Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #171 - District X vol. 1: Mr. M TPB

DistrictXDistrict X vol. 1: Mr. M TPB
Scenariusz:
David Hine
Rysunki: David Yardin, Lan Medina, Mike Perkins
Okładka: Steve McNiven
Data wydania: 12.01.2005
Liczba stron: 144
Cena: 14,99$
Zawiera: District X #1-6

S_O: Who's the black mutant fed that's gonna make all the gangsters dead?
BISH!
Damn right.

Po zakończeniu runu Granta Morrisona w New X-Men świat mutantów czekała kolejna przebudowa. W wyniku przetasowań Lucas Bishop, dotychczas członek X-Treme X-Men, trafił na ulice nowojorskiej dzielnicy mutantów – District X – jako przedstawiciel federalny. Połączywszy siły z oficerem Ismaelem Ortegą, podczas pierwszej historii musiał zająć się wojną gangów toczoną o nowy, popularny narkotyk oraz z mutantem o prawie boskich mocach, który ma dosyć bezczynności. I nawet nie zniszczył swojego nowego, stylowego czarnego płaszcza.

District X było naprawdę ciekawą serią, odróżniającą się na tle innych komiksów superbohaterskich. Po pierwsze, mimo, że jednym z głównych bohaterów – celującym nawet do czytelnika z okładki – był Bishop, seria skupiała się przede wszystkim na Izzym Ortedze, pozbawionym mocy funkcjonariuszu policji, w ten sposób dając nam rzadką okazję na spojrzenie na świat Marvela oczami "cywila" (jeśli można tak nazwać mundurowego). Co więcej, nie znajdziemy tu superłotrów pragnących władzy nad światem – w tej historii protagoniści muszą się zmierzyć tylko z dwoma drobnymi gangsterami, którzy przy okazji są mutantami o niezbyt finezyjnych mocach, i wszechogarniającym uczuciem zagubienia i przygnębienia.

Hine i współpracujący z nim artyści stworzyli na użytek serii niesamowity mikrokosmos, znany jako Mutant Town, i wypełnili go postaciami o najbardziej niesamowitych – choć nie zawsze użytecznych – mocach. Nie po to jednak, by zaprezentować nabywcom efektowne walki, lecz jedynie jako metaforę na problemy współczesnych miast. Jak przystało bowiem na komiks z imprintu Marvel Knights, skupia się on na poważniejszych, bardziej "dorosłych" tematach – slumsy, przestępczość zorganizowana, narkotyki, ale także zagubienie jednostki w tłumie, depresja, rozpad małżeństwa (choć ten akurat wątek rozwija się dopiero w drugim tomie).

Godne pochwalenia jest również samo rozplanowanie historii. Wszystko ma tu swoje miejsce, każde wydarzenie ma swoje podstawy, a każde rozwiązanie zostaje przedstawione odpowiednio wcześniej – nie uświadczymy tu żadnych deus ex machin i rozwiązań na odwal się – kolejna sztuka, która wydaje się być w dzisiejszych czasach zapomniana.

Mimo, że nad historią pracowało aż trzech rysowników, nie przeszkadza to w czytaniu. Wszyscy trzej mają podobny styl i dopiero po ponownym przejrzeniu tomu w poszukiwaniu różnic byłem w stanie coś zauważyć. Choć przyznaję, że zwykle nie skupiam się aż tak bardzo na graficznej stronie komiksu.

"Mr. M" to wciągająca, przejmująca historia o świetnej oprawie graficznej i satysfakcjonującym zakończeniu. Warto po nią sięgnąć nawet, jeśli nie jest się fanem mutantów. Jak najbardziej zasługuje na czterech niebieskoskórych dilerów-raperów na pięciu.


lt_45pts.png
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.