Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #302 (04.06.2013)

avalonpulse0.png
Wtorek, 4 czerwiec 2013Numer 22/2013 (302)


To wydanie Pulse'a zdecydowanie zdominowała seria X-Men vol. 3, na której debiut przyszło nam bardzo długo czekać.

Avenging Spider-Man #21
Krzycer: Żadnej głębszej myśli w tym nie ma, ale Yost ma takie wyczucie Spocka i postaci pobocznych (Coulson, Hill), że czyta się to bardzo przyjemnie. Wciąż liczę, że Marvel kiedyś pójdzie po rozum do głowy i da mu główną pajęczą serię. Choć z drugiej strony mamy już Scarlet Spidera...
Gil: Druga i ostatnia część historii, która od początku mnie nie porwała, więc nie będę udawał, że coś się w tym względzie zmieniło. Jak przewidziałem, całość zmierzała tylko do jednego celu, czyli pozyskania Chameleona do sekretnego planu Ottona. Cel został osiągnięty, a środki po temu były… o, takie sobie. Łubudubu, wrzucamy Hulka, trochę chaosu, trochę banteru i przeciwnicy, których imion nawet nie zarejestrowałem. Rysunki całkiem fajne za to i tylko dzięki nim mogę podciągnąć ocenę do 5/10.

Captain America vol. 7 #7
Gil: Już po spojrzeniu na okładkę wiedziałem, że to będzie tragedia. Nie wiedziałem tylko, jak wielka. A gdy już się dowiedziałem, to nie chce o tym mówić bez obecności adwokata i terapeuty. Powiem więc krótko: głupie, niespójne, bez sensu, naiwne i po prostu dno. Jeśli wcześniej nie wyraziłem tego dość dosadnie, to teraz mówię wielkie NIE!!! dalszej obecności Remendera w tym tytule. Romity zresztą też. I tylko dzięki kolorom nie zrównam tego zeszytu z ziemią, ale dam 2/10.

Dark Avengers vol. 2 #190 (Final Issue)
Krzycer: Serio? To był ten wielki arc na koniec serii? Ucieczka z rzeczywistości skazanej na zagładę? Jedynym osiągnięciem bohaterów jest to, że uszli z życiem? Lubię Parkera, ale kończy swoje historie niemal tak źle, jak Bendis.
Gil: No i nareszcie koniec. Okazało się, co się okazało, a ja już zdążyłem zapomnieć, co to właściwie było, bo tak to już jest z tymi seriami, które dogorywają od dłuższego czasu – czytasz z nadzieją, że może w ostatnim numerze coś jeszcze wycisną z siebie, żeby pozostawić dobre wrażenie, ale w głębi wiesz, że autorom i tak już nie zależy, więc nie ma na co liczyć. Tak było i tutaj. Coś tam niby wyjaśnili, jakoś to domknęli, ale ostatecznie i tak zostawili cała tę grupę na środku ulicy, bez wyraźnego finału. Może i nie było to złe, ale też nie było w tym żadnej wartościowej treści i nic wartego zapamiętania. Takie chybione, chociaż nie zasługujące na potępienie 4/10.

Gambit vol. 5 #13
Hotaru: Czytałem ten numer kilka dni temu, ale doskonale pamiętam uczucie, jakie mi wtedy towarzyszyło. Uczucie nijakości. Oprawa graficzna jest w szczytowych momentach średnia. Pinna często rysuje tak, jakbyśmy oglądali bohaterów (i tylko bohaterów) przez soczewki fish-eye. Fabuła jest oparta na takim idiotyzmie, że sam Asmus wytyka go sobie w końcówce, jakby chciał powiedzieć odbiorcy "nie jestem aż tak tępy, żeby nie widzieć, że to bez sensu". Tylko skoro widział, to czemu w ogóle to napisał?
Krzycer: Czemu Tombstone jest zacieniony na ostatniej stronie? Przecież widzieliśmy, jak Fence przeszedł na jego stronę... Chyba, że to nie Tombstone, tylko zagęszczenie intrygi.
Z innej beczki - czy ja dobrze zrozumiałem, że Gambit nie tylko latał zbroją Iron Mana bez wspomagania komputera (a) to w ogóle jest możliwe? b) ...jakim cudem w trzy sekundy nauczył się ją tak dobrze pilotować, by ktoś z dużo większym doświadczeniem miał problem by go złapać?), ale jeszcze zasilał ją własną energią kinetyczną? Jasne, marvelowa fizyka, ale... ale to po prostu głupie. No chyba, że zbroja ma jakieś dynamo lub kołowrotek dla chomika...
Poza tym był to znośny numer. Rzecz jasna cała ta gonitwa z War Machine niczemu nie służyła, a jedyna treść popychająca akcję znajduje się na ostatniej stronie, ale przyznam, że jestem ciekaw dokąd to prowadzi. Tylko byłoby fajniej, gdyby Asmus sięgnął po jakiegoś sojusznika Remy'ego z dawnych lat, zamiast wpychać nam do gardła Fence'a i przekonywać, że znają się z Gambitem od lat i to w ogóle zastępczy ojciec niemalże. Bo ja wiem, co się dzieje np. z Courierem?
Gil: Okej, mój stosunek do postaci Fence’a już znacie, więc pewnie spodziewacie się, jak bardzo się przejąłem jego losem. (Heh, swoją drogą właśnie naszło mnie takie zabawne wrażenie, że powstał tylko dlatego, że ktoś inny zgarnął Forge’a – też tak macie?) Skupmy się więc na samym przebiegu akcji, który jest – delikatnie mówiąc – głupawy. Nie wiadomo dlaczego Fence potrzebuje do działania czegoś, co należy do Starka – oczywiście poza tym, że na końcu okazuje się, że wcale tego nie potrzebuje, ale Gambit łyka to jak głodny pelikan. Włam do zbrojowni Iron Mana okazuje się dziecinnie łatwy i oczywiście zbroje bez problemu mogą być prowadzone przez każdego. Rhodes obejrzał ostatni film i przedzierzgnął się w zbroje a’la Iron Patriot. Potem oczywiście się biją i takie tam, ale jak przychodzi co do czego, to cała akcja Gambita nie ma absolutnie żadnych konsekwencji. Włam, kradzież, rozwałka w mieście – wszystko to nieważne. „A, skoro ratowałeś swojego kumpla-cyborga, to spoko, stary.” No i na koniec najważniejszy minus: brak rysunków Claya Manna. I mierne zastępstwo. Tak więc, było to brzydkie i było o niczym. A to oznacza 3/10.

Indestructible Hulk #8
Gil: No i skończyła się przygoda w przeszłości Asgardu. A skończyła się całkiem przyzwoicie, chociaż bez fajerwerków. Mamy character development, mamy sprytne i logiczne rozwiązanie, a skoro to komiks z Hulkiem w roli głównej, to mamy również odpowiednią dawkę rozpierduchy. Ale chyba najlepszym fragmentem całości był przytyk do dyskusji fanów o tym, czy Hulk mógłby podnieść młot Thora. Taki mały przebłysk samoświadomości komiksu. Najsłabszą częścią natomiast były rysunki. Styl Simonsona na dłuższą metę bywa męczący (na krótką niekiedy też zresztą), a tutaj jest nawet poniżej zwyczajowego poziomu na wielu panelach. Tak więc i tutaj dam naciągnięte 6/10.

New Avengers vol. 3 #6
Hotaru: Hickman rozbudowuje mitologię wprowadzając kolejną kosmiczną rasę, a a dodatek dorzuca do kotła Dooma. Na pewno nie bez ważnego powodu, który poznamy za kilkanaście numerów w akompaniamencie głośnego plaskacza wymierzonego sobie w czółko. Tymczasem, nie zrobiło to na mnie wrażenia. Intryguje mnie plan Black Swan, ale sami Illuminati nie porywają mnie. Szkoda.
Krzycer: No i się rozczarowałem. Bo jednak pusta planeta to zbyt łatwe wyjście dla naszych bohaterów. Chyba, że Hickman zachowuje sobie ten dylemat na przyszłość (w sumie jak już pojawi się kwestia zniszczenia zamieszkanej Ziemi, nie ma jak dalej podbić stawki), a to była dopiero rozgrzewka. No i wciągnięcie Dooma na planszę. Innymi słowy Hickman wciąż rozstawia pionki... Ale jestem w to o wiele bardziej wciągnięty niż w jego run z "Fantastic Four" czy drugą połowę "Secret Warriors", o "SHIELD" nawet nie wspominając. Liczę, że autorowi uda się podtrzymać moje zainteresowanie. Na razie pomaga świetne prowadzenie postaci, nawet jeśli wszyscy poza Richardsem i Black Swan byli tłem w tym numerze.
Gil: No i stało się – w końcu nasi bohaterowie zostali zmuszeni do przekroczenia granicy i rozwalenia równoległej ziemi. I nawet mimo faktu, że akurat ta wersja ziemi była całkowicie wyssana z życia, ma to swoja wagę. Bardziej jednak zainteresowało mnie wprowadzenie na scenę nowych przeciwników. Map Makers zapowiadają się na całkiem potężną frakcję i poważne zagrożenie. Tym bardziej, że ich wątek został zamotany wokół Dooma, a jak wszyscy wiemy, Doom w rękach Hickmana nie zawodzi. Dobrze wygląda również oswajanie Black Swan, zwłaszcza, że coś sobie tam ona kombinuje na własną rękę. Innymi słowy: jest dobrze, jest ciekawie, a zapowiada się jeszcze ciekawiej. Nadal jestem mocno na tak i do oceny 7/10 dodam tytuł numeru tygodnia.

Savage Wolverine #5
Krzycer: Ok, takiego zejścia Hulka ze sceny się nie spodziewałem. Uśmiałem się.
A że nie czytałem poprzednich trzech numerów to nie wiem, co mogę napisać o fabule. Były tam jakieś przesłanki, że to ma związek ze starszym bratem Galactusa o którym w życiu nie słyszeliśmy?
Gil: Finał pierwszej historii niestety wylądował o poziom niżej niż jej poprzednie części. Zupełnie jakby Cho obudził się w ostatniej chwili, że musi już kończyć i postanowił zrobić to na hura. Wrzucamy więc Hulka, robimy rozwałkę i nie wspominamy, co było dalej. Czyli łubudubu, trochę małp i nasi bohaterowie patrzą skonsternowani, jak wielki kosmita sobie odlatuje. Nie wiemy nadal, skąd się tu wzięli, kto ich przysłał, czy są z jednego czasu, czy może Amadeus jest z przyszłości i generalnie, o co chodzi. I to jest wielki minus. A potem okazuje się, że ten kosmita był heroldem jakiegoś Über-Galactusa, który wpierdziela całe galaktyki. A to jest już wielkie WTF?!? Dlaczego? Bo jeśli nie jest to jakiś rodzaj zapowiedzi tego, co obecnie reklamują pod hasłem Hunger, to z pewnością już nigdy o nim nie usłyszymy. A właściwie, to czemu wcześniej o nim nie słyszeliśmy? Ktoś powinien wiedzieć o jego istnieniu. I do tego mała zagwozdka: skoro pożeracz planet zwie się Galactus, to jak nazwać pożeracza Galaktyk? ;) No ale przynajmniej jakoś wszystko to wygląda. Chociaż małpy nie były potrzebne. Mogę naciągnąć do 6/10, ale to głównie zasługa pozytywnego wpływu części poprzednich.
grzgrzegorz: Ten komiks jest...ciekawy. Z jednej strony zakończenie dobrej historii, z drugiej prolog do czegoś...baaardzo interesującego (mam taką cichą nadzieję, że może będzie to coś post-Infinity? Wielkie starcie Galana i Surfera z Visher-Rakkiem i jego Heroldem-mniam ). Cho pozostawia nas z niepewnością co wyniknie z tego co zaprezentował nam w tym numerze. Amadeus jak zwykle genialny (chociaż wydaje Mi się, że chyba nie jest „tutejszy"- co przyszło Mi do głowy po pewnej jego uwadze z końca numeru, ale mniejsza z tym), Shanna jak zwykle seksowna. Jej interakcje z Loganem prezentują się genialnie. Wolverine to solidna podstawa tego numeu, ale jednak jest Go mniej niż by należało (co wcale nie jest tak dużym minusem, chyba). Cały numer jednak ukradł Hulk- jak to zwykle- tłuczący się ze wszystkim co popadnie- co wielu może denerwować jesli weźmie się pod uwagę jego solową serię i to jaki jest tam. Na koniec rysunki, które są bardzo dobre. Ogólnie 7.5/10.
avalonpulse0302b%20%28Kopiowanie%29.jpg
 Uncanny X-Force vol. 2 #5
Hotaru: Jedyne, co mi się stosunkowo w tym numerze podobało, to rysunki Adriana Alphony, ma to jednak większy związek z sentymentem, jakim darzę tego rysownika od czasów Runaways, niż z rzeczywistą jakością jego prac. Skreśliłem ten numer w chwili, w której Humphries zdecydował się wyprać Bishopa niemal off-panel. I chociaż nigdy nie byłem fanem "zeźlenia" Lucasa, to jestem jeszcze mniejszym fanem wycofywania głupiego pomysłu jeszcze głupszym pomysłem.
Krzycer: Aha. Czyli Bishop odpowiada za swoje grzechy, ale zdążył za nie odpokutować w odległej przyszłości. Nie. Jestem zdecydowanie na nie.
Poza tym Humphries pisze o "obsesji Bishopa" i o tym jak "chciał zabić Hope", ale nie wspomina jak "zabił miliony ludzi żeby Cable i Hope nie mieli gdzie uciec".
A teraz jeszcze Storm mu zafunduje amnezję i presto - Bishop znowu jest dobry. No żeż...!
Meanwhile, żeński Fantomex kradnie Psylocke bo Puck się upił i pobił ze Spiral. I, ten... to jest ta ciekawsza historia.
Poza tym ile razy trzeba będzie temu astralnemu niedźwiedziowi wyjmować różne zadry? Dopiero co Warpath musiał mu pomóc w X-Force Craiga i Yosta... Fajtłapa, nie niedźwiedź.
Gil: Ależ to było koszmarne… I przede wszystkim mam tu na myśli część wizualną. Wiem, że to niby miała być abstrakcyjna wizja chaosu w głowie Bishopa, ale dajcie spokój… Nie tak dawno mieliśmy okazję podziwiać wspaniałe obrazy wnętrza umysłu w Superior Spider-Manie (#9), przy których to tutaj wygląda… jak idź stąd i nie wracaj. Jedno słowo: bohomazy. Część treściowa też nie zachwyca, ale muszę przyznać, że jest to chyba najmniej bolesny sposób przywrócenia Bishopa jako postaci pozytywnej. Fakt, że został wskrzeszony gdzieś w przyszłości i ukształtowany właściwie od nowa, bez większości wspomnień, daje sporo możliwości, nie kolidując przy tym z innymi faktami. Czyli: mogło być gorzej. A reszta treści? No właśnie – nie ma prawie żadnej reszty. Tak więc na ocenie zaważy przede wszystkim mierność grafiki, a tą oceną będzie 3/10.
jdtennesse: Chyba jednak się nie przekonam do tej serii. Niby jest wytłumaczenie co się działo z Bishopem, to jednak rysunki mi we wszystkim przeszkadzały. Rozumiem, że odzwierciedlają one skrzywioną psychikę Bishopa, ale jednak są zbyt niechlujne. A to, co dzieje się w świecie realnym jest śmieszne – Spiral się uwalnia i walczy z Puckiem, a tymczasem Lady Fantomex (czy cokolwiek to jest) porywa Psylocke. Nosz kto to wymyślił…i dlaczego? I cały ten zły – Biała Sowa ujajaj… Harry Potter coś tu zgubił? Jeśli pięć numerów przeznaczono na re-introdukcję Bishopa, to niech lepiej pozostanie tam gdzie był. 3/10.

Wolverine And The X-Men #30
Krzycer: Aż muszę zacytować Nicka Fury'ego... "I recognise the council has made a decision, but given that it's a stupid-ass decision, I've elected to ignore it." Tłumacząc i parafrazując - przyjmuję do wiadomości, że Aaron splata wiele wątków prowadzonych od bardzo wielu numerów (to już #30? Jak często ten komiks się ukazuje?), ale ponieważ plecie z nich wyjątkowo głupi gobelin, będę udawał, że to wszystko dzieje się w alternatywnej rzeczywistości. Toad wtyką Hellfire? Ok, niech będzie. Robi to z miłości? Jasne, czemu nie. ...Paige kompletnie zwariowała i dołączyła do dzieciaków? No żeż...! Do tego Quenin, który nic nie mówiąc X-Men chce ratować Idie - spoko. Ale Idie nic mówiąca X-Men by pomścić Broo? Do tego teraz się okazuje, że wie, że była manipulowana, choć nie było żadnych przesłanek pozwalających tak myśleć... Aj waj.
Do tego dorośli X-Men nie dość, że wychodzą na durniów, to jeszcze wyjątkowo niesympatycznych durniów. Ale to akurat standard.
Z rzeczy, które mi się autentycznie podobały - Quentin polujący na bamfa i wykorzystujący go do teleportacji.
Gil: Trochę zdołała mnie zainteresować ta Hellfire Saga, wiec jeszcze zerknąłem, o co właściwie biega. I jak na razie nie jest źle. Moją uwagę skupiła na sobie nowa postać – Philistine, poszukiwanie zdrajcy przez Quentina i finałowe rewelacje. Może jeszcze coś z tego będzie, o ile Aaron znów nie odpłynie i nie rozwodni tego, albo nie zaleje LSD. Jest za to jeden panel, który mnie zaniepokoił: ten, w którym Quire zagląda do wspomnień Bamfa i widzi tam Azazela oraz postać w bieli. Błagam – niech to nie będzie Nightcrawler! Nie w ten sposób! Ale poza tym muszę przyznać, że te rysunki były miłą odmianą po poprzednich mazidłach. I za to wszystko wystawię częściowo zachęcające 5/10.
jdtennesse: Nareszcie coś się dzieje, co więcej dzieje się dużo, i w temacie. Mam wrażenie, że nie opowiadają nam żadnych zbędnych historyjek, tylko poznajemy elementy potrzebne do rozpoczęcia sagi klubu ognia piekielnego. Od razu powiem, że nie znoszę Hellfire Kids, ale jest ich tu wyjątkowo mało, więc ogólnie nie jest źle. Poznajemy kulisy poczynań niektórych bohaterów, nowe fakty, np. motywy kierujące Idie, zdradę Quentina (która pewnie do końca zdradą nie będzie…) oraz Toada… Akurat to jest trochę głupie, jest on od dawna tłem a nie postacią, więc co to za zdrada? Że nie chce już szorować podłóg? Trzeba było się zwolnić. A Paige? A ona skąd, jak i dlaczego tak wygląda? Pewnie mnie coś ominęło? Whatever. Wizyta Beasta na Peaku początkowo wydawała mi się zapchajdziurą nie wątkiem fabularnym, ale okazało się że byłem w błędzie. Trochę nowych (jak dla mnie) postaci… Philistine, dr Starblood. Fajne jest również to, że mam poczucie kontynuacji, wątki z poprzednich historii są wykorzystywane, nic nie pojawia się ad hoc. A jeśli chodzi o rysunki, to bardzo podobała mi się pierwsza połowa, ta bez tuszu, naprawdę fajne (nie każdy kadr, ale jednak). Niestety, późniejsza zmiana artysty wyszła na gorsze, ostatnie strony są żywcem wycięte z kreskówki, i to takiej dla młodszej widowni. Ogólnie opowieść zapowiada się ciekawie. 7/10.

X-Men vol. 3 #1
Hotaru: Wreszcie jest! Tak, zaliczam się do tych fanboyów, którzy zacierali ręce z myślą o tej serii od chwili jej ogłoszenia. Czy było warto? Tak. Poniekąd. Oczekiwania - wobec Briana Wooda i Oliviera Coipela - miałem wysokie. I o ile nie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że je osiągnęli, to tak samo nie mogę powiedzieć, że je zawiedli. Coipel narysował kilka naprawdę świetnych kadrów. Ale nie ma tu tej fenomenalnej jakości, jak przy niektórych obrazkach z Thora Straczynskiego. Wood zaś dał każdej ze swoich bohaterek chwilę na pierwszym planie, ale żadna z nich nie wykorzystała jej, by zabłysnąć niczym supernova. Nic straconego jednak - to dopiero pierwszy numer. Jedno mogę już teraz przyznać - pomimo żeńskiej obsady i obecności bobasa, nie jest to "babski" komiks. Co mnie bardzo cieszy. W tej chwili jest to najbardziej wyczekiwana przeze mnie x-seria.
avalonpulse0302c%20%28Kopiowanie%29.jpgKrzycer: W telegraficznym skrócie:
- Myślałem, że Jean unicestwiła Sublime'a na koniec runu Morrisona? Czy ona tylko zniszczyła przyszłość z Here Comes Tomorrow? Coby nie zrobiła, inteligentna bakteria jako przeciwnik nigdy mnie nie przekonywała. Stąd i mój problem z Arkeą.
- A propos Arkei - biedna Karima... Znowu.
- Wracając do Sublime'a - "wróg mojego wroga jest moim przyjacielem" ma swoje granice. U-Men seryjnie szlachtowali mutantów, mam nadzieję, że Wood nie zamiecie tego pod dywan tak gładko, jak pan od Uncanny X-Force v2 to robi z Bishopem.
- OMG! Za jakie grzechy Shadowcat dostała taki catchphrase?
- Coipel się nie przyłożył do paru kadrów.
Poza tym to wygląda intrygująco, każda postać ma własny głos (...nawet, jeśli po tym numerze mam wrażenie, że Shadowcat i Jubilee zamieniły się osobowościami), i jeśli tylko Wood jakoś dopracuje Arkeę (co właściwie umie? bo na ciekawszą motywację się nie zanosi, najwyraźniej "zemsta" to jedyne, na co możemy liczyć) to myślę, że ten tytuł z łatwością przegoni Uncanny, All-New i Wolverine and the... jako najlepsza "klasyczna" seria o mutantach (Legacy, jak powszechnie wiadomo, klasyczne pod żadnym względem nie jest).
Demogorgon: Dużo się dzieje, ale nie mam wrażenia, że mamy tu tłok. Nie zrozumcie mnie źle - to dobra rzecz. Wydarzenia gonią wydarzenia (ktoś na 4chanie stwierdził nawet, że w tym numerze wydarzyło się więcej niż w siedmiu Uncanny X-Men Bendisa) ale nie ma się wrażenia, że nie mają one możliwości się rozwinąć, wręcz przeciwnie, wszystko rozwija się bardzo organicznie. Do tego całkiem nieźle zarysowane są charaktery postaci, szybko się w nie wczułem i nic mi nie zgrzytnęło. Plus, dostajemy chyba jakiś subplot z Mercury i Bling, co mnie cieszy.
A, Gil - to nie jest wirus komputerowy, to jest biologiczny wirus, który ewoluował by kontrolować maszyny. Co nie jest takie trudne do wyjaśnienia tak naprawdę, jeśli w kosmosie ewoluował w środowisku zamieszkanym przez jakiś technoorganicznych obcych jak Badoon czy Phalanx, kontrola nad technologiczna częścią ich organizmów mogła ułatwić mu przetrwanie...
kuba g: Przeczytałem to tylko z powodu mojego wielkiego sentymentu do Jubilee i Psylocke, no i z nadzieją, że może wśród tony zbędnie namnożonych tytułów o X-Men jeden będzie mniej wymuszony. Niestety pierwszy numer mało odpowiedzi udziela ale zwyczajowo dam szansę do numeru 6. Aha, Psylocke z łukiem rządzi.
wolvie111: Długo czekałem na ten numer i wiąże z tą serią dużo nadziei. Jak na początek to wydaje mi się, że wypada całkiem nieźle. Główna antagonistka intrygująca, dostajemy fajną akcję z pociągiem, gdzie popisuję głównie Rogue, poza tym fajna współpraca Psylocke z Rachel. Uwielbiam rysunki Coipela i mimo że nie dał tu z siebie stu procent, to bardzo mi się podobały. Podoba mi się, że każda z dziewczyn ma tu swoje osobiste cechy osobościowe, jak i te fizyczne, do których Coipel się przyłożył. Na mnie np. wrażenie zrobiła Psylocke.
Gil: Hm... właściwie od pierwszej strony zastanawiałem się, co ja paczę. Pierwsza połowa zeszytu to cała góra pytań i żadnej odpowiedzi. Druga to dla odmiany lawina odpowiedzi, w których trochę można się pogubić. Bo tak: najpierw patrzymy jak Jubes ucieka przed kimś z jakimś dzieciakiem i nie wygląda jakoś wampirowato. Potem okazuje się, że dzieciak jest dziwny, bo wysadza pociągi. Dalej, w szkole niespodziewanie pojawia się Sublime i okazuje się, że to on śledził Jubilee, bo ten dzieciak to jego zła – czy raczej, jeszcze gorsza siostra bliźniaczka, czyli inny bakcyl, ale technologiczny. A na koniec ten/ta przejmuje kontrolę nad Omega Sentinelką Karimą. No i teraz mam dylemat, bo jest tu parę fajnych elementów, ale też parę dziwnych. Po pierwsze, Sublime – jeden z moich ulubionych złoczyńców, wprowadzony przez Morrisona i od jego odejścia właściwie niewidoczny. Jest wiec potencjał i jest nadzieja. Po drugie… nie potrafię bez mrugnięcia okiem przyjąć do wiadomości, że wirus biologiczny i komputerowy mogą być ze sobą spokrewnione. Wymaga to konkretnego i szybkiego wyjaśnienia, chociaż nie jest niemożliwe do wykonania. No i dla odmiany pora na plus, czyli rysunki. Coipel jest jak zwykle świetny, chociaż sposób tuszowania trochę zakłóca odbiór rysunków. Czyli ogólnie mówiąc, jeszcze może coś z tego być, pod warunkiem, że Wood udzieli właściwych odpowiedzi i nie pójdzie w krzaki. Tymczasem dam ostrożne 6/10.
jdtennesse: Nowy/stary złoczyńca, czyli Sublime, jakiś wirus oraz Karima aka Omega Sentinel. Dużo tego jak na jeden numer, jeszcze nie do końca mi się to klei, a ma się to wszystko skleić w Arkeę. Ale pewnie to techno organiczny wirus, więc może połączyć maszynę z ludzkim organizmem. Po drugiej stronie również nowy/stary zespół. Tylko Jubilee jest za mało wampirza, poza tym wszystkie bohaterki bardzo mi odpowiadają. Coipel rysuje dobrze, ale wiem, że potrafi lepiej. Fajna akcja z pociągiem, każdy ma chwilę, żeby zaistnieć, ale w miarę naturalnie, współpraca przynosi efekty. Zespół tworzy się w miarę naturalnie, tylko przybycie Jubes jest … Może nie na siłę, ale bez tego nie byłoby historii. Może się czepiam. Jest ok. Podoba mi się bardzo budowanie relacji, nawiązywanie kontaktów, które przez jakiś czas osłabły. Jest też moment w szkole, nieco nieudany moim zdaniem, nauczyciele nie powinni tak łatwo odpuszczać swoim wychowankom. Pojawia się sporo pytań (np. o dziecko), ale to dobrze, będzie na czym budować kolejne odcinki. Na zachętę 6/10.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hity tygodnia:

avalonpulse0302a1%20%28Kopiowanie%29.jpgX-Men vol. 3 #1
Autor:
Olivier Coipel

Hotaru: Nie wiem, co napisać. Bo wystarczy spojrzeć na tą okładkę, spojrzeć na twarze bohaterek, by dojść do jedynego nasuwającego się wniosku - Coipel je "czuje". A skoro je rozumie, znaczy nie da ich skrzywdzić. I tak jest w istocie. Każda z x-kobiet jest tu indywidualnością, każda jest unikalna, i każda jest częścią zespołu. Żadna też nie pokazuje majtek, a to zadziwiająco odświeżające.





avalonpulse0302a2%20%28Kopiowanie%29.jpgX-Men vol. 3 #1 (Skottie Young Variant)
Autor:
Skottie Young

Demogorgon: Cóż mogę powiedzieć? Nie dość, że to kolejna, słodka okładka od Younga, to jeszcze ta chmurka nad głową Logana totalnie wywołała uśmiech na mojej twarzy.







avalonpulse0302a3%20%28Kopiowanie%29.jpgSavage Wolverine #5
Autor:
Frank Cho

Undercik: Chyba nikt do tej pory nie wyróżnił okładek do Savage Wolverine. Tak, więc to ostatnia szansa aby je pochwalić. Bardzo podoba mi się kompozycja utrzymywana od pięciu numerów. Logan na pierwszym planie a za nim to co się dzieje w zeszycie, utrzymane w szarej kolorystyce a dodatkowo napis. Tym razem "HULK SMASH!". Marvel NOW rozpieszcza nas świetnymi okładkami. Mamy ciekawe kompozycje Jocka w New Avengers (chociaż w tym tygodniu chyba najgorsza ze wszystkich). Ciekawy koncept Brooksa w Fearless Deffenders. Zabawę Jamie'e z kolorami i figurami w Young Avengers. Rewelacyjnego Davida Aje w Hawkeye'u. Pomysłowość okładek do X-Men: Legacy. Czy też odniesienia do plakatów/okładek w Avangers Arena. Dla każdego coś dobrego. Bym zapomniał. Babies varianty też dają radę.


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.05.29
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.