Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #322 (21.10.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 21 październik 2013Numer 42/2013 (322)


W tym numerze ponownie dużo o "Infinity" (tym razem wyłącznie w postaci tie-inów) oraz o kolejnej części "Battle of the Atom".

A+X #13
Gil: Początek nowego trendu w tej serii, który podobno na jej pomóc przetrwać. Moje pierwsze wrażenie jest raczej takie, że ją pogrzebie, bo historia Capem i Cycem zaczyna się marnie. Obaj zostają wyjęci ze swoich zajęć i wstawieni w środek jakiegoś spisku Skrullów, a jedyne, co historia oferuje, to wymuszony humor i eskalacja konfliktu do granic absurdu. Historia druga jest nieco lepsza i jest to o tyle zaskakujące, że jej autorem jest niejaki Chaykin, którego tfurczości zwykle unikam. Podobne odczucie miałem również tutaj, aż do ostatniej strony, kiedy szczerze się roześmiałem. To tak naprawdę jedyny plus tutaj, ale zawsze to o jeden plus więcej niż w tej pierwszej. Tym razem jednak za żadną ze składowych nie dałbym więcej niż 3/10.
jdtennesse: W pierwszej historii Cyclops i Cap zostają porwani przez Skrulla, który naturalnie chce ratować ziemię. Większość tej historii to kłótnie oraz bójka między tymi dwoma. Historia kończy się aresztowaniem Cyke'a. Ale za to ma bardzo znośne rysunki. W drugiej Emma z pomocą Natashy chce odnaleźć seks video, którym jest szantażowana. A Natasha pokazuje swoje…no, wiecie co. Dwa razy. Bo Emma ją o to prosi. A rysunki są gorzej niż tragiczne. Są szkaradne. Po co w ogóle tworzyć takie gnioty? 2/10.

Avengers Assemble #20 (Infinity Tie-In)
Gil: Kolejny tie-in nawiązujący do globalnej terrigenezy, tym razem z gościnnym udziałem odprysków z Uncanny Avengers (oczywiście tych bardziej avengersowych niż uncannowych, żeby pasowało do konwencji serii). No i co? No i najkrócej mówiąc, można przeczytać raz i zapomnieć. Randomowy przypadek, który jeśli zapamiętamy na dłużej, to tylko ze względu na swojsko brzmiące nazwisko. Bo poza tym nie znalazłem w tym komiksie nic ciekawego. Historia jest drętwa, bo i bohaterowie tacy są, a w dodatku nawiązuje do cienkiej pożegnalnej historyjki Bendisa w poprzedniej iteracji New Avengers. Tylko że ma jeszcze mniej sensu i więcej przypadkowości. Ale dla zabicia paru minut można bezboleśnie wykorzystać, więc dam 4/10.

Avengers vol. 5 #21 (Infinity Tie-In)
Gil: Widać wyraźnie, że w tej serii rozwija się wątek, który będzie istotny dla zakończenia całego eventu. No i nie ma się co dziwić, skoro Avengers od początku mieli być jego punktem skupienia. Teraz zaś w centrum staje Captain Universe i coraz więcej wskazuje na to, że zmierza w kierunku Captain Multiverse. Tak jak i więcej wątków zresztą coraz częściej dotyka tej skali. I cieszy mnie to tym bardziej, że właśnie na to liczyłem od początku: że tytułowa Nieskończoność będzie czymś więcej niż kolejnym stuntem Thanosa – czymś naprawdę na skalę kosmiczną. I podoba mi się to, jak z jednej strony Hickman kreuje ten wymiar powoli, ale skutecznie – z drugiej zaś całkiem solidnie popycha naprzód wątek wojny, skupiając się (zgodnie z przewidywaniami) na walkach zaczepnych i partyzanckich. Co prawda zaczynają mi się powoli nudzić te wyliczanki kto, gdzie, z kim i ile razy, ale akurat tutaj się ta konwencja sprawdza, bo konwencjonalne przedstawienie w tym tempie zajęłoby drugie pół roku. No i patrzcie: Spaceknights jednak przeżyli. Za to Imperial Guard mieli pecha… Czyżby teraz nienawiść wydawnictwa ukierunkowała się na H-listerów? Cóż, mnie nadal podoba się kierunek, w jakim to podąża, a i wykonanie jest zadowalające. Nadal na poziomie 7/10.
kuba g: O ile aktualny numer New Avengers mnie rozczarował to przynajmniej wszystko co dobre zostało zamknięte w pierwszoplanowym tytule Avengers. Co zabawne, znów głównie kupuję mnie totalnie patetyczne amerykańskie akcje (czy Cap America wierzy w cuda, scena z Acuserami, czy powrót Spaceknight zamknięty w jednym kadrze, mimo, że wcześniej też niby na jednym kadrze zginęli) i pozornie wielka skala wydarzeń.
avalonpulse0322a%20%5B1600x1200%5D.JPGDemogorgon: Badziewie. Od kompletnie irraconalnego Ronana, w najbardziej kliszowaty sposób wybierającego honor ponad przetrwanie swoich ludzi, przez kilka stron wypełnionych gadaniem jak to przebeiga woja, zamiast pokazaniem nam tego (co jest o tyle wkurzajace, że dostaliśmy wcześniej dwie białe strony z tylko jedną odstępu między nimi), przez zniszczenie Annihilation Wave tylko po to, by pokazać jacy silni i groźni są Builders - nie ma tu nic, co mógłbym ocenić pozytywnie. Nawet powrót Spaceknights mnie nie cieszy, bo jest bez sensu - jakim cudem przeżyli zniszczenie całej planety - i potraktowany po macoszemu, załatwiony na jednym panelu. Jasne, jest powrót Captain Universe, ale wpina się do całego tego wątku Builderów, Ex Nihilo i wszystkiego, co mnie dalej wkurza w tym evencie. Niech to się wreszcie skończy.
Między "Infinity", "Battle of the Atom" a Avengers Arena ten rok w Marvelu jest jednym z najgorszych, jakie widziałem. Niech już przyjdzie grudzień, może nowy rok będzie lepszy.
Soundtrack: Retaliation
Krzycer: To zawsze miłe, gdy ktoś nastuka Supreme Intelligence. Wojna się toczy, i spoko, ale zignorowanie Annihilation Wave przez Builderów wyszło strasznie banalnie.
No, ale Builderów już pożegnaliśmy... i znowu, siurpryza. Hickman regularnie mnie zaskakuje co do tego, o czym właściwie jest ten event. O ataku Thanosa? Nie. O wojnie z Builderami? Też nie, Builderzy już zostali pokonani. Jasne, trzeba jeszcze posprzątać Alephy, ale... czyżby kwestia zderzeń wszechświatów miała zostać rozwiązana już w tym evencie? No bo co niby innego pozostało?

Cable And X-Force #15
Gil: O, zmiana rysownika. Zawsze to jakiś powiew świeżości i odmiana, bo style mają dosyć rożne. Czy to zmiana na lepsze? No, nie wiem… Jak wspomniałem, są to mocno różne style, a każdy z nich ma inne wady i zalety, więc ostatecznie ocena grafiki mi się wyśrodkuje. No dobra, a co z fabułą? Cóż, to Hopeless, więc możecie odpowiedzieć sobie sami: postacie robią coś głupiego. Colossus i Domino bzykają się w krzakach przed bitką. Nie będę się posuwał do skrajności, ale porównując to, co autor wyprawia z postaciami w Arenie z tym, co robi tutaj z charakterem Piotra, mam ochotę mu przydemogorgonić. Ale pójdźmy dalej, bo nie mam na to czasu. Cable i Hope w ramach zacieśniania więzów, tłuką młodych Reaversów. Bo oczywiście jest coś takiego jak Teen Reavers… just roll with it. I na koniec oś numeru, czyli skrajnie głupi sposób, w jaki Nemessis uwalnia Adversary’ego z głowy Forge’a. Nie jestem pewien, czy w ogóle powinien tam być, ale nie to jest tutaj najważniejsze lecz to, że stało się to zupełnie od czapy, w ramach jakiejś głupiej, dziecinnej zabawy i wszystko to absolutnie nie ma innego sensu niż dać pretekst do dalszej rozpierduchy. Wskazówka mojego hejtometru drgnęła i wskazuje 2/10.
jdtennesse: Pierwsze co się rzuca w oczy to zmiana rysownika. Czy jest to zmiana na lepsze? Na pewno nie na gorsze, chyba jest trochę lepiej. A historia? W końcu Forge dostał trochę czasu antenowego, ale to tylko w związku z nowym złym. A drużyna dalej wykonuje misje z wizji Cable’a. Widać ukłucie psitarem w głowę było bardzo skuteczne. A teraz bóle głowy przeszły na Forge’a – w sumie to każdy nowy wątek będzie tak wprowadzany (heh)? Gdzieś między panelami rozwija się romans Petera z Neeną. Wprawdzie nie jestem fanem takiego układu, ale zawsze można nazwać to rozwojem postaci. Tymczasem Nemezis i Boomer oglądają sobie wnętrze umysłu – i tu się zgubiłem. Umysłu Forge’a czy Cable'a? Bo ze słów Nemezisa wynika, że raz tak raz tak. Ale to chyba jednak jakiś błąd albo czegoś nie skumałem, bo mowa jest o wizjach Cable’a, a potem o czymś co zobaczyli w umyśle Forge’a. Whatever. No i jeszcze w tle wkleili jednego sentinela, jakby już nie dość się działo. No i jakiś duży wybuch. I jedno jest pewne – o tym komiksie nie można powiedzieć, że nic albo mało się dzieje. I w końcu pojawia się Adversary. Może być bardzo ciekawie. Na zachętę oraz za nową jakość rysunków i historii – 6/10.

Guardians Of The Galaxy vol. 3 #7
Gil: No, wreszcie pojawił się numer tej serii, o którym mogę powiedzieć, że autentycznie mi się podobał. Jego zasadniczą zaletą jest odejście od nużących i naciąganych wątków z pierwszych numerów i skupienie się na grupie samej w sobie. Czyli mniej więcej tym, co sprawdzało się w poprzedniej odsłonie serii, a przy okazji tym, co nadal Bendisowi dobrze wychodzi. Dialogi są fajne i żywe, nawiązania czytelne, no i wreszcie wiemy, do czego potrzebne były konsultacje Gaimana. Tak więc, również oswajanie Angeli i zestawienie jej historii z realiami uniwersum Marvela wychodzi dobrze. No i rysunki wreszcie się odnalazły. A nawet bardziej niż zwyżka formy u pani Pichelli, cieszy mnie, że trafił tutaj pan Schiti. Mam nadzieje, że autorzy będą dalej podążali właśnie w tym kierunku i zachęcę ich oceną 7/10.
kuba g: Najpierw introdukcja. Byłem kiedyś wielkim fanem Spawna, tak samo jak uwielbiałem postaci i elementy historii w Spawnie, które wtłoczył tam Neil Gaiman. Z czasem cała seria poleciała na łeb i nawet nie wiem jak wygląda aktualnie. Dlatego nigdy nie byłem tak sceptyczny gdy Marvel zanabył postać Angeli. Kwestia sentymentu zagrała swoje. Nadzieja na ponowne dobre historie z nią też. Koniec introdukcji, bo w końcu w tym numerze zaczęto jakoś tłumaczyć jak wygląda przeszłość Angeli w Marvelu (co trochę mnie rozczarowało bo liczyłem na lekkie sugestie, że to co czytaliśmy w Spawnie wydarzyło się). Ale jestem zadowolony, dostaliśmy gadany odcinek, typowy gadany Bendisowy odcinek, ale który pasuje do postaci. Na koniec... liczę na to, że Angela dzięki tym zmianom będzie dla Marvela tym czym Wonder Woman dla DC, ma do tego predyspozycje.

Hawkeye vol. 4 #13
Gil: Właśnie się zorientowałem, że seria miała dość sporą przerwę, a ja nawet tego nie zauważyłem. Pewnie dlatego, że należę do nielicznej – przynajmniej według oficjalnych informacji – grupy ludzi, którzy się tym tytułem nie zachwycają. Tak więc, kolejny zeszyt z facetem wiecznie noszącym plaster na nosie i siedzącym na kanapie przyjąłem podobnie jak poprzednie: przeczytałem, pomyślałem „aha, okej” i sięgnąłem po następny tytuł w kolejce. Jedno, co zauważyłem to, że przeniknęło tutaj słówko „dummy”. Poza tym, zarejestrowałem jeszcze obecność Kazia i to by było na tyle. Nadal uważam, że całość jest przereklamowana, a jedynym wartościowym elementem serii jest grafika Davida Aja. I tylko za to mogę podciągnąć do 4/10.
Krzycer: Aj waj. Jakby mało Fractionowi było bawienia się nielinearną narracją w obrębie pojedynczego zeszytu, to teraz jeszcze kolejność wydarzeń z poszczególnych zeszytów się miesza. Chyba. Ta przerwa była taka długa, że zapomniałem szczegóły.
W każdym razie... Aja. Aja może zilustrować książkę telefoniczną, a i tak będę się ślinił.

Hunger #4
Gil: Nie mamy chyba w ojczystym języku frazy, która mogła by to oddać, więc napiszę tak: I’ve stopped giving any shit with the last issue, but finished anyway. I widzę, że zmierzało to coś tylko do dwóch celów: a) sprawić, że Rick Jones został nowym Captain Marvel oraz b) przejść do następnego eventu. Oba cele zostały spełnione. Oba nie zdołały wycisnąć ze mnie czegokolwiek. Jeśli w ogóle sięgnę po Cathaclysm, to ograniczę się tylko do głównej osi, bo nadal nie osiągnęło to wszystko jednego celu, który nadałby temu znaczenie, a mianowicie nie zdołało zainteresować mnie uniwersum Ultimate. Dla mnie to jest najwyżej 4/10.

Indestructible Hulk Special #1
Gil: Więc… Hulk uwielbia szczeniaki? Że też nikt wcześniej na to nie wpadł… Byle tylko ci źli się nie dowiedzieli, bo piesek stanie się najpotężniejszą bronią. Wow! Pieseł powstrzymał Hulka! Wow! No ale dobra, dość dygresji. Wróćmy do meritum numeru, którym jest… science babble! I jest ono zupełnie bez sensu. Yeah, figures. Ale za to reszta dialogów jest niezła i humor całkiem fajny. Przedstawienie postaci również, chociaż jest mocno uproszczone. A intryga? Przynajmniej jej kierunek wyjaśnił, skąd się wzięły te niesamowite zbiegi okoliczności, ale poza tym nie jest jakaś rewelacyjna. Ale też wystarczy, by w połączeniu z resztą składowych dać 6/10.

New Avengers vol. 3 #11 (Infinity Tie-In)
Gil: Tak, jak zapowiadał diagram, ten numer jest nieco odsunięty od głównego nurtu Infinity, ale wcale nie oznacza to, że jest mniej ważny. Wręcz przeciwnie. Tutaj bowiem otrzymujemy solidną porcję informacji o pochodzeniu i celach Builderów. Akurat mnie cieszy to tym bardziej, że słusznie przewidziałem większą część tego backstory i mogę się ponapawać. Na szczęście nie wszystko jeszcze zostało wyjaśnione i nadal jest na co czekać, a przy okazji bardzo ładnie zgrało się to z postępem w bliźniaczej serii. No i jest też druga strona medalu, czyli dalszy ciąg konfliktu w Wakandzie, z jej finalnym upadkiem. I chociaż wszystko to czyta się świetnie i wygląda bardzo dobrze, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdzieś po drodze continuity wymknęła się spod kontroli i nieskoordynowane tie-iny sprawiły, że się rozjechała na boki. Ale oś nadal spełnia swoje zadanie i zasługuje na 7/10.
kuba g: To chyba pierwszy numer NA Hickmana, który zupełnie mnie nie ruszył. Niby podbijamy stawkę a ja nie poczułem ani procentu dreszczy, które powinna powodować akcja zazębiająca się w ten sposób. Wszyscy w tym odcinku są bezpłciowi, trochę zbyt naiwni... mierni. I niestety tak widzę ten numer, nie licząc może tych paru scen z Thanosem w ruinach.
Demogorgon: Aaaw, Corvus i Proxima naprawdę się kochają. I mamy potwierdzone, że to nie jest białe małżeństwo. Będę miał koszmary do końca życia.
Fajne to New Avengers w którym główni bohaterowie nic nie robią, a problem rozwiązują Builders. Czy tylko ja mam dosyć tych nudnych, nieciekawych pupilków autora, których cała rola sprowadza się do pokazywania jacy to są lepsi od wszystkich wokół?
Podobała mi się scena z Proximą i Shuri. I to w sumie wszystko co mogę o tym komiksie powiedzieć.
Soundtrack: Fighting For Survival

Superior Spider-Man #19
Gil: Nie sądzę, aby Slott mógł przeczytać moją wcześniejszą litanię zarzutów odnośnie jego konstrukcji fabuły w tej historii, a jednak mam wrażenie, że tak właśnie się stało, bo wreszcie ogarnął trochę ten bajzel. Ale "trochę" nie znaczy "całkiem" i nadal nie jest wolny od dziur logicznych. Nie było też niespodzianką, że ostatecznie Miguel został w naszych czasach. Natomiast to, jak wkręcił się do nowego Alchemaxu zakrawa już o skrajną głupotę. Przychodzi ktoś kogo nie znasz i mówi, że ktoś inny, kogo również nie znasz zatrudnił go w twojej firmie. Seems legit, no? No i nawet przez chwilę złapali mnie na zniknięcie Superiora w strumieniu czasu. Teraz jestem ciekaw, ile czasu tam minęło i co się wydarzyło? A na koniec surprise of all surprises: Carlie dotarła do powiązania między Octaviusem a Pająkiem! Znów zaczyna robić się ciekawie. A tymczasem był to zeszyt na 6/10.
jdtennesse: Wprawdzie to ma być spoiler aktualnego numeru, ale pozwolę sobie napisać, że cała historia mi się nie podobała. Jeśli chodzi o ten numer, to jest i tak i tak źle. Pomijam to dziwne "częściowe" zanikanie Spidera z przyszłości i starego Stone’a, ale to wszystko nie ma dla mnie sensu. A już najgorzej wypada zakończenie – zniszczone zostaje tylko laboratorium, ale Otto zostaje uratowany, czy wręcz przywrócony do życia. Niestety, Superior ogólnie nie jest złą serią, ale historia z podróżą w czasie nie należy do udanych. No i trzeba jeszcze dodać, ze 2099 został w przeszłości (czyli teraźniejszości). Zrobią coś z tym, w sensie odeślą, czy tak już zostanie? Ble. Za to rysunki są w miarę. 2/10.

Uncanny X-Men vol. 3 #13 (BotA Part 8 )
Gil: Streszczenie w jednym słowie: bijatyka. Dodałbym jeszcze, że to bijatyka bez sensu, ładu i składu. Bo tak właściwie, ścierają się tu dwie bandy z przyszłości, o których nadal nic praktycznie nie wiemy. Kto się bije, dlaczego, o co? Wiemy tylko tyle, że dwie bandy z teraźniejszości są w tym wszystkim całkiem zagubione i tak samo ja się czuję. Jedno, co wyszło całkiem nieźle to współpraca Illyany i Józefa – to znaczy Piotra, ech… wszystko przez te wąsy. No i zaskoczyli mnie odkryciem, że osobnik wyglądający jak syn Strange'a i Cloaka (yeah, pun intended) to Wiccan. Pecha natomiast mieli Wade z przyszłości i Molly. Wróżbita Maciek już przepowiedział kolejną tyradę Demogorgona o tym, jak to Marvel nienawidzi Runawaysów. A ja to skwituję krótkim: meh. Za to parę razy pozytywnie zaskoczył mnie Bachalo. Ale ostatecznie, zgodnie z przewidywaniami, event kontynuuje tendencję spadkową i ląduje na poziomie 3/10.
Demogorgon: Wiecie co, zajrzałem na dwie strony z tego, nie ocenę więc zeszytu, ale walnę mały rant.
Jaki był sens ściągać przyszła wersję Molly i cały czas przypominać wszystkim, że jest z Runaways, skoro najpierw pełniła funkcję tapety, a potem została zabita przez Illyianę? Mook do zabicia był potrzebny? To mógł być ktokolwiek, alternatywna wersja jednej z setek nieużywanych postaci - Chamber, Rockslide, ktokolwiek - czemu sięgać po postać nawet niezwiązaną z X-Men i kpić z jej fanów przez cały event? Niech mi ktoś wyjaśni jaki to ma sens i w jaki sposób fani Runaways mają się czuć zadowoleni z tego, że nie dość, że ich ulubieńcy są mordowani na prawo i lewo, to jeszcze Marvel zabija duplikat jedynej postaci, której nie może zabić? I nie Krzycer, twoje wyjaśnienia, że powinni się cieszyć, że są w czymkolwiek są dla mnie bezwartościowe - wolę nie widzieć tych postaci, ani nawet ich aternatywnych odpowiedników, w żadnej historii, niż w komiksach o takim poziomie jak Battle of Atom, Avengers A.I. czy Avengers Arena. I nie, jakiegoś zakończenia też nie potrzebuję, ich występ w Avengers Academy był świetnym epilogiem i nie uważam, że tarzanie tych postaci w błocie czemukolwiek służy.
I jakby ktoś mi próbował powiedzieć, że w ten sposób zachęcają czytelników do sięgnięcia po komiksy z regularną Molly - ta, już widzę jak wielu ludzi mówi "ta kompletnie bezużyteczna minionka, która nie miała żadnej osobowości i została zabita przez Illyianę jak ostatnia łazja, jest interesująca, ciekaw jestem kto to jest i gdzie mogę poczytać z nią więcej komiksów". A potem świnie zaczną latać.
A tak w ogóle co ona zrobiła, żeby zasłużyć na śmierć? Walnęła Colossusa, który otwarcie niej kpił? I to ma być powód aby fani uznali jej śmierć za wielką, bohaterską chwilę w której dzielna Illyiana zabija złą przestępczynię? Bo jak dla mnie to mamy tu Magik wychodzącą na psychopatkę, którą w sumie jest, ale scena jakoś wcale na to nie kładzie jakiegokolwiek nacisku, szcególnie z tym pozowaniem chwilę później.
Zajrzałem też na ostatnia stronę - czemu Quentin Quire wygląda jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę, że się pali? To w sumie zabawne.
kuba g: Jakoś strawiłem rysunki Bachallo i przetrwałem przez ten numer. Szkoda tylko, że ma on poziom Bendisa z czasu Vol. 2 New Avengers. Bijemy się, gadamy, bijemy z niedorzecznymi przeciwnikami mając ku temu niedorzeczną motywację, a zawiesimy się na naciąganym cliffhangerze. Lubię Bendisa, ale nie w takiej formie. Jakbym nie patrzył na ten moment nie kupuje mnie teoria o następnym czasoprzestrzennym paradoksie, który w tym wypadku nie pozwala cofać się czasie kilku konkretnym jednostkom... choć może odszczekam te słowa gdy w następnym numerze zostanie to wyjaśnione faktycznie, a nie pozostanie w sferze domysłów niebieskiego futrzaka.avalonpulse0322b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Simon: Z Bendisem ostatnio jest tak: dobrze zaczyna swoje eventy ale kończy je w średnim stylu. "Age of Ultron" było dobre do momentu zabicia Hanka Pyma by po tym wydarzeniu polecieć na łeb na szyję... "Battle of the Atom" to sinusoida. Cross miał dobry początek i kilka nierównych numerów. Uncanny X-Men vol. 3 #13 zaliczyłbym do tych słabszych. Przede wszystkim walki w tym komiksie są dość chaotyczne, było parę momentów w których trudno mi było wywnioskować do tak naprawdę miało miejsce. Z resztą cały ten komiks ma taką rwaną strukturę wprowadzającą nieco chaosu. Bardzo lubię Bachalo i co warto zaznaczyć, rysownik wprowadził więcej barw niż miało to miejsce w dotychczasowych numerach UXM, do tego świetnie rysuje Cyclopsa i te wejścia jego drużyny w nieoczekiwanych momentach sprawiają, że coraz bardziej lubię ich skład. Niepowodzenie w odesłaniu młodych do przeszłości, chyba rozwiewa już wątpliwości - mutanci z przeszłości zostają i chyba to będzie największym zawodem w ocenie tego crossovera.
Lotar: Ale to było nudne. Niby się pobili, ale tak łajzowato. Nawet jak na Bendisa ten numer był strasznie bełkotliwy. A to wyjaśnienie dlaczego nie mogą odesłać młodych... no wicie,no rozumicie... nie, nie rozumiemy. Znowu coś pieprzy jak potłuczony. Age of Bendis już dawno zakończone, czaisz, facet? On chyba naprawdę napisał tego crossa, żeby przykryć tę mega kupę, którą walnął przy ostatnim evencie. W sumie to mu się udało. Zamiast myśleć o tym jaki tamten event był zły, to myślę o tym jaki ten cross jest beznadziejny. Cwany bełkotnik. Info dla ludzisk, co się ekscytują lepszymi kolorami. Są lepsze, bo zabrali farbki Crissowi, i to już w poprzednim numerze. Dostał jeszcze gromadkę inkerów do pomocy, ale chyba odwalił taką fuszerę, że nawet to nie pomaga. Słabo narysowane, ale może mu się nie chciało po przeczytaniu scenariusza? Ocena: 2/6.
jdtennesse: Głupi event brnie głupio do przodu. Poza śmiercią (czy też dźgnięciem) kilku postaci (eee, w sumie, to nie spamiętałem nikogo), to w końcu odesłano gówniarzy do ich czasów (a przynajmniej tak wygląda). Raz się nie udało, a za drugim chyba tak. Rysunki pana B. są szkaradne jak zawsze, jakikolwiek komentarz jest zbędny. Chociaż nie, coś jednak jestem w stanie powiedzieć o rysunkach – przez niedbałość niektórych kadrów nie jestem w stanie stwierdzić co się właściwie wydarzyło. Walka odbywa się przede wszystkim pomiędzy heavy hitters – Krakoa i ten lodowy gigant. Ograniczenie czczego gadania nie pomogło w niczym, nawet pojawia się durny bełkot – wypowiedź Beasta na jednej z ostatnich stron. Ciekawostka – Magik (kiedyś) popełni samobójstwo. Przeczytałem już 8 części, przeczytam pewnie też dwie ostatnie. Jednak moje rozczarowanie jest dużo większe niż się spodziewałem. 2/10.
Krzycer: Tak, Bachalo się postarał. Szkoda, że postarał się na mniej, niż jednej trzeciej kadrów.
Poza tym - to jest przytyk ogólnie do tej serii, a nie do tego numeru konkretnie - te Soulswordy są żałosne. Ludzie by się z nich śmiali, gdyby w Final Fantasy ktoś z nimi biegał.
A wracając do numeru... no, biją się. Czemu future X-Men biją innych future X-Men? Mam nadzieję, że przynajmniej scenarzysta to wie, bo czytelnik nie ma szans.
Tzn jest mowa o tym, że Faux-men Beasta "przekroczyli granicę", ale, hej, w tym samym numerze True-Men Starej Jubilee zabijają 3 osoby. Albo i nie. Patrz: "jak działają soulswordy"?
Ogólnie: chaos. I niech to już się skończy, proszę.

X-Men: Legacy vol. 2 #18
Gil: No i mamy kolejny bardzo dobry numer. Spurrier zaskoczył nas kolejny raz, wyjmując królika z kapelusza tam, gdzie spodziewaliśmy się asa w rękawie. A potem wywrócił go na lewą stronę. Po raz kolejny niewiarygodnym okazuje się strategiczne planowanie Davida – ale nadal w pozytywnym sensie. To, ile elementów zdołał uruchomić i jak wiarygodnie odegrać swoją rolę, żeby osiągnąć cel sprawia, że coraz częściej patrzę na niego nie tylko jako najpotężniejszego z mutantów, ale też najlepszego kandydata na przywódcę. Oczywiście, jeśli tylko zdoła się ogarnąć. No właśnie – tutaj znów rzucają mu kłody pod nogi. Kto jak kto, ale Summers powinien wiedzieć lepiej, jak durna jest jego strategia i jak wiele szkód może wyrządzić. Legion pod kontrolą jest niesamowicie groźny, ale poza kontrolą to chodząca apokalipsa. Sounds like fun! I pewnie to zobaczymy w nadchodzących numerach. Nie mogę się doczekać, a tymczasem daję mocarne 7/10 i tytuł komiksu tygodnia.
jdtennesse: Kolejny świetny numer świetnego komiksu. Naprawdę tu jak w żadnym innym tytule o mutantach widać, że autor od początku do końca przemyślał sobie wszystko i trwale dąży do celu. Wszystko jest zaplanowane i logiczne. Wydarzenia się ze sobą łączą i przede wszystkim są logiczne. Najlepszym podsumowaniem postaci oraz autora są słowa Magneto – Oh you clever little monster. Świetne teksty (It's not a popularity contest, Hogwarts rejects i mógłbym tak bez końca), tu i ówdzie rzucony żart (empowered bikini lady), wciągająca i celna narracja oraz świetnie prowadzona historia i sama postać Davida czynią ten komiks najlepszym tytułem o mutantach. I niestety jedno bardzo mnie martwi. W głowie, i jednocześnie centrum zarządzania wieloma osobowościami Davida, wszystko zaczyna się sypać. A wszystko przez Scotta i jego drużynę. Ale nie to jest najważniejsze i najgorsze jednocześnie. Ani pojawienie się złego Xaviera uwolnionego z umysłu Davida. Ani ryzyko uwolnienia się wszystkich tych potworków. Ani smutny brak wiary w siebie pokazany na ostatnich kadrach. Najgorszy jest nieuchronnie zbliżający się finał serii, który został już praktycznie potwierdzony w zapowiedziach zbliżających się numerów. 9/10.
Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.10.16
AgentsOfShieldBanner.jpg

Agents of S.H.I.E.L.D. - 1x04 "Eye Spy"

rar: Ten odcinek o wiele lepszy niż poprzednie. Nadal nie jest to niesamowity poziom, ale oglądało mi się go o wiele lepiej niż wcześniejsze. Czemu? Pewnie dlatego, że wreszcie nie skupiamy się na drużynie, tylko na kimś spoza niej. Poza tym wątek Coulsona naprawdę mnie ciekawi, co wynika z mojej sympatii do tej postaci. Skye też ciągnie w górę ten serial. Ward nawet lepiej, ale dla mnie ten aktor to drewno. Fitz i Simmons ok, ale Azjatka i jej jedną minę odbieram prawie jak jakiś element komediowy.
texaver: Odcinek dobry. Ale ciężko powiedzieć coś bardziej optymistycznego, bo przed premierą serialu oczekiwałem czegoś więcej. Jednak już 4 odcinki i dalej oglądam z zaciekawieniem. Odnośnie Coulsona to mam wrażenie, że moja prywatna teoria własnie lega w gruzach. Ale LMD- nie, przecież gościu pamietałby chodzić do łazienki, prawda? A jako maszyna nie chodziłby do klopa XD.
Krzycer: Wreszcie coś zaskoczyło. Było trochę napięcia, była autentyczna tajemnica... Humor wreszcie zagrał jak należy ("uwiedź go"). Oby tak dalej. (Aktorzy poza Greggiem i Ming-Ną wciąż mnie irytują...)

Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Agents of S.H.I.E.L.D. - 01x04 "Eye Spy"
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.