Avalon » Publicystyka » Artykuł

Living Tribunal #169 - Incognito: Classified Edition HC

Incognito: Classified EditionIncognitoClassifiedEdition HC
Scenariusz: Ed Brubaker
Rysunki: Sean Philips
Okładka: Sean Philips
Data wydania: 19.09.2012
Liczba stron: 368
Cena: 44,99$
Zawiera: Incognito#1-6, Incognito: Bad Influences #1-5, przebogate materiały dodatkowe

Undercik: Czytałem spokojnie "Incognito", kiedy lekturę przerwał mi dźwięk telefonu. Szybko odebrałem, nawet już nie pamiętam, o co dokładnie chodziło. Pamiętam za to co pojawiło się wtedy w mojej głowie, co mógłbym powiedzieć mojemu znajomemu. "Wiesz co? Czytam teraz pewną rzecz i to naprawdę dobrą, ale tobie by się nie spodobała." Dlaczego o tym mówię? To zdanie najprościej opisuje "The Classified Edition" – to nie jest komiks dla każdego.

"Incognito" jest zresztą moim pierwszym komiksem scenarzysty Eda Brubakera spoza mainstreamu. Ani z "Criminal", ani z obecnie wydawanym "Fatale" nie miałem styczności. Z samym "Classifed Edition" zetknąłem się przez przypadek, jeśli można to tak nazwać. Podczas przeglądania Marvel Previews dosłownie pod wpływem chwili postanowiłem zakupić komiks. Potem chciałem jeszcze anulować zamówienie, ale było za późno. Jedyne, co pamiętałem wtedy o tym tytule to to, że kiedyś tam wchodził na rynek i chciałem się z nim zapoznać, ba, nawet nie pamiętałem czy to zrobiłem. Z jednej strony czułem się jakbym kupował kota w worku, z drugiej strony wiedziałem, że to co dotychczas tworzył Brubaker, przypadało mi do gustu.

Wreszcie "Incognito" przyszło pocztą do domu i zacząłem je czytać, ale na dwa podejścia, z trzytygodniową przerwą, ponieważ na "Classified Editon" składają się dwie powiązane ze sobą miniserie: "Incognito" oraz "Incognito Bad Influences". Oczywiście druga część to sequel, ale o tyle różny, co taki sam, jak pierwsza połowa tego wydania zbiorczego. Jednak żeby opowiedzieć o tym, czym jest "Bad Influences", trzeba zdradzić trochę rzeczy z pierwowzoru. Tego w tej recenzji nie chciałbym robić.

Patrzcie, czwarty akapit, a ja nadal nie powiedziałem o czym to jest. Już śpieszę z odpowiedzią. W "Incognito" będziemy śledzić Zacka Overkilla – superzłoczyńcę objętego programem ochrony świadków. Jednak takie życie nudzi głównego bohatera i w potrzebie adrenaliny postanawia zabawić się w superbohatera. Później okaże się, że to był błąd, a on sam będzie tęsknił za spokojnym życiem. To wszystko dlatego, że świat "Incognito", mimo obecności nadludzi, różni się od czego co możemy zobaczyć w głównych uniwersach DC czy Marvela. Tutaj obecność nadludzi tuszowana jest na ile to możliwe przez organizację S.O.S.. Nie ma tutaj także takiego zagęszczenia wydarzeń, jak w normalnych światach z gatunku superhero, a ludzie którzy się czegoś domyślają są traktowani jako osoby które tworzą różne teorie spiskowe.

Fabuła z początku praktycznie nie posuwa się do przodu. Fakt ten twórcy wykorzystują na to, aby przedstawić bohatera jak i otaczający go świat. Sprzyja to przede wszystkim budowaniu klimatu historii, co udaje się zarówno dzięki dobrze rozpisanemu skryptowi, jak i dobranym do tego rysunkom. Scena z Zackiem stojącym na dachu biurowca w stroju Świętego Mikołaja, wokół którego padają płatki śniegu jest R-E-W-E-L-A-C-Y-J-N-A. Autorom udało się mnie wciągnąć do tego świata. Problem pojawił się jednak po chwili, gdyż mimo że czułem się wchłonięty do tego świata, to z każdą kolejną stroną powoli zaczynałem chcieć go opuścić. Niestety to co jest zeletą, po pewnym czasie staje się wadą, gdyż zaczyna brakować czegoś, co by miało zatrzymać czytelnika przy lekturze, czegoś co powodowałoby, że z rumieńcem na twarzy przegląda się komiks strona po stronie. Dlatego też niektórzy nie wytrzymają i porzucą dzieło Brubakera. Na szczęście, kiedy w końcu dochodzimy do tego momentu, fabuła zaczyna pędzić jak szalona, co znów z jednej strony jest dobrym rozwiązaniem, bo z każdą stroną chcemy więcej, z drugiej strony scenarzysta daje mało miejsca na wzięcie chociaż krótkiego oddechu, bo wszystko dzieje się po prostu za szybko.

Brubakerowi udaje się też wzbudzić u czytelnika sympatię do głównego bohatera. Ten próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Jest to trudne w związku z nałożonymi na niego ograniczeniami programu ochrony świadków, jak i S.O.S.. Jednak by ostatecznie zacząć żyć na nowo, będzie musiał rozliczyć się z własna przeszłością. Głównym pytaniem, które stawiamy sobie z bohaterem, to to, na ile Zack rzeczywiście chce tych zmian, a na ile są one wymuszone przez sytuację, w której się znalazł. Na to pytanie musimy jednak odpowiedzieć sobie sami. To znaczy tak było, dopóki nie wydano "Bad Influences". Druga miniseria już na samym początku pokazuje decyzję, jaką podjął Zack. Nadal jednak nie wie, czy zmiany w jego życiu zostały wymuszone przez sytuację, czy też sam tego chciał.

Cała historia opowiada o tym, czy człowiek potrzebuje być dobrym. O tym co jest ważniejsze: przyjemność, łatwizna, wolność czy po prostu bycie po jasnej stronie. Obserwujemy drogę bohatera, który od początku jest tym złym, jednakże to co mu się przytrafia pozwala spojrzeć na drugą stronę barykady. Otaczany pytaniami czy on sam tego chce, czy musi to robić, stara się w głębi siebie odnaleźć odpowiedź. Zack ma wolny wybór i to od niego tak naprawdę zależy co wybierze, razem z konsekwencjami.

Oczywiście trzeba jeszcze wspomnieć o charakterystycznej oprawie graficznej. Jest taki rodzaj rysowników, którzy odnajdują się tylko w danym typie komiksów. Takim kimś jest Sean Philips. Na całe szczęście "Incognito" jest w jego typie. To właśnie tutaj jego prace budują klimat na równi z scenariuszem. Prace nawet specjalnie mi się nie podobają, ale nie muszą, bo to nie musi być piękna laurka. Rysunki służą tutaj do odbioru historii, a to wychodzi Seanowi świetnie. Scena w śniegu, której już wspominałem jest tego najlepszym przykładem.

Brak ograniczeń spowodowanych kategoriami wiekowymi, czy siedzącymi nad głową redaktorami, pozwala scenarzyście opowiedzieć dokładnie to co chce. Niestety oprócz oczywistych plusów, pojawia się problem zachłyśnięcia tą wolnością. Mam dziwne wrażenie, że Brubaker w kilku miejscach stwierdził: "no nareszcie mogę zrobić to co chcę, a to na zapas walnę jeszcze jedną scenę seksu... i jeszcze jedną tak na zaś". Może trochę przesadzam, ale mam wrażenie, że w niektórych przypadkach można to było sobie odpuścić. Na szczęście scenarzysta stara się to w miarę możliwości robić subtelnie. Koniec końców komiks nie jest robiony na siłę dla dojrzałego odbiorcy, a wynika to z historii, która opowiedziana lżejszym językiem nie była by już tym samym.

Czy warto zatem zabrać się za "Incognito: Classified Edition"? Tak jak już mówiłem na początku, to naprawdę dobra historia, ale nie każdemu przypadnie do gustu. Najlepiej zobaczyć preview Incognito #1 i zobaczyć, jakie emocje wzbudzają w nas pierwsze stronice. Jeżeli klimat i rysunki pasują, to i cała historia powinna się spodobać. W inny wypadku trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy taki rodzaj komiksu mi odpowiada i czy warto ryzykować. Ja to zrobiłem i nie żałuję, ale nie jestem w stanie zagwarantować, że będzie tak u każdej osoby.

lt_45pts.png
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.