Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #315 (02.09.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 2 wrzesień 2013Numer 35/2013 (315)


No to mamy już wrzesień i za oknami zapanowała nam jesień. Wieje i pada co nie miara, jakaś lektura by się przydała. A że niektórzy wrócili dziś do szkoły i ich nastrój przestał być wesoły, proponuję poczytać, co w najnowszym Pulsie napisano, o komiksach, które w zeszłym tygodniu wydano.

A+X #11
Gil: Właściwie, to już zapomniałem, o czym to było. Pamiętam tylko tyle, że Texeira nie sprawdził się w tej konwencji. Jego rysunki kojarzą mi się z Ghost Riderem i Punisherem, więc jakoś mi tu nie pasowały. No i jakoś nie udało im się oddać klimatu Limbo. Chyba są zbyt przyziemne. Z historyi drugiej zapamiętałem moment zawodu w momencie, gdy Summers nazwał Octaviusa idiotą, a ten nie urwał mu łba. Za to nie pamiętam już nawet z czym lub o co się bili. Chyba możemy już zacząć przepowiadać nadchodzący koniec serii, która i tak utrzymała się zadziwiająco długo. No, niestety powoli kończą się pomysły, które mogłyby zainteresować, a zaczynają kombinacje alpejskie. Dam takie nietrafione 4/10 tylko dlatego, że nie pamiętam, czy jest się czego czepiać.
Demogorgon: Historia pierwsza: Nic ciekawego się nie dzjeje Thor jest bucem, osobowość Magik można sprowadzić do "ma ładny tyłek" (to straszne ile pasji zboczony rysownik wkłada w rysowanie jej zadka). Ot pobili się i tyle.
Spock i RIGHTman za to byli zabawni - miła i lekka opowiastka o błędnych wrażeniach. Plus Summers był najbliżej zgadnięcia, że coś jest nie tak ze wszystkich postaci do tej pory. Pissed off yet, fanboys?
Soundtrack: Thor&Magik's Ass: Power Rangers / Spock&RIGHTman: Behind Blue Eyes
grzgrzegorz: Słabszy z tego- tygodniowych występów Thora. Nie da się za dużo powiedzieć o tym komiksie (może oprócz tego, że jest w nim za dużo Cyclopsa, jak dla mnie) oprócz tego, że jest mocno średni. Żadna z dwóch historii nie ma momentów godnych zapamiętania. Aha, rysownik też się nie postarał, a Magik jest wręcz szkaradna. Takie 5/10 mocne.
Undercik: Pierwsza historia to zwykłe meh. Nie lubię Thora, za Magik nie przepadam, a Marvelową magię mam kompletnie gdzieś. Może skupię się na rysunkach, które wyglądały całkiem całkiem, chociaż miałem wrażenie, że Texeira się nie stara. To, że strój Magik wygląda beznadziejnie, to wiedziałem już od dawna. Ale żeby jeszcze go niekonsekwentnie rysować. Bo raz mamy częściowo odkryte, a raz zakryte piersi.
Za to druga część całkiem przyjemna. Fajnie to wygląda, ale te żarty z Octopusa przy Spocku robią się powoli wtórne. W ogóle to przywróćcie już Parkera. Jedyna rzecz która mi się podoba w Superiorze to jego relacje z innymi bohaterami (zeszłotygodniowy Nova, teraz A+X). Tyle, że to się zaraz znudzi, a główny ongoing Slotta nie daje rady.
Krzycer: Dwa kompletnie przypadkowe zestawienia bohaterów. Spotkanie Thora z Magik tak na odwal się zrobione, tak pozbawione treści, że aż żal patrzeć (nie mówiąc już o kreskówkowym wciągnięciu Odinsona w akcję... "Dee Dee, mówiłem, żebyś tego nie dotykała!").
Spotkanie Cyke'a ze Spockiem równie przypadkowe (...rewolucjonista Cyclops biega pieszo po Manhattanie? ke?), ale przynajmniej ciekawsze. Choć wzmianka o Ottaviusie to już wyświechtana klisza - niewiarygodne, jak szybko zdołali ją zużyć. No i rysunki były fajniejsze w tej części.
jdtennesse: To już jest tak słabe i nudne, że nawet się nie chce pisać. Pierwsza historia, która jest po prostu bardzo brzydko narysowana, jest również głupia i całkowicie zbędna. Thor "przypadkiem" trafia do limbo, a Illyana, która jest władczynią tejże krainy, musi sprawdzić co też tam się dzieje. Niestety, historia jest zrobiona typowo "na siłę", autorzy już nie mają pomysłów, kogo z kim i po co "pojednać", dlatego wychodzi chała jakich mało. 1/10 Druga historia podobała mi się bardziej przede wszystkim ze względu na lepsze rysunki, które były bardzo ciekawe. Również sama fabuła, z Malice, nie była najgorsza. Dziwne, że akurat sam Scott udał się na polowanie, ale taki już charakter tych a+x-owych opowiastek. Ciekawy, chociaż zgodny z aktualnym trendem u Superiora, zabieg, gdzie to Spider, będący Octaviusem, jest bohaterem dopingowanym przez tłum. 6/10 Suma: 3,5/10.
 
Astonishing X-Men vol. 3 #66
Gil: Zdawało mi się, że to już ostatni numer tej serii, ale okazuje się, że jednak jeszcze coś zostało. I wygląda na to, że w tej ostatniej historii, naszym bohaterom przyjdzie się zmierzyć z jakimś lokalnym, mackowatym wariantem konkurencyjnego Starro. Który najwyraźniej potrzebuje, żeby go ktoś przytulił… Yeah, whatever. Ale cóż, przynajmniej tym razem sporo było miejsca na scenki rodzajowe, które akurat pani Liu wychodzą całkiem dobrze. Zamiast kombinować, powinni po prostu zmienić tytuł na X-Men Familly i każdy numer wypełniać pogaduchami przy rożnych okazjach. Nawet chętnie bym to poczytał. Tylko pomysł z karaoke nie całkiem wypalił, bo jednak komiks to nie medium dźwiękowe, a z fragmentów tekstów, których się nie zna, ciężko złożyć w wyobraźni odpowiedni soundtrack. Rysunki natomiast zakwalifikuję do kategorii „może być” i z tej samej kategorii będzie ocena, czyli 5/10.
grzgrzegorz: Po poprzednim ładnie narysowanym numerze rysunki z tego biją swoją brzydotą aż przykro. Rysownik wyjątkowo się nie przyłożył. Najlepszym tego przykładem jest Warbird która wyglada jak emo na kacu i z rozmazanym makijażem (czy coś w tym stylu). Fabularnie numer leży i kwiczy. Chyba zrobię sobie wolne z tym tytułem do końca bieżącej historii. Kolejne 5/10.
jdtennesse: Po kilku początkowych stronach myślałem, że będzie nieźle. Pokazanie reperkusji ostatnich wydarzeń w skali mikro, czyli zwykłych ludzi, tu akurat dzieci, zapowiadało się dobrze. Pokazanie relacji między członkami zespołu oraz ich bliskimi (Kyle i Jean Paul) też dobrze wróżyło. Do momentu pojawienia się jakiegoś potwora w kanałach, zamieniającego ludzi w jakieś zombie-like istoty. A potem okazuje się, że to obcy-dziecko, wystraszony, bez rodziny. Już bardziej dosadnego porównania nie mogli wymyślić. Ostatnie sceny fajne, jak to mutanci tworzą rodzinę, chociaż lepiej by to wyszło, gdyby pokazywano takie sceny na bieżąco, a nie na zakończenie, żeby pokazać, że "jesteśmy rodziną". Trochę sztuczne i naprędce pisane, ale też trochę prawdziwe. Ostatnia strona zapowiada nadejście kosmity. Meh. Niestety, rysunki wypadają najgorzej. Uważam, że jak już mają zakończyć tą serię, to wypadałoby to zrobić co najmniej dobrze. Pomyślałby kto. A miała to być wersja mutantów "deluxe". I była, przez pierwsze kilkanaście numerów. Niech będzie 5/10.

Avengers Arena #14
Gil: Możemy chyba powiedzieć, że w drodze do finału seria zatoczyła krąg i wróciła do początków. Tych początków, które były głupie, przypadkowe i pozbawione związków przyczynowo-skutkowych. Cóż, statystycznie po drodze mogło się przytrafić parę lepszych momentów, ale jednak norma zawsze takie odchylenia pochłonie. Anyways… Już na pierwszej stronie widzimy, jak głupi będzie ciąg dalszy. Banda dzieciaków walczących o przetrwanie ot tak, po prostu się rozłazi po całej dżungli. Zupełnie bez sensu, pod byle pretekstem się rozłażą, jak gang Scooby’ego. Bo to najgłupsza rzecz, jaką mogliby w obecnej sytuacji zrobić, więc oczywiście właśnie to zrobią. Pozostali dla odmiany się tłuką. Niby pod pretekstem napięcia spowodowanego zagrożenie, a tak naprawdę o kobitę. I znów się rozłażą. A ci, co zostają, postanawiają się podzielić historyjkami z życia, bo… bo pora na retrospekcję. Dowiadujemy się więc, że Elsa Bloodstone okazała się za stara na tę zabawę (dzięki ci, Thorze!), dlatego z kapelusza wyciągnęli jej brata, którego dzieciństwo można śmiało nazwać plagiatem tego, co o Elsie opowiedział nam Ellis w NEXTwave (pomijając bestię z Krakowa). Na koniec ta banda patałachów odnajduje się, bo okazuje się, że – surprise! – ich głupota przyniosła zgubne skutki. Tak więc, żeby zatrzymać znów świrującą X-23 (swoją drogą, czy ona niczego się nie uczy? Pewnie wystarczyłoby wstrzymać oddech i biec w przeciwnym kierunku na widok kolorowego gazu…), Bloodstone junior ujawnia, że potrafi się zmienić w… potworną… żabę? Yeah, just roll with it… Właściwie, to mogłoby być hasło przewodnie całej serii. “Zauważasz, że wydarzenia nie mają sensu i są tylko pretekstem do kolejnych wydarzeń bez sensu? Olej to i patrz jak ładnie się tłuką.” Aaa… a propos słowa „ładne”: Kev Walker jest nadal dobry i grafika numeru rzeczywiście jest całkiem ładna. Tylko jego styl jakoś nie pasuje mi do Elsy, ale to raczej kwestia przyzwyczajenia. No i z tym plusem za grafikę, wystawię 4/10. A na koniec słowo do Demogorgona: gratulacje – sprawiłeś, że był to pierwszy tytuł, po który sięgnąłem w tym tygodniu, bo chciałem z góry wiedzieć, o co będziesz się pieklił tym razem. Your mission failed. Go cry.avalonpulse0315a%20%5B1600x1200%5D.JPG
Demogorgon: Czasem się zastanawiam co jest gorszą perspektywą. Że po tej serii Runaways znów trafią do Limbo aż ktoś ich wyciągnie by podzielili los Spaceknights i New Warriors w jakimś bezsensownym i bezcelowym crossoverze, czy, że dostaną nową serię...pisaną przez Hopelessa.
LADIES AND GENTLEMEN, RUSTLEMANIA IS BACK!
Swoim małym oczkiem widzę komiks, którego autor zaplanował fabułę na więcej numerów, niż dostał. Wszystko znowu pędzi do przodu jak głupie. Przeskakujemy trzy dni w czasie których wszyscy się rozłażą jak banda kretynów bo...plot tak mówi. I to o tyle bezcelowe, że previewy do #15 pokazują, że wszyscy są znowu razem w kilka sekund po zakończeniu tego numeru. Ta fabuła coś kiepsko zaprojektowana.
Cullen dostaje swój story arc. O tym jak to Arcade jest superhiper zajebisty i zamiast próbować coś zrobić, lepiej zachowywać się w sposób, który Shinj Ikari uznałby za żałosne jęczenie, bo i tak nie mają szans.
I czemu Cullen zakłada, że wszyscy zginą po upływie terminu, skoro Arcade nigdy czegoś takiego nie powiedział?
Backstory Cullena jest...nudne. Ma potencjał, ale Hopeless podaje je jako nieciekawe streszczenie. Co powinno stanowić większą historię i zostać nam pokazane, zostaje nam pobieżnie powiedziane. No i Hopeless pisze strasznie nudną Elsę.
Co powinno być materiałem na świetny creepy reveal z robo Mettlem jest wrzucone bez żadnego budowania klimatu, praktycznie znikąd w środku innej sceny. Zmarnowany potencjał jak się patrzy. Plus Arcade zepsuł scenę swoim głupim gadaniem.
Wiecie, do listy kłamstw Hopelessa należy dodać, że obiecywał zabrać Laurę w nowe rejony, a jedyne co robi to leniwie po raz enty w historii postaci wyciąga Trigger Scent.
Ostatnia strona - Thing ring, do your thing! Jedyna fajna rzecz, którą Cullen...sorry, chciałem powiedzieć Jack Kirby's Monster Boy.... zrobił w całej serii. Szkoda, że pewnie zginie w następnym numerze. Z tego trójkąta miłosnego ma większe szanse niż Nara lub Slaine jr.
A własnie. Trójkąt miłosny idzie na dno, bo autor zagrywa go bez jakichkolwiek emocji, czy talentu. Slaine Jr. dowiaduje się, że Jack Kirby's Monster Boy go pragnie i jego reakcja to "oh". Deniss Hopeless nie wie jak pisać emocje, jego postaci wychodzą puste i bez życia. Ktoś takie się zwyczajnie nie nadaje do pisania nastolatków, które wszystko przeżywają przecież silniej niż dorośli. A tu zamiast tego mamy zachowanie przez które dochodzę do wniosku, że Slaine Jr. to robot, bo nie ma osobowości.
Rysunki są coraz gorsze. W flashbacku Walker jeszcze daje radę, ale już wszelkie seny walki (zwłaszcza jak Jack Kirby's Monster Boy przywala Slaine Jr. i jak X-23 tnie jego topór) wychodzą mu statycznie i niemrawo, jakby nie chciało już się ani jemu, ani obsadzie. Nie mogę ich zresztą za to winić.
Postanowiłem, że będę miły i wspomnę o zaletach tego numeru. A te są dwie.
1) Hopeless kłamał jak powiedział jednemu z fanów Chrisa, że w tym numerze zobaczymy jego ośmiostronnicową sekcję zwłok.
2) W tym numerze nie było Kathy. Każdy numer w którym nie muszę oglądać tej kretynki zyskuje bonus +1.
Ocena: Boomerang.
Soundtrack: Lazy Song
RUSTLEMANIA SHALL RETURN!
grzgrzegorz: A więc problem fabularnej stagnacji rozwiążemy X-23 w szale atakującą wszystkich na wyspie? gratuluje pomysłu panie Hopeless. Koniec sarkazmu. Numer tak właściwie nic nie wnosi do dotychczasowej historii młodzieży umieszczonej na wyspie Arcada. Wydaje mi się, że scenarzysta sam nie wiedząc jak skończyć tą serię poszedł na łatwiznę i wykorzystał najprostszy sposób. Rysunki prezentują się na standardowym poziomie serii, więc to nie razi. Numer dość średni więc dam neutralne 5/10 (ale takie mocniejsze 5).
Katet19: Już poprzedni numer mnie nie zachwycił, ten też nie był lepszy. Prawie nic się nie działo, historia Bloodstone'a przedstawiona została po prostu nudno - chociaż wydaje mi się on ciekawą postacią. Trochę wkurzyłem się tym, że ponownie jakąkolwiek akcję rusza się przez X-23. Rozumiem raz, ale kolejny? Bez przesady. Urok Avengers Arena jako miłego czytadła gdzieś zniknął bo po prostu jest nieciekawie. W sumie od tego numeru, chyba że coś się poprawi, będę to czytał żeby po prostu poznać zakończenie.
Krzycer: No i poszedł trigger scent. Scena z zombie Mettle'em była fajna, bójka Cullena z Aidenem była znośna, retrospekcje były spoko. Ale naprowadzenie akcji na retrospekcję koszmarnie zgrzytało ("no, to pogadajmy, bo czas pogadać").
Co do rozbicia drużyny - zniknięcie Reptila jest w porządku (no bo jeśli "już go nie widzieliśmy", to wiadomo, że nie wiedzą, czemu), zniknięcie Hazmat i X-23 już słabo. Bo nie ma żadnego powodu, dla którego pozostali nie pobiegli za nimi. Tutaj przydałby się jakiś dodatkowy panel, ot choćby z pozostałymi stwierdzającymi "kij im w oko".
Ogólnie - numer ciekawszy od poprzedniego, ale słabszy niż średnia dla tej serii.
 
Captain America vol. 7 #10
Gil: Oj, wykrakałem… Śmiałem się jakiś czas temu, że Romita narysował MegaZolda, a tu się okazało, że przewidziałem pomysł Remendera. Auć… to był wyjątkowo głupi pomysł. Właściwie nie służył niczemu poza dostarczeniem fajerwerków na koniec i pretekstu do ubicia Sharon. Co? A, no tak… Sharon Carter, która pojawiła się znienacka w poprzednim numerze, w tym się wysadziła w powietrze. Właściwie bez powodu, bo mogła ten guzik nacisnąć parę minut wcześniej, jak tylko zobaczyła MegaZolda. Ale co tam – trzeba przecież zakończyć tę goovnianą historyjkę jakimś mocnym akcentem, prawda? Przecież była właściwie o niczym i nie miałaby absolutnie żadnego wpływu na prawdziwy świat, gdyby nie ten zgon. Aha, i jeszcze ta panna Zolówna się przedostała. Nie mam pojęcia, po co? Pewnie za parę numerów zniknie gdzieś, zamieciona pod dywan. A żeby ta wszystko wypadło jeszcze gorzej, ściągnięto kilku rysowników o dość różnych stylach, żeby poprawiali po Romicie. Niektórzy próbowali się dopasować, inni przerobić te bazgroły na swój styl, a efekt tego wyszedł koszmarny. Po raz kolejny seria ta zgarnie tytuł gniota tygodnia, a sam zeszyt notę 2/10.
Undercik: Darowałem sobie tą serie po drugim numerze i widzę, że nic nie straciłem. Sięgnąłem tylko ze względu na to, że na różnych portalach trąbili o jakimś wydarzeniu. No i zmarło się Sharon. Chociaż to raczej zgon, który można odkręcić. Czyli wracam do olewania solowych przygód Capa, do czasu aż ktoś ciekawy przejmie tytuł. Nadal płaczę po stracie Brubakera, który nawet w dołku podczas ostatniego woluminu dawał radę.

Captain Marvel vol. 6 #15
Gil: Oj, nie wyszło, nie wyszło... Po raz trzeci pokazują nam tę samą sytuację, powtarzając trzy-czwarte wydarzeń, znów wstawiają te koszmarne kombinezony kosmiczne, a w dodatku nieudolnie próbują nas przekonać, że coś się zmieniło u Karolki po poprzedniej historii. A robią to w najgorszy z możliwych sposobów: nie pokazując, tylko mówiąc nam o tym. Carol prowadzi narrację o tym, jak jej wspomnienia zostały wymazane, a tymczasem nic – absolutnie NIC – tego nie pokazuje. Wciąż wszystkich kojarzy, rozmawia z nimi normalnie, ma to samo doświadczenie co wcześniej. W pewnym momencie daje za to do zrozumienia, że ma problem z odczuwaniem emocji. Cóż... Gdyby pani Konikowa się określiła i zdecydowała, że jej bohaterka utraciła zdolność okazywania emocji, nie miałbym najmniejszego zarzutu, ale skoro upiera się przy utracie wspomnień, to powiem tak: AMNEZJA TAK NIE DZIAŁA! Mogłaby zapomnieć, co łączy ją z poszczególnymi postaciami i zachowywać dystans, ale to nie to samo. Za to jestem ciekaw, co wyniknie z przebudzenia Binary i to mnie jeszcze tu trzyma. Co zaś się tyczy rysunków, to często wyglądają niedbale, jakby powstawały w pośpiechu i gubią detale. Na przykład szybki w tych głupich kombinezonach. Dam najwyżej 5/10 za kilka elementów, które nadal przyciągają uwagę.
grzgrzegorz: Nie czytam regularnie tej serii, ale, że numer ten to tie-in do Infinity to należało po niego sięgnąć. Muszę przyznać warto było- zwłaszcza dla Cliffhangera który dużo obiecuje. Nie wiem tylko czy to nie jakaś ściema ze strony scenarzysty, ale poczekamy-zobaczymy. Jeżeli Ms Marvel naprawdę dostałaby ten up-grade na stałe to nie wiem czy przypadkiem obecnie nie jesteśmy świadkami najpotężniejszej inkarnacji Avengers ever? Na zachetę dam 7.5/10. Warto się zapoznać.
Krzycer: Ziew. Kelly Sue się nie popisała. Spokojnie można było zmieścić wydarzenia z perspektywy Spider-Woman i Cap Marvel do jednego numeru, i wtedy to byłoby znośne uzupełnienie Avengers vol. 5 #18. Ale rozbicie tego na Assemble i Cap Marvel sprawiło, że zanudziłem się na śmierć.
Przynajmniej ostatnia strona zapowiada coś ciekawszego.

Deadpool vol. 3 #15
grzgrzegorz: Postanowione. Przestaje czytać ten on-going (przynajmniej do zmiany scenarzysty/-ów). Jestem rozczarowany tym numerem w takim stopniu, że słów brak. Po początkowym wysokim poziomie serii dostajemy teraz jakieś popłuczyny, które są naprawdę głupie. Dwóch autorów Poola to chyba za dużo i panowie nie potrafią razem nic ciekawego wymyślić. Ostatnia strona aż boli. 3/10 i na razie wolne od tego tytułu.
Krzycer: To było fajne. Autentycznie fajne. Absurdalny klimat "udawania się po radę" do Kapitana i Wolverine'a, porządna akcja z team-upem Wade'a i Logana, a do tego detale takie, jak "... ...bye, Wade"". Możliwe, że to był najlepszy numer vol. 3.
Przy czym po raz szesnasty podkreślę, że wolę poważniejszego Deadpoola.

FF vol. 2 #11
Gil: Adolf? Serio?!? Niech no moja dłoń nabierze odpowiedniego rozpędu, nim uderzy w czoło, żeby plask był proporcjonalnie donośny względem tego kwasu… Poza tym, musiałbym sobie zafundować przyspieszony kurs wiedzy o Poppupianach, żeby potwierdzić swoje odczucie, że ta jego wersja jest maksymalnie naciągana, a nie mam na to czasu, więc na razie odpuszczę ten wątek. Poznęcam się więc nad rysownikiem. Allred do moich ulubieńców nie należy, a tym razem zasłużył sobie na baty tym, że skaszanił scenę walki z… panelami. Tak właśnie. Wcześniej czytałem Young Avengers, gdzie McKelvie pokazał doskonale, jak taka scena powinna wyglądać. Ta tutaj jest tylko marną namiastką swego prawdziwego potencjału. A tak właściwie, to wciąż się zastanawiam, dlaczego ja to jeszcze czytam? Wracamy do oceny 3/10.
grzgrzegorz: Rodzinka Impossible Manów? Dla mnie to trochę za dużo, ale muszę przyznać, że mi się dobrze czytało. Numer kradnie Medusa. Ostatnia strona kieruje nas w interesującym kierunku. Co do rysunków muszę przyznać, że są miodne i nadal to ten lepszy numer z rodziną Fantastycznych w tytule. Zasłużone 7.5/10.
Krzycer: Ale... ale o co chodzi? Klimat old-schoolowych komiksów pozostaje zachowany, sensu przestałem się w tym doszukiwać, ale fractionowy Maximus woła o pomstę do nieba. (I jest out-of-continuity z Maximusem Hickmana... out-of-character można jeszcze zwalić na to, że przecież jest szalony, ale ooc nie.)

Gambit vol. 5 #16
Gil: Pozwolę sobie na taką małą dywagacje: być może, gdyby autorzy nie zaserwowali nam całego worka wypełniaczy, a obecna historia rozpoczęła się gdzieś tuż po zamknięciu wątku Joelle, ta seria miałaby szansę przetrwać. Może… Pomysł z rywalizacją Gildii i wkręceniem w to Gambita jako kandydata na przywódcę jest całkiem interesujący. Jest tylko taki jeden szczegół: wiedząc, że tytuł dogorywa, nie bardzo mam ochotę angażować się w nią i łudzić się, że przyniesie jakieś wymierne rezultaty. Co innego, gdyby miała pewniejszą przyszłość. Teraz najlepsze zakończenie, jakie może jej się przytrafić, to takie, które zatoczy krąg i niczego absolutnie nie zmieni. Bo gdyby nawet było inaczej, to zbyt duże jest ryzyko, że to wszystko zostanie zamiecione pod dywan. Natomiast jeśli chodzi o rysunki… Nie wymieniono inkera, więc zgaduję, że tym razem Mann sam siebie tuszował. Lepiej niech tego nie robi, bo zdecydowanie mu nie wyszło. No cóż, dywagacje i odczucia odłóżmy na bok i oceńmy ten zeszyt obiektywnie – wyjdzie więc dolna granica 6/10.
Krzycer: Meh. Nie przepadam za wątkami Gildii Złodziei, bo to takie szemranie z którego nigdy nic nie wynika. Czy Gambit kiedyś nie przewodził nowoorleańskiej Gildii? Czy cokolwiek to zmieniło w jego funkcjonowaniu w szeregach X-Men?
Ale poza tym to był porządny numer. Tylko rysunki były średnie. Mann w kiepskiej formie.

Journey Into Mystery #655
Gil: Wielki finał serii okazał się nie być wcale taki wielki. Wyszedł co prawda całkiem fajnie, ale był przy tym dosyć oczywisty. Wszystko się udało, wszyscy zostali uratowani, a zmiany zachodzące w trakcie zostały na wszelki wypadek cofnięte. Bardzo zachowawcze podejście. Zwłaszcza jeśli porównać je z małymi rewolucjami, jakie odważnie serwował Gillen prawie w każdej swojej historii. Ale sama lektura była całkiem przyjemna, bo do końca udało się zachować charakterystyczna dynamikę opowiastek pani Kasi. Najlepszą zaś częścią numeru była sama końcówka. Plus bonus w sekcji z listami w postaci pogróżek od Lokiego. I rysunki nadal pozostały mocną stroną całości. Mam nadzieje, że Schiti szybko znajdzie sobie miejsce w innej dobrej serii. Ocena, którą wystawię równie dobrze mogłaby podsumowywać cały run, który miał swoje lepsze i ciut gorsze momenty. A tą oceną jest solidne 6/10.
grzgrzegorz: Jeden z Dwóch numerów tygodnia. BRB wymiata, a jego relacje z Gaeą i Lady Sif są po prostu genialne. Bardzo porządne domknięcie tytułu. Największe peany zachwytu należy jednak skierować w stronę rysownika który stworzył cudo, a Sif w jego wykonaniu to miodność sama w sobie. Bardzo mocne 8.5/10. Warto jak najbardziej.
avalonpulse0315b%20%5B1600x1200%5D.JPG
New Avengers vol. 3 #9
Gil: O ile w drugiej serii mieliśmy okazję odczuć skutki działań Builderów na skalę uniwersalną, tak tutaj możemy poczuć globalne efekty działań ekipy Thanosa. Pierwszym plusem jest więc sam fakt, że akcja rozgrywa się na wielu płaszczyznach. Ale właśnie takich wheels within wheels mogliśmy się po Hickmanie spodziewać, więc nazwę to raczej solidnym spełnieniem obietnicy, niż pozytywnym zaskoczeniem. Co mnie natomiast zaskoczyło to fakt, że nie został przegapiony właściwie żaden element układanki. Atak dotyka wszystkich, których dotknąć powinien i nie ma tu miejsca na cackanie się, potyczki jeden na jeden, czy jakieś dziwne zasadzki. Generałowie Thanosa robią naszym herosom wjazd na chatę z całym inwentarzem i to właśnie świadczy o epickiej skali wydarzenia. Zresztą, nie tylko to. Złamany Namor, który poświęca resztki godności dla zemsty. Baxter Building zamieniony w jedną wielką wieżę bojową. Atak na wszystkich członków Illuminati oraz osoby z nimi powiązane – to wszystko skutecznie pokazuje intensywność wydarzeń. Tylko część w Wakandzie nie do końca mnie przekonała, a to dlatego, że są niepokonani z definicji i nie zostało to wsparte niczym konkretnym, bo sam pojedynek odbył się off-panel. Ale cała reszta mnie się podoba. Dotyczy to też rysunków, bo wreszcie ktoś zadbał o porządne cieniowanie i kolory. Tak więc należy się solidne 7/10.
kuba g: Jedno co muszę przyznać Hickmanowi to, że jego tie-iny nie są zapchajdziurami, tylko naprawdę istotnie rozwijają nam świat z Infinity, jednocześnie nie tracąc swojej integralności z nawet pobocznymi wątkami wcześniejszych numerów. Dla mnie ten numer to same plusy mimo, że wrzuca nas już w środek wydarzeń, ustawicznie niemożliwa do zdobycia Wakanda, plan Namora, czy uzbrojony Baxter Building, dalej ze wszystkich tytułów z Avengers w nazwie to ten prezentuje najlepszy poziom.
grzgrzegorz: BB i Maximus z jego tekstem z ostatniej strony rządzą w tym numerze. Strange ma kłopoty, Namor składa hołd, Thanos chce IG- numer pełen fabuły i treści. New bardzo dobrze spełnia swoje zadanie jako tie-in i zachęca do dalszego czytania. Z czystym sumieniem 8/10.
Demogorgon: Lubię Corvusa Glaive. Szkoda, że jeszcze nie odwrócił Logana na brzuch i nie wsadził mu włóczni w tyłek, wtedy to byłby komiks roku, ale nie można mieć wszystkiego.
I zanim mi powiecie, że ze mnie hipokryta bo się pielkę o Spaceknights ale Logan to już może dostać wpierdziel - jest różnica miedzy spuszczeniem lania jednemu z protagonistów opowieści i całego versum, lokalnemu twardzielowi a randomowymi gośćmi wyciągniętymi z limbo tylko po to, by ich zabić. A zanim ktoś mi powie o Arenie - Logan dostał gongi w godzie ze swoimi osiągnięciami i zachowując się zgodnie ze swoim charakterem. Darkhawk, Nico, X-23 i Sentinel zebrali lanie którego zebrać nie powinni.
Czemu pominęli walkę Black Panthera z Black Dwarfem? Podobno eventy są o waleniu się po mordach i A-Listerach robiących AWESOME rzeczy, więc czemu wycieli całą walkę? I nie mówcie mi, że brakło miejsca, kiedy MAMY DWIE STRONY Z NICZYM, TYLKO GŁUPIMI TYTUŁAMI ROZDZIAŁÓW! Miedzy tym a nowym numerem New Avengers zaczynam się zastanawiać czy Marvel nie nauczył się wszystkich najgorszych lekcji od Kubo Tite.
Podobała mi się scena z Namorem, well played good sir, well-played. Wredny ruch, ale mocna scena.
Szkoda, że Armor pojawia się tylko po to, by być bezużyteczna.
Imiona tej bandy od Thanosa są zabawne. Black Dwarf jest chyba większy niż Thanos, który kurduplem przecież nie jest, a Supergiant jest normalnych rozmiarów telepatką. Rozumiem, że chłopaki wymyślali te imiona dla zmyłki. Soundtrack: Avatar OST Main Theme
Xavier83: Solidne rozwinięcie głównej historii. Dobrze prowadzone postacie i pełnia kunsztu scenarzysty w tworzeniu łamigłówek w łamigłówkach. Normalnie nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.

Scarlet Spider vol. 2 #21
Gil: Nie przypominam sobie, żebym domagał się powroty Bena Reilly, a Wy? Tak tylko pytam, bo na okładce napisali, że się domagałem… Cóż, może starość i skleroza. Anyways… Tego, że blizny Kane’a są tylko zwidami domyśliłem się, gdy tylko się nagle pojawiły. Podejrzewałem więc, że cała bitka z Benem też jest jednym wielkim przywidzeniem i chyba w ostatecznym rozrachunku byłoby to lepszym rozwiązaniem. Okazało się bowiem, że to Kraven się podszywa, a to każe zadać wiele pytań typu: jak i dlaczego? I mam dziwne wrażenie, że o ile wyjaśnią nam dlaczego, tak kwestia jak pozostanie bez odpowiedzi. Lub ewentualnie ograniczy się do: przecież już kiedyś udawał Pajęczaka, więc shut up! Nie bardzo też pamiętam szczegóły jego ostatniej akcji, więc nie jestem pewien, czy powinien wiedzieć aż tyle o Parkerze i jego klonie. No i o ile nie mam większych zastrzeżeń do samej bitki, to wątek z porwaniami mnie nie przekonuje. Dlaczego? A dlatego, że na sto procent okaże się, że wszyscy są cali i zdrowi, a potem zostaną uratowani. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, ale na razie dam takie nie do końca przekonane 5/10, chociaż z szansą na zwyżkę.
Xavier83: To się czyta świetnie. Choć okładka krzyczy, że Ben powraca bo czytelnicy tego się domagali, to otrzymujemy bardzo fajne zaskakujące rozwinięcie wątków Kaine'a i jego oponenta do grobowej deski.
Undercik: Kolejny świetny numer Scarlet Spidera. Zresztą seria jest z zeszytu na zeszyt coraz lepsza. Jak dla mnie obecna czołówka Marvela. Na dobrą sprawę otrzymujemy kontynuacje Sibling Rivalry i jest ciekawie. Kaine nadal nie czuje się bohaterem, po raz kolejny wszystkich odpycha i tak dalej. Ale co ja poradzę, że mimo tego, że pojawia się to już n-ty raz, to nadal dobrze się bawię. Yost rewelacyjnie prowadzi postaci, przez co nie da się ich nie lubić. Twist z końcówki był w pewien sposób do przewidzenia patrząc na zapowiedzi kolejnych numerów. Ja chce więcej!
Krzycer: O. Tego się nie spodziewałem. Interesting. Yost już zrobił w ramach tej serii "The Other 2", teraz porywa się na "Kraven's Last Hunt 3" (trzy, bo "Grim Hunt" to było KLH2). Ciekawe, co mu z tego wyjdzie. Na razie jest dobrze.

Secret Avengers vol. 2 #8
Gil: Co to, kwa-kwa, jest??? Ja wiem, że w tej serii jakakolwiek ciągłość wydarzeń nie istnieje, ale bez przesady. Ten zeszyt w porównaniu z poprzednim wydaje się być mocno cofnięty w wydarzeniach. Albo raczej wyrwany z kontekstu i opowiadający o czymś zupełnie z innej bajki. Mam wrażenie, że już obalili tych przywódców AIM z dziesięć razy od początku serii, ale ciągle przeskakują w inne miejsca i czasy, więc już właściwie nic nie wiem. W dodatku poświęcają sporo czasu na jakieś scenki rodzajowe, które nie są z niczym powiązane. No, chyba tylko temu, żeby przypomnieć zagubionemu czytelnikowi, że kiedyś naściągali tu łotrzyków, o których później nie wspominano. A do tego dodają jeszcze jednego – w dodatku taką skamielinę, że nikt na pewno go nie pamięta. Chociaż akurat z tego wątku dałoby się może coś wyciągnąć, gdyby nie wszechobecny chaos. No i rysownik jest inny, więc i przyciągania zabrakło. Oceniam na 3/10.
grzgrzegorz: Numer bardzo średni, ale rozwalił mnie kompletnie- "Jude the Entropic Man, minister of health". Poza tym samych Avengers jak na lekarstwo, tytuł skupia sie na A.I.M. i ich wewnętrznych rozgrywkach. Jako, że numer sredni to i 5/10 dostaje.

Thanos Rising #5
Gil: No dobrze, to w tej chwili przynajmniej możemy spokojnie włożyć te serię między bajki z innymi mini, które pokazują niby od nowa historię postaci, ale w jakimś innym, oderwanym świecie. Bo w tym Eternals z Tytana mają się całkiem nieźle, a sam Thanos jest jakby trochę mniej świrnięty. A przynajmniej bardziej zrównoważony. Ten tutaj dla odmiany jest mocno niestabilny i zdradza większość objawów schizofrenii. Powiedziałbym, że trochę too much Mad and too few Titan.  Ale sam finał wyszedł całkiem przyzwoicie. Zwłaszcza moment, w którym A’Lars wystawia na próbę psychikę Thanosa. Jak na taką historyjkę, to było całkiem intensywne. Gdyby całość opierała się bardziej na takich wątkach, a mniej na shock value, z pewnością oceniłbym serię znacznie wyżej. No i rysunki mogłyby być lepsze. Bianchi sprawdza się w innych klimatach, ale kosmos to nie jego podwórko. Tak więc, za całość dam 6/10.
grzgrzegorz: Po pierwsze- scenarzysta albo nie zapoznał się z dotychczasową historią Tytana, albo postanowił to przerobić według swojego pomysłu. Numer na poziomie reszty poprzednich, więc nie ma szału. Nadal jestem na "nie" jeśli chodzi o takie ukazanie Thanosa, ale cóż- nic na to nie poradzę. Takie sobie 6/10 i jeśli do tej pory nie byłeś fanem Thanosa to z czystym sumieniem możesz to sobie odpuścić i nic nie stracisz.

Thor: God Of Thunder #12
Gil: Nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać po tym numerze, zwłaszcza gdy domyśliłem się po tytule, że będzie to jednozeszytowy przerywnik. Ale szybko przypomniałem sobie, że kiedyś Aaron popełnił bardzo fajną podobną historyjkę z Wolverinem, więc ciekawość zastąpiła niepewność. No i znów muszę go pochwalić. Używając zlepka scenek rodzajowych, udało mu się skutecznie pokazać, co trzyma Thora w Midgardzie. Uwypuklił umiejętnie (nawet miejscami przerysowując) różnice między światem ludzkim, a boskim i to na wielu płaszczyznach. Udało mu się je jednocześnie rozdzielić i wiarygodnie połączyć. No i na koniec zostawił nas z odpowiednio ciężką, dobrze ugruntowaną refleksją. Owszem, miejscami może zabrakło kontekstu, ale ostatecznie wyszło to wszystko bardzo fajnie. Również pod względem rysunkowym, chociaż Klein to przy Ribicu chłopak z kredkami. To teraz mogę imć scenarzyście udzielić kredytu zaufania przed następną większą historią. Oby nie zawiódł. A póki co, wystawiam również solidne 7/10.
grzgrzegorz: Drugi numer tygodnia. To jest ten lepszy tego-tygodniowy występ Thora. Muszę przyznać, że jestem pod OGROMNYM wrażeniem tego numeru. Nie skłamie jeśli napiszę, że to chyba jeden z najlepszych komiksów z Thorem od czasów vol2 i King Thora. Przez cały numer towarzyszy nam olbrzymia dawka emocji które niesie ze sobą Thor i osoby które odwiedza (Zwłaszcza ta scena z ludźmi z transparentami "God hates You" i Thorem pomiędzy demonstrantami- nawet dla tego momentu warto było sięgnąć po ten numer). Rzadko to robię ale daję temu numerowi 10/10 i rekomendacja: CZYTAĆ!
Katet19: Zdecydowanie komiks tygodnia. Każdy poprzedni numer stał na wysokim poziomie, ten także. Mimo tego, że był przerywnikiem. Polubiłem Thora chociaż zawsze był dla mnie postacią zupełnie niepotrzebną w Marvelu i nigdy nie kupiłem konwencji jego wprowadzenia do tego wydawnictwa. #12 przynosi wiele emocji, ukazuje różnice między ludźmi a bogiem, ale przedstawia też boskie problemy. Ciekawe zakończenie i fajnie, że dalej kontynuują 3 historie Thora.
Krzycer: Kolejny świetny numer. Bardzo w stylu "Love and the Wolverine". I fajnie pokazuje Thora z wielu stron - co znaczy dla ludzi, co ludzie znaczą dla niego... Nie spodziewałem się, że mi się to spodoba, bo zazwyczaj nie lubię takich wątków, ale Aaron bardzo ładnie pokazuje, że Thor jest bogiem, a nie tylko kolejnym superkozakiem z pelerynką.

Ultimate Comics: Spider-Man vol. 2 #26
Undercik: Najgorszy numer serii. Niestety. Strasznie ciężko się to czytało. Niby Bendis musiał trochę potłumaczyć co się dział w przeszłości, ale to był strasznie nudne. Na dobrą sprawę to taki pit-stop przed finałem historii, a może i nawet serii. Szkoda, że scenarzysta zmarnował ten zeszyt. Nawet Marquez nie postarał się tak jak w poprzednich numerach. Czuje się zawiedziony.
Katet19: Nic ciekawego się nie dzieje, kolejny opis powstania postaci jaką jest Bombshell, ale niestety mało w tym Moralesa, a szkoda, bo to naprawdę fajna postać. I niezbyt podoba mi się droga, w którą wcześniej poszła ta serie po tym skoku czasowym. W końcu to historia o Spider-manie a ostatnio w ogóle go nie ma.
Krzycer: A mi się podobało. Może dlatego, że lubię, gdy Bendis odkrywa karty i pokazuje, że za running joke stoi coś więcej - tak samo, jak dawno, dawno temu napisał cały numer o Ultimate Shockerze.
Choć Marquez się nie postarał miejscami.

Uncanny Avengers #11
Gil: Nie mogę się nadziwić, że facet, który zaserwował nam chyba najlepszą wersję Jeźdźców Apokalipsy, jest również w stanie zaserwować najgorszą. Ever! Trudno mi sobie wyobrazić bardziej przypadkową zbieraninę i nie mam zielonego pojęcia, czym się kierował przy wyborze. No, poza tym, że dwóch musiało mieć związek z Avengers, a dwóch z X-Men, żeby było po równo. Co u diabła ma wspólnego Daken z Zarazą? Zgaduję, że Grim Ripper reprezentuje Wojnę i to chyba tylko przez kontrę do aktualnego (z czapy wyjętego) pacyfizmu Wonder Mana. Sentry mógłby się sprawdzić w roli Śmierci, ale gdyby to Void był na wierzchu, więc w zupełnie przeciwnych okolicznościach niż tutaj. No i to znaczy, że Banshee to Głód… WTF? Jak? Dlaczego? Who cares – nawet go nie ma w tym numerze. Jest za to sporo gadania o rzeczach, które mogły by być ciekawszą alternatywą, ale zostały zepchnięte do tematu tego czegoś, czemu Apobliźniaki chcą zapobiec. No i nadal rządzą sztucznie przerysowywane różnice i konflikty. Marnie to wszystko się składa w całość, zwłaszcza jak na tytuł, który miał być flagowym. I co się dziwić, skoro okręt okazał się dziurawą łajbą… A rysunki prezentują średni poziom Acuny, więc też bez rewelacji. Za całokształt dam 4/10.avalonpulse0315c%20%5B1600x1200%5D.JPG
grzgrzegorz: Jedynym jak dla mnie minusem tego numeru jest dla mnie Wanda ( ale to tylko moja osobista nienawiść do tej postaci, zupełnie subiektywnie), chociaż nie ma to przełożenia na fabułę numeru, a ta jest naprawdę porządna. Robi się gorąco: Daken i Sentry kozaczą, a Wanda gra chyba we własną grę ( ale pewnie i tak okażę się, że blefuje, więc...). Standardowo 7/10.
Xavier83: Cholernie dobrze się to czyta. Miałem skończyć na tym numerze, tak jak zamyka się wydanie zbiorcze, ale skuszę się na następny chyba. Bardzo mi się podoba jak wyjaśniono sprawę Sentry'ego. Tylko ten scenarzysta mógł "wyczyścić" kartę dla tej postaci w tak przystępny sposób. Zastanawia mnie co Void robi w White Hot Room, ale już wyobrażam sobie jego spotkanie z Jean.
Krzycer: Łojeju, już nie pamiętam, co tu było.
[minutę później]
No, to sobie odświeżyłem. I oprócz kuszenia Wandy - nic tu nie było. No, jeszcze w miarę dobra scena z Rogue i Sunfire'em, ale poza tym - sama nuda. Jeźdźcy Śmierci są straszni. Hurra.
A, no i Logan zszedł jak ciamajda. To zawsze miłe.
Poza tym Sentry zrywający sobie skórę z twarze ładnie Acunie wyszedł.
Ogólnie - na razie ta historia rozczarowuje.
jdtennesse: Za dużo gadania i nędzne rysunki. To pokrótce. Rozmowa bliźniaków z Wandą jest nieco przydługa. Rozumiem, że bliźniaki muszą trochę powyjaśniać, ale bez przesady. Poza tym już nieraz mieliśmy do czynienia z mocami, które chciały oddzielić mutantów od ludzi i stworzyć im wspaniały świat. Planeta X? Utopia? Genosha? Fragmenty z Sentrym najsłabsze. Aha, z Loganem też, bo nie wierzę, że jest aż tak słaby zabił swojego syna, ale nie może zabić trupa naśladującego syna? I Wandzie też nie wierzę, albo coś wywinie, albo ktoś ją powstrzyma. Całość nachalnie patetyczna, kto krytykował wybujane teksty narracyjne Claremonta, niech to sobie poczyta. Rysunki dopełniają całości i są po prostu brzydkie. 3/10.

Uncanny X-Men vol. 3 #11
Gil: Na samym początku miałem wrażenie, że gdzieś zgubili jeden numer, bo nagle znajdujemy się w samym środku bitki z Sentinelem i wszystko jest zielone. Ale jednak nie – to tylko tak wygląda. Walka jeszcze na dobre się nie rozpoczęła, a Summers traci czas na dyskusje z maszyną. Zresztą, robi to przez sporą część zeszytu, jakby zupełnie zapomniał, że ma do czynienia z robotem. Nawet każe Kukułkom go skanować, chociaż powinien wiedzieć lepiej. Zresztą, w tej sytuacji o dziwo młodzi zachowują się znacznie bardziej rozsądnie i skutecznie. Może to próba pokazania, że jednak do czegoś się nadają? Ale i tak sytuację ratuje Magneto, który już skończył pogaduchy i trafił tu najwyraźniej zupełnie przypadkowo. No i ostatecznie ciężko powiedzieć, o co właściwie chodziło. Czy to była jakaś zajawka nadchodzącego crossa i Sentinel był z przyszłości? A może to jakieś inne zagrożenie? Aha, mamy jeszcze przerywnik z Dazztique, który narysował ktoś inny, więc skutecznie wyrywa z klimatu w samym środku numeru. Jakieś takie na pół gwizdka było to wszystko, więc i ocena będzie połówkowa: 5/10.
grzgrzegorz: Numer taki jakiś...nijaki według mnie. Jak na mój gust Cyke jest za bardzo rozhisteryzowany. Wszystko jest takie przewidywalne, a rysunki rażą mnie w oczy i nie wiem czy nie zrezygnować z czytania tej serii właśnie przez rysowników, chociaż pewnie nie bo zaczyna się event. Za rysunki 1/10, za fabułę 6/10.
Katet19: Czułem to samo co Delirium po przeczytaniu tego numeru, jakby nagle był przeskok, coś straciłem, ale później szybko załapałem co się dzieje. Cały czas akcja, fajne przedstawienie nowych jako nie takich patałachów, ale jako osób dosyć kompetentnych, zakończenie też całkiem okej i zastanawiające jest kim jest ta postać - albo lepiej - skąd jest.
Krzycer: Młodzi ruszyli do boju. Hip hip. Wciąż mam wrażenie, że Bendis drepta w miejscu. Wciąż mam wrażenie, że nie powinienem się przyzwyczajać do młodych... Niby Bendis pisze dwa z trzech najważniejszych mutancich tytułów, ale biorąc pod uwagę, że miesięcznie ukazuje się ok 20 mutancich tytułów, banda nowych mutantów pojawiająca się tylko w jednym z nich stoi na przegranej pozycji...
Może Battle of the Atom coś tu zmieni. Tylko czemu w to wątpię?
jdtennesse: Kolejny komiks poświęcony Scottowi i jego gadaniu. Pojawia się nowy sentinel, niezniszczalny, "inteligentny", ale w końcu można go zwalić z nóg. A poza tym? Fajnie, że młodzi mają swoje momenty, dobre czy średnie, ale jeszcze istnieją, więc to należy uznać za plus. Niewiele się tu wydarzyło poza walką z robotem, w tle na chwilę mignęła Mystique. Co było bez większego znaczenia. Rysunki, niestety, nadal słabe. I to tyle. Słaby komiks. 3/10.

Wolverine And The X-Men #35
Gil: Ależ to było… prawdę mówiąc, całkiem niezgorsze. Aaron stanowczo za dużo motał w poprzednich częściach i zbyt często odwracał uwagę czytelnika niepotrzebną rozwałką, ale ostatecznie udało mu się wyprowadzić wątki na prostą. Nawet możemy mówić o zamknięciu jakiegoś większego rozdziału. A przy tym pojawiają się nowe elementy, zapowiadające najbliższą przyszłość. Cóż, wszyscy wiemy, że akurat ten scenarzysta jak chce, to potrafi. Szkoda tylko, że nie zawsze mu się chce… Tutaj również niektóre rozwiązania są trochę pospieszne lub dziwne, ale widać, że miał to rozplanowane i osiągnął cel. Dla odmiany będzie więc ocena pozytywna z odrobiną nadziei na przyszłość (jeśli mu się zechce, oczywiście). A tą oceną będzie 6/10.
Undercik: Dotarliśmy do końca historii i mnie się podobało. Może nie była to jakaś rewelacyjna historia, ale na każdy numer czekałem z ciekawością. W końcu Hellfire Kids nie denerwowali tak jak zazwyczaj, relacja Idie z Quentinem zaczyna mi się podobać, no i Broo wrócił do normalności. Do tego rozwój postaci Toada. Spodziewałem się, że zostanie wciśnięty do serii jako comic relief, ale okazuje się, że i na niego Aaron ma plan. Dog i Kade pewnie jeszcze powrócą, ale póki co wypadałoby odetchnąć szczególnie od Kade'a. No i Kurt wraca (ale to już dawno w zapowiedziach było). Ogólnie dużo się dzieje i dobrze.
Z minusów. Końcówka zeszyty jest fatalna. A dokładniej jedna strona, w której Wovlerine miał zamknąć szkołę i jej ostatecznie nie zamknął. I jeszcze to "He's professor Wolverine". To taki tandetny happy end i szkoda zmarnowania na niego miejsca. No i pytanie co dalej z Mystique i jak to się ma do X-Menów Bendisa. Kiedy się dzieje ta historia, czy konsekwencje Hellfire Saga będą przez to widoczne gdzie indziej? Mam wrażenie, że może zostać to olane.
Ogólnie czyta mi się WatX dobrze, ale to chyba dlatego, że konwencja mi podpasowała, a słabsze numery mogę przeboleć. Zresztą Hellfire Academy jest póki co najlepszą historią w tym ongoingu. Za to #17 ciągle najlepszym pojedynczym zeszytem.
Krzycer: No i skończyło się rumakowanie. Wciskaniu czternastolatek w gorsety wciąż mówię nie, podobnie jak wciskaniu złych bachorów do dobrej szkoły, ale reszta była całkiem całkiem.
Tylko proszęproszęproszęproszęproszę, niech Aaron da nam odpocząć od przedszkola Hellfire przynajmniej przez rok...
jdtennesse: No i się skończyła dziecięca saga. Czy to dobrze? Tak, chociaż zawsze mogło być gorzej. A co się wydarzyło? Wrócił "nasz" Broo. Czy zostało wyjaśnione jak? Nie bardzo. A nawet wcale. Bo ugryzł Bamfa. Wróciła normalna Paige. Czy wyjaśniono jak? Obdarto ją ze skóry, tudzież z nadmiary warstw. No i wrócił Kurt. Oczywiście nie mamy pewności (nie, wcale), że to on, tylko kilka subtelnych wskazówek. A poza tym, główni antagoniści uciekli, nawet wiemy dokąd, są uwięzieni w Siege Pelilous. I prędzej czy później wrócą. Wszyscy wrócili do szkoły i są zadowoleni. Rysunki, jak popatrzę na inne mutancie serie, to są dobre. 5/10.

Wolverine: MAX #10
grzgrzegorz: Numer przegadany strasznie, chociaż dostajemy kilka wyjaśnień. Końcówka przewidywalna, zwłaszcza jeśli węźmie się to "MAX" po uwagę. Takie 6/10. Można.

Young Avengers vol. 2 #9
Gil: O ile jestem bardzo pozytywnie nastawiony do całej serii, tak nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wszystko mi się w niej podoba. Rozumiem symbolizm i alegorie, ale tak zwyczajnie i po prostu męczył mnie już cały ten wątek z Mamuśką. Dlatego cieszę się, że mamy go z głowy, przynajmniej na razie. I przyznam, że metoda na nią wymyślona była całkiem fajna. A tym bardziej się cieszę, że w zamian będzie Leah. Hell, yeah! Przecież to ona była właściwie siłą napędową Journey Into Mystery, dlatego aż się palę z ciekawości, żeby zobaczyć, jaką zemstę zgotuje Lokiemu. Natomiast jeśli chodzi o pozostałe wątki… no nie wiem, jakoś Heinberg bardziej dawał radę mnie zainteresować. Gillen rzuca dużo pomysłów, ale to trochę tak, jakby rzucał nimi o ścianę i patrzył, co się przylepi. Niektóre przylepiają się lepiej (Loki, America, Kate i Noh-Varr), a inne gorzej (reszta ekipy). Dla odmiany rysunki nie zawodzą i prawie mam wrażenie, że moje ostatnie uwagi dotarły do celu, bo widzę więcej subtelnych różnic między Kate, a Chavez. Dam lekko niepewne 6/10.
Demogorgon: Więc cały ten pościg był bezcelowy? No w sumie można odnieść takie wrażenie, ale jednak pojawiło się tu kilka ciekawych wątków - wiemy o potencjale Billy'ego, wyszło na jaw, że Miss America coś o nim wie, Prodigy wyszedł z szafy, pojawia się zagrożenie na horyzoncie dla Kate, no i cała sprawa z Teddym i ostatnia stroną też jest problematyczna. Ogólnie to nie to, czego się spodziewałem, zamiast finału dostajemy dalej budowanie wątków pod coś większego.
Może ten przyszłoroczny event ma się kręcić wokół Young Avengers to by było...<przypomina sobie cały wykład od kolegów z forum czemu eventy są TYLKO dla A-Listerów> @#$% to wszystko.
Strona z alternatywnymi wersjami była fajna - wyłapałem nawiązania do Invisibles i Uber oraz Prodigy'ego, który najwyraźniej zastąpił Helliona w Second Coming. Lubię takie smaczki.
Nie wiem jak się odnieść do seksualności Davida w sumie. W pierwszej chwili myślałem, że oni sugerują, że przez swoje moce zmieniła mu się orientacja, ale zrozumiałem, że to nie o to chodzi, na szczęście. I w sumie zabawne, że jego gadanie jak doskonałą parą są Billy i Teddy wywołało...no właśnie. Way to go dude, widzę, że skopiowałeś ulubioną umiejętność Wolverine'a - w@#$%nie się w cudze związki.
Soundtrack: Agmen Clientum
kuba g: Spoko dostać w jednym tygodniu moje dwa ulubione tytuły z rodzinmy Avengers. Najlepiej tytuły tak dalekie od siebie. Nie do końca wiem co mam myśleć o tym numerze, ale czytało się go dobrze. Może ma on zasiać ziarno, które wykiełkuje znacząco później, a może miał tylko być dopełnieniem metakomiksowej zabawy ostatnich numerów. Nie wiem jeszcze co za bardzo mam myśleć o tej sadze.
grzgrzegorz: Początek i koniec wymiata. Alternatywne postacie ze środka też (nawet wersja Ultimate Kang-a się tam znalazła). Poza tym podróż skończyła się bez fajerwerków, chociaż też porządnie. Rysownik daję radę co cieszy. Mocne 7.5/10.
Krzycer: Leah! Leah! Leah! 9/10 i Leah!
...a poza tym: kolejny świetny numer. Akcja fajna, dialogi w porządku, interakcje między postaciami - fajne. Małe detale - świetne (w tym numerze: "You know nothing, David Alleyne" - zapożyczenie z Gry o tron, przypominające o geekostwie Teddy'ego).
Z minusów, ponieważ wypomniałbym to Humphriesowi, Loebowi czy Gage'owi, więc nie mogę odpuścić Gillenowi: po raz trzeci czy czwarty z rzędu, moce Prodigy'ego tak nie działały.
Ot, detal.
Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.08.28
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.