Avalon » Publicystyka » Artykuł

Naleśnikomania #1: How to Kill a Teenager with Craig Kyle & Christopher Yost

Dajmy największemu malkontentowi na forum własną kolumnę a przestanie zawracać innym głowę. Co może pójść nie tak? 



Naleśnikomania #1

How to Kill a Teenager with Craig Kyle & Christopher Yost. New X-Men: Childhood’s End vs Avengers Arena


Swego czasu zostałem oskarżony, kilkakrotnie nawet, o hipokryzję. Jak to bowiem jest, zapytali moi zacni forumowi koledzy, że psioczę na Avengers Arena, którego nienawidzę za bezmyślne zabijanie bohaterów, a jednocześnie jestem wielkim fanem runu Craiga Kyle i Christophera Yosta w New X-Men vol. 2 w którym uśmiercono łącznie czterdzieści pięć postaci, więcej niż nawet jest w serii Dennisa Hopelessa. I widzę ten zarzut często, w różnych formach. Niektórzy nawet próbują atakować tamtą serię, twierdząc, że robiła to samo, co Avengers Arena. Najbardziej chyba obraźliwą dla mnie, jako fana New X-Men, jest, gdy ludzie twierdzą, że to, co zrobili panowie Kyle i Yost w jakiś sposób stanowi przyzwolenie, a może nawet formę rozgrzeszenia dla abominacji pana Hopelessa. Że niby popularność tamtego runu dowodzi, że Dennis Hopeless podejmuje dobrą decyzję, próbując powtórzyć jego sukces, a Avengers Arena to dzieło tej samej jakości tylko dlatego, że zabija postacie. Nie potrafię powiedzieć jakim obrzydzeniem mnie napawa taki pogląd i jak bardzo nie mogę zdzierżyć mieszania z błotem świetnej serii, aby bronić najgorszego komiksu, jaki w życiu czytałem. Dobra państwo moi drodzy, chcecie się bawić w ten sposób, to ja też mogę. Porównajmy więc, Avengers Arena kontra New X-Men vol. 2 #20-31, trzyczęściowy storyarc Childhood's End. Z naciskiem na numery #24-27, historię "Crusade" w której dochodzi do tych wszystkich śmierci. 

cover cover cover cover
Okładki New X-Men vol.2 #24-27

W pewien sposób jest to dla mnie pouczające, bo sam muszę dokonać, że tak to wyrażę, autopsji moich uczuć względem obydwu tytułów. Porównanie zmusza mnie do odejścia na bok i spojrzenia na nie z niezabarwionej osobistymi poglądami, przynajmniej nie tak bardzo, perspektywy. I pierwsze co rzuca mi się w oczy to podobieństwa. Zarówno w Crusade, jak i w Avengers Arena, postacie giną, aby zapewnić nas, że sytuacja jest poważna a przeciwnik, z jakim przyszło się bohaterom zmierzyć, nie będzie się z nimi cackał. Różnica leży jednak w sposobie przeprowadzenia tego. W Avengers Arena, w pierwszym numerze, Arcade bez większego problemu spuszcza lanie wszystkim dzieciakom, a potem jednego z nich bez większego trudu zabija. W przejściu między pierwszą a drugą historią Childhood’s End zabitych zostaje ponad czterdzieścioro uczniów, jednak ich mordercy, Puriffers, nie przychodzą otwarcie, nie zamiatają podłogi największymi twardzielami i nie zabijają, przyjmując filmowe pozy twardzieli. Kryją się w krzakach, a potem odpalają pocisk w autobus pełen dzieciaków, które nawet nie mają już swoich mocy. Podczas gdy Hopeless morduje postać, aby pokazać jaki potężny i groźny jest Arcade, Kyle i Yost przedstawiają działania Puriffers jako tchórzliwy zamach terrorystyczny. Ci ludzie nie szukają otwartej walki, ale uderzają z ukrycia, na cel nie biorą najtwardszych zawodników, ale bezbronne dzieci. Powiedziałbym, że wręcz unikają konfrontacji z tymi obdarzonymi mocą, aż do finałowego ataku pozostając w cieniu – a nawet wtedy, chociaż są przekonani, że wyeliminowali już wszystkich, którzy mogą im zagrozić, to i tak trzymają się atakowania dzieciaków. Paradoksalnie, akceptując słabości Purifers, Kyle i Yost zdołali w przekonujący sposób przedstawić ich jako groźnych i niebezpiecznych. Oni znają swoje ograniczenia, wiedzą, że nie mają szans w bezpośrednim starciu, nawet mimo technologii, którą posiadają i preferują ukrywanie się i ataki z zaskoczenia, aż pozbędą się wszystkich przeszkód na swojej drodze. I dopiero wtedy, gdy są pewni, że nic im nie grozi, ruszają do otwartej walki. Są przez to o wiele bardziej interesujący niż Arcade, który na dzień dobry bez jakiegokolwiek wyjaśnienia zamiata podłogę Sentinelem i Darkhawkiem, rzucając żartami o tym jaki to jest wspaniały, co zwyczajnie trąci fałszywością i niezdrowym zamiłowaniem do postaci. Atak Puriffers w prosty sposób pokazuje nam zarówno ich mocne (przebiegli, ostrożni, zabójczo efektywni) jak i słabe strony (bojący się bezpośredniego starcia). Ich efektywność jest nam szybko wyjaśniona i chociaż wydają się być cały czas o krok przed bohaterami, to są dalej ludźmi, którzy mają prawo się mylić, koniec końców głównym czynnikiem, który decyduje o ich upadku jest nadmierna pewność siebie i ślepa wiara w plan. Jest to znacząca różnica w porównaniu z taką Apex, która jest nam przedstawiana jako trzymająca wszystkie karty w rękach i nawet, gdy popełnia jeden kretyński błąd za drugim, komiks każe nam wierzyć, że jej porażka to wielkie osiągnięcie ze strony bohaterów, a nie wynik jej własnej, bezdennej głupoty, bo scenarzysta odmawia przyznania, że mogła popełnić błąd. Pan Hopeless dwukrotnie przedstawia Kathy jako kontrolującą w pełni sytuację aż do jednego zdarzenia, którego w sumie nie mogła przewidzieć, a które rujnuje wszystko. Panowie Kyle i Yost z kolei pokazują jak do klęski Purifers doprowadza seria wypadków, wynikających z niepowiązanych ze sobą działań bohaterów - zamiast nagłego zwrotu akcji i rozwiązania starcia, przywodzącego wręcz na myśl bitewne anime shonen, widzimy jak potężnym i groźnym fanatykom, mimo wszystkich ich przygotowań i wyposażenia, sytuacja kawałek po kawałku wymyka się z rąk. 

cover cover cover cover
Okładki Avengers Arena #1-4

Po drugie, jak już wspominałem, atak na autobus jest traktowany nie jako pojawienie się superzłoczyńców, ale jako zamach terrorystyczny. Tam, gdzie Dennisa Hopelessa stać było tylko na powtórkę motywów znanych z cudzej twórczości, głównie Battle Royale, tam panowie Kyle i Yost pokusili się, aby zderzyć świat mutantów z czymś, co prawdopodobnie można porównać tylko z jedenastym września. To nie jest sympatyczne porównanie i wiem, że wielu może wydać się niesmaczne i nie na miejscu. Szczerze powiedziawszy, jeśli ktoś uważa, że przekraczam w tym momencie pewną granicę, nie będę go winił, jeśli przerwie lekturę – to jest poważny temat i nie powinien był być podejmowany lekko, jeśli to porównanie kogoś obraziło, to z całego serca przepraszam. Jednak patrząc na sceny z chwili po eksplozji, przeplatające się ze scenami pogrzebu z numeru #20, nie mogę oprzeć się skojarzeniom z własnymi wspomnieniami z dnia, w którym runęły dwie wieże. Nie twierdzę, że potrafię utożsamiać się z ludźmi, którzy przeżyli zamach z jedenastego września, z tymi, którzy stracili w nim rodziny, ani nawet z Amerykanami, dla których był to o wiele większy wstrząs, niż mógł być dla mnie. Chcę tylko powiedzieć, że patrząc na ten komiks, w pewien sposób rozumiem jakie odczucia i skojarzenia chcieli wywołać panowie Kyle i Yost i jaki sposób wybrali, aby je obudzić w czytelniku. Zderzyli uczniów X-Men z brutalną rzeczywistością, na zasadzie analogii wprowadzając ich w narrację, jaka wytworzyła się na świecie po zamachach z jedenastego września. Śmierć przyjaciół wstrząsnęła nimi i brutalnie zakończyła ich szczęśliwe dzieciństwo. Bo bądźmy szczerzy, większość z nich to jednak dalej były do tej pory dzieci. Jasne, pod skrzydłami Christiny Weir i Nunzio DeFilippisa nie brakowało momentów smutnych i dramatycznych, jednak ogólny klimat dalej był w miarę optymistyczny i skupiał się na codziennym życiu i dojrzewaniu bohaterów. Kiedy szli do akcji, były to prawie zawsze tylko kontrolowane treningi w Danger Room. Kyle i Yost zafundowali im brutalne przebudzenie. Dzieci, które śniły o zostaniu X-Men zostały postawione przed ponurą rzeczywistością, jaka wiąże się z takim stylem życia. To kolejna rzecz, która odróżnia tę historią od Avengers Arena – Dennis Hopeless próbował skopiować fabułę Battle Royale, w roli głównej obsadzając członków Runaways i Avengers Academy, kompletnie zapominając o tym, że chociaż są to nastolatki, to swą niewinność utracili we wcześniejszych przygodach, zamieniając ją na doświadczenie. Każąc im zachowywać się jak niedoświadczone smarkacze, pierwszy raz postawione w przerażającej i tragicznej sytuacji, niczym bohaterowie wspomnianej powieści, mija się z celem i wymaga praktycznie zignorowania wszystkiego, co o tych postaciach wiemy. A w takim razie to równie dobrze mogą być nowi bohaterowie. Tymczasem Kyle i Yost zajęli się odzieraniem z niewinności grupę, która wciąż ją jeszcze miała, eksplorując jak tragiczne wydarzenia mają na nich dewastujący wpływ, jak próbują podnieść się po każdej kolejnej tragedii i żyć dalej, nawet jeśli wiedzą, że nic już nigdy nie będzie takie samo, jak muszą patrzeć na ich sen zmieniający się w koszmar, poradzić z poczuciem bezsilności i rozpadającym zaufaniem do swoich nauczycieli i mentorów, a jednocześnie szybko dorosnąć do nowych wyzwań, inaczej kolejna osoba może zginąć. Centralnym motywem ich runu jest utrata niewinności i fakt ten podkreśla obecność X-23, postaci zupełnie z niej odartej, która jest ponurą perspektywą jak może wyglądać koniec drogi, na którą wkroczyli. Jej interakcje z innymi bohaterami wzbudzają pytanie, czy i oni kiedyś skończą tak złamani, pozbawieni tego czegoś, co czyniło ich ludźmi? 

cover cover cover cover cover
Okładki Avengers Academy #1, Runaways #1, X-23 vol.3 #1, Avengers Academy #23 i New X-Men vol.2 #23

Laura pełni też rolę podobną do tej, jaka w nowej serii Young Avengers vol. 2 przypada Lokiemu – stanowi rodzaj klamry, która łączy na poziomie opowieści oraz tematyki wcześniejsze przygody bohaterów serii, oraz jej własne. Young Avengers Alana Heindberga było o młodych ludziach próbujących sprostać dziedzictwu herosów poprzedniego pokolenia, podczas gdy Journey Into Mystery było o Lokim próbującym uciec od mrocznej spuścizny, jaką pozostawiło mu jego poprzednie wcielenie. Łącząc je Kieron Gillen otrzymał opowieść o młodych ludziach budujących własne dziedzictwo. Podobnie sytuacja wygląda tutaj. Run państwa DeFilipis i Weir w New X-Men był o relacjach między młodymi ludźmi oraz między nimi a dorosłymi, podczas gdy obie mini serie X-23 Kyle’a i Yosta były analizą procesu odzierania dziecka z jego niewinności. Łącząc je otrzymaliśmy opowieść o młodzieży, która, w starciu z okrutnym światem dorosłych, musi wznieść się ponad swoje podziały, co świetnie obrazuje scalenie pozostałości New Mutants i Hellions w jeden zespół i ich trudne próby zgrania się. 

cover cover cover cover cover
Okładki X-23 #1, X-23: Target X, Young Avenfers #1, Young Avengers vol.2 #2 i Journey Into Mystery #631

Warto też zaznaczyć jedną rzecz, która odróżnia zarówno New X-Men vol. 2 jak i Young Avengers vol. 2 od Avengers Arena. Jest raczej oczywiste, że autorzy każdego z tych komiksów zbudowali obsadę z najpopularniejszych postaci istniejących wcześniej oraz swoich własnych bohaterów, bądź odświeżonych wersji swoich ulubieńców. Dzieciaki z New Mutants i Hellions plus X-23. Kate, Billy, Teddy i Noh-Varr plus Loki, Miss America i Prodigy. Dzieciaki z Avengers Academy, Chase, Nico i Darkhawk plus uczniowie Braddock Academy, Deathlocket i Cammi. Różnica polega na sposobie, w jakim przedstawiona jest równowaga między obiema grupami. W Avengers Arena wszyscy, z wyjątkiem paru osób, są protagonistami, a rola postaci przedstawiającej punkt widzenia skacze między nimi z numeru na numer. Jednakże to druga grupa jest głównymi bohaterami, to oni podejmują decyzje, które mają znaczenie. Pierwsza grupa działa tylko w reakcji na wybory podejmowane przez drugą i ich konsekwencje, okazje, gdy wykazują własną inicjatywę są niezwykle rzadkie. O ile w Young Avengers vol. 2 sytuacja wygląda podobnie, o tyle jednak pewien detal sprawia, że jest zupełnie inna. Cały zespół to protagoniści – chociaż Billy bardziej od innych - możemy też wskazać postacie, które w większym stopniu służą jako odniesienie dla czytelnika od innych – głównie Billy, Teddy i David – oraz wyraźnego przywódcę grupy – Kate – ale głównym bohaterem jest Loki, bo to konsekwencje jego decyzji i jego planów napędzają sporą część fabuły. Jednak jest to podane w subtelny sposób, przez co czytelnik nie zdaje sobie z tego sprawy aż do dziesiątego numeru i jest bardziej skłonny wskazać innych bohaterów jako głównych. W New X-Men sprawa ma się podobnie – cały zespół to protagoniści, nietrudno jednak zauważyć, że tylko podstawowa obsada serii służy za punkt widzenia – X-23 zostaje to odebrane, pozostaje elementem tajemnicy czymś niezrozumiałym dla pozostałych i zarazem czytelnika, bo to z perspektywy reszty obserwuje on wydarzenia. Jasne, ma swoje momenty wspaniałości, ale podobnie mają wszyscy inni członkowie grupy, przez co historia traktuje swoją obsadę sprawiedliwie, czego o Arenie, która tarza ulubieńców fanów w błocie aby pupile autora mogły wypaść lepiej, powiedzieć nie można. 

cover cover cover cover cover
Okładki New X-Men vol.2 #1, New X-Men vol.2 #43, Avengers Arena #6, Runaways #18 i Avengers Academy #20

Warte uwagi jest też, że właśnie pan Hopeless celuje w niszczeniu postaci, które fani pokochali już wcześniej, zabijając je i cofając w rozwoju, lub w ogóle fundując kompletną zmianę osobowości, aby czytelnicy byli w stanie bardziej polubić tylko jego nowych bohaterów oraz Cammi (która została tak odmieniona, że jest właściwie nową postacią). Tymczasem panowie Kyle i Yost nie bawią się w szaleńców z karabinem, ale są parą ostrożnych snajperów, którzy wybierają swoje cele ostrożnie i tak, aby rozwścieczyć fanów jak najmniej. Jasne, ginie tu masa bohaterów, ale większość z nich stanowiła głównie tapetę, tło dla reszty, a niektórzy, jak DJ, chociaż dostali swoją szansę, nie zdołali podbić serc fanów tak bardzo, jak główna obsada serii. I nawet zabici wśród głównej obsady to postacie najmniej popularne, albo przyćmione przez resztę, albo nieszczęśnicy, którym nie udało się nigdy wyrwać spod złego pierwszego wrażenia, jakie zrobili pod kuratelą innych scenarzystów. Jedyna postać, wobec której są niesprawiedliwi to Sophia, która ostaje usunięta z serii, aby X-23 mogła wskoczyć na pozycję love interest Helliona. A jej jednej, chociaż spokojnie mogli, Kyle i Yost nie zabili, bo wiedzieli, że takie zagranie tylko zniechęci fanów zarówno do nich, jak i do Laury. 

cover cover cover cover cover
Okładki New X-Men vol.2 #33-36 i Avengers Arena #7

Do tego, podczas gdy u pana Hopelessa tylko nowi bohaterowie mają prawo rozwijać się i ewoluować jako bohaterowie, podczas gdy reszta jest mieniona w płaskie karykatury samych siebie, którzy mają tylko wzbogacić story arce pupilów autora. Panowie Kyle i Yost stosują zabieg odwrotny – to właśnie X-23 dostaje u nich najmniej rozwoju, a nawet powiedziałbym, że aż do drugiego roku, jest jej też poświęcone najmniej uwagi. Tymczasem to pozostali, głównie z naciskiem na Surge (która w tym runie wyrosła na moją ulubioną postać z Marvela, przebijając nawet Aresa i Nico Minoru) oraz Helliona, przechodzą tę ewolucję, jak pisałem wyżej. Nawet niektórzy nauczyciele, jak Emma Frost, również się rozwijają pod wpływem wydarzeń. A przynajmniej ja polubiłem White Queen w tej serii, dzięki paru krótkim występom (szczególnie jej konfrontacji z Ms. Marvel), bardziej niż nawet w Astonishing X-Men Jossa Whedona. 

cover cover cover
Okładki New X-Men vol.2 #3, New X-Men vol.2 #14 i Astonishing X-Men vol.3 #18

A kto jest głównym bohaterem tej opowieści panów Kyle’a i Yosta? Żadne z nich. Nie X-23, nie Surge, nie Hellion, nie ktokolwiek inny z uczniów, nie Emma Frost - tę rolę dzierży wielebny William Stryker. Być może ulegam trochę wpływom Orsona Scotta Carda, ale nie mogę nie zauważyć podobieństw miedzy nim, rolą, jaką ten przypisuje Darthowi Vaderowi w trylogii "Gwiezdnych Wojen". Jasne, Luke, Leia i Han to protagoniści, ludzie którym kibicujemy, których perypetie przeżywamy, którzy odkrywają sekrety o samych sobie i zmieniają się. Jednak niemal wszystko co robią ma miejsce w odpowiedzi na postępowania Dartha Vadera, jest konsekwencją jego działań, albo nawet samego faktu, że on istnieje. To on jest siłą napędzającą historię, to wokół niego się ona tak naprawdę kręci. Co więcej, dzięki temu, że wytwarza on osobiste relacje z Lukiem oraz niesie ze sobą tajemnicę (czemu stał się tym, kim jest?) a nawet może budzić współczucie ("bardziej maszyna, nieczłowiek" brzmi trochę smutno, musicie przyznać), można go rozumieć1 . Podobnie jest ze Strykerem – to on jest siłą chaosu, która uderza w naszych bohaterów, niszcząc świat, jaki znali. W przeciwieństwie jednak do takiego Saurona, nie siedzi i nie powarkuje w Mordorze, biernie czekając aż drużyna przyjdzie mu nakopać. Jest graczem aktywnym, który nęka bohaterów i nie daje im spokoju. To on podejmuje decyzje, które mają znaczenie i nadają kierunek biegowi wydarzeń. Co więcej, poznajemy jego motywacje i jesteśmy, o pewnego stopnia, w stanie je zrozumieć – kieruje nim strach i uprzedzenia, coś tak ludzkiego i normalnego, że czyni go tylko tym bardziej przerażającym. Kto z nas nigdy nikogo ani niczego się nie bał i nie nienawidził? W pewien sposób można nawet powiedzieć, że ten wielki i straszny morderca boi się nastoletnich mutantów bardziej, niż oni jego. Jego wpływ jest taki wielki, że nawet gdy zostaje usunięty z szachownicy, pozwalając protagonistom naprawdę zająć miejsce głównych bohaterów, jego cień dalej kładzie się na serii. Aż do pojawienia się Belasco New X-Men walczą z jego spuścizną, z konsekwencjami jego decyzji. To bardzo na miejscu, że finał jego sagi nazywa się Crusade, bo o tym właśnie jest – o krucjacie jednego szaleńca. 

cover cover cover cover
Okładki New X-Men vol.2 #37-40


Dennis Hopeless próbował osiągnąć coś podobnego ze swoimi antagonistami, ale brakło mu talentu, aby zrobić to tak dobrze – przekombinował w przypadku Apex, jej historię czyniąc kompletnie pozbawioną sensu, próbując przedstawić motywacje przypadkiem zrobił zarówno z niej, jak i z Arcade’a parę infantylnych kretynów z manią wielkości. Co gorsza, przez swoje ślepe uwielbienie dla Arcade'a próbował uczynić go aktywną siłą w historii, kiedy ta ze swojej natury wymaga, aby był pasywny – jedynie puścił wydarzenia w ruch i patrzył jak bohaterowie pozwalają swoim emocjom, skrytym lękom i pragnieniom przejąć kontrolę i niszczą się nawzajem. W konsekwencji wychodzi mu złoczyńca niekompetentny, który musi wielokrotnie ingerować we własną grę, aby ktoś w ogóle w nią grał. Podstawowa różnica między Arcadem a Strykerem sprowadza się do tego, że scenarzyści tego drugiego wiedzą co właściwie chcą z nim osiągnąć i konsekwentnie zmierzają do tego celu. 

cover cover cover
Okładki Avengers Arena #8-10

Chyba jednak najważniejszym, co odróżnia New X-Men od Avengers Arena jest sposób traktowania śmierci. Kyle i Yost potraktowali poważnie to, co zrobili bohaterom, poświęcili czas, by pokazać jak uderzyła w nich strata przyjaciół. A ponieważ są utalentowanymi scenarzystami i profesjonalistami, nie potrzebowali w tym celu wiele, czasem wystarczyło tylko kilka dobrze umieszczonych paneli, drobne tylko prześlizgnięcie się po świecie wewnętrznych przeżyć bohaterów, aby wyrazić całe tony emocji. Widać, że autorzy rozumieją, jak myślą nastolatki i potrafią zademonstrować, jakie piętno odcisnęły na nich te wydarzenia. Często w jednym panelu potrafią pokazać jak wiele stracili i sprawić, że zaczyna nam być żal zabitych, nawet jeśli ci pojawiali się wcześniej w tak głębokim tle, że można ich było łatwo przegapić. Jasne, nie każda śmierć jest dobrze poprowadzona, jedna niestety miała miejsce tylko dlatego, że Wolverine jest kretynem. Jednak na tym etapie jesteśmy już w stanie dać autorom kredyt zaufania. To coś, czego Hopeless nie zdołał uzyskać w Avengers Arena, bo zbyt się śpieszył i prawie nigdy nie zatrzymał się, aby choć trochę pokazać nam, jakie skutki tragiczne wydarzenia mają na bohaterów. A gdy raz to zrobił to poniósł sromotną porażkę, bo brakło mu doświadczenia i umiejętności, a cała sytuacja nie obchodziła go na tyle, by nawet przeczytać dialogi na głos. Bo bądźmy szczerzy, nawet jeśli nie podoba się komuś sposób w jaki Kyle i Yost traktują śmierć bohaterów, wszystko co zrobili jest o niebo lepsze od "My boyfriend exploded all over me!". 


cover cover cover
Okładki Avengers Arena #11-12 i New X-Men vol.2 #31

Myślę, że najlepiej różnicę między New X-Men Craiga Kyle i Christophera Yosta a Avengers Arena Dennisa Hopelessa ilustruje podejście samych autorów. Czytając wypowiedzi pana Hopelessa w wywiadach, czy w listach, można odnieść bardzo nieprzyjemne wrażenie, że jego w sumie nie obchodzą ci bohaterowie, ani ich fani. Negatywna reakcja jest dla niego ważna o tyle, że przynosi mu rozgłos, bardziej go obchodzi, że umieszcza swoje imię na mapie, niż, czy nie niszczy kompletnie zespołów ani tytułów, których członków przejął2, bo i tak próbuje wypromować ich kosztem swoje własne postacie. Z kolei panowie Kyle i Yost kochają historie o nastolatkach3, kochają też New Mutants Chrisa Claremonta4, który wcale nie oszczędzał tamtego pokolenia5. Mogą być bezwzględni, ale jednak nie zależy im, by bohaterów zabijać, nie piszą komiksu-rzeźni, ale opowieść o młodych ludziach stających przed potężniejszym przeciwnikiem ze świata dorosłych i wygrywających mimo wszelkich przeciwności6. I owszem, wiedzą, że niektórym ich podejście może się nie podobać, że fani ich ofiar są na nich wściekli nie mniej niż ja na Hopelessa, ale oni przynajmniej szanują tych ludzi i ich miłość do bohaterów7. Pan Hopeless z koeli nie potrafi nawet zaakceptować, a co dopiero zaadresować krytyki8. Być może też pewny czynnik w formowaniu mojej opinii ma to, w jakim większym kontekście umiejscowione są obie serie. Kyle i Yost umiejscowili swoja opowieść w jednym z najmroczniejszych okresów w historii X-Men9. Jasne, dzieciaki przeszły przez piekło, ale tak samo było ze wszystkimi X-drużynami w tamtym czasie. Avengers Arena pojawia się jako część Marvel Now, gdy nad Universum Marvela wstaje nowy dzień – wielka wojna Avengers i X-Men została zakończona, Ziemia ocalona przed Phoenix, czas aby herosi znów stali się herosami, Avengers otworzyli na sprawy mutantów i poszerzyli swe szeregi, aby bronić świta jako silna, potężna armia. Z tej okazji rozbijmy dwie popularne grupy nastoletnich superbohaterów i pomordujmy ich najpopularniejszych członków! Nawet inne mroczniejsze tytuły linii Marvel NOW! powalają przynajmniej swoim postaciom być bohaterami, stawać przed wyzwaniem, choćby nie wiem jak straszliwym (Thor: God of Thunder), albo chociaż dążyć do tego niedościgniętego ideału, nawet jeśli ich serce nie jest do końca czyste (Uncanny X-Men), bądź wręcz czarne jak zad Lucyfera (Superior Spider-Man). Avengers Arena to tylko bezsensowne mordowanie dla mordowania, które istnieje, bo autor chciał sobie wyrobić nazwisko, obok pozostałej oferty Marvela i przy obecnym status quo wygląda jak chory żart. 

cover cover cover
Okładki Thor: God of Thunder #1, Uncanny X-Men vol.3 #1 i Superior Spider-Man #1

Ale wiecie co? Ani jedno, ani drugie nie jest tak naprawdę ważne. Nawet jeśli ktoś nie wie ile pasji dla swych bohaterów mają Craig Kyle i Christopher Yost, ani jak bardzo Avengers Arena nie pasuje do obecnego obrazu świata Marvela, ba, nawet jeśli zignorujemy fakt popełnienia przez Dennisa Hopelessa przestępstwa plagiatu, to niczego nie zmienia. Różnica między dwiema historiami jest prosta. New X-Men nie ssie. Postacie mogą w niej umierać, mogą cierpieć, ale koniec końców idą naprzód. To opowieść o tym, jak w ogniu, niczym hartowana stal, rodzą się bohaterowie10 . Te dzieciaki pod kuratelą Kyle’a i Yosta przeszły przez piekło, ale wyszły wzmocnione i zapracowały na coś, czego nikt im nie odbierze, nieważne jak długo będą spychane do roli tła dla pupilków innych scenarzystów, jak Quentin Quire czy Hope Summers, ani jak głęboko we własnym tyłku głowę ma Jason "Wolverine chce by dzieci były dziećmi, a Wolverine ma zawsze rację" Aaron. Na miano. Na jedno, dwuczłonowe słowo, które okupiły krwią, potem i łzami. X-Men. 


cover cover cover cover cover
Okładki Cable and X-Force #13,Wolverine and the X-Men #3, Wolverine and the X-Men #25 Wolverine ant the X-Men #32 i Wolverine and the X-Men #35


Czy to jest dla was dostateczne wyjaśnienie? 

Demogorgon


1 "Take the third Star Wars movie, Return of the Jedi. The first two movies had focused on Luke Skywalker, 
Princess Leia, and Han Solo-but it was clear that the story was about Luke Skywalker. As the movies 
became hits and penetrated American culture, however, a curious thing was happening. An extraordinary 
number of children seemed to admire the monstrous villain, Darth Vader. Why did they want to act out the 
part of this casual murderer? 
I suspect it's because, no matter how busy the good guys were, everything they did was in reaction to Darth 
Vader. He was the one calling the shots. He was the one with the power and freedom to act-and, too, he 
was made somewhat sympathetic by the fact that his body had been ruined and he depended on a machine 
for survival. 
Darth Vader was also the most mysterious-how did he become the way he is? Why did he turn to the dark 
side of the force? How did he become so powerful? This sense of mystery and awe is one of the things you 
must look for when searching for the main character of your story. The audience is drawn to the strange, 
the powerful, the inexplicable. 
By the third movie, probably without any of the filmmakers' being aware of it, Darth Vader was the main 
character, even though Luke, Leia, and Han remained protagonists. Yes, they have neat adventures and 
discover things about each other (Don't kiss me, Luke: you're my long-lost brother), but all of these events 
are just devices to get them ready for their confrontation with the one character whose choices actually 
matter: Darth Vader. It's no accident that the climax of Return of the Jedi is Darth 
Vader's choice to turn against the evil emperor and save the life of his son-his choice to reject the dark side 
of the force. Everything came down to Darth Vader's choice. He was the center of the film. It was his story. 
And yet we never, not once, hoped that he would win." – Orson Scott Card, “How To Write Science Fiction And Fantasy”, Writer’s Digest. 
2 "As exhausting as negative feedback can be, it's pretty cool to write something that inspires such a passionate response. Creators spend a lot of years doing work no one will ever see." – Dennis Hopeless, “Hopeless & Gage Head to The “Boss Level” of “Avengers Arena”, Comics Book Resources, http://www.comicbookresources.com/?page=article&id=47128, wyświetlane dnia 2.10.2013. 
3 "If you can’t write good comics with teenagers, you can’t write good comics at all" – Craig Kyle, Mutants And Masterminds: Hero High, Green Ronin Publishing 2007. 
4 ""New Mutants" is the book I look back t with very fond memories, but to pick one storyline from the run would be too difficult" – Craig Kyle."When I was a teen reading about Spider-Man and the New Mutants, I wanted to BE those kids because of course they had cool superpowers and exciting things happened to them all the time. But they had the same problems that normal teens had – relationships, school, adults keeping them down, all with the added bonus of costumes, bad guys and powers." – Chris Yost. Obydwa cytaty – Mutants And Masterminds: Hero High, Green Ronin Publishing 2007. 
5 "In the series THE NEW MUTANTS that debuted in the ‘80s the junior X-Men had pretty intense first year. They dealt with the Hellfire Club, Sentinels, a Brood Queen, Viper, the Silver Samurai and Selene. They lost one member, gained another, and when they finally got home, had to deal with Kitty Pryde calling them X-Babies. Any new generation of X-Men has a lot to live up to. Waiting thirty days to find out what happened to those poor kinds next was a torture, and amazingly, year two for the New Mutants was even crazier." – Craig Kyle i Chris Yost, New X-Men vol.2 #31, Marvel Comics 2006 
6 "And as a bonus, when kinds are up against adults, they’re instantly the underdog. Young Spider-Man versus the Sinister Six or the New Mutants versus the Sentinels…there’s no way they can win. But when they do, the crowd goes wild." – Christopher Yost, Mutants And Masterminds: Hero High, Green Ronin Publishing 2007 
7 "And finally, thanks to you, the reader. Even if you’re reading in anger and spite, throwing each issue across the room in rage, but still coming back for more. We appreciate the love you all have for these characters, and promise not to kill any more of them. For thirty days, at least." – Craig Kyle i Christopher Yost, New X-Men vo.2 #31, Marvel Comics 2006 
8 "I think I’d have enjoyed your letter more if you had left out the bit where you criticized us." – Dennis Hopeless, Avengers Arena #16, Marvel Comics #2013
9 "Now imagine that world got even DARKER. Mutants are on the verge of extinction and no one knows why. The X-Men had gone public, and now everyone knew where they lived. Sentinels had hover outside the mansion, surrounding it. If you’re student enrolled at Xavier’s Institute, you just became TARGET. Thus, "Childhood’s End"" – Craig Kyle i Christopher Yost, New X-Men vol.2 #31, Marvel Comics 2006. 
10 "They’ve taken the worst the X-Men’s world had to throw at them, and they’ve ready for more. They are becoming that light, that hope, that the X-Men represent. They’re going to protect a world that hates and fears them – starting with their fellow students" – Craig Kyle i Christopher Yost, New X-Men vol.2 #31, Marvel Comics 2006.
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.