Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #310 (29.07.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 29 lipiec 2013Numer 30/2013 (310)


Pojawienie się Galactusa w Ultimate Universe oraz przygody Młodych Mścicieli, to dwie najbardziej interesujące pozycje z poprzedniego tygodnia.

Gambit vol. 5 #15
Krzycer: Ok, teraz to już nic nie rozumiem. Myślałem, że Fence przeszedł na stronę Tombstone'a. A może po prostu nie czytałem uważnie... Powiedzmy sobie szczerze, nic w serii Asmusa nie zachęca do uważnej lektury. Czytadło do przejrzenia i zapomnienia - a to po prostu kolejny jego numer.

Hawkeye vol. 4 Annual #1
Hotaru: Nie bardzo rozumiem sens wydawania annuali. Kiedyś zawierały one kompletnie odrębne historie i przez to nikt ich nie kupował - bo i po co. Teraz zapadła decyzja by były mocniej powiązane z seriami-matkami i... tym samym straciły sens. Bo co decyduje, że dana historia znajdzie się w annualu, a nie numerze serii? Powiedziawszy to, przednio się z tym komiksem bawiłem. Fabuła nie odbiega od tego, do czego Fraction zdążył nas przyzwyczaić, a choć Pulido brakuje maestrii Davida Aja, to kolorysta Matt Hollingsworth robi wszystko, a nawet więcej, by zeszyt zachował charakterystyczny styl. Z sukcesem. Dobry komiks, tylko dlaczego to annual, a nie Hawkeye #13?
Krzycer: Ajaj, brakuje mi Aja. Poza tym jest w miarę zabawnie, ale jak nie ma Aja to zaczynam się koncentrować na scenariuszu i dialogach, a wtedy pewne manieryzmy Fractiona (fractionizmy?) zaczynają działać mi na nerwy.
Mimo to - porządny komiks.
kuba g: Aha, czyli Kate w tym numerze odwala akcję jak Moon Knight i jak każdy banan zamienia NY na LA. Do tego wraca Madamme Masque a Fraction stawia na jeszcze bardziej komediową stylistykę. Może i nie było to złe, ale wolę gdy te żarty są jednym z elementów, a nie zajmują 3/4 treści. Tyle, chyba nic więcej nie dodam oprócz powtórzenia: nie było źle, ale też trochę jakby zbędny był ten annual.

avalonpulse0310b%20%5B1600x1200%5D.JPG Hunger #1
Hotaru: Polubiłem ultimate Ricka Jonesa. Poznałem go pierwszy raz w interpretacji Rafy Sandovala i wydał mi się postacią przystępną i łatwą do polubienia. Niestety w interpretacji Leonarda Kirka traci on nieco ze swojej przystępności. Może to dlatego, że rysownik bardzo często ogranicza się jedynie do zarysowania konturów jego sylwetki, a trudno czuć empatię w stosunku do kogoś, kto nie ma wyrazu twarzy. Fabuła nie rzuca na kolana... a zakończenie tego numeru zasługuje tylko na facepalma. Liczyłem na epicki konflikt między Galactusem a Gah Lak Tus, a nie na coś takiego. Szkoda.
Demogorgon: To nie był zły komiks, całkiem mi się podobało, miało taki klimat kosmicznego Marvela.
A potem przyszły ostatnie dwie strony.
Wiecie, ja mam gdzieś Ultimate Universe, ale była jedna postać, którą lubiłem i którą uważałem za fajną. Zgadnijcie kogo zjadł Galactus.
I ludzie się dziwią, że ciągle zrzędzę - jak mam nie zrzędzić, skoro ciągle mam wrażenie, że Marvel chce wziąć wszystko co u nich lubię i wykochać to w tyłek. A potem uczynić bardzo żałośnie wyglądającym. To jest nawet gorsze od durnej animcowatej ręki jaką Hopeless dał Nico. Co to ma być? Derpastyczny brat Galvatrona? Derpatron?
You had one job, Marvel. One job!
Soundtrack: Saikyo Yuusha Robo Gundan, kto oglądał, ten skojarzy dlaczego.
Krzycer: Meh. Rysunki Kirka niezłe, ale na razie czytam to tylko po to, by przekonać się, czy faktycznie coś się zmieni w Ultimate Universe.
Poza tym - w Age of Ultron Galan wychodząc z 616 wpadł na manhattańskim narożniku na Milesa, a tutaj wyskakuje w odległej galaktyce. Great continuity.
kuba g: Początkowo śmiałem się, że Hunger jest pierwszym komiksem z Ultimate od czasu nowego Spider-Mana, który postanowiłem przeczytać. Ale tak jakoś widzę, że na okładce jest logo Marvel NOW, ale loga Ultimate Comics nie widać nic a nic. Hmmm, może to i dobrze. Już sama okładka sugeruje śmierć imprintu i jego nadchodzącą konsolidację z regularnym Marvelem (co może być rozwiązaniem genialnym lub tragicznym). Nieważne na razie. Sam komiks pokazał nam na razie tylko dwóch głównych rozgrywających i kosmitów robiących za paszę w większej rozgrywce. Niby nic rewelacyjnego, ale scena gdy Galactus przedziera się przez powłokę nowego uniwersum była w swój naiwny sposób fajna. Zobaczymy co wyjdzie z tego dalej.
grzgrzegorz: Podobało Mi się. Nawet bardzo. Bardzo dobre wrażenie robi rola Ricka Jonesa w tym całym bałaganie (ciekawe, czy można liczyć na coś na kształt Korpusu Nova albo GoG?). Poza tym rozwaliło mnie rozwiązanie problemu z Gah-Lak-Tusem i jego rola jaką dostał od Galana. Czekam na więcej. PS. Nie zgadzam się z opiniami niektórych, że ta historia doprowadzi do zamknięcia świata Ultimate. Myślę, że najwyżej możemy liczyć na restart tytułów w uniwersum i może (?) nowy status quo? Ja bym obstawiał za przeniesieniem większości akcentów na kosmos w wersji Ultimate i pobawieniem się konwencją i nowymi możliwościami jakie by z tego powstały.

Journey Into Mystery #654
Hotaru: Kolejny świetny numer duetu Immonen-Schiti. Kiedy trzeba jest dramatycznie, a kiedy trzeba zabawnie. Artysta ma niesamowite wyczucie komediowe i wiele ze scen poległoby w rękach kogoś mniej zdolnego. Co z tego jednak, skoro Journey into Mystery dobiega końca? Czy mówiłem już, jak bardzo szkoda mi tej serii?
Krzycer: Fantastyczne rysunki. Ani jedna kwestia dialogu nie mówi o zachwycie Skuttlebutta nowym ciałem, wszystko jest w rysunkach. Ślicznych rysunkach.
Fabularnie... meh. Przynajmniej powoli zaczyna być jasne, o co chodzi, ale zombie-roślino-Gaja to nie moja broszka.

New Avengers vol. 3 #8
Hotaru: Podobał mi się ten numer. Po kilku przegadanych odsłonach, w których - wraz z bohaterami - gonimy własny ogon, fabuła wreszcie ruszyła z kopyta do przodu i to na więcej, niż tylko jednym froncie. Już obawiałem się, że Hickman dostarczać nam będzie tylko zdekompresowane tasiemce, ale tym numerem udowodnił, że kiedy trzeba potrafi się streszczać. Rysunki Mike'a Deodato też są niczego sobie. Odnoszę wrażenie, że artysta powstrzymał się od "kreskowania" każdej możliwej powierzchni (co wcale nie znaczy, że je kompletnie wyeliminował), przez co jego rysunki zyskały na czytelności i estetyczności. Najlepsza scena numeru: Medusa vs. Black Bolt. Dobry wstęp do "Infinity".
Krzycer: Nie wiem, jak wyrazić, jak bardzo się boję, że Hickman to schrzani. Przez "to" mam na myśli zarówno tę serię jak i nadchodzące Infinity. Hickman mistrzowsko rozstawia pionki, niezrównanie eskaluje konflikty, podbija stawkę... Obawiam się, że nie ustoi lądowania, że finał nie dorówna temu, co było dotąd.
Tymczasem to wciąż jedna z najlepszych serii Marvela.
kuba g: I nic się nie zmienia. Dalej z dwóch tytułów Hickmana z Avengers to masońska wersja podoba mi sie bardziej. Ustawiczne rozstawianie pionków na szachownicy, powolne ruchy i wielkie konsekwencje. Dokładnie tego zawsze oczekiwałem po tej serii. No i oczywiście znów wygrały sceny między Namorem i T'Challą.

Scarlet Spider vol. 2 #19
Krzycer: Czyli to Candra. Super. Rysunki jakieś dziwne, co chwila ktoś Candrę sztyletuje czy sniktuje, ale właściwie tego nie widać na rysunkach.

Superior Spider-Man #14
Krzycer: Intrygujące. Przede wszystkim na pierwszy plan wysuwa się pytanie "jakim cudem nikt przed Pająkiem/Slottem nie zajął się Shadowlandem"? W każdym razie to był porządny numer.

Superior Spider-Man Team-Up #1
Krzycer: Yost robi to, co robił, ale jakoś... bez polotu. Tym bardziej, że ostatni numer "Avenging" miał chyba identyczny cliffhanger? Recykling cliffhangerów to brzydki zwyczaj Bendisa, wolałbym, by Yost tego nie podchwycił.

Ultimate Comics: X-Men #29
Hotaru: Nie wiem, co działo się z Jean Grey od czasów Ultimate X. Podejrzewam, że wyprano jej mózg i uczyniono z niej niewolnika. Czyjego i kiedy - nie mam pojęcia. Ale to jedyne wyjaśnienie, jakie mogłem sobie przygotować by wytłumaczyć jej idiotyczne zachowanie. Mam nadzieję, że Wood szybko rozwieje moje wątpliwości. Inaczej cała ta historia nie tyle będzie stała na glinianych nogach, co po prostu lewitowała w powietrzu tylko czekając na upadek.
jdtennesse: No cóż, już wiemy po co Jean wysłała swojego sługę. Nie wiem, czy wojna między mutantami, którzy w sumie powinni stać po tej samej stronie jest przekonywująca. Szczególnie z uzasadnieniem Jean. Byliśmy pierwsi i jesteśmy lepsi. Świetne tłumaczenie. Ludzie pewnie mówią tak o sobie w stosunku do mutantów. Na początku wydaje się, że Kitty wygrała, ale wtedy nie mielibyśmy już komiksu. Więc James odchodzi, a potem pojawia się tam, gdzie może się wydawać na miejscu. Od razu powiem, że nie wierzę w jego zdradę, zapewne chce w ten sposób zapewnić Kitty bezpieczeństwo. Ale to się okaże w późniejszych numerach. Tylko ciekawe skąd Nomi miała takie złe przeczucia, czy to rzeczywiście tylko przeczucia, czy może coś więcej. Eh, zrozumiałbym walkę mutantów, gdyby różnili się ideologią, poglądami, ale mówienie, że bycie podzielonym to jak bycie pokonanym… Albo Jean jest pod czyjąś kontrolą, albo staje się po prostu złoczyńcą(w końcu wspomina Xorna i Zorna, chociaż zaznacza, że zmieniła cel ich projektów). Cieszy mnie powrót Petera, chociaż mam nadzieję, że nie jest tu tylko po to, żeby zaprezentować swoją siłę, bo na pewno ma więcej do zaoferowania. A rysunki są bardzo schematyczne, mało szczegółów. 3/10.

Uncanny Avengers #10
Hotaru: Po lekturze tego numeru naszła mnie tylko jedna refleksja - "po co ja to w ogóle czytam"? Po kilku minutach spędzonych na odnalezienie odpowiedzi na to pytanie, musiał uznać swoją kapitulację. Po nic. Nic mnie przy tym komiksie nie trzyma, więc nadszedł czas podjąć "trudną" męską decyzję. Chciałbym móc powiedzieć, że było miło.
Krzycer: Uroczo, że ten numer został skonstruowany tak, jakby tożsamość Jeźdźców miała być dla czytelników równie wielkim zaskoczeniem, co dla bohaterów.
A, no i Wolverine wszedł na nowy poziom egocentryzmu w swojej narracji. No bo to oczywiste, że skoro Bliźniaki wzięły na Jeźdźca Sentry'ego, by pokonać Thora, to i on, Wielki Wolverine, zasłużył na swojego Jeźdźca. Szkoda, że miał rację, byłoby zabawnie, gdyby został pominięty. Tak, jak facet z nożami rzucający się do bójki na kosmiczną skalę powinien być zignorowany przez jej uczestników... No, ale doprowadził do śmierci tatusia Bliźniąt, więc jakoś się to broni...
jdtennesse: Dwa razy przeczytałem ten komiks, żeby być pewnym swojej opinii. Zacznę od rysunków, które są moim zdaniem niechlujne, niedokładne i w większości brzydkie. Są jedynie momenty, kiedy można powiedzieć, że jakiś kadr jest ładny. Czy pasują do atmosfery komiksu? Niekoniecznie, niech każdy sam się przekona. A w historii, czterej jeźdźcy uderzają, każdy w inne osoby dramatu. I tak Banshee atakuje Alexa, bo zginął z rąk jego brata Vulcana. Grim Reaper atakuje Simona, Sentry Thora, A Daken Logana, chociaż w przypadku tego ostatniego o ataku za bardzo nie można mówić. I niby wszystko jest wytłumaczone, ale dla mnie jest zbyt dopasowane. Co więcej, nie potrafiłbym streścić nic więcej ponad to, co tu napisałem. Jest sporo narracji, trochę rozmów, ale jakieś takie to nudne po prostu. Niby rozwijają się jakieś relacje w zespole, np. Wanda i Alex, ale nie czuję się poruszony, ani nimi, ani innymi bohaterami. I tak naprawdę czekamy na pojedynek z Apo Twins. Czekamy, ale czy wyczekujemy? 3/10.

What If? AvX #3
Hotaru: I tym sposobem poziom What-Ifa zrównał się z poziomem oryginału. Fabularnie, bo rysunki są odrobinę lepsze. Pewno przekartkuję finał, ale tylko po to, żeby nie mieć wrażenia, że się poddałem na finiszu.
jdtennesse: Niestety, jest gorzej niż było do tej pory. Hope otrzymała moc Phoenix, ale widać, że już Tracji kontrolę – wyjątkowo szybko. Zacząłem się zastanawiać, jaki cel mieli autorzy tego What If-a. Bo ja zaczynam mieć wrażenie, że chcieli nam pokazać, że nieważne co by się zrobiło, to Phoenix Force i tak skorumpuje człowieka, którego zamieszka. I ja mógłbym się zgodzić, gdyby nie fakt, że u boku Hope stoi Magneto, który szepce jej do ucha i deprawuje jej myśli, kieruje ją w stronę, która jest bliska jego przekonaniom. A co by było, gdyby Hope otrzymała wsparcie, na przykład w postaci połączonych starań dwóch zespołów, czyli A+X? Zresztą tutaj nawet dochodzi do współpracy, ale dopiero po tym, gdy Hope już jest "tą złą". I mamy kolejną śmierć po stronie mutantów, a Hope miała być ich zbawieniem. Zaczyna też bezmyślnie niszczyć Ziemię. Miło natomiast zobaczyć Xaviera współpracującego z Loganem, tam może być ukryte zakończenie historii. A rysunki rodem z kreskówki psują do reszty ten numer. 3/10.
Gamer2002: Poprzedni numer miał dobre elementy wciąż trzymający go ponad poziomem oryginalnym historii, jak to, że nikt poza Magneto nie był dupkiem. Jednakże uczynienie Hope po prostu zła marionetką Madzia jest takie miałkie, zaś Magneto nie jest po prostu w swej akceptowalnej terrorystycznej fazie gdzie chce jedynie dominacji mutantów tylko pojechał w chęć zabicia wszystkich ludzi.
No i rysunki słabsze. 4/10.

Wolverine And The X-Men #33
Krzycer: Idie ma 14 lat. Czternaście! Czter-naś-cie! Kto wpadł na pomysł, by wciskać czternastolatkę w stringi i gorset?!
Poza tym to był porządny numer. A szkoła Hellfire, oglądana z perspektywy Idie, wreszcie zaczęła poważnie wyglądać. Szkoda, że Aaron nie uczynił Idie centralną postacią całej historii, i zamiast tego przez ostatnie parę numerów każda strona wbijała nam do głowy, że szkoła Hellfire to akademia slapsticku.
jdtennesse: Bardzo fajny numer. Narracja Idie, opowiadającej, czego uczą młodych mutantów, pozwala nam spojrzeć na wiele wydarzeń z jej punktu widzenia. No i oczywiście bunt – na razie tylko kilku postaci, ale już jest lepiej niż było. Nie ma głupich wywodów pseudo-nauczycieli w postaci np. Mystique. Jest za to sporo akcji, która jest w miarę logiczna. Quentin, Toad, niewielka pomoc Doga, a przede wszystkim Idie, która jest gwiazdą numeru i która chce zemsty. Chociaż wybór Idie na Czarną Królową jest moim zdaniem trochę przedwczesny i mało uzasadniony. Aha, i gdzieś w tle Logan walczy z Lordem Deathstrike (te sceny to dopiero są zbędne). A nauczyciele w szkole Jean Grey znaleźli sposób odnalezienia szkoły wariatów – Krakoa im ją pokaże. To nawet mogłoby być zabawne. Ale ten numer był dobry tylko i wyłącznie dzięki Idie i walce Quentina. Oraz dlatego, że uwaga była skupiona na nich, a nie na starej kadrze X-Men czy tych złych. To czego chce wielu czytelników – czyli wysunięcia na pierwszy plan nowego pokolenia mutantów miało tu właśnie miejsce. I to w bardzo dobry sposób. 7/10.

Young Avengers vol. 2 #8
Hotaru: Fascynuje mnie ta seria do tego stopnia, że czytam wszystkie wywiady z Kieronem Gillenem i jego wpisy na Tumblerze, które dotyczą Young Avengers. Scenarzysta zapowiedział, że atmosfera zacznie się zagęszczać i że na dobrą metę mamy w #8 więcej niż jeden moment godny cliff-hangera. Wiedziałem o tym, a jednak podczas lektury kompletnie wyleciało mi to z głowy i dałem się nabrać. Najpierw na gwieździste niebo ("Co? To jeszcze nie koniec? Ekstra!"), potem na powrót ulubienicy z Journey into Mystery ("Nie wierzę! Ale wypas!"), a kiedy dotarłem do ostatniej strony, szlag mnie trafił ("Że co?? Że jak?? Pewno, akurat to BĘDZIE ostatnia strona."). Wiem, że Gillen przedkłada "value" nad "shock value", ale aż mnie skręca na myśl, że na rezolucję tej akcji będę musiał czekać miesiąc...
Demogorgon: Sure is Grant Morrison here.
Świetny numer, z jedną tylko uwagą - mam wrażenie, że brakuje przedostatniej strony, nie ma właściwie sensownego przejścia między dialogiem a cliffangerem.
A co to za cliffhanger. A skoro już przy tym jesteśmy, co to za drugi cliffhanger.
Nnie, żeby to, co dostaliśmy wcześniej było złe, wręcz przeciwnie, było to wiele słodkich scen - od dziwacznych, jak Noh-Varr MODOK, przez straszne, aż po zabawne. Jest dziwnie, ale w ten bardzo pozytywny sposób.
Soundtrack: Sliders theme extended
Krzycer: Cliffhanger#1: ojejekstrasuperświetnie! ...ale czy na pewno? Przecież to jakiś alternatywny wymiar...
Cliffhanger#2: yeabuwhat?
Muszę przyznać, że po pierwszych kilku numerach YA byłem letnio nastawiony do tej serii. Tuż po zakończeniu JIM jakoś spodziewałem się po Gillenie więcej. Teraz... Nigdy nie wiem, czego oczekiwać po kolejnym numerze, zazwyczaj nie do końca wiem, o co chodzi, ale każdy kolejny numer jest rewelacyjny.
kuba g: Nie będę ukrywał, że czytam tę serie głównie dla Miss America, więc psychofani Lokiego mogą sobie już darować czytanie dalej. Choć w sumie nie zamierzam się rozpisywać. Bawiłem się jak zwykle dobrze i w sumie nie spodziewałem się ani pojawienia się Leah, ani pocałunku z ostatniej strony. Aha i "Laws of physics can kiss my ass".
Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

avalonpulse0310a.JPGYoung Avengers vol. 2 #8
Autor: Jamie McKelvie

Demogorgon: Uwielbiam alternatywne rzeczywistości, więc taka składanka, do tego podana w tak ciekawej kompozycji, pokazująca różne alternatywne wersje bohaterów - jestem jak najbardziej za. I trochę mnie śmieszy, że tyle światów, a w prawie każdym Prodigy ma ten sam strój.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.07.24
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.