Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #316 (09.09.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 9 wrzesień 2013Numer 36/2013 (316)


"Infinity" wkracza w kolejną fazę z drugim numerem swojej głównej historii. Natomiast rozpoczynające się "Battle Of The Atom" serwuje nam podwójną dawkę najnowszego crossovera obejmującego główne serie poświęcone mutantom.

X-Men: Battle Of The Atom #1 (BotA Part 1)
Undercik: Rozwalanie Sentineli to chyba ulubione zajęcia każdego X-Mena. Tak bardzo, że Cyclops tylko draczy się z Kitty, aby potem radośnie i wspólnie porozwalać kolejne roboty. Uśmiechnąłem się w momencie kiedy X-Meni współpracowali bez oporów i nie próbowali się zwalczać. Nareszcie krok do pojednania... tyle, że wypada on nienaturalnie, biorąc pod uwagę obecne relacje. Pewnie dałbym za to wielkiego minusa, ale tak nie lubię wątku schizmy, że przejdę obok tego obojętnie.
Ciekawe czy początek z perspektywy Magik będzie miał jakieś znaczenie dla dalszej fabuły. Rozczaruje się, jeśli chodziło tutaj tylko o ekspozycje (mimo, że to był ciekawy pomysł).
Nadal uwielbiam to, jak Bendis pisze oryginalnych X-Men. Widać to co w Ultimate. Brian genialnie prowadzi nastolatków. Scena w stołówce niby zbyteczna dla akcji, ale lubię takie momenty, ponieważ pozwalają się zżyć z postaciami. Tak. Bendis jest tutaj bardzo sobą. Tego można było się spodziewać. Póki robi to dobrze nie narzekam. Byle w pewnym momencie nastąpiło trochę akcji, która nie polega na gadających mutantach. Ale o to nie trzeba się martwić, skoro część historii będzie autorstwa Aarona i Wooda. Pewnie ich części skupią się bardziej na akcji. Końcówka za to bez zaskoczeń, skoro wiedzieliśmy to już z różnorakich zapowiedzi Marvela.
No i powiedźcie mi dlaczego Elixir nie może pełnić roli tego nowego mutanta który uzdrawia. Dlaczego??? Zestaw mocy ten sam, a nawet jeśli Bendis by chciał coś więcej, to zawsze mógł odpowiednio rozwinąć mutacje. Lepiej stworzyć nową, prawie identyczną postać, która i tak za 2-3 lata będzie się przewijać jako tło dla kolejnych młodych mutantów.
I jak oni chcieli wysłać mutantów do przeszłości, skoro nie mieli Angela? Nawet nie próbowali się skontaktować z Cyclopsem? W czasie walki dogadują się, a teraz nawet nie nawiążą połączenia? Nawet nie wspomną? Przecież Scott nie jest głupi i sam się zorientował, że coś jest nie tak i by pomógł.
avalonpulse0316b%20%5B1600x1200%5D.JPGDemogorgon: Takie badziewie, że aż nie warto przyzywać Rustlemanii.
Teraz. TERAZ się skapowali, że trzymanie tych dzieciaków w teraźniejszości to głupi pomysł. Jak niemal było za późno. Brawo X-Men, jesteście kompetentni jak nie wiem co.
I ffajnie, że trwa ta schizma i w ogóle a nie dwie wrogie sobie grupy od tak się team-upują tylko wymieniając przyjazne docinki i nikt z jednej nie zastanawia się jak na ich reptuacje może wpłynąć współpraca z terrorystami z drugiej...Wait.
Scott ma ciało ze stali jak wytrwał tyle ataków i dopiero ostatni mu dowalił.
A tak w ogóle - Sentinele out of fucking nowhere? Serio?
Musze nieco wybronić nowego dzieciaka przed Undercikiem - o ile też bym zamiast niego wolał Elixira, nie wiem czy Josh by mógł in-character dołączyć do Scotta. Więcej w recenzji drugiej części BaotM(an).
Krzycer: Kurczę, miło było popatrzeć na X-Men z obu stron barykady działających ramię w ramię. Nawet, jeśli połączyli się, by walczyć z "fabułą" Uncanny X-Men, tj. Sentinelami wyskakującymi zza każdego krzaka.
Motyw "śmierci" Cyke'a byłby w porządku, gdyby nie efekt - równie idiotyczny, co ludzie znikający ze zdjęcia w "Powrotach do przyszłości". Ale mniejsza o to, wiadomo, gdy w Marvelu ktoś podróżuje w czasie należy przestać myśleć.
Słowo o rysunkach - jak na Cho, to zaskakująco niewiele było wypinania tyłków do czytelnika. Poza tym wspaniałym kadrem, na którym 50-stopowa Kitty (w porównaniu do reszty zespołu) nurkuje na główkę w cement. Z samolotu. Z kataną w ręku. (?!) Znaczy, wiem, Kitty się szkoliła na ninję, ale w życiu nie widziałem, by leciała z kataną do walki. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności katana pojawia się tylko na dwóch kadrach, po czym znika bez wyjaśnienia, więc mogę przestać się nią przejmować.
Ogólnie: poziom All-New X-Men zachowany, ze wszystkimi zaletami i wadami.
wolvie111: Jako, że jestem fanem mutantów, to ogromnie ekscytowałem się przed tym eventem. Mimo, że Marvel ostatnio nimi zawodził, to nie mogę tego powstrzymać. I tu jak zawsze początek jest bardzo obiecujący. Ciekawy początek z Magik. Ta postać nigdy nie miała tak istotnej roli, jaką może mieć w tym evencie dzięki swojej nowej mocy. Więc czekam na powrót do wątku z nią, a po zapowiedziach widać, że taki będzie. Potem jest porządna walka z Sentinelami i wreszcie bezkonfliktowy team-work z ekipą Scotta. Dla mnie jak najbardziej na plus. Już nie taki fajny jest sam fakt śmierci młodego Cyclopsa i wielkie zdziwienie. Młodzi X-Men w naszych czasach mogą narobić ogromnych problemów! Jakby nikt tego nie wiedział od samego początku. Jeszcze głupsze wydaje się przybycie w tym właśnie momencie X-Men z przyszłości, którzy właściwie przerwali prawie już przesądzoną sprawę. No właśnie. Prawie przesądzoną. Może Wolverine i spółka ostatecznie pozwoliliby im zostać dłużej...
Od strony graficznej bardzo dobrze. Ładne i dokładne rysunki. Fajnie wyszła scena walki z potworami. O właśnie! Pojawił się przy okazji nowy mutant. Niestety Animax najprawdopodobniej trafi za kratki. A szkoda dla X-Men, bo z pewnością Mystique się nią zainteresuje. Dam 7/10.
grzgrzegorz: Blablabla, pojawiają się X-Men, blablabla. Słaby numer po prostu. Bendis nie postarał się za bardzo pisząc ten poczatek do BotA. Tak samo jak napisałem przy All New nie skreślam jeszcze tej historii, ale mam nadzieję, że BMB postara się bardziej i zacznie respektować prawa podróży w czasie jakie obowiązuja w Marvelu, albo przynajmniej to wszystko ładnie i przekonująco wyjaśni. Standardowe 7/10.
Lotar: Typowa Bendisowczyzna. Cały numer o dupie maryny. Tych nowych mutantów, to wymyślają dzieci Bendisa? Jedna moc głupsza od drugiej. X-Men ze szkoły cały czas plują na ekipę Summersa, ale jak się w dupkach zaczęło palić to nagle wielcy przyjaciele. Cały numer zmarnowany. Trzeba było na pierwszej stronie walnąć zgraję z przyszłości. Ile tam stron narysował Immonen? 2? Niezła ściema, żeby go dać na okładkę. 2/6.
jdtennesse: Pokładałem ogromne nadzieje w związku z tym jubileuszowym eventem. Miałem nadzieję, że autorzy przygotują dla nas coś naprawdę wyjątkowego. Niestety, moje oczekiwania nie zostały spełnione, chociaż nie znaczy to, że jestem całkowicie rozczarowany. A więc po kolei. Chyba najmocniejszą stroną są rysunki, ładne, dokładne, nie będę się niczego czepiał. A historia zaczęła się wizytą Illyany w przyszłości. Mam nadzieję, że autor do niej wróci, bo jeśli użył jej tylko do przedstawienia jednego kadru na dwie strony, to uważam, że było to zbędne, ponieważ zobaczyliśmy postaci, które i tak wcześniej czy później poznamy, a walka z sentinelami to żadna nowość. Sceny w szkole są fajne, w końcu tym początkowo byli X-Men, uczniami z wyjątkowymi zdolnościami. Późniejsza walka juniorów z sentinelami i nowym mutantem wypada średnio, natomiast Jean się wspaniale rozwija. Ratunek ze strony Scotta seniora jest nieco irytujący, jak on sam, zwłaszcza jego uwagi wobec Kitty o zabieraniu niewyszkolonych młodych mutantów w pole bitwy – a on co niby robi ze swoją drużyną i nowymi mutantami? Zabicie Scotta juniora… Czy tylko ja widzę hołd (?) wobec sceny śmierci Jean jako Dark Phoenix? A sam pomysł i zniknięcie starszego Scotta? Głupie. Gdyby "zniknięcie" młodego z przeszłości miało coś zmienić to już by zmieniło, czy tym zniknięciem jest podróż w czasie czy śmierć. No bo teraz go nie ma w przeszłości, więc...? Niestety, podróże w czasie to głupi pomysł. No i najgorsze – dopiero teraz X-Men zrozumieli, że należy odesłać młodych do swoich czasów? I teraz mówi to Beast senior, który sam ich tu sprowadził? Eh, naprawdę, spodziewałem się więcej. A wypowiedzi juniorów w stylu "decydujecie za nas" są żałosne, gdyż nie ich decyzją było, aby znaleźć się w teraźniejszości, tylko interwencja Hanka uczyniła to możliwym, oni tylko się "zgodzili". Ostatnia scena – odkrywamy tożsamość naszych bohaterów (którą znaliśmy od dawna, z zapowiedzi), Iceman/monster, Lady Xorn, młody Xavier, Kitty żywcem wyjęta z Days of Future Past, fajny Deadpool, i jeszcze bardziej zniekształcony Beast (plus laska, której nie znam). A znaleźli się tu, aby powstrzymać "teraźniejszych" przed popełnieniem ogromnego błędu. Tyle. Są tu tylko chwile, nie poczułem uderzenia w stylu epickim, nie czuję powagi problemu. Gdyż o tym, że obecność młodych w teraźniejszości jest błędem mówiłem/pisałem wielokrotnie.
Gil: Początek drugiego z letnich (albo pierwszego jesiennego – jak kto woli) eventów... chociaż pewnie niektórzy będą się upierać, że to wcale nie jest event, ale dla mnie wystarczającym wyznacznikiem jest fakt, że walnęli początek i koniec poza regularną serią. W każdym bądź razie, jeśli porównać sobie ten zeszyt z pierwszym numerem Infinity, nie ulega wątpliwości, który jest górą. Podpowiedź: nie ten tutaj. A dlaczego? Zacznijmy od tego, że ten zeszyt właściwie nie był do niczego potrzebny – przynajmniej na pierwszy rzut oka – poza ekspozycją dla tych czytelników, którzy bendisowej wersji X-Men wcześniej nie czytali. Mamy tutaj ogromną masę powtórzeń i wyjaśnienia całych założeń, leżących u podstaw aktualnych serii. Jest jedno wydarzenie, które może, ale nie musi, być istotne dla ciągu dalszego – chwilowe zejście i powrót Summersa. Ciężko powiedzieć, jak to traktować, bo wygląda, że nacisk na scenę jest duży, ale jedyny efekt zdaje się mieć na tego młodego healera. Drugie wydarzenie, które jest mocniej związane z tematyką eventu dostajemy dopiero na samym końcu. Na ostatnim panelu pojawiają się przyszłościowi X-Men. I tutaj zagadka: jeśli wszystkie postacie w tej grupie są mniej lub bardziej znane i nie ukrywają się za maskami, to kim może być ta jedyna zamaskowana postać? Na pewno nikt znany... nieee... ani trochę. I z całą pewnością nie jest to Jean... Aha, jest jeszcze jeden kwas: przedstawiają nam tu nową postać – mutantkę, która sieje rozpierduchę produktami swojej wyobraźni. A w potem ona wyparowuje. Ot tak sobie. Nice trick, Bendis. I na koniec słów parę o rysunkach: te w środku są całkiem fajne, chociaż widać różnice między fragmentami Cho i Immonena. Dla odmiany okładka jest tragiczna i gdybym miał się nią kierować, nigdy nie zajrzałbym do środka. W tym przypadku dam takie średnio-niepewne 5/10.
kuba g: Aha, czyli na 50 rocznicę dostajemy Age Of Ultron light... a może przesadzam, w końcu już dostaliśmy tyle "podróży w czasie" w X-Men w te 50 lat, że można się już tym porzygać.
Ten numer nie był zły, ale był taki lekki... za lekki. Bendis umie pokazać emocje i uczucia postaci lepiej niż akcję. I tu miał idealną okazję znów to zrobić ale nie wyszło. Nie czułem nic gdy młodzi nieumiejętnie walczyli z Sentinelami, nie ruszała mnie oczywista decyzja o wysłaniu młodych do przeszłości. Ba, nawet umierający Cyclops mnie nie cieszył mimo, że ciągle liczę, że zabiją go na dobre.
Niby wszystko ok, ale jednak jak na razie średnio.

All-New X-Men #16 (BotA Part 2)
Undercik: Druga i lepsza część BotA. Uwielbiam jak Bendis bawi się relacjami między postaciami z różnych czasów. Ogólnie początek tego crossa trzyma klimat All-New X-Men, a nie Uncanny, z czego jestem uradowany. Jean oczywiście po raz kolejny irytuje, ale w końcu jej działania są podyktowane rzeczywiście chłodnym kalkulowaniem. Tylko, że i tak przerodziło się to w głupi plan, bo ucieczka wypada bezsensownie. Rozumiem, że brak zaufania i tak dalej, ale dookoła jest masa bardziej doświadczonych mutantów i spokojnie można było by coś wymyślić. Na przykład skontaktować się z Rachel (której się nie spodziewałem, a doskonale wiedziałem, że powinna się pojawić). Mimo to zgodnie z charakterem który do tej pory nakreślił Bendis. Twist z końcówki to takie meh. Zaskoczenie, które jest oczywiste. Czyżbyśmy mieli dostać dojrzałą Jean na stałe w teraźniejszości?
Ogólnie po tych dwóch numerach mam pozytywną opnie, mimo kilku wad. Największą zaletą jest to, że strasznie przyjemnie mi się to czyta. Fabuła póki co się rozwija, a te dwa komiksy bardziej skupiły się na postaciach i ich rozmowach. Standard u Bendisa, ale dobrze wykonany. Zobaczymy co dalej.
O! Bendis chętnie stosuje zabieg, że wydarzenia są opowiadane przez postacie już po rzeczonym wydarzeniu. Przy AoU tego nie zrobił, bo średnio się dało to załatwić, ale tym razem pewnie wykorzysta podróże w czasie do zastosowania tego. Oryginalna piątka opowiada w przeszłości tą historie Xavierowi, po czym ten wymazuje ich wspomnienia? Ktoś w dalekiej przyszłości opowiada o tym, jak brał w tym udział? Nie zdziwię się jak coś takiego się pojawi.
Demogorgon: Rozumiem reakcję Jean, podobają mi się jej interakcje ze Scottem i Hankiem, naprawdę, to jest całkiem dobrze rozegrane - naturalnie poprowadzone emocje nastolatków, jasne charaktery postaci.
ALE CZEMU DO JASNEJ ANIELKI XORN NIE POSZŁA OD RAZU Z NIĄ POGADAĆ, SKORO PODEJRZEWAŁA, ŻE MOŻE ODSTAWIĆ TAKI NUMER?!
A i tak najlepszą rzeczą są interakcje dorosłego Scotta z nowym dzieciakiem. To jest właśnie powód dla którego bronię jego obecności - nie widziałbym tej samej sceny z udziałem Elixira, bo Josh już przez to przechodził w runie Kyle'a i Yosta, gdyby go tu pakować zamiast nowego, nie byłoby to tylko powtarzanie tego samego, ale byłoby też niezgodne z charakterem i historią postaci.
A apropo - fajnie, że wyciągneliście Molly z przyszłości, fajnie, że chcecie w ten dziwny sposób promować c-listerkę. Fajnie, że ta Molly ma tyle osobowości co Hal Jordan. Świetna robota. I znowu, kolejny docinek typu "nikogo nie obchodzą Runaways". Czy Brian K. Vaughan nasikał Axelowi Alonso do kubka z kawą na comiconie w zeszłym roku, czy jak?
Hej, Rachel is here. Rachel pamięta, że Xorn zabił jej matkę. Ale tego, że to był Submile w ciele Xorna, ten sam Submile z którym, jeśli wierzyć sugestiom z ostatnich dwóch numerów serii Wooda, ma obecnie romans, już nie pamięta.
Xavier, identyczny wnuk Charliego? Uuu, Legion, ty podrywaczu.
Póki co ten event to badziewie.
Krzycer: Podoba mi się dizajn części X-Men z przyszłości. Molly wygląda świetnie, Xornette całkiem spoko (...tylko czemu to musi być "poszarpana peleryna mesjasza z apokaliptycznej przyszłości"? Czy oni w apokaliptycznej przyszłości igły z nitką nie mają? A skoro już przy tym jestem, czemu Hope, choć od miesięcy siedzi w teraźniejszości, wciąż nosi poszarpaną pelerynę? Toż nawet Bishop, który właśnie przybył z ultra-apokaliptycznej hiper-przyszłości ma porządny kostium! Łojezu, ależ mnie takie duperele czasem irytują...). Za to reszta... Rozumiem, jaki był pomysł na Beasta, ale wykonanie jest mocno takie sobie. Xavier II to Xavier. Deadpool jest w porządku, widziałem lepsze. A Kitty zdaje się zarąbali prosto z Days of Future Past, co na mój gust jest leniwym rozwiązaniem, ale co kto lubi.
A jeśli chodzi o fabułę... stoją i gadają i stoją i gadają i zaczynają się bić i wszyscy krzyczą i nie wiedzą czemu. Stuprocentowy Bendis... może z tym wyjątkiem, że tu dla odmiany był powód do walki. Tzn prowokacja była.
I jeśli zignorujemy pytania o to, czemu Xornette nie zadziałała wcześniej (...i to jakim cudem Blackbird odpala szybciej, niż przeciętny maluch), to zostaniemy z porządnym czytadłem z fajnymi dialogami i niemal zerową zawartością akcji. A jeśli nie będziemy ich ignorować to... stuprocentowy Bendis. Z tych słabszych Bendisów.
wolvie111: Ciąg dalszy. Moim zdaniem numer jeszcze lepszy od poprzedniego. Pełno tu zawirowań czasoprzestrzennych i nic dziwnego, gdy w jednym miejscu widzimy trzy ekipy z różnych płaszczyzn czasowych. To daje nam wiele zabawnych sytuacji jak np. reakcja Bobby'ego na swoje przyszłe wcielenie, całusy dla Logana od Deadpoola (wreszcie doczekał się posady w drużynie!), czy fascynacja nowym ja Henry'ego.
Bardzo mi się podoba sposób przedstawienia wydarzeń z perspektywy Jean. Od powrotu jej młodszej wersji obserwować można jak inteligentnie pokazywane są jej zdolności. Szybko analizuje sytuację i decyduje się uciec i właściwie całkiem rozumiem jej motywacje. Wiadomo, że bez wiedzy, którą nabyła w czasach obecnych jej droga prowadzi prosto do śmierci (i to nie raz). W sumie czy nie wystarczyłoby Xavierowi tego wytłumaczyć, zanim zlasuje im mózgi?
Pozytywnie zaskoczyła mnie interwencja Rachel, a jeszcze bardziej osoba kryjąca się pod maską. Właściwie uświadomiłem sobie jak brakuje mi tej postaci w komiksach, tej dorosłej. Daje to wreszcie szanse na to, że po całym evencie właściwa Jean wróci na karty komiksów, może zostanie w teraźniejszości? Chciałbym, ale z drugiej strony, oznaczałoby to brak szans na kolejne "zmartwychwstanie". Bo szczerze mówiąc, przypuszczam, że Lady Xorn, to nie kto inny jak Jean z przeszłości, która nie wróciłaby z oryginalnymi x-men do przeszłości, tylko została u nas i tu wydoroślała (plątanina). Czy to możliwe? Sam już nie wiem, bo gubię się w domysłach, których dostarczyła mi ta lektura.
Świetne rysunki, lubię Immonena. Zniecierpliwiony czekam na ciąg dalszy. Ekipa ruszyła za Scottem i Jean, ale jest coś co może trochę utrudnić im życie- Cyclops. Niedługo jego drużyna wejdzie do gry, a jak wiadomo koleś patrzy na wszystko trochę "inaczej". Numer na 8/10.
avalonpulse0316c%20%5B1600x1200%5D.JPGgrzgrzegorz: Nie jest źle. Denerwuje mnie trochę nagromadzenie tych przeszłych/przyszłych wersji postaci i brak większych konsekwencji z tym związanych, ale np Pool jest genialny ( jego reakcja na Logana cudna), potworek Iceman też. Rysunki też można uznać za plus tego komiksu. Na razie to początek historii więc dam jej szansę zaskoczyć mnie (pozytywnie rzecz jasna). Takie mocne 7/10.
Lotar: Co za stek głupot. To jest dopiero Bendisowczyzna w czystej postaci. Bendis po raz kolejny pokazuje, że ma czytelników za idiotów, a coś takiego jak logiczne myślenie jest mu obce. Nie będę wypisywał wszystkich głupot, bo inni mnie już ubiegli. Jak widać Bendis nakreślił fabułę według swojej ulubionej zasady: mam wszystko w dupie. Smarkaty Hank zamiast uciec z Jean w krzaki woli się pobawić w laboratorium. Więc po co była cała akcja z tym nowym romansem skoro i tak poleciała z wiadomo kim? Numer uratował Immonen i jego giermek. Z ich rysunkami przeczytałbym nawet komiks o produkcji majonezu. Zdecydowanie zawyżyli ocenę. Chociaż nowa-stara Jean chyba za wysoka na moje oko. - 3/6. (Bez rysunków Immonena: 1/6)
jdtennesse: I od nowa. Najpierw trzeba się przedstawić, kto jest kim etc. Potem wyjaśnić, że można uratować przyszłość, jeśli akurat w tym momencie odeśle się juniorów do przeszłości. A na drugim planie Jean szykuje się do ucieczki, gdyż nie może odczytać myśli nowoprzybyłych. Tak swoją drogą, to Jean szybko opanowała swoje nowe umiejętności, pamiętam jak kiedyś miała z tym problemy, żeby wręcz blokować myśli innych przed napływem do jej głowy. Nevermind. W końcu Jean ucieka ze Scottem. Czemu to ma służyć? Wydłużeniu eventu, inaczej mielibyśmy do czynienia z 3-4-częściową historią. Czy dziwi, że Jean chce uciec? Nie, w końcu kto chciałby wrócić do przeznaczenia, którym jest przedwczesna śmierć. A tożsamość Lady Xorn? Jest zaskoczeniem, i z jednej strony cieszę się, że Jean wróciła. Ale tak czy inaczej, nie jest to oryginalna Jean. I jeszcze jedno pytanko – skoro teraz dowiadujemy się, że to Jean, to mogę je zadać – co to za moce są pokazane w BotA 1, gdzie Lady Xorn strzela jakimiś promieniami jak błyskawicami? Jestem ciekawy, co będzie dalej, ale jest to zwykła ciekawość, nie nagląca potrzeba poznania dalszego ciągu historii. Rysunki nadal są bardzo dobre. I tylko one są bardzo dobre. Historia taka sobie, powoli do przodu.
Gil: Motyla noga! Ale mnie zaskoczyli! To jednak jest Jean! Wcale nie podejrzewałem tego wcześniej i nie domyśliłem się po tych scenach z sugestywnym wpatrywaniem się w siebie... grejt sakses, panie autor! Pozostałe rewelacje też zbyt rewelacyjne nie są, bo wszystko już zostało zapowiedziane. No i obowiązkowo wszyscy musieli się pobić przynajmniej przez chwilę o jakieś nieporozumienie, chociaż tym razem jakoś to usprawiedliwiono w miarę sensownie. No i muszę przyznać, że parę scenek wyszło nawet fajnie – zwłaszcza te, w których te same postacie z różnych czasów reagują na wydarzenia bardzo podobnie. Prosty zabieg, ale całkiem fajny. No i reakcje na swoją przyszłość też fajne. Z drugiej strony mamy natomiast trochę niezwykle sztucznych jak na Bendisa dialogów (zwroty typu "young Eva"), a to nie jest dobry znak. Rysunki są w porządku chociaż nie urywają żadnej części ciała. Nadal pozostanę przy ocenie 5/10, chociaż są szanse na więcej, jeśli trochę się to rozrusza.
kuba g: Ja to się chyba nie nadaję do X-Men. Im mniej akcji, więcej stania i gadania to bardziej mi się podoba. Tak jest z tym numerem. Poprzedni mnie nie ruszył, a tu wraz z pojawieniem się X-Men z przyszłości i 10 stron tłumaczenia tego czego można domyślić się po jednym kadrze... dla mnie jest lepiej.
Ba, nawet nie narzekam na powrót Jean. Nie mogę, z całej obsady X-Men była zawsze moją ulubienicą mimo, że wszyscy scenarzyści traktują ją jak Elektrę, ma żyć tylko po to aby od czasu do czasu można było ją zabić, popłakać, przywrócić i zabić jeszcze gorzej.

Avengers A.I. #3
Gil: Tym razem rozszyfruję skrót AI jako Absolutna Ignorancja. Humphries rozbił się tutaj o ten sam problem, co niegdyś Slott w Spider-Manie, a mianowicie o dylatację czasu pomiędzy dwiema płaszczyznami, na których toczy się historia. Przyjrzyjmy się temu uważniej: Dimitrios opowiada Visionowi, że czas w procesorowym świecie Diamonda biegnie szybciej i odmierzany jest cyklami procesora. Po pokonaniu Ultrona wirus, który go załatwił, trafił tutaj i ewoluował przez miliony cykli, tworząc całą społeczność różnorodnych AI. Równocześnie, pokazują nam w sporym rozciągnięciu, jak AIvengers sprzątają bałagan po ostatnim starciu z Sentinelem. A jedno nie jest nijak proporcjonalne do drugiego, co wytknę z tym większą przyjemnością, że autor próbuje zgrywać cwaniaka w naukowych tematach, a popełnia przy tym proste błędy. Problem #1: W tej historii minęło może parę dni – max tydzień – od pokonania Ultrona, bo dali nam do zrozumienia, że zaczęła się zaraz po tym. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że standardowe procesory w dzisiejszych czasach mają prędkość rzędu kilku gigaherców (szybki czek mówi mi, że najszybszy na rynku ma 5 GHz), to znaczy, że pracują one z szybkością ponad miliarda (10^9) cykli na sekundę. Zatem, albo te miliony cykli, którymi chwali się Dimitrios zaczęły się ułamek sekundy temu (a zauważmy, że jego akcję trwały dłużej), albo ten super-serwer używa koszmarnie powolnego procesora (ale wtedy do niczego by się nie nadawał). Problem #2: ewolucja w świecie procesora. Mówią nam, że AI ewoluowały przez miliony cykli i pokazują przykładowe jednostki, które błyskawicznie się starzeją. A co z resztą? Do dupy jest ten mechanizm, jeśli nie dotyczy wszystkich w takim samym stopniu, a tutaj widzimy wyraźnie, że jednostki takie jak główne postacie nie ewoluują w takim samym tempie co pozostałe. Nie ma tak, że jednostka sobie wybiera: teraz będę ewoluować, a teraz nie. Zresztą, w ogóle nie powinni tego tak nazywać, bo ewolucja jest procesem krytycznie związanym z przekazywaniem materiału genetycznego i jego zmiennością. Nie można mówić o ewolucji AI, jeśli nie rozmnaża się w ten sposób. Upgrade, autoreplikacja – w porządku, takie terminy mógłbym kupić, ale wtedy nie ma sensu wiązać tego z cyklem procka, skoro jednostka może wybrać sobie czas i częstotliwość zmian. Gdyby była to realna ewolucja, dotyczyłaby tak samo całego środowiska i jednostki nie miałyby na nią wpływu. To ogromny błąd merytoryczny. Problem #3: przeskoki między światami. Gdyby rzeczywiście tempo życia i ewolucji w świecie procesora było tak błyskawiczne, to praktycznie nie miałoby sensu opuszczenie go, bo wyskok choćby na sekundę oznaczałby, że wracasz po bilionach cykli i praktycznie wszystko jest już inne. Z drugiej strony, oznaczałoby to, że każdy odwiedzający tamten świat, ryzykowałby przyspieszone starzenie, jeśli rzeczywiście cykle leciałyby tam tak szybko i nie miał wpływu na swoją ewolucję. Inna sprawa, że osobnik taki jak Dimitrios mógłby w każdym momencie czmychnąć do swojego świata, a sekundę później wrócić całkowicie zmieniony i ulepszony przez miliony cykli ewolucji. Problem #4: W czasie, gdy inni sprzątali i gadali o pierdołach, Vision spędził niezliczoną ilość czasu w świecie prockowym, a przełożenie wydarzeń w komiksie jest zupełnie z czapy wyjęte. Problem... a pieprzyć to! Jeszcze nie wyszedłem z jednego tematu, a już mnie głowa boli. A nie doszedłem nawet do tego, jak idiotycznie zachowują się wszystkie postacie razem i z osobno, jak głupio wykreowane są inne AI oraz jak mało subtelnie ukryta jest tajemnica Alexis (stawiam stówę, że jest jedną z tych sześciu pierwszych, albo nawet samym wirusem początkowym). Nie chce mi się już więcej tracić czasu na tę bzdurę, więc powiem tylko, że komiks poległ merytorycznie i przywalę mu oceną 2/10.
Demogorgon: Dobra, tutaj Victor nie jest pisany out of character. On w ogóle tu nie ma charakteru prócz "ten facet od nerdowskich żartów". I od kiedy on ma metalowe ręce, czy coś mi umknęło?
Agentka Chang dalej działa mi na nerwy.
Henry Pym jest nudny i nieciekawy, ale przynajmniej nie mam już wrażenia, że zaraz ściągnie spodnie i każe Victorowi zapracować na miejsce w Avengers. Jak ostatnio czytałem sobie jeszcze raz jego wypowiedź z poprzedniego numeru to miałem dziwne skojarzenia z trzecim numerem The Boys i Homelanderem.
Dimitrus dalej próbuje pozostać na jakiegoś ważnego złoczyńcę, ale....rany, jak on durnie wygląda w tym garniaku nałożonym na zbroję. I to bez spodni.
A teraz Vision poznaje świat pełen A.I. i nagle odkrywa jaki zawsze był samotny i nie miał nikogo takiego jak on...prócz tego brata którego olewał przez dwa poprzednie numery bo ziemniak...i oczywiście staje przed dylematem...zieeew. Rany jakie to nudne i bez życia. Jakby Humpires brał po kolei i tylko odhaczał punkciki na liście zdarzeń, zero w tym emocji.
Soundtrack: Yoshihisa Hirano - A Decision

Daredevil: Dark Nights #4
Gil: I skończyło się... cokolwiek to było. Nawet tytułowych Ciemnych Nocy tu nie uświadczymy, a to głównie one budowały klimat w poprzedniej historii. Tutaj więc od pierwszej chwili rzuca się w oczy całkowita wizualna zmiana stylistyki – może pasuje ona bardziej do stylu regularnej serii, ale po co teraz się tak upodabniać, skoro założeniem serii było pokazać coś innego? Natomiast jeśli chodzi o fabułę, to wymiękłem, kiedy zobaczyłem przeciwnika. Ale dobrnąłem do końca zeszytu i towarzyszyło mi narastające przekonanie, że patrzę na jakiegoś wymiętego gniota, wyciągniętego z kubła na wcześniej odrzucone historie. Aha, w dodatku okładka kłamie. Shocker pojawia się tu chyba na jednej stronie, jako przypadkowe tło. Nie – po prostu nie. Poczułem się oszukany, więc nie dam więcej niż 3/10.
grzgrzegorz: Genialny numer. Postrzeganie Daredevila jest genialnie pokazane, jego pościg za złodziejem też. Bardzo fajnie wypada też jego flirt z Tanyą. Rysunki pasują do historii, więc to też plus. Końcówka dużo obiecuje, czekam na więcej. Mocne 8.5/10.
kuba g: Chyba jestem w stanie zrozumieć narzekania ludzi na ten numer Dark Nights. Zaczynam mieć wrażenie, że ta historia to bardziej niewykorzystany materiał na Annuala niż historia przygotowana do tej kompilacji. Może dlatego, że Laphman za bardzo stara się naśladować klimat początkowych numerów DD od Waida i Rivery, może dlatego, że liczyłem na bardziej mroczne podejście do DD w całości tej kompilacji. Zobaczymy jak będzie z następnymi numerami, ten nie jest zły, po prostu moje oczekiwania były inne.

Deadpool Kills Deadpool #3
Gil: Wciąż daje rade, ale wrażenie mocno opadło. Wygląda na to, że te najbardziej kreatywne wersje Deadpoolów zostały już wykorzystane i ciąg dalszy to zabawa w "weź losową postać z uniwersum i przerób ją na coś deadpoolopodobnego". A to się szybko nudzi. Najlepszą sceną było poświęcenie Lady Deadpool, chociaż Pooloctus okazał się przy tym strasznie słabym przeciwnikiem. Dla odmiany, strasznie wkurza mnie ten nerdowaty Watcher. Doczytam do końca, z nadzieją, że może jeszcze czymś nas zaskoczą, chociaż jestem świadom, że to może być bardzo złudna nadzieja. A tymczasem dam 5/10.

Emerald City Of Oz #3
grzgrzegorz: Jak dla mnie numer tygodnia. Dlaczego? Składa się na to historia, postacie ( "ludzie puzzle" i "armia sztućców"), i oczywiście rysunki Skottiego Younga o których już wiele napisano na łamach "Pulsa". Jednakże o tym, że zdecydowałem się uznać ten komiks za numer tygodnia zadecydowało pokazanie w nim głównego antagonisty, który, jak na bajkę którą jest ten komiks, jest naprawdę genialnie pokazany i mógłby konkurować na równi z o wiele bardziej "poważnymi" bad-assami z regularnego świata Marvela. 10/10.

Infinity #2
Gil: Nadal jest dobrze. Mimo, że na okładce pręży się Captain America, to rola Avengers w tym numerze pozostaje marginalna. Co prawda biorą udział w wielkiej bitwie z Builderami, ale pierwsze skrzypce odgrywają w niej Shi'Ar. W całym zeszycie natomiast, najwyraźniej ziemskich herosów reprezentują Inhumans. I to też mi się podoba. Hickman wywindował wcześniej Black Bolta do roli kosmicznego mesjasza, więc nie obrażę się, jeśli w końcu czymś to podeprze. A wygląda na to, że ma coś solidnego na poparcie swojej teorii. Bardzo fajnie wygląda cały motyw z tributem, chociaż od początku wiadomo, że to właściwie pretekst do czegoś większego. Świetnie wyszło również spotkanie Illuminati w tym kontekście. Początkowa akcja SWORD też całkiem fajna. No i sama bitwa – robi wrażenie swoją skalą i ociera się o epickość. Akurat ten scenarzysta ma dryg do odpowiedniego przedstawiania takich rzeczy, a z odpowiednim wsparciem graficznym potrafi zdziałać wiele. Fakt, że jest to pyrrusowe zwycięstwo również został odpowiednio podkreślony i wpisuje się w większy obrazek. Czyli tak: fajne jest to, że duży event skupia się na budowaniu klimatu, zamiast przeskakiwać od szablonowej sceny akcji do jeszcze bardziej szablonowej sceny akcji. Fajne jest to, że mamy tu tajemnicę nn więcej części, a nie komunikat w numerze pierwszym i odniesienia do niego w kolejnych. Fajne jest to, że ziemia i jej los jest tylko małym fragmentem większego obrazka, a bohaterowie muszą się do tego faktu dopasować. Właściwie prawie wszystko jest fajne, poza kilkoma szczegółami, których nie będę wypominał, bo nie mają większego wpływu. I rysunki też są fajne. Dynamika Openy pasuje do tych wydarzeń, chociaż może czasami tuszowanie trochę zaciemnia obraz. Ale spokojnie i z czystym sumieniem mogę wystawić mocne 7/10.
avalonpulse0316d%20%5B1600x1200%5D.JPGDemogorgon: Kogoś jeszcze zaczynają wkurzać te strony z niczym, tylko podtytułami? Im dłużej na to patrzę tym bardziej przypomina mi to Bleach. Kubo got paid for this.
Martwię się o Armor, znowu pojawia się w tle. Jeśli ją zabiją, nie wybaczę im tego, straciliśmy już dość dobrych postaci w tym roku.
Zaczynam serio lubić Corvusa Glaive, facet ma styl i gadane. Jest jak postać złoczyńcy ze sztampowego High Fantasy, która pomyliła historie, a do tego ma urok w tym jak przesadnie się zachowuje, ale nie na tyle, by być irytującym. Tylko on ratuje scenę z samobójstwem, inaczej byłaby nieznośnie durna i kliszowata, ale on ją sprzedaje zwyczajnie będąc sobą (Also - mina Maximua była bezcenna). Pewnie nie dożyje końca eventu, jak wszystkie dobre nowe postaci. Marvel nienawidzi tego, co dobre. Nie mogliby zabić Wolverine'a czy coś?
Dalej wszędzie pakują te głupie skafandry. Za to wojna z Builders nieco bardziej ma nastój wojny. Miła przemowa Gladiatora, miłe jet też nazwanie jego statku Lilandra. Builders dalej są nieciekawi, ten jeden trochę interesujący poszedł w zamachowca-samobójcę.
Szkoda tylko, że event jest skonstruowany tak, że ważne wydarzenia z tie-inów są nam streszczane, jeśli ktoś czyta tylko główną mini to będzie zawiedziony. Tak nie powinno być, to w tej chwili nie jest samodzielny komiks, tylko reklamówka. A takie coś to mnie może pocałować w miejsce, gdzie plecy tracą szlachetną nazwę. Chyba mam kandydata na najgorszą mini roku.
Rysunki w scenach z Inhumans paskudne. Te w pozostałych scenach jeszcze jakoś dają radę.
O i fajnie, że Hickman promuje C-Listerów w swoich komiksach, zauważyłem jak robią absolutnie zero i kompletnie nic, za to wszystko jak zwykle jest w rękach Avengers. Pies trącał Avengers.
A ten wymiar w którym Black Bolt może mówić nie tylko nie ma prawa działać (oni nei powinni się móc słyszeć nawzajem), ale też nie zgadza się z tym jak działają moce Black Bolta. I psuje cały sens tej postaci trochę.
Soundtrack: Fists Blazing
grzgrzegorz: Historia nadal jest dobra. Bardzo cieszy mnie rola Inhumans jaką powierzył im Marvel w tej historii. Drugą mocną stroną są ci źli którzy prezentują się naprawdę okazale i naprawdę są zagrożeniem dla wszystkich zainteresowanych w obecne wydarzenia. Rysunki nadal mi pasują, prezentują się bardzo dobrze zwłaszcza w scenach batalistycznych. 8/10.
kuba g: Pierwsze pytanie, które ciśnie mi się na usta czy ktoś po lekturze tego numeru będzie w internetach walczył o to jak "głupio" zabito sługusów Czarnego Porządku skoro mogli być ciekawymi postaciami.
Ale nie ważne. Ważne jest, że dalej dostajemy event, który póki co pozytywnie wypada na tle swoich poprzedników z kilku ostatnich lat. Ciągle czuję wagę wydarzeń i nie narzekam na zbytnie nałożenie wątków. Nie będę rozpisywał się bardziej. Ale liczę na to, że gdy skończy się ten event będę tak samo zadowolony z niego jak teraz.

Iron Man vol. 5 #15
Gil: No, wreszcie jakaś konkretna konfrontacja. Skoro już podbili stawkę, biorąc na celownik ziemię, to bym się wkurzył, gdyby kolejny zeszyt wypełniony był zabawą w kotka i myszką. Na szczęście, doszliśmy w końcu do jakiś wniosków. I wnioski te są dla mnie o tyle satysfakcjonujące, że nie przesądzają o niczym, co Gillen wcześniej zaproponował. W tej chwili, jego pomysł z genetycznym warunkowaniem został zredukowany do roli propozycji, dzięki czemu nie miesza w historii. Nie podobał mi się, jako odgórnie narzucony retcon, ale mogę go przyjąć jako możliwość – coś co mogło mieć jakiś nieokreślony wpływ na postać, ale nie definiuje jej całkowicie. Oprócz tego, mamy wspomnianą konfrontację. Antek dobrze wykorzystał swoje zasoby, ale jednak mam wrażenie, że poszło mu trochę zbyt łatwo. Dobrze więc, że scenarzysta zachował jeszcze jakiegoś asa w rękawie i postanowił trochę to na koniec skomplikować. Czyli mówiąc krótko: jest nieźle. Tak na 6/10.
Undercik: Ależ męcząca jest ta historia. Tak bardzo, że największym plusem tego numeru, że już tylko 2 zeszyty do końca. Czytam to tylko dlatego, że może być to kluczowe dla Iron Mana. Niestety cały wątek średnio mnie interesuje. Najlepszy moment historia osiągnęła podczas retrospekcji. Szkoda, bo wstęp "Godkiller" był ciekawy. Jak na razie największe rozczarowanie Marvel NOW.

Superior Foes Of Spider-Man #3
Gil: Podoba mi się bardziej z numeru na numer. Kiedy już zacząłem się obawiać, że Spencer przemilczy pewne fakty z historii Boomeranga dla własnej wygody, on jak na zawołanie wywołał je do tablicy. Mało tego – bardzo ładnie złożył w całość elementy z wielu różnych historii, dotyczące wielu różnych postaci. Wyciągnął też z lamusa paru osobników, o których pewnie niewielu czytelników pamięta, a może i w ogóle nigdy nie słyszało. Wielki kudos mu się należy! Tym bardziej, że całość komponuje się bardzo zgrabnie z głównym wątkiem historii. A sam wątek jest ciekawy i fajnie gra klasycznymi motywami. Wciąż jednak najbardziej barwne są postacie głównych… antybohaterów? Nie, z definicji nie pasuje… pozostaje więc nazywać ich po imieniu: głównymi łotrami. To prawdziwa mieszanka wybuchowa i również lubię ich bardziej z każdą odsłoną. Ale jednak jest jeden element tego komiksu, który wymieniłbym bez wahania – kolory. Rysownik jeszcze daje radę, jak się przyzwyczaić, ale kolorysta przesadza zwłaszcza z ciemnymi odcieniami skóry. No, ale ostatecznie i tutaj dam 7/10.
Krzycer: A tu, drodzy współużytkownicy forum, mamy piękny przykład autora, który bierze kilkanaście lat continuity, klecie numer złożony w 3/4 z ekspozycji, i robi to tak, że czyta się to jednym tchem z głupawym uśmiechem na twarzy. (Przy okazji Spencer udowadnia, że nie zapomniał o tym, że Boomerang był w Thunderboltach... ale o Speed Demonie i Shockerze wciąż nie ma wzmianki.)
Zalety te samo, co poprzednio. Mnóstwo humoru na wielu poziomach: sytuacyjny, rysunkowy (Silvio z nożem mnie powalił), w dialogach, w narracji... Coś pięknego. Fajne rysunki (choć Abner wygląda jakoś dziwnie). Trochę rozwoju postaci, a przynajmniej pokazanie, jakim Fred potrafi być draniem. I nawet fabuła została popchnięta do przodu. Albo w bok? W każdym razie, rusza się.
Mocny kandydat do numeru tygodnia, ale jeszcze nie przeczytałem wszystkiego, co mnie interesuje.

Superior Spider-Man #17
Gil: Powiedzcie szczerze, kto wcześniej czytał coś z oryginalnej serii Spider-Man 2099? Aha... A kto czytał go w Exiles? Aha... trochę lepiej. Nie dziwię się więc specjalnie, że większa część tego numeru poświęcona jest na ekspozycję. Gdyby nie to, prawdopodobnie nikt nie załapałby, jaki jest związek między Miguelem, a Stonem, czym w jest Alchemax, ani w ogóle, co tu się dzieje. I pewnie trochę bym burczał, że to strata czasu, gdyby nie fakt, że przy okazji Slott buduje pomosty, między starymi, a nowymi czasy. Na przykład połączenie między Al Chem, a Alchemaxem jest fajnie skonstruowane, więc daje nadzieje, że historia będzie miała ręce i nogi. Szkoda tylko, że cierpi na parę innych przypadłości... Na przykład zjawisko, o którym pisałem już nie raz przy okazji Hopeless X-Force – to sprawiające, że zmiana w przeszłości nie tylko zmienia przyszłość, ale też robi to w najdogodniejszym dla fabuły punkcie. Tutaj dodatkowo odbywa się w widowiskowy sposób, zmieniając ludzi w ser szwajcarski. Tylko dlaczego nie dotyka to Miguela, jeśli ma wpływ na jego ojca? I dlaczego cała reszta przyszłości nie jest naruszona, skoro zmienia się jej istotny element? Oh, wait – that sounds like logic, let’s not go there... I jeszcze jeden zarzut: rysunki. W większej części są całkiem niezłe, ale gdy przychodzi do pokazywania Pajęczaków w maskach, to nagle mają łby jak bryły nieforemne. A ponieważ w tym zeszycie nie wydarzyło się wiele, poza wprowadzeniem w temat i przy tym praktycznie zniosły się plusy i minusy, póki co wystawię niezdecydowane 5/10.

Venom vol. 2 #40
Gil: Mania... nigdy nie podobało mi się to zdrobnienie, więc będę ją nazywał Marysią. No, więc okazało się, że Bunn nadal upiera się przy wałkowaniu tych swoich demonicznych pomysłów i właśnie Maryśkę postanowił nimi potraktować. To jest ten moment, w którym stwierdzam mech. Pomysł jest wtórny – jak tajwańska podróbka wątków Petera Davida – a w dodatku realizowany bez polotu. Nie byłem przekonany na początku i nie jestem teraz. W dodatku zniknął element, który najbardziej przykuwał moją uwagę, bo zmienili rysownika. A te nowy jest kiepski. Nawet bardzo. No to po krótkim okresie zaciekawienia wracamy do oceny 3/10.
grzgrzegorz: Rysunki w tej historii są trochę "nie z mojej bajki", ale zbytnio nie przeszkadzają w odbiorze. Kobieca wersja Venoma (Mania) może się podobać. Rola Hellstorma w historii zapowiada się interesująco. Takie mocne 7/10.

avalonpulse0316e%20%5B1600x1200%5D.JPGX-Factor #262 (Final Issue)
Gil: I żegnamy się z serią, którą przez całe lata opiewaliśmy w Pulsie jako najlepszą spod znaku X. Trochę smutno, bo sentyment... ale z drugiej strony, trzeba przyznać obiektywnie, że od pewnego czasu coraz bardziej dawało się odczuć zmęczenie materiału i z historii na historię coraz trudniej było o zachwyt. No bo powiedzmy sobie szczerze: nawet najlepszym skrybom z czasem wyczerpuje się wena, gdy przez całe lata piszą jedną serię. Tak samo w Hell War, jak i tutaj, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że historie powstały pod hasłem: Zamknąć wszystkie wątki! Zabierając się więc do czytania, pewny byłem jednego, a mianowicie tego, że demoniczna buźka Madroxa w tym zeszycie zniknie. Nie wiedziałem tylko jak i zdecydowanie nie wpadłbym na takie rozwiązanie. Niestety, nie piszę tego w sensie pozytywnym. Okazało się to wszystko strasznie naiwne i nawet sam Madrox stwierdził, że był to typowy deus ex machina. Zagrożenie również zostało wzięte z czapy i ani przez chwilę nie wyglądało poważnie. No, chyba że w Hameryce można kogoś aresztować za przebywanie w domu bez towarzystwa i notarialnego potwierdzenia, że ma się do tego prawo...? Tak prawdę mówiąc, to wolałbym, żeby te sześć numerów upchnęli w jeden, w którym Theresa opowiada pokrótce, co się dzieje z całą resztą, a na końcu mamy tęczę z napisem "a potem żyli długo i szczęśliwie". I chociaż cieszę się, że wszystko u Layli i Jamiego dobrze się skończyło, to za ten numer nie wycisnę z siebie więcej niż 4/10.
Krzycer: Ładne domknięcie, choć nie w pełni satysfakcjonujące - liczyłem, że z ostatniego pojawienia się Trypa coś wyniknie, coś się wyjaśni, coś... cokolwiek. Poza tym pewnie niektórzy będą narzekać na deus ex machinę, ale akurat zastanawiałem się przy okazji #260 gdzie ta deus się podziewa, więc byłem zadowolony z tego rozwiązania.
Ale poza tym, tak jak w wypadku Rahne, M i Darwina PAD znalazł dobre miejsce, w które może odstawić Madroxa i Laylę na parę lat, póki ktoś ich nie wyciągnie z limbo. Właściwie dla całej drużyny znalazł takie miejsce... Poza:
A) Guido. Chyba nikt się nie spodziewa, by ktokolwiek przejął się tym, co z nim zrobił PAD, i za moment znowu będziemy widzieć Mefisia na tronie. A Guido za pięć lat pojawi się gdzieś w tle bez słowa wyjaśnienia.
B) Polaris. Która najwyraźniej trafi do nowego X-Factor? Pisanego przez PADa? O czym usłyszymy za miesiąc? Z jednej strony chętnie się przekonam, co to będzie, z drugiej... Może jak w trójpolówce, przydałoby się, gdyby Marvel rzucił PADa na inne, niemutancie pole?
grzgrzegorz: Nuda panie, aż piszczy. Nie takiego "zakończenia" (biorę to w cudzysłów bo chyba wszyscy liczymy na nowy początek serii już niedługo) się spodziewałem. Czytając ten komiks miałem wrażenie, że napisał to jakiś dzieciak (albo Fraction), a nie David który stworzył naprawdę dużo o wiele lepszych historii z Madroxem i resztą bandy. Nie chcę się za bardzo znęcać nad tym numerem i napiszę tylko, że według mnie zasługuje u mnie tylko na słabe 6/10.
jdtennesse: Koniec X-Factor. Przynajmniej na razie. Jak wypada w porównaniu z poprzednimi numerami? Na pewno lepiej. Prosta historia. Znowu mamy dwoje bohaterów, tym razem najważniejsi, zostali na koniec. Layla i Jamie. Ciąża. Tryp. Policja i prawdopodobnie rząd. Siryn jako bogini ratująca sytuację. Jamie i Layla zostają na farmie aby wieść szczęśliwe życie. Na jak długo jest to koniec? Jaki będzie skład nowego zespołu, bo co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości(pan w czarnym garniturze, uporczywie przyglądający się wszystkiemu jest chyba pewną wskazówką)? Zobaczymy. Wątki nie są do końca zamknięte, więc autor kolejnej wersji zespołu będzie mógł wybierać, kto z kim i gdzie. Więc pozostaje nam tylko czekać.

X-Men: Legacy vol. 2 #16
Gil: Ależ to było super! Już nie tylko nie mam wątpliwości, że to teraz moja ulubiona seria, ale David właśnie awansował na pierwsze miejsce mojej nowej listy faworytów. Jeśli pamiętacie, jak dawno temu, po Civil War, Thor w wielkim stylu nakopał do dupy Antosiowi za to, że go sklonował, to teraz na pewno poczujecie podobną ekscytację patrząc, jak Legion zamiata chodniki całą ekipą Summersa. Absolutnie podobało mi się wszystko od "thunderbolts and lightenings" (very, very frightening!) aż po "come at me, bro". Spurrier wprost idealnie pokazał, jak bardzo potężny może być David, kiedy jest pewien siebie i ma całkowitą kontrolę. A nic tak nie poprawia samokontroli, jak jasny cel przed oczami i to w dodatku taki, któremu można nastukać. Pięknie pozamiatał wszystkimi z tej bandy, a scenki z Magneto i Magic podobały mi się najbardziej. Uroku całości dodaje też fakt, że wreszcie znaleźli jakiegoś bardziej kompetentnego rysownika, który daje radę odpowiednio całość przedstawić (chociaż jest to jeszcze dalekie od ideału, ale po Huatach wszystko wygląda lepiej). Teraz tylko zastanawiam się, z którym diabłem trzeba się przespać, żeby mi serii nie zamknęli... A na razie daję mocarne 8/10 i Fuck Yeah!
Wilsonon: To jest dalej najlepsza x-seria. Legion kopie tyłki i robi to w pięknym stylu. Rysunki dalej biją w oczy, ale tej serii jest potrzebny groteskowy rysownik. Nie wyobrażam sobie np. Coipela jako rysownika tej serii. Wszystko byłoby wspaniałe i obłędne... ale niestety, zmieniłby sie klimat serii.
Jedynie nie podoba mi się podejście Legiona. Nazywa drugiego gościa hipokrytą, gdzie sam nie raz działał nie będąc mentalnie stabilnym i nie zapominajmy, że ma z Rightclopsem sporo wspólnego. Tak samo jak on tez zabił Xaviera. Plus niedawno zdezintegrował swoich wrogów.
W jego podejściu brakuje mi dialogu z Cyckiem, wysłuchania jego wersji, ale myślę że David chcę po prostu wyładować na kimś gniew po śmierci ojca a poznawszy wersję Scotta nie będzie w stanie tego zrobić.
Cyclops zachowuje się rozsądnie i nie używa sarkazmu stojąc twarzą w twarz z Omegą. Mam nadzieję, że przypomni sobie o wyczynach Legiona gdy emocje trochę opadną. Wolałbym gdyby odniósł zwyciestwo i było ono pyrrusowe.
Przed ostatni kadr komiksu pokazuje, że autor ma umiejętności spoglądania w przyszłość. Tak wyglądała moja twarz po zobaczeniu ostatniej strony komiksu, a moje podniecenie podwoiło sie po ujrzeniu genialnej okładki promującej następny numer.
Za świetną zabawe daję 8/10.
grzgrzegorz: Ten komiks z każdym numerem coraz bardziej mi się podoba, a Legion zyskuje w moich oczach Baaaardzo. Rozwalił mnie sposób pokonania Magik, nie sądziłem, że pójdzie mu tak łatwo w jego drodze ku Cykowi. Numer dwa w tym tygodniu. Jeśli Legacy utrzyma ta krzywą wznoszącą w następnych numerach, to widzę już murowanego kandydata w Avalonach '13. Mocne 9.5/10.
jdtennesse: W końcu David dobiera się Scottowi do tyłka. W sumie to nie od razu, najpierw musi "pokonać" młodych mutantów rzucanych mu na pożarcie przez Scotta. Potem Magneto i jego przemądrzałe gadanie, którego efektem jest utrata cennego hełmu w wyniku inteligentnego działania Davida, a nie używania mocy i siły. Równie łatwo idzie mu z Magik, a dzięki pomocy Ruth, odpadają Kukułki i Emma. W końcu wstęp dobiega końca. David jest bardzo inteligentnie prowadzony przez autora, wie o kamerach, dowala ludzkiemu rowerowi (!). Wybiera czystą walkę wręcz (nie wiem czy będzie do końca czysta, bo może korzystać z wielu różnych mocy). Jedyna hipokryzja kryje się w fakcie, o którym David nie pamięta – on sam tez kiedyś (niechcący) zabił ojca. Ale poza tym to kolejny świetny numer. Rysunki cały czas są bolesne, ale już się przyzwyczaiłem do dobrych historii na brzydkim tle.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:


avalonpulse0316a.jpgInfinity #2 (Young Variant)
Autor:
Skottie Young

Sc0agar4k: Skottie Young po raz kolejny udowadnia, że jego dziecięce warianty są jednymi z najzabawniejszych jakie obecnie się ukazują. Patrzysz na tą okładkę i uśmiech sam pojawia się na twojej twarzy. Podobny zresztą do tego widocznego u Black Dwarfa. A całość jest po prostu przeurocza.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.09.04
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.