Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #304 (17.06.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 17 czerwiec 2013Numer 24/2013 (304)


Przez jedenaście tygodni głosowaliście na najpopularniejszą waszym zdaniem parę podczas Areny "Duos Duel". Dziś poznaliśmy zwycięzcę. Co zaś się tyczy samych komiksów, to w minionym tygodniu dostaliśmy kilka interesujących pozycji.

Pojedynek pomiędzy Peterem Parkerem i Mary Jane Watson a Wolverinem i Nightcrawlerem cieszył się największą frekwencją podczas tej Areny. Oddaliście 120 głosów. Głosowanie zakończyło się wynikiem 73-47. A najpopularniejszą parą "Duos Duel" zostali:

parker-watson%20%5B1600x1200%5D.jpg

Gratulujemy zwycięzcom, a wam dziękujemy za wasze głosy, posty oraz przeprowadzone kampanie. Pełną drabinkę "Duos Duel" możecie znaleźć tutaj.

Alpha: Big Time #5
S_O: Jestem bardzo niepocieszony tym numerem. Podczas czytania nawiedziła mnie taka scenka, która mogła się rozegrać w biurach Marvela między Alonso a Fialkovem: "Hej, słyszałem, że jesteś zainteresowany pisaniem Alphy. No, to teraz masz szansę!" "To świetnie! Mam już rozplanowane pierwsze dwa lata, podczas których Andy nauczy się odpowiedzialności, odchodząc od tego, co w ASM ukazał..." "PSYCHED! To tylko miniseria!". I tym sposobem Fialkov został na lodzie ze scenariuszem do pierwszych czterech numerów, i musiał jakoś zmieścić w piątym wszystkie zapoczątkowane wątki. Alternatywnie, mamy tu do czynienia z nowym stylem pisania dla nowej, cierpiącej na ADHD generacji. Nie jestem całkiem pewien, co jest gorsze. Bo tak: mamy pożar domu, walkę z potworem o strasznie głupim imieniu "Zeta" (szczerze powiedziawszy nie wiem, czy winić za nią scenarzystę, czy postać), SS-Mana kwitującego swój plan przejęcia mocy Andy'ego wzruszeniem ramion, ujawnienie kolejnego Kingpina Zadupia... A wszystko po łebkach.
Ale przynajmniej bait-and-switch z wątkiem romantycznym mnie rozbawił.
Szkoda, bo trochę wbrew sobie, poczytałbym jeszcze trochę o Alphie.
Gil: Oh, come on! Szantażują dzieciaka paroma zdjęciami, a on jest na tyle głupi, że na to idzie?!? Takiego bullshitu nie zdzierżę! Kreują go na niewiadomo jak potężnego, potem zrzucają do marginalnej mieściny (sorry, Pitsburg), zmieniają z irytującego bubka w loosera, a na koniec jeszcze robią z niego totalnego kretyna. Przecież za tymi durnymi groźbami nie stoi absolutnie nic! Zero dowodów. A pomijając ten fakt, przecież mogłby ich dosłownie zetrzeć z powierzchni ziemi kiwnięciem palca. I call bullcrap! I w sumie, dopiero to pasuje do mojego wyobrażenia o tej serii. Czyli z pewną złośliwą satysfakcją walnę na koniec 2/10.
Gamer2002: Wyszło na to, że cała mini była w sumie służyła kreowaniu settinga Alphie. Wyszło dobrze, mamy wszystkie podstawowe elementy: otoczenie, bliskich i wrogów. Mamy też pozostawione otwarte wątki, jak chociażby zasugerowany rak matki. Zastanawiające, kiedy (i czy...) Andy powróci na łamy komiksu.
Podoba mi się łagodnie cyniczne spojrzenie historii na młodocianego superbohatera. Potężny, pokonuje potwory a zwykły szef przestępców stawia go do pionu i "oferuje porozumienie", że po prostu nie będzie walczył z jego przestępczością. Zaś dziewczyna w momencie akceptacji bohatera zalicza realistyczną traumę z powodu jednego faceta z spluwą. Ostatnie strony to był majstersztyk, a team-up z Spockiem ("Nie jestem już przestępcą" Constructora - przytyk w to co Slott zrobił z Boomerangiem?) też był fajny.
Moim zastrzeżeniem jest to, że Cohen miał to zdjęcie, nie wiadomo skąd i jak zrobione. No i tła robił im Kubo, którego manga nie bez powodu nazywa się Wybielaczem. 7.5/10.

Astonishing X-Men vol. 3 #63
S_O: Interesujący zwrot akcji z lodołakami - tu przyklasnę Liu, bo poważnie się tego nie spodziewałem. Reszta numeru jest jednak NUUUDNAAA i przedstawia głównie X-Men goniących za własnym ogonem i babskie pogaduchy o facetach. A gdy pojawia się w końcu Iceman... Jedno spojrzenie w jego oczy i już wiadomo, że jest przez coś lub kogoś opętany. Oczywiście.
jdtennesse: Kolejna odsłona złego Icemana nie rozczarowuje. Otrzymujemy solidną dawkę psychoterapii, a właściwie psychoanalizy, a właściwie otrzymuje ją Bobby, w słowach Opal i lekarza terapeuty, ale nie jest to wielkim zaskoczeniem. Często widziałem Bobby’ego w kontaktach z ojcem, ciągłym brakiem akceptacji, dowartościowania, docenienia. Faktem jest, że Bobby był postacią zabawną, często niepoważną. Nie wiem, czy innym czytelnikom brakowało jakiejś głębi w tej postaci, ale osobiście brakowało mi nieco "koloru", w końcu lód jest przezroczysty. Ale można z niego tworzyć cuda. I już w przeszłości, Mystique, Mikhail, igrali z jego mocami i pokazywali potencjał ukryty w jego mocach. Moim zdaniem, on tego nie wykorzystał. Aż do teraz. Tylko, czy żeby postać nabrała charakteru, musi od razu stać się zła? Niekoniecznie. I jedno mnie martwi – oby na koniec nie okazało się, że to nie nasz Bobby, tylko post-AoA albo coś w tym stylu. Oczywiście, nie mówię że podobają mi się wszystkie jego czyny – info o śmierci wielu ludzi lub zamrażanie wszystkiego dookoła. Ale jest w tym szaleństwie … może nie metoda, ale na pewno coś intrygującego. W końcu to inni są bezbarwnym tłem, a Bobby bohaterem. Nawet rysunki pasują, pewnie w rękach innego rysownika mogłyby być o wiele lepsze, ale wystarczy dobra historia, a rysunki schodzą na dalszy plan. 8/10.
Gil: Nadal jest nieźle. Pani Liu buduje swoją historię powoli, ale na mocnych podstawach. Nie mam nic przeciwko temu, że sporo miejsca poświęca dawnym relacjom Drake'a, a fabułę aktualną czyni tłem dla nich. Nadaje to dość specyficzny klimat, przez co całość jest mniej typowo komiksowa. Jedno, do czego mógłbym się przyczepić, to porywanie ludzi w blokach lodu. No, bo wiecie - hipotermia, te sprawy... Ale to akurat nigdy nie przeszkadzało marvelowej fizyce, więc niech będzie. Trochę rozbawiła mnie Icezilla na końcu i to był ten jeden punkt, który wybił mnie z klimatu. Mam nadzieje, że nie oznacza wielkiej zmiany tonu. Rysunki może nie sa wybitnie fajne, ale jak dla mnie, dają radę wystarczająco. Tak więc, za całokształt dam całkiem solidne 6/10.

Avengers Assemble #16
S_O: Cały numer poświęcony kasowaniu Brood (które, przypomnijmy, w obecnym kształcie zostały stworzone przez Wolverine'a). No, prawie cały - na uboczu Yan-Rogg wyjaśnia czytelnikom, jak wrócił do życia. I choć trochę to naciągane, to przynajmniej tłumaczy jakoś wydarzenia z początku nowej serii Carolki.
Gil: Hm... nie spodziewałem się, że pójdzie to tak bardzo w stronę komedii. Cały ten wątek z Yon-Roggiem to jedna wielka farsa i o ile w pewnych momentach widać, że takie było zamierzenie, to w innych chyba nie było to do końca zgodne z planem. Fragment, w ktorym Rogg dzwoni do domu i nadziewa się na call center Hala jest przykładem tego pierwszego. Wyszło fajnie, chociaż nijak ma się do ustalonego obrazu Kree. Przykładem tego drugiego jest za to jego przemiana w Magnitrona. Jeezzzz... what a cheese! Chyba mamy kandydata na najgorszego złoczyńcę roku. A żeby załapać się pod tytuł, dorzucili też jakąś przypadkową akcję z Avengers i Brood, wcale nie nawiązującą do filmu. I zapowiada się, że tego będzie więcej. No, ale pomimo wszechobecnej infantylności, było to na tyle lekkie i przystępne czytadło, że nawet słabe 6/10 mogę mu dać.

Avenging Spider-Man #22
S_O: Oh shit, it's Miles! To znaczy, pewnie nie, ale to byłby ciekawy motyw - "nasz" Parker uwięził Becka w innej rzeczywistości z pomocą tamtejszego Moralesa, teraz więc tutejszy Morales zastępuje Mysterio. Oh, the sweet, sweet irony!
Poza tym - oczywiście, Punisher pochwala nowe zachowania Pająka, nawet nie zastanawiając się, co mogło się zmienić. Nie wiem, czemu spodziewałem się czegoś innego, najwyraźniej teraz, gdy Parker nie jest już Spider-Manem, czar ogłupiający wrócił do pełnej mocy.
Również: Hobgoblin wykorzystuje reputację i dobre imię innych trykociarzy, by jego klienci mogli się pod nich podszyć i działać jako oni? Naprawdę potworne.
Gil: Nawet nie zauważyłem, że to ostatni numer tej serii, więc biorąc się za lekturę, spodziewałem się akcji rozciągniętej na conajmniej dwa zeszyty. A tu siup-bęc i po sprawie. Spotkanie z Frankiem krótkie, ale dość konkretne. Walka z Not-Mysterio nawet zabawna, ale jej podstawa fabularna jest raczej głupawa. Wykorzystuje wątek licencjonowania łotrostwa przez Hobgoblina, ale przegina przy tym, bo niby skąd on miałby dostęp do zabawek Becka? No, chyba, że przez Tinkerera, albo innego dostawcę... ale to nie zostało zaadresowane. A z drugiej strony, po co Otton miałby dołączać do swojej kolekcji takiego fejka? Ale przynajmniej pojawiło się całkiem sporo niezłych tekstów, więc mimo niedociągnięć, czytało się całkiem przyjemnie. Raz jeszcze 6/10.

Deadpool vol. 3 #11
S_O: Magic Mike nadal dziwnie wygląda bez kiltu. Ale przynajmniej dostał się na audiencję z naszym ulubionym doradcą rozwodowym.
Szczerze powiem, że nie rozumiem, czemu ludzie narzekali na pierwszą historię, a chwalą tę. Tam przynajmniej mogliśmy liczyć na zatrzęsienie prezydenckich dowcipów, które co prawda miało szansę zrozumieć tylko jakieś pięć procent czytelników...
Nie, żeby ta historia była zła. Po prostu przeciwnicy są... nudni. No, ale teraz czeka nas starcie z Vetisem, a to powinno być ciekawsze.
Gil: Ech, to kolejny z tych przypadków, gdzie Deadpool zamiast być funny, jest creepy i to na maxa. Nie chce mi się zagłębiać w tę dziwną fabułę, więc zrecęzuję to najkrócej jak mogę: ani jednego uśmiechu podczas lektury, za to cała masa cichych "co to &^%#@ jest?"Ten team twórczy działa okrutnie nierówno i tym razem osiągnął swoje prywatne dno, z oceną 3/10.
avalonpulse0304b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Guardians of the Galaxy vol. 3 #3
Hotaru: Jakoś nie mogę się do tej serii przekonać. Poszukuję klimatu znanego z tego tytułu za czasów, kiedy za scenariusz odpowiadali Andy Lanning i Dan Abnett, ale nie odnajduję go. Scenariusz autorstwa Bendisa wydaje mi się miałki i mało absorbujący, przez co większą część czasu skupiam się na oprawie graficznej. Którą Steve McNiven pokpił. Na szczęście te stronice, za które odpowiada Sara Pichelli, są odpowiednio wysokiej jakości. Jedyny wątek, jaki oczekuję od tej serii w przyszłości, to Angela. To chyba nie najlepiej...
S_O: Okej, jestem w stanie zrozumieć jeszcze wycinanie Brood, Badoon czy Skrulli, ale Spartax są znacznie bardziej humanoidalni, nasi dzielni Strażnicy jednak wyrzynają ich na kopy. A potem Quill ma jeszcze czelność winą obarczać swojego ojca. Yeah, my hero. No, pewnie dopóki podkreślamy, że NIE mamy do czynienia z Ziemianami, można przyknąć na to oko. Nie, żeby superherosi mieli w zwyczaju unikać zabijania czy coś w tym stylu.
Krzycer: Blam! Murdered you! Swoją drogą nie zwróciłem uwagi, czy Stark też zabijał tych ludzi - pardon, Spartan... Spartaxan... - na lewo i prawo, jak reszta?
Tak czy inaczej, robienie z nich takich killerów nieszczególnie mi się podoba.
kuba g: Jako, że to jedyny interesujący mnie komiks z Marvela w tym tygodniu to mogę napisać o nim coś więcej i szybciej niż zwyczajowo. To dopiero trzeci zeszyt więc nie wiadomo jak długo uciągnie to ten poziom, ale jak na razie jestem zajarany tą luźną space operą z mnóstwem mrugnięć oka do czytelnika (a absolutnie oldschoolowe przedstawienie oficerów w armii Spartaxa to już wisienka na torcie). Czyta mi się to tak dobrze, że ciągle mam w dupie kiedy Bendis wyjaśni jak w ogóle ten zespół istnieje w tym składzie. Dostaliśmy przede wszystkim przygodę pod przykrywką większego planu, który ma równoważyć radosną rąbankę zajmującą sporą część numeru. Może to kwestia moich małych wymagań, może łatwo mnie kupić, ale ze wszystkich drużynowych tytułów z Marvela to GOTG czyta mi się obecnie najfajniej (nawet lepiej od New Avengers co ze sporym zdziwieniem przyznaję). Ten komiks to pierwszy naprawdę pozytywny przykład gdy potrzeba stworzenia czegoś bardziej pod filmowe uniwersum daje nam fajny komiks. Teraz proszę o jakiś spinoff w bardziej cyberpunkowym klimacie i Marvel uratuje się w moich oczach po średnich pomysłach ostatniego roku.
Gil: Wciąż widzę tu więcej przeciw niż za. I tak naprawdę, widzę tylko jedną możliwość wyjaśnienia całej sytuacji, a mianowicie: J-Son to Skrull. Ewentualnie inny podszywacz. Wtedy da się z tego coś wycisnąć, bo będzie jakieś usprawiedliwienie jego dziwnych zachowań. W przeciwnym razie, będzie to jedynie głupawa historyjka, w której nic sie kupy nie trzyma i która jest jedynie pretekstem do wymuszania kolejnych akcji. Same akcje natomiast są całkiem niezłe. Pomijając to, jak naiwny jest sam fakt, że tak łatwo wszyscy zostali uwięzieni, a potem jeszcze łatwiej było im się ogarnąć po uwolnieniu. Niemniej, wejście Groota było świetne, protesty Antka też całkiem niezłe, a podniesienie kwestii zawołania bitewnego zabawne. No i przynajmniej ekipa graficzna odrobiła lekcje na tyle, żeby umieścić w tle rendery autentycznych zdlęć planet, zamiast rżnąć głupa jak Bianchi. Tak więc w kwestii rysunkowej tylko Annihilus mi się nie podobał. No i zakończenie jakieś takie nijakie. Więcej niż 4/10 nie wycisnę.

Savage Wolverine #6
S_O: Zaraz... jeśli to miała być początkowo historia w Avenging Spider-Man... To czy nie za mało tu Spider-Mana? Jasne, pewnie się pojawi w wielkim stylu w następnym numerze... Ale to nadal trochę dziwne, gdy reklamuje się historię jako team-up Pająka i Rosomaka, a ten pierwszy pojawia się na może czterech stronach.
Co do samej historii... nie jestem jeszcze pewien, co z niej będzie. Niby Wells pokazał, że pisze dobrą Elektrę jeszcze podczas Dark Reign i w ogóle, ale nie jestem pewien, czy kolejna historia w stylu "części Hand nie podoba się, że przewodzi nimi człowiek z Zachodu" zdoła mnie zainteresować.
Krzycer: Aha, czyli ta seria to Wolverine Team-Up. Nie wiem czemu dotąd tego nie skojarzyłem.
I choć był tylko na paru stronach, to przypomniało mi się, jak bardzo mi brakuje Pająka pisanego przez Wellsa.
Ciekawe swoją drogą, jak by mu Spock wyszedł.
kuba g: Miałem tego nie czytać ale przekonały mnie dwie rzeczy - Elektra i Zebb Wells. Coś co potrafi zrobić Wells a co nie wychodzi innym pismakom w Marvelu od kilku lat to przedstawienie Elektry milczącej, zdystansowanej, nieobecnej, ale dalej interesującej. Tak było w Dark Reign, tak teraz jest w SW. Trochę mnie to cieszy. Wells grzebie w mitach The Hand, wyciąga wątki, które myślałem, że zostaną już w MU totalnie zignorowane i wrzuca to wszystko w komiks o Wolverine dając mi pretekst abym pierwszy raz od bardzo dawna przeczytał jakikolwiek solowy tytuł z Loganem. I póki co jestem zaciekawiony, Kingpin, Elektra, Logan, Lady Bullseye, The Hand... i Bullseye. Ciekawe jak to się tylko będzie łączyć z DD Waida. Piątka panie Wells, piątka ode mnie.
Gil: W przeciwieństwie do pierwszej historii w tym tytule, tę można zaklasyfikować do tych typowo wolverinowych, z ninjami, zabójcami i bla, bla, bla... Kolejna walka o władzę w Hand, więc oczywiście szykuje się masa sniktowania. Chociaż zaczyna się dosyć subtelnie, od położenia podstaw pod fabułę. A ponieważ mowa jest o wskrzeszaniu Bullseye'a, znów pojawia się pytanie: czy edytorzy w ogóle ze sobą nie rozmawiają? Przecież on już wrócił w Daredevilu. A może to się dzieje wcześniej? Nawet jeśli, to i tak obie historie nie pasują do siebie, bo ta druga wyjaśniła powrót inaczej. Czyli zonk. Ale jeśli komuś uda się go zignorować, to może być nieźle, bo Wells dobrym scenarzystą jest i całość zgrabnie płynie. Prawdziwą gwiazdą historii ma być jednak Madureira i to on... daje radę. Tylko tyle. Fajnie to wygląda, ale nie przystaje do hałasu wokół sprawy. Zobaczymy, jak będzie dalej, a póki co dam 5/10.

avalonpulse0304c%20%5B1600x1200%5D.JPG Thor: God of Thunder #9
Hotaru: Po raz kolejny muszę piąć w zachwycie nad pracami Esada Ribica. Bez tego artysty ta seria miałaby o połowę mniejszą siłę rażenia. Scenariusz Jasona Aarona też jest niczego sobie. Wprawdzie nie pasowało mi, że przez większą część numeru zaprezentował pewną dysproporcję sił między stronami konfliktu, przez co ostatnia strona wydaje się nie wynikać organicznie ze stronic ją poprzedzających. Ale może się czepiam. Gorr jest fascynującym antagonistą i jestem ciekaw, co jeszcze zgotuje naszym bohaterom.
S_O: Widzę, że Thor nauczył się czegoś od Sentry'ego. Szkoda, że nie posiada jeszcze finezji Boba we wrzucaniu rzeczy w Słońce.
Numer jest w całości poświęcony walce Gorra ze Świętą Trójcą - i nie sądzę, żebym był w stanie opisać go tak, jak na to zasługuje. Jedyne, co mogę zrobić, to powtórzyć za innymi w Internecie frazę, która jest najbliższa oddaniu jego istoty: METAL. AS. FRAKK.. Nie mogę się doczekać, aż saga God Butchera wyjdzie w wersji Hardcore-verowej.
Krzycer: No i Aaron nie wytrzymał i wrzucił kadr w swoim unikalnym stylu, czyt. młodego Thora na kosmorekinie. I było to super, podobnie jak cały ten numer.
Tylko że cały ten numer czytało się jak ostateczną konfrontację z Gorrem, a tu ni z tego ni z owego Gorr wyszedł z niej zwycięsko. Jasne, do końca historii parę numerów, ale nic tego nie zapowiadało.
czarny_samael: Więcej... Po prostu chcę więcej. Tak właśnie powinny wyglądać komiksy o Thorze, o bogach w ogóle. Monumentalny, tragiczny... Mrok i krew, blask i piorun. Taki był ten komiks, takie słowa najlepiej go opisują. Rysunki idealnie odzwierciedlają nastrój nadany przez autora. Wydaje się, jak przy najlepszych seriach, że Aaron i Ribic po prostu się rozumieją. Jak Bendis i Deodato przy Dark Avengers, czy jak Kyle i Yost z Craigiem przy X-Force. To jest to. 10/10.
Gil: Numer mocno skupiony na akcji, chociaż nie zaniedbujący pozostałych elementów historii. Podejrzewam, że nie tylko ja czekałem na wspólną akcję trzech Thorów i ani trochę się nie zawiodłem, bo ociera się o epickość, podkreślając przy tym bardzo fajnie, jak mocno różnią się i jednocześnie, jak bardzo podobne są wszystkie wersje. Nawet podobała mi się towarzysząca akcji apokaliptyczna narracja, chociaż miejscami Aaron trochę za bardzo odlatuje. Przede wszystkim jednak uznanie należy się Ribicowi, który zilustrował to wszystko genialnie! Od udręczenia na obliczu Gorra, aż po kruszące się planety. Zdecydowanie to on jest moim kandydatem numer jeden na artystę roku. No i do elementów zachwytu muszę doliczyć również końcówkę, której się nie spodziewałem. Byłem pewien, że po takiej akcji będzie już tylko grejt sakses... a tu jednak niespodzianka. To chyba najciekawszy cliffhanger od dawna, bo chcę zobaczyć ciąg dalszy natychmiast. Tak więc, z sumy tych zachwytów musi wyjść komiks tygodnia i ocena 8/10.
Gamer2002: Epickie starcie bogów jest takie jakie być powinno - epickie. Świetna i dobrze narysowania akcja, było zabawnie a także i z niezłymi momentami (Gorr uznający "naszego" Thora). No i końcówka, rozumiem stanowisko jej przeciwników, ale mi się podobało.
Aaron w sumie wysoko po tym starciu postawił poprzeczkę i choć zapewne team up Thorów ponownie szybko nie nastąpi, to będzie musiał się napracować w przyszłych starciach. Poza tym, 9/10.

Ultimate Comics: X-Men #27
jdtennesse: Bardzo szybko i bez większych przeszkód przeczytałem ten numer, a zważywszy na to co ostatnio czytam, to jest to dobry omen. Historia ruszyła do przodu, z kopyta można powiedzieć. Jest intryga i zaciekawienie w postaci Psylocke, co i dlaczego, oraz z czyjego rozkazu robi. Dynamiczna walka między Jean a Psylocke (nie zdawałem sobie sprawy, jak wielu manipulacjom jest winna Psylocke), obóz mutantów łączący siły w obronie własnego terytorium, na które swoje łapy chce położyć rząd. Rozwija się też wątek osobisty Storm. (Mam dziwne przeczucie – na koniec okaże się, że Utopia poradzi sobie sama, w końcu sentient seed i natural resources do czegoś zobowiązują.) A ogólnie, mamy trochę wszystkiego i jest to podane w prosty i zjadliwy sposób. 6/10.
avalonpulse0304d%20%5B1600x1200%5D.JPG
Uncanny X-Force vol. 2 #6
Hotaru: Wszystko ładnie pięknie, tylko oś numeru okazuje się kompletnie niezrozumiała, kiedy czytelnik uzmysłowi sobie, że w skład drużyny wysłanej za Spiral wchodziła Storm. Dlaczego więc Logan czepia się Betsy? Wychodzą tu sympatie scenarzysty, których niestety nie poparł odpowiednimi zabiegami w poprzednich numerach. Nie mamy słowa wyjaśnienia, dlaczego to Psylocke ma dowodzić. Bo jest telepatką? Bo chce się zemścić na Spiral? Bo... no właśnie - bo co? Trochę naciągany ten numer. Oprawa graficzna tylko w połowie mnie satysfakcjonuje i po prawdzie sam nie wiem, dlaczego to jeszcze czytam.
S_O: Czyli Betsy zamierza się odciąć od Szkoły dla Uzdolnionych Bubów? I zamierza mieć własne przygody, u boku pani dyrektor? Yeah, sounds like a plan.
Równie inteligentny plan miała najwyraźniej Spiral, która uznała, że wyskoczenie z portalu i danie w mordę pierwszej osobie, która się napatoczy, będzie dobrym sposobem, żeby przekonać Psylocke. Ale najwyraźniej plan poskutkował, bo dziewczyny się wypłakały na swoich ramieniach i po latach rywalizacji postanowiły pracować razem.
Czy teraz, jak już mamy drugą serię poświęconą X-Paniom, możemy już zamknąć tę?
Krzycer: Dawno nie widziałem komiksu z tak porąbaną narracją. Nic nie trzyma kolejnych scen w kupie. Niby jakaś myśl w tym jest, ale... meh. Od dawna czytam niemal wszystko z mutantami (właściwie oprócz X-Treme Exiles Paka czytałem wszystko), ale z tą serią chyba dam sobie spokój.
jdtennesse: Nie wiem, czy to podział na dwie części – rozmowa Bettsy z Loganem na planie astralnym i walka Psylocke ze Spiral – czy coś innego, ale jest lepiej niż było. Podział o tyle jasny, co wyraźny, różne rysunki, inne tempo, kolory. Co nie znaczy że jest tylko dobrze. Trzy razy przeczytałem rozmowę Logan-Betts, i nadal nie wiem o czym ona była. Trochę o niczym, niby Wolvie karci ją za akcję z poprzednich numerów, a z drugiej wyraźnie daje do zrozumienia, że chciałby żeby ona wykonywała brudną robotę. Jedno, co mi się spodobało, to stwierdzenie, że jest więcej sposobów na życie, a nie tylko droga Logana i Scotta. A druga część jest zdecydowanie lepsza, poznajemy nieco lepiej Spiral, i w końcu wykrzesałem trochę sympatii dla tej postaci. W ich walce, Spiral i Psylocke mają swoje racje, a decyzja o uwolnieniu Spiral zapewne okaże się bardziej uzasadniona i zyskowna w późniejszym rozrachunku. Na szczęście mamy chwilę oddechu od Bishopa, co też może przyczyniać się do poprawy ogólnej kondycji komiksu. Do części rysunków zacząłem się przyzwyczajać, a druga część jest całkiem fajna. 6/10.
Gil: Yyy... że co? Jeśli dobrze zrozumiałem, to Psylocke postanowiła zabrać swoją małą grupkę i odciąć się od Wolvieka. Co rodzi problem taki, że... praktycznie nie ma żadnej grupy. Jest Storm, której trudno będzie się odciąć, bo aktualnie pełni funkcję dyrektorki szkoły. I to tyle. Puck kręci się koło nich, bo nie ma nic lepszego do roboty, Spiral zwiała, ale pewnie wróci, bo też nie ma lepszej opcji i jest nieprzytomny Bishop. A, no i jeszcze Fantomexy, które jakby wpadły na tę jedną historyjkę, a potem nie wiadomo. Czyli tak naprawdę, nie bardzo jest czym grać. No i właściwie cała fabuła tego zeszytu to pogadanka w obszarze astralnym oraz wprowadzenie do fantomexowej wojny klonów. A ja coraz poważniej rozważam porzucenie tytułu, bo nie oferuje niczego, poza deja vu z lat 90-tych. No i rysunki cały czas się staczają. Tym razem jeszcze dam 4/10, ale będzie to początek odliczania w dół.

Venom vol. 2 #36
S_O: Jakby ktoś miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, kto będzie zapowiedzianą na wrzesień Fem-om...
Poza tym, mamy kolejnego Kingpina Zadupia. Oh, joy. To znaczy, jasne, Filadelfia jest sporą metropolią, ma nawet Oscarowy film i w ogóle... ale to nadal kolejny, do bólu ograny Wilson Fisk dla ubogich. A Flash, mimo, że jest wieloletnim fanej Pająka, nie jest nawet w stanie zażartować z jego imienia. Ale to dopiero początek. It ain't ogre yet!
Również - Venomobile? Uuurgh.

Wolverine And The X-Men #31
S_O: Kolejna w tej serii kolekcja scenek rodzajowych przeplatanych fabułą. Tym razem skupiamy się na nowej Akademii dla Uzdolnonych Łotrów. I czyta się to ciekawie, tu i ówdzie się zaśmiałem. Miło też, że Aaron pamiętał o tym dzieciaku z końcówki X-Men vol. 2. Grubo zaczyna być dopiero pod koniec. Tylko czy... Siege Perilious zawsze tak działało?
Krzycer: Aaron pewnie poczytał komentarze, że nie da się wymyślić głupszego mutanta od chłopca-krewetki, i postanowił udowodnić internautom, że się mylą.
Choć z drugiej strony mało to było mutantów plujących jakąś mazią? Od Snota dzieli ich tylko parę centymetrów...
Miałem skrytykować Aarona za podstawowy błąd - porządny zły nie mówi na lewo i prawo, że jest zły, ba, nie uważa się za złego - ale potem wyszło, że w tym Złym Hogwarcie chodzi o wykształcenie idiotów napędzających panikę, więc ok.
Co nie zmienia tego, że Quentin wytyka różne głupie rzeczy, które i mi przeszkadzały. Jak to, co tam robi Mystique...
jdtennesse: Co to miało być? Ja rozumiem, że ironia, żart itd. Ale albo moje poczucie humoru osłabło, albo to po prostu było słabe. Nie śmieszyło mnie nic – a już najmniej Snot i Paige, która zdzierała z siebie skórę na każdym kadrze, na którym się pojawiła. Najlepszy w tym wszystkim jest Quentin, który nie tylko potrafi utrzeć nosa Mystique, ale również najlepiej podsumowuje cały numer kiedy ląduje w "biurze dyrektora". Niestety, powody założenia szkoły są co najmniej prozaiczne – chęć sprzedaży Sentineli. Jedynie zakończenie daje odrobinę nadziei na lepszą kontynuację. Karą jest przejście przez Siege Perilous? A to coś nowego. Rysunki są ok., ale reszta meh. 3/10.
Gil: Hm... przynajmniej stoi za tą całą akademią jakiś konkretny motyw, a to już więcej niż się spodziewałem. Ten zeszyt to kombinacja abstrakcji z farsą, czyli chyba to, w czym Aaron czuje się najlepiej. Akurat dzień z życia Quentina w Piekielnej Akademii mnie rozbawił, ale chyba powinienem potraktować to jako wyjątek, bo to rozbawienie balansuje na granicy poczucia absurdu. I chociaż pośmiałem się trochę, nie mogłem nie zauważyć kilku wielkich znaków zapytanie, które wymagają wyjaśnienia. Jak i dlaczego znalazła się tu taka kadra? Dlaczego Paige jest nagle szalona jak stado lemingów? Skąd oni wzięli tych uczniów? Aha, i jedno ogromne ALE: Siege Perilous nie działa w ten sposób! Mimo wszystko, jeszcze jestem zainteresowany i popatrzę, a za ten numer wystawię 5/10.

Wolverine vol. 5 #4
S_O: Nie jestem pewien, co myśleć. Z jednej strony, to koniec historii, miałem więc nadzieję na jakieś konkretne odpowiedzi. Zamiast tego dostałem jednak wyciągnięte z tyłka (i pewnie nieprawdziwe) wyjaśnienie i zapowiedź kontynuacji wątku (swoją drogą, miałem rację - sposób na zabicie Logana, o którym wspominały zapowiedzi, to utopienie). Z drugiej czytało się przyjemnie, dopóki nie zauważyłem, że nie starczy miejsca na wyjaśnienia. Zobaczymy, co Cornell pokaże w następnych numerach.
Gil: No dobra, rozczarowałem się trochę. Nawet bardziej niż trochę. Mocno. Wyjaśnieniem tego, co wydarzyło się w tych czterech numerach ma być rzucenie jakiegoś bullshitu o nanitach Dooma? No way! Jedyna opcja, żebym to kupił jest taka, że jest to bullshit celowy, będący elementem jakiegoś większego planu w drugiej historii. I tylko dlatego, że zapowiedzi dają nadzieje na takie rozwiązanie, nie będę się tutaj pieklił nad finałem tego zeszytu. Inna sprawa, że pozostała część też jest nieźle zagmatwana i nie mam jasnego pojęcia, co się wydarzyło, ani dokąd to zmierza. Znów jedynym ratunkiem jest zapowiedź, że będzie to miało jakiś związek ze śmiertelnością Wolvieka. Tak więc, głównie ze względu na kredyt zaufania, jaki wypracował sobie u mnie Cornell, zdecyduję się zaczekać z faktyczną oceną na dalszy rozwój wypadków, a teraz dam neutralne 5/10.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

avalonpulse0304a.jpgUncanny X-Force vol. 2 #6
Autor:
Marcos Martin

Hotaru: Przez te lata, kiedy opiniuję do Pulse'a okładki, zdążyliście się już zapewne zorientować, że mam słabość do kompozycji wykorzystujących logo serii, których dotyczą. Ta okładka nie jest wyjątkiem. Podoba mi się sposób, w który artysta wykorzystał poszczególne elementy, nie zostawiając praktycznie żadnej martwej przestrzeni. No i Spiral wygląda wprost niesamowicie...






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.06.12
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.