Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #187 - Indestructible Hulk vol. 1 - Agent of S.H.I.E.L.D. Premiere HC

lt187.jpgIndestructible Hulk vol. 1 - Agent of S.H.I.E.L.D. Premiere HC 
Scenariusz: Mark Waid
Rysunki: Leinil Francis Yu
Okładka: Leinil Francis Yu
Data wydania: 15.05.2013
Liczba stron: 136
Cena: 24.99$
Zawiera: Indestructible Hulk #1-5

Undercik: Hulk skończył się na "Planet Hulk". Niestety zarówno Loeb, Aaron, czy nawet Pak nie byli w stanie chociaż zbliżyć się do tego poziomu. Ba! Przeciętne WWH biło na głowę kolejny Hulkowy event "Fall of the Hulks/World War Hulks". Jako, że Zielony Olbrzym nigdy nie był moim ulubieńcem, to gamma zakątek uniwersum mnie specjalnie nie obchodził (no może oprócz Herculesa, ale to pogranicze było). Kiedy więc ogłoszono nazwiska twórców Indestructible Hulk, od razy stwierdziłem – muszę to mieć. Cenię zarówno Waida jak i Yu, którego specyficzne prace mi się podobają, a tutaj tworzy na swoim standardowym poziomie.

Na samym starcie Waid postanowił przedefiniować postać Bruce'a. Co prawda w historii tej postaci działo się to wiele razy, ale pomysł nowego scenarzysty mimo to wniósł powiew świeżości, którego Hulk potrzebował. To co wymyślił na przykład Aaron miało ciekawy zarys, ale im szło dalej, tym było gorzej. Przynajmniej do momentu mojego rozstania się z tą lekturą. Tak na marginesie zastanawiam się, czy Sałata nie jest w ogóle postacią, którą przedstawiano w największej liczbie wersji licząc samo 616. Niestety na tym wszystkim traci spójność historii, ale to raczej temat na inny tekst.

Wróćmy więc do teraźniejszości. Tak oto Banner rusza w świat z nowym pomysłem na życie - współpracą z S.H.I.E.L.D.. Plan jest prosty, on dostaje od Tarczy zespół, laboratorium i dosyć wolną rękę jeśli chodzi o przeprowadzanie badań, natomiast w zamian oferuje Hulka, która ma być nową bronią, a raczej pociskiem organizacji.  Działa to świetnie. Banner ma w końcu miejsce, aby pokazać trochę więcej swojego człowieczego ja. Dzięki temu otrzymujemy między innymi dobrze i naturalnie rozpisany team-up z Iron Manem. A Hulk? A Hulk robi to co potrafi najlepiej – miażdży. Zresztą relacja z Tonym Starkiem jest dosyć ciekawa i nie sprowadza się bynajmniej do decyzji o wystrzeleniu Zielonego Olbrzyma w kosmos. Dosyć dobrze wypada też współpraca z przełożoną Bruce'a – Marią Hill.

Waid nie ustrzegł się jednak minusów. W tym tomie dobrze działają tylko dwie postaci z głównej obsady - Banner i Hill. Naukowiec jest tu głównym bohaterem, więc nie ma problemu. Można nawet powiedzieć, że ta dwójka wychodzi mu świetnie. Niestety tego nie można powiedzieć o reszcie obsady. Może jak dostaną więcej miejsca, to coś z tego będzie. Póki co są zwyczajnym tłem. Fabuła też czasami nie daje rady i jest tylko pretekstem do tego by zobaczyć jak Hulk robi rozwałkę. Świetnie to się ogląda, ale pozostaje pewien niedosyt. Szczególnie, że póki co główny wątek to ten... obyczajowy? Sam nie wiem jak to nazwać, ale póki co na pierwszym planie są rozterki Bruce'a. Co najlepsze obyczajowość historii nie jest wadą. Pozwala na nowo spojrzeć na naukowca i rozwinąć postać. Kontrastuje to też dobrze z żywiołowością Hulka. Tylko na dobrą sprawę brakuje miejsca na jakiś inny wątek ciągnący się przez kilka numerów.  Tak właściwie nie wiem czy dobrze to ująłem. Fabuła działa świetnie, ale tylko w części komiksu. To znaczy sceny akcji, rozwałki, lania złych wypada niemrawo, za to wątek cywilny daje radę i to bardzo. Niestety wprowadza to nierówność historii. Nie to, żeby sceny miażdżenia były złe. One są naprawdę porządne, ale to po prostu inny, niższy poziom. Na szczęście poprawi się to w kolejnym tomie, kiedy gościnnie pojawi się Daredevil. Tyle, że tutaj go nie oceniamy.

Co by tu powiedzieć? Kupujcie (albo poczekajcie na tańsze wydanie w miękkiej oprawie i wtedy kupcie), ponieważ lepszej historii o Hulku ostatnio nie było. Do tego kolejne tomy zapowiadają się niezwykle dobrze i co najważniejsze – na tą serię jest konkretny pomysł. Ode mnie to wydanie zbiorcze dostaje cztery niepoliczalne zielone sałaty.


lt_4pts.png


GrayFox: Co tu dużo mówić, nigdy nie byłem fanem Hulka. Nawet lektura "Planet Hulk" nie potrafiła tego zmienić, choć Gamma Goliat dużo dzięki niej zyskał i urósł w moich oczach na ciekawą postać. Teraz, w świeżo upieczonej serii jaką jest Indestructible Hulk, swoich sił z tym bohaterem próbuje Mark Waid, przez wielu uważany za absolutny top scenarzystów zatrudnianych obecnie przez Dom Pomysłów. Czy zostałem fanem Hulka po lekturze pierwszego wydania zbiorczego w wykonaniu tego skryby? Nie, ale i tak było nieźle.

Omawiane wydanie zawiera pięć pierwszych numerów serii, które razem tworzą historię zatytułowaną "Agent of S.H.I.E.L.D.". Waid wpadł bowiem na fantastyczny w swej prostocie pomysł, by zatrudnić Bannera w S.H.I.E.L.D., a z samego Hulka uczynić broń, którą rządowa agencja dowodzona przez Marię Hill może wykorzystać by wybrnąć z ciężkich sytuacji. Tomik składa się w sumie z czterech mniejszych opowieści będących początkami Hulka w tej roli, mamy tutaj między innymi przygody z Mad Thinkerem czy A.I.M.. Skrypt napisany przez pana Waida jest naprawdę w porządku, kiedy trzeba jest całkiem poważnie, innym razem można się wesoło uśmiechnąć, jest czas na naukowy bełkot Bannera i jest czas na niczym nieskrępowaną rozwałkę w wykonaniu Hulka. Historie są dość zróżnicowane, ale we wspólnym klimacie i to bardzo poważna zaleta omawianego albumu.

Przy bardzo dobrym scenariuszu mamy szkarady narysowane przez Leinila Francisa Yu. Naprawdę uważam, że każdy kolejny komiks narysowany przez tego człowieka jest coraz brzydszy, a sam Yu mógłby się bardziej przykładać do roboty, tła na wielu kadrach po prostu nie istnieją, szczegółów postaci czasami już nawet na drugim planie nie uświadczono... co jest o tyle smutne, że okładki w jego wykonaniu są już niczego sobie. Dorzuciłbym do tego fatalną pracę kolorysty podpisanego jak Sunny Gho. Nie wiem, kim jest ten osobnik, ale jego niechlujnie nałożone kolory z Photoshopa skutecznie obrzydziły mi lekturę.

Czy zostałem fanem Hulka po przeczytaniu tego albumu? Nie. Czy będę czytał dalej? Całkiem możliwe, że tak. Mogę polecić ten komiks osobom z wysoką tolerancją na fatalne rysunki i szukającym jakiegoś powiewu świeżości w tym zakątku uniwersum Marvela, bo pomysł jest godny pochwały i sam jestem ciekaw jak dalej zostanie wykorzystany.

lt_35pts.png

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.