianom i przeważnie są one krótkotrwałe. Ta stagnacja nie wpływa pozytywnie na możliwość tworzenia oryginalnych historii.

Zaskakujące, że scenarzyści nie próbują nic zmienić w tym statycznym obrazie. Czemu nikt nie eksperymentuje odważniej z F4? Liczyłem na Morrisona, który przecież słynie z oryginalnych i przewrotnych opowieści. Niestety, tym razem raczej przyjrzał się dogłębnie bohaterom, niż wywrócił ich życie do góry nogami. Na pewno 1234 jest lepsza niż większość komiksów z udziałem F4 i scenarzysta dotarł do przyczyn napięć i konfliktów, które kierują poczynaniami głownych postaci. Bardzo cenię sobie takie smaczki jak niewidzialna Sue podczas rozmowy z Alicją (podkreślenie samotności, wyjątkowości w negatywnym sensie) - zresztą Invisible Woman ciekawie prezentuje się też w zakończeniu, gdzie zarzuca Doomowi marnowanie talentu (chociaż, czy podobnego zarzutu nie można uczynić Reedowi?). Niestety tych ciekawych scen jest zdecydowanie zbyt mało. Za to sporo tu nudnych momentów, niezbyt logicznych zachowań i wtórności.

Podobnie jak scenarzysta, Jae Lee ma na koncie lepsze komiksy. Owszem, jest trochę świetnych ujęć: zniekształcone twarze Reeda; sceny z mieszkania Alicji; czy wreszcie same okładki. Niestety przeważa przeciętność.

Fani F4 z pewnością już posiadają 1234 w swojej kolekcji i to pewnie na honorowym miejscu. Jeśli nie przepadacie za tymi bohaterami, to nie sięgajcie po tą opowieść. Morrison i Lee mają na koncie wiele ciekawszych komiksów.

LTneutral.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.