Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #301 (27.05.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 27 maj 2013Numer 21/2013 (301)


Czwartą setkę wydań Pulse'a rozpoczynamy od wizyty w Limbo, dwóch tie-inów do "Age of Ultron" oraz powrotem znanego złoczyńcy z życia Spider-Mana.

A+X #8
S_O: Tym razem cechą wspólną obu historii są podziemia Nowego Jorku. O ile pierwsza historia, z team-upem Shadowcat z agentami S.W.O.R.D. jest jedynie... poprawna ze wskazaniem na dobrą (choć zaskoczyły mnie rysunki - najwyraźniej wystarczy, że by Larroca zmienił kolorystę, żeby jego kreska stała się przyjemniejsza dla oka), tak wspólna akcja Hawkeye'a i Deadpoola jest przezabawna, a trikowe strzały Wade'a... bardzo w stylu starego Deadpoola - zamiast być po prostu lolrandomowym, użył czegoś głupio wyglądającego, żeby odwrócić uwagę przeciwników. Mam nadzieję, że Hastings napisze coś jeszcze dla Marvela.
Krzycer: W sumie śmieszne. A skojarzenie Jessici i Kitty przez Lockheeda i S.W.O.R.D. - dość pomysłowe. Pomysłu zabrakło przy parowaniu Hawkguy'a z Deadpoolem, ale Wade trochę nadrobił swoimi trick arrows.
jdtennesse: Pierwsza historyjka w miarę przyjemna, jednak jak chyba większość A+X, po prostu zbędna. Wątpię by wątek nowego metalu/pierwiastka pojawił się kiedykolwiek czy gdziekolwiek. To, jak Kitty droczyła się z Absorbing Manem było nawet śmieszne, jednak zastanawiam się, jak daleko posunęli się autorzy w przedstawieniu Kitty jako bezwzględnej agentki. Jeżeli ma ona taką zdolność, a najwidoczniej ma, to jak i czy powinna jej używać, gdyby to było możliwe to byłoby pewnie też bardzo ryzykowne, w końcu to igranie z mózgiem. Za to Spider-Woman była nijakim tłem. Rysunki nawet znośne. 6/10.
Druga historia to Deadpool i Hawkeye. I jak każda z serii, jest zabawna. Teksty są naprawdę niezłe, w wykonaniu Deadpoola oczywiście. A chodzi o uratowanie jakiegoś kucharza przed porwaniem przez piratów. Eee, wiem jak to brzmi, i takie właśnie jest. Rysunki całkiem średnie. 4/10.
W sumie za całość matematyczna średnia 5/10.
Gil: Tym razem właściwie obie historyje mogę ocenić jednocześnie, bo miały wiele cech wspólnych. Obie są dość ad hocowe - pary bohaterów spotykają się ot tak - chociaż normalnie nie spotykają się wcale - żeby powalczyć z kimś raczej przypadkowym. Obie stawiają przede wszystkim na humor i to przede wszystkim słowny. Bardziej podobała mi się ta z Kitty i Jess, bo miała trochę więcej treści i sprytne rozwiązanie. Deadpool i Hawkeye mieli parę fajnych wymian banterów, ale trochę zabrakło tu polotu i przeciwnik nie był interesujący. Obie historie miały też całkiem nienajgorsze rysunki w podobnym stylu. Tak więc w tym wypadku ocena będzie jedna i będzie to zabawne 6/10.
avalonpulse0301b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Avengers vol. 5 #12
S_O: Tricerygrys Szablozębny? The radness is of the awesome scale!
Po komiksie roku, jakim był poprzedni numer, ten blednie w porównianiu, ale nadal mamy tu garść fajnych scen. I choć teoretycznie fabuła nie posuwa się za bardzo do przodu, to jednak zostaje przedstawiony nowy gracz. I coś mi się wydaje, że będą z Ex Nihilo najlepszymi kumplami.
Hotaru: Koniec końców fajny numer. Dzieci Savage Land ze słodziutkich szkrabów nagle stały się niebezpiecznymi potencjalnymi psychopatami. Jonathan Hickman i Nick Spencer napisali całkiem absorbujący numer, i gdybym miał coś w nim poprawić, to tylko jedną scenę, która zalatywała Brianem Bendisem. Mike Deodato też dał radę. W dalszym ciągu nie wiadomo, o co tak naprawdę chodzi i ten numer zamiast serwować nam odpowiedzi, mnoży pytania, lecz na tym etapie chyba już nie spodziewam się po Hickmanie niczego innego.
Krzycer: Domowe przedszkole: Avengers Edition. Przyjemny numer. I ojejku, Garrok, ależ klasyka! Taka klasyka, że znam go wyłącznie z dwóch odcinków X-Men TAS, w życiu go w komiksie nie widziałem.
Gil: Po krótkim skoku w bok, wracamy do wątków zasadniczych. I podobnie, jak wcześniej w F4, Hickman poświęca kawałek miejsca dzieciakom z wielkim potencjałem - tym razem produktom sztucznej ewolucji Ogrodników. I myślę, że dodanie jakiegoś elementu edukacyjnego do Avengers jest fajnym pomysłem. A przynajmniej bardziej przekonało mnie w tej odsłonie, niż w całej Avengers Academy. Tym bardziej, że posłużyło również do przemycenia odrobiny rozważań na temat wprowadzania dzieci w cały wielki świat, które zostały przekonująco podane. Sama akcja natomiast przyniosła trochę humoru i fajnych sytuacji oraz otworzyła drogę dla nowych-starych przeciwników. Dawno nie widziany High Evolutionary pasuje świetnie do tej układanki, więc czekam niecierpliwie na ciąg dalszy. I ciekaw jestem, jaką rolę odegra Garrok? Właściwie jedyny element, który mi tu nie pasuje, to Octo-Spider, a to dlatego, że oryginał sprawdziłby się znacznie lepiej w roli nauczyciela. Co do rysunków, to wyszły całkiem nieźle. Kolory i tuszowanie mogły by być lepsze, ale za to podobały mi się sztuczki z zastosowaniem renderowanej fotografii przy krajobrazach (przypominały trochę eksperymenty Kirby'ego i Steranko). No i łorany, jaki ten Hyperion podobny do Supka! A za całokształt będzie 7/10.
 
Daredevil vol. 3 #26
S_O: Okej, sposób, w jaki Matty i Foggy domyślili się, kto stoi za atakami na Daredevila, jest głupie jak nieszczęście. Wszystko inne jednak, od początku do końca, a zwłaszcza mistrzowskie trollowanie Matta, wypada świetnie. Również krótka historyjka o Foggym i dzieciakach przyjemna.
Gil: No to mamy wielką rewelację - złoczyńca został ujawniony! No i... nie mogę się zdecydować, jak zareagować. Z jednej strony, to fajnie, że Bullseye wrócił, bo jego eliminacja w głupim Shadowlandzie mnie wkurzyła. Waid dobrze wykorzystał furtkę i zaproponował coś nowego, więc to jest plus. No i właściwie Bullseye znalazł się na właściwym miejscu jako ten najgroźniejszy przeciwnik. Z drugiej strony jednak, nie mogę się nadziwić, jakim cudem nagle przemienił się z maniakalnego mordercy w geniusza strategii? Guess that's what ressurections do for you ;) . W każdym razie czytało się to jako całość bardzo fajnie, do pewnego momentu. Właściwie to pewne podejrzenia miałem już po pierwszym monologu, ale szukałem innej opcji, aż do tej rewelacji, po której zapanowała lekka konsternacja. Mimo wszystko, jestem skłonny to kupić, ale bardziej ze względu na możliwość powrotu do starych dobrych czasów. No i nadal utrzymany jest klimat napięcia, a rysunki dobrze do niego pasują, więc wystarczy na 6/10.

Deadpool vol. 3 #10
S_O: Historii z Vetisem ciąg dalszy, tym razem z dodatkowym Pająkiem w gratisie. Co prawda Wade nie wiedział, kim jest Superior Spider-Man, ale i tak znalazł okazję, żeby pośmiać się z Ocka. Dobre i to. Dobre również było starcie z wynajętymi łotrami, a także krótka wizyta w Piekle (Przedpieklu?). Seria nadal solidna.
Krzycer: Mam nadzieję, że Ben szybko wróci. Przystanek w przedsionku piekła - pomysłowy. Team-up z Octo-Pająkiem byłby ciekawszy, gdyby Wade i Parker się częściej spotykali w przeszłości, bo tak naprawdę mieli chyba tylko parę wspólnych występów.
Gil: Najlepszy dowcip numeru to chyba napis The Inferior Deadpool na okładce. W środku... jakoś bez rewelacji. Nie ma dynamiki między Poolem a Octo-Pająkiem. Ich interakcje to raczej monologi, które trafiają w próżnię, a jedyny lepszy moment to ten, w którym rzuca komentarzami na temat Octopusa, a ten się gotuje. Poza tym, całkiem fajnie wyszła jeszcze scenka w piekielnej poczekalni. Nic więcej niestety do mnie nie trafiło i mam wrażenie, że historia znów gdzieś zboczyła na manowce. Za to mam wrażenie, że każdy czytelnik z epoki semicowej uśmiechnie się pod nosem, gdy na scenę wkroczy Chance. Ach, nostalgia do lat 90tych :P . Ale jednak tym razem wystawię 5/10.

Fantastic Four vol. 4 #8
S_O: Nie. Nie, nie, nie, nie, nie. NIE. Bzdurę z Benem odpowiedzialnym za stworzenie Doctora Dooma mogłem wybaczyć, jak była niezbyt ważną częścią tie-inu do AoU, ale teraz, jak ma się wokół tego kręcić fabuła kolejnego numeru? AW HELL NAW!
Swoją drogą - oto, do czego sprowadza się Age of ultron - do snu dwóch dzieciaków. Nie mogli zaczekać chociaż do końca eventu, by całkowicie go olać?
Kolejna rzecz - najwyraźniej ktoś zwrócił uwagę na to, o czym wspominałem przy okazji poprzedniego numeru (że dzień i tydzień to nie to samo) i na szybcika coś tam poprawił. Ale tylko w pierwszym dymku, bo później wyraźnie widać, że początkowo dialog był pisany z myślą o jednym dniu. Chyba, że podróż w czasie zajmuje nagle całe sześć dób.
Gil: To było głupie i niepotrzebne. Dobra, Ben ma ten swój dzień, kiedy może być zwykłym człowiekiem i niech sobie go wykorzystuje, jak tam chce. Ale czemu pozostali pozwalają mu pakować się w sytuację, która nie tylko naraża jego życie, ale przede wszystkim miesza w czasoprzestrzeni? Pewnie dlatego, że bardziej obchodzi ich coś, co już się wydarzyło i w czym najwyraźniej również zamierzają dłubać. Ja wiem, że te dzieciaki są specjalne, ale decydować się na taką akcję z powodu snu? No, ale jest to oczywiście niezwykle ważne dla ich misji, która polega na... czymś zupełnie innym!!! Arrgh! Wiecie, co o tym myślę? Myślę, że Fraction uroił sobie przez względny sukces serii Hawkeye, że jeśli wszędzie będzie wpychał gangsterów i powtarzał w kółko to samo słowo, to zostanie najbardziej cenionym scenarzystą na świecie. Nic bardziej mylnego, bo na przykład mnie już to wkurrrrr…rza. Tego zeszytu mogłoby wcale nie być i będę udawał, że go nie było. A tymczasem wystawię 2/10.

Fearless Defenders #4AU
S_O: Czemu Hippolita została ożywiona w tej rzeczywistości? Serio. W głównej rzeczywistości została przywrócona do życia w konkretnym celu - tutaj zaś po prostu... wróciła, bo tak. Gdy podstawa historii nie ma sensu, ciężko mi zainteresować się resztą. Ale, przynajmniej, dowiedzieliśmy się, kim jest Karolcia Le Fay. Dobra, jej geneza ma potencjał, ale znając Bunna, zostanie on zmarnowany.
Undercik: Wow. Tego się nie spodziewałem. Ares powrócił. Chciałoby się zakrzyknąć gromkie fuck yeah, tylko po chwili człowiek sobie uświadamia, że zaraz wszystko będzie po staremu, a AoU na nic nie wpłynie.
Chyba, że się mylę i będziemy mieć jakieś konsekwencje, które przywrócą Aresa? Może Bunn ma jakiś pomysł w Fearless Deffenders na niego? Może jednak powróci normalnie? Ach ta nadzieja. Szkoda tylko, że lezy ona w rękach Bunna, który nie potrafi za bardzo pisać dobrych komiksów.
Krzycer: O, Ares - i do tego z fajną brodą! Bunn dostaje punkty za to, że wykorzystał tie-in, by przekazać informacje o tej złej pani. Poza tym czyta się to jak każdy inny jego numer, czyli z ogromnym poczuciem "po co?".
Gil: Najpierw pomyślałem sobie, że w ogóle nie warto tego tykać, ale jednak się przemogłem. Po pierwszych stronach stwierdziłem, że to jednak strata czasu, ale gdy wątki zakręciły się wokół córki LeFey postanowiłem zostać do końca. W pewnym momencie pomyślałem, że jednak było warto. Choćby po to, żeby zobaczyć Aresa naparzającego Mjolnirem. A potem Hyppolita stłukła go na miazgę i znów pożałowałem, że jednak sobie nie odpuściłem. Kozactwo much. Przez cały czas tylko ślizgałem się po beznadziejnych dialogach, szukając czegoś interesującego, ale nawet w tych wątkach, które zwróciły moją uwagę, zabrakło treści. Skupiłem się więc na rysunkach, bo przynajmniej Jimenez mnie nie zawiódł. Ale same rysunki to za mało, żeby wyciągnąć ocenę powyżej 3/10.

Iron Man #258.3
S_O: Nie jestem całkiem pewien, czemu ma służyć wpakowanie Rhodesa do prototypowej zbroi War Machine'a na jakieś dwadzieścia cztery numery (teoretycznie) przed tym, jak dostał ją w prezencie. Poza "oczkiem" wielkości strusiego jaja rzuconym w stronę czytelników.
Sama historia... nadal znośna. Nie jest tak koszmarna, jak się spodziewałem, patrząc na twory innych scenarzystów tworzących w latach osiemdziesiątych, ale też nic specjalnego. Do przeczytania tylko, jeśli jest się fanem Michelinie'a.

Journey Into Mystery #652
S_O: Na pojawienie się Beta Ray Billa musiałem czekać prawie do końca numeru, ale Sif nadal mi to wynagradza, zwłaszcza w duecie z Jane Foster. Dodatkowym plusem jest fakt, że u boku pani doktor nie pałęta się komiksowy Eric Solvig/Solveig.
Pani Kasia jak zwykle zachwyca dialogami, a Valerio Schiti - rysunkami, a zwłaszcza minami bohaterek. Tylko paskudna literówka w nazwie rasy BRB na ekranie... Ech, nikt nie jest doskonały.
Hotaru: Kolejny fenomenalny numer. Kathryn Immonen świetnie czuje się zarówno w lekkich scenach, tak jak ta z Sif i Jane, jak i tych odrobinę cięższych, jak pierwsza sekwencja rozmowy z Gaeą. Valerio Schiti po raz kolejny zmusza mnie do refleksji, dlaczego jeszcze nie jest bardziej znany i jego nazwiska nie wymienia się jednym tchem z Coipelem, Immonenem czy Pichelli. Co do wielkiego powrotu, to nigdy nie byłem fanem Beta Ray Billa, ale jestem pewien, że w rękach scenarzystki może stać się dla mnie intrygujący.
Gil: Nowa historia zaczyna się trochę na okrętkę i dopiero pod koniec zeszytu wchodzą elementy zapowiadane. Czytaj: Beta-Ray Bill. Sam build-up jest nawet dość ciekawy, chociaż mi akurat trochę przeszkadzał w odbiorze brak akceptacji dla koncepcji All-Mother, przez co kompletnie nie obchodzi mnie los Gai. Jest właściwie tylko pretekstem do dalszych wydarzeń, czyli świetnego spotkania z Jane Foster (najlepsza moim zdaniem część numeru), niezłej rozmowy ze Starkiem i wyorbitowania całej akcji. Tutaj wrodzona wścibskość każe mi zapytać, dlaczego Sif potrzebuje skafandra kosmicznego, skoro inni Asgardczycy mogą sobie hasać w kosmosie bez żadnej dodatkowej ochrony? No, ale dobra - powiedzmy, że to jakiś element całego transportu i przymknijmy oko ;) . Poza tym, mamy nadal fajne rysunki i sporo tych małych smaczków od pani Kasi, które ubarwiają nam lekturę, więc nawet mimo faktu, że nie porwał mnie pretekst do zawiązania fabuły, to nadal czytało mi się bardzo miło. A to znaczy, że mamy kolejne 7/10. I chyba na wszelki wypadek odświeżę sobie ostatnią solową mini Billa.

Scarlet Spider vol. 2 #17
S_O: Okej, od teraz to Aracely, przepraszam, Hummingbird, jest moim ulubionym Alexem. Przykro mi, Legion.
Seria nadal jest świetna. Humor, zwłaszcza rozmowy Kaine'a z Aracely, jak zwykle rozśmieszają do łez, akcja jest wartka... Dziwię się tylko, że Yost nie skorzystał z okazji, żeby wrócić na chwilę do pisania X-dzieciaków. Może w następnym numerze.
Krzycer: Aracely pozostaje moją ulubioną postacią w tej serii. No i Yost znowu pisze mutantów! Hurra! Nawet, jeśli tylko w tle i tylko przez chwilę, od razu zrobiło się miło. Rockslide nie musiał nawet nic mówić.
Gil: Powrócił wątek sprzed iluś numerów, kiedy to Kaine zrobił dila z Gildią Zabójców. No i ten dil powrócił, żeby ugryźć go w tyłek, bo nasłali go na Wolverine'a. O dziwo coś, co powinno być biletem w jedną stronę na tamten świat, okazało się dla niego dość proste. Ot, cudowny wpływ własnej serii na jej gospodarza... Chociaż właściwie to bardziej zasługa Aracely - o, przepraszam... Hummingbird. Właścicielki najstraszniejszego kostiumu na świecie. A teraz sztuczka: wygooglajcie sobie hasło "hummingbird in aztec mythology". Ta-DA! Już wiecie, kim ona jest naprawdę. Zresztą, sama w końcu podaje to imię. No więc tak: we dwójkę wpadają do Jean Grey School, rozmontowują obronę, Kaine zabija Logana, end of story. Jakoś jakby za łatwo to poszło, nie uważacie? A, bo teraz to ten jego wewnętrzny potwór przejął stery... Aha, okej. Nie no - nie powiem, żeby było to kiepskie, bo nawet nieźle mi się czytało. Aracely dostarczyła humoru i posłużyła za haczyk uwagi, a Kaine przykozaczył trochę. No i kól - przynajmniej raz nie było tu tony waty i nudnych monologów myślowych. Jak tak dalej pójdzie, może zacznie mi się podobać. A tymczasem 6/10.

Superior Spider-Man #10
S_O: Po tym wszystkim, co zrobił "Peter", tym, co MJ uważa za podejrzane, jest fakt, że nie miał czasu z nią pogadać? Serio? No, ale przynajmniej ktoś zaczyna COŚ zauważać, więc to też dobrze.
Tymczasem zaczyna się okazywać, że Doctor-Man nie jest taki Superior, na jakiego był kreowany. Może Slott stwierdził, że teraz, gdy fani Petera stracili wszelką nadzieję na jego powrót (to znaczy poza tymi, którzy wiedzą, jak działają komiksy), nie musi już pokazywać, o ile Potto jest od niego lepszy. Zobaczymy, jak poradzi sobie z goblinim klanem.
avalonpulse0301c%20%5B1600x1200%5D.JPGXavier83: Spodziewałem się więcej. Nie zrozumcie mnie źle. Wygląda na to, że #9 zamknęła rozdział, który powinien być zamknięty w #700. Obiecywali Green Goblina i był. Podobało mi się jak Otto się zachowuje i działa skrupulatnie. Jest wyprany z ludzkich emocji i stawia dobro misji nad dobrem osób, której ona dotyczy. Nowojorczycy, a zwłaszcza policjanci, to jednak "równi ziomale". Dobrze, że Mary Jane zaczyna myśleć i podobnie inni towarzysze Petera Parkera, iż coś naprawdę jest nie tak ze Spider-Manem. Jednak żałuję, że tak mało było o samym Goblinie bo miałem nadzieję, iż wyjawią kto to jest tym razem. Zawiązanie stowarzyszenia pod jego światłym przewodnictwem wypadło dobrze. Może to wina artysty ale Goblin King nie wygląda z postury jak Norman Osborn. Aha, dopiero teraz sobie uświadomiłem, że May Parker nie wie, że Peter Parker to Spider-Man po OMD. Za przyjemną lekturę mogę wystawić 7/10.
Krzycer: Relacja esesmana z małą panną jest intrygująca. Otto wreszcie robi coś wyłącznie swojego, coś, co nie jest tylko małpowaniem życia Parkera.
Poza tym nuda i Goblin King. Który adoptował sieroty po Vulturze. Za jakie grzechy?
jdtennesse: Muszę przyznać, że jednak nie tego się spodziewałem. Ale to chyba dobrze, element zaskoczenia jest ważny, najlepsze jest zazwyczaj to, czego się nie domyślam. A więc nie ma już Petera. I co dalej? Policja, a właściwie pani kapitan, dopiero teraz zajęła się sprawą morderstwa na Massacre. Czyli mamy potwierdzenie, że Spider go jednak zabił. I niby wszyscy wszędzie widzą te większe lub mniejsze zmiany w jego zachowaniu, to jednak zastanawiam się nad ich zasadnością. Teraz już chyba nie da się Petera przywrócić do życia. Przez chwilę zastanawiałem się, co zrobi Otto, kiedy już usunie wszelkie zło dookoła i pokona wszystkich wrogów. A tu mały błąd i Goblin King zdążył stworzyć armię wrogów Pająka, i to pod jego nosem. Widać, że grają na jego zarozumialstwie. Jednak najbardziej i tak ciekawi mnie, czy w końcu Peter jakoś wróci, nie mogę się pozbyć uczucia, że ta wątpliwość będzie nam towarzyszyć przez długi, jeśli nie cały czas. Rysunki cały czas na poziomie. 7/10.
Gil: Muszę przyznać, że przedstawiony tutaj Goblin King prezentuje się znacznie lepiej niż ten z filmowego Hobbita. Przynajmniej nie śpiewa. I... yyy... To chyba wszystko, co pozytywnego mogę powiedzieć o tym numerze. Nie dlatego, że był zły, ale dlatego, że był koszmarnie nudny. Otto celebruje swoje małe zwycięstwo, robiąc różne rzeczy, które zupełnie mnie nie interesują i ignorując te wydarzenia, które mogłyby zaowocować czymś ciekawszym. Dużo przy tym gada, ale jak nakręcany nawija przede wszystkim o swojej wyższości, więc po przeczytaniu dwóch dymków wiemy już, co będzie w pozostałych. Może to dziwne, ale jednak wolałem jak Pajęczak użalał się nad sobą, niż jak cwaniakuje. Rysunki nie są najgorsze, ale również nie porywają i widać, że ich autor ma problem z pewną - ehm... niepełnowymiarową postacią. Może i nic specjalnie mnie tutaj nie zirytowało, ale wynudziłem się strasznie, dlatego dam znudzone 4/10.

Uncanny Avengers #8AU
S_O: Drugi w tym tygodniu numer osadzony w świecie Age of No Ultron, ale też drugi w tym tygodniu komiks, który wprost mówi, jak niewiele się on liczy.
Ale co tak. Przynajmniej mieliśmy okazję przyjrzeć się bliżej the the Apocalypse Twins (przypomniało mi się, że miałem ich tak nazywać). Czy można już zacząć robić zakłady co do tego, w którym numerze Apocalypse Junior trafi na Rogue?
Krzycer: Remender dostaje punkty za to, że wykorzystał tie-in, by pokazać nam Uriela i Eimin - a przez to, że Kang bitchslapuje timestream, są to "ci" Uriel i Eimin, a nie nędzne AoU-owe podróbki, jak reszta obsady.
Która to reszta obsady wypada wyjątkowo drętwo, no ale to nie oni są tu najważniejsi.
Tylko z jakiegoś powodu spodziewałem się, że ta idiotyczna końcówka z UA#4 - z Red Skullonslaughtem, mumią Immortusa i Zombie-Xavierem - rozgrywa się w AoU właśnie, i wciąż czekałem na wyjaśnienia, ale nie, to wszystko było w Age of Remender...
Gil: Numer poboczny, który jednocześnie próbuje kontynuować wątki serii i nawiązywać do AoU. Tia... dalej próbujcie nam wmawiać, że to nie jest alternatywna rzeczywistość. Pomysł strzela sobie w stopę tym właśnie paradoksem, że gdyby rzeczywista linia czasowa została zmieniona, to znikome byłyby szanse na powstanie Apokaliptycznych Bliźniaków, a i historia Kanga byłaby drastycznie inna lub nawet nie byłoby jej wcale. Czyli, że całe to bulbotanie na nic i nadal jest to poboczny odprysk rzeczywistości, w którym można sobie pofolgować. Co też Remender uczynił dość swobodnie. I wyszło mu z tego takie typowe czytadło, po którym czytelnik myśli "aha, okej" i przechodzi dalej. A to oznacza, że nie było też tych wkurzających sztucznych konfliktów, co jest jakimś plusem. Jedynym fajnym elementem była sala z trofeami Kanga, nad którą można się dłużej zatrzymać i poszukać ciekawostek. Rysunki przyzwoite, ale bez rewelacji, więc za całokształt będzie 4/10.

Uncanny X-Men vol. 3 #6
S_O: O ile telepatyczne "napompowanie" herosów jest ciekawym pomysłem, to nie mam pojęcia, co miałby zrobić Chameleon-Boy. Przestraszyć demony ich własnym wyglądem? No, ale skoro nawet Eye-Boy okazał się badassem, to może on też ma jakieś nieznane zdolności?
Zaskakujące swoją drogą, jak długo można gadać mimo, że jest się uwięzionym w piekielnym wymiarze i otoczonym przez demony.
Z innych spraw, Maria Hill werbuje swoją specjalistkę od spraw mutantów. To teraz przynajmniej wiemy już, kto pojawił się na okładce z sierpniowych zapowiedzi.avalonpulse0301d%20%5B1600x1200%5D.JPG
Hotaru: Gwiazdą tego numeru jest Irving. Irving, i jego interpretacja Limbo. Przerażająca, tłamsząca, klaustrofobiczna, oryginalna. Genialna. Dla niej i demonicznej wersji Illiany autorstwa tego artysty warto sięgnąć po ten komiks. Dla fabuły... już niekoniecznie. Bendis wprowadza kolejne dwuwymiarowego nowego mutanta, ciągnie wątek S.H.I.E.L.D. i X-Men Cyclopsa. Jedyne, co tak naprawdę mnie interesuje - co stało się z Magik po opuszczeniu jej przez Phoenix Force - nie jest tu w ogóle podejmowane. Pomimo zapowiedzi, które sugerowały coś przeciwnego. Shocker.
Krzycer: Ależ to Limbo fajnie wygląda! A i młodzi mutanci pozbawieni zahamowań wypadają ciekawie - ciekawe, co nam pokażą.
No i Dazzler została agentką SHIELD. Dazzler? Jest na świecie ktoś, kogo obchodzi Dazzler?
jdtennesse: W sumie tyle razy Dormamu obiecał, że zabije przyjaciół Illyany, a tu oczywiście nawet dobrze się za nich nie wziął. No właśnie, czy w tym komiksie coś się w ogóle wydarzyło, czy ja wpadłem w jakąś pętlę czasową? Pojawienie się na końcu Dazzler może i jest zaskoczeniem, ale nie wiem czy pozytywnym, ma być podwójnym agentem SHIELD? I co, Scott tak po prostu ją przyjmie do zespołu? Poza jego popisowym atakiem na Dormamu, to chyba się wynudziłem. Nieetyczne postępowanie Emmy z manipulacją umysłami nowych mutantów jest może nawet uzasadnione, ale czy szokujące? Najbardziej szokujący jest wygląd Dazzler – wiem, jakie ona ma moce, ale czy to nie lekka przesada? Wygląda, jakby miała diamentową formę Emmy. Nuuudy. Rysunki fatalne, może i pasują do piekieł, bo są piekielnie brzydkie. 3/10.
Gil: Pierwsza rzecz, którą muszę się zachwycić, to grafika tego numeru. I to nawet nie tyle same rysunki, co ich oprawa, która jest fan-ta-sty-czna! Cieszące oko gry świateł, trochę chaotyczne tuszowanie w odpowiednich miejscach, ciepłe kolory... Bardzo mi się to podoba. Szkice Irvinga również są w większości bardzo dobre, ale czasami twarze mu lekko nie wychodzą. Natomiast jeśli chodzi o treść... Czytało mi się fajnie, gdy już olałem te rzeczy, nad którymi piekliłem się przy poprzednim numerze. Włączył mi się alarm, gdy Bendis wspomniał o diamentowej formie Kukułek, ale szybki risercz pokazał, że jednak ma rację i posiadają tę zdolność (widać, bardzo mocno wyparłem ze świadomości serię Phoenix: Warsong). Trochę dużo było tu gadania i nie bardzo rozumiem sens prologu (czy to ich zaatakowały Sentinele? coś przegapiłem?), ale i tak było całkiem nieźle. Zabieg z wyłączeniem strachu był ciekawy i może przynieść wymierne konsekwencje, jeśli ktoś zginie. No i ciekawe, co planuje Maryśka z Dazzler? Wheels within wheels? Fabularnie to przyzwoita szóstka, ale za wrażenia estetyczne podciągnę do 7/10.
Tori: Brawo Dormi, zrobiłeś piękną antyreklamę dla szkoły Cycka. Pierwsze poważne zagrożenie i już uczniowie się wypisują i nawet Angel zmądrzał. Niestety popełniłeś też podstawowy błąd każdego złego, tyle gadania o zabijaniu kumpli Illyany i nim się wreszcie zabrałeś do roboty, to Psycho-Trio zrobiło z nich prawie Wolverinów. I tak mamy bijatykę, która zapewne zakończy się w następnym numerze. Może to tylko moje wrażenie, a może faktycznie na przedostatniej stronie widać, jak banda Cyclopsa jednak dostaje baty... Jako bonusy, na końcu Dazzler, którą nie pamiętam kiedy ostatnio widziałem, a na początku kolejny mutant z mocą... Hmm... Kontroli samochodów? Czy może wszelkich urządzeń mechanicznych? Pewnie też dołączy do bandy Cycka, a za kilka lat, jak sytuacja u mutantów się zmieni, nikt o nim nie będzie pamiętał. Numer ma dodatkowy plus za rysunki, klimatycznie przedstawione piekło, a i Magik w wersji Darkchilde fajnie wygląda.

X-Men: Legacy vol. 2 #11
S_O: Huh. To by się nawet zgadzało z jego dotychczasowymi metodami. Nadal jednak ujawnienie Wielkiego Złego jest zaskakujące. Brawa dla Simona Spurriera. Ciekawa jest też "reakcja" Davida - a million different powers, and not a single f**k to give.
A tymczasem Ruth zbiera drużynę, by wspomóc Davida - a w jej skład wchodzi Chamber i Frenzy, co powinno ucieszyć wszystkich dwudziestu ich fanów.
Krzycer: Spurrier rządzi. A ja daję sobie ciasteczko za to, że przewidziałem, że autor wsadził Chambera i Frenzy do komiksu ze względu na to, że Legion odpowiada za ich obecny stan. Ależ jestem mądry i przenikliwy.
I w ogóle to komiks tygodnia i nie chce mi się uzasadniać, marsz czytać!
jdtennesse: Jak zwykle, tu się nie zawiodłem. Od początku David chce dobrze, albo tak mu się wydaje, ale zachowuje przynajmniej odrobinę zdrowego rozsądku i upewnia się czy działania Glove’a nie mają złych podstaw. Dowcipne, acz uzasadnione pytanie o manipulację przez kosmitę czy inne złe umysły/postaci, chcące później wykorzystać jego umiejętności. Jak mówi powiedzenie, szukajcie swojego dużego złego, a znajdziecie. Może się wydawać, że takie chodzenie i szukanie dziury w całym jest nudnym graniem na zwłokę, ale tu jest uzasadnione – pozbycie się tak potężnej mocy, jaką ma David, musi być przemyślane. Co więcej, cały ten doktor Glove, jak i jego instytut są mocno naciągani. Pokazowe odebranie mocy Clementowi, sala pełna ludzi którzy w mniej lub bardziej bezpośredni sposób ucierpieli z winy mutantów. No i w końcu pojawia się zły demon – Charles Xavier. A nie, przepraszam, Chuck nie żyje. A kto ma jego umysł? No właśnie, że też wcześniej się nie domyśliłem. A wskazówki były, jak to mówią, in your face. Mimo odkrycia prawdy o Czerwonej Czaszce, David pragnie tabletki, ciekawe czy myśli tylko o tym, żeby uratować świat przed przyszłością, czy może ma już dość? A z drugiej strony mamy Ruth szukającą w szkole sprzymierzeńców chcących pomóc Davidowi, jest to wzruszające i …naiwne? W końcu kilka osób zgadza się pomóc Ruth, ale mają również swoje małe „żądanie” wobec Davida. Ogólnie ciekawy zeszyt. Rysunki niestety mi się po prostu nie podobają. 7/10.
Gil: Nie mam już wątpliwości, że jest to w tej chwili najlepsza z X-serii. Spurrier nie tylko tworzy ciekawe historie, ale również daje im solidne podstawy naukowo-teoretyczne i pilnuje continuity. Tutaj na przykład świetnie wykorzystał pierwszą historię Whedona z Astonishing jako pomost i wskazówkę do rozwiązania tego wątku. Co więcej, znakomicie podkreślił pewne pomysły, które również mi wydawały się nieco dziwne jak na mutacyjne zdolności i użył ich do uzasadnienia pewnych wątpliwości. Co prawda, okazało się, że to wszystko jest bardzo skomplikowaną iluzją, ale tym bardziej warto docenić pracę, jaką włożył w jej zbudowanie. Przez większość numeru nie miałem pojęcia, dokąd to wszystko zmierza i dobrze się bawiłem, próbując to rozgryźć. Udało mi się w końcu odgadnąć złoczyńcę, ale dopiero, gdy autor zaczął odsłaniać karty. I kolejnym cudem jest to, że pomysł, który drażnił mnie u Remendera, jakoś wyjątkowo pasuje do tej skrejzowanej serii. Fajne jest również to, że nadal w tle obecna jest ekipa poprzedniego wcielenia Legacy, a wątki Careya nie zostały zapomniane. No i Blindfold rządzi! Szkoda, że poziom rysunków nadal jest niski, ale prawie nie zwracam na nie uwagi, poza okazjonalnymi grymasami (jeeez! co oni zrobili z Pixie!). Tak więc, będzie to mocne 7/10 i numer tygodnia.

avalonpulse0301e%20%5B1600x1200%5D.JPGYoung Avengers vol. 2 #5
S_O: Hell yeah, Ghost Kid Loki! Znacznie lepszy od Ghost Petera Parkera.
Koniec pierwszej historii... Ale nie koniec historii zaczętej w pierwszym numerze - Mamusia nadal żyje i ma się dobrze, czeka nas więc road trip! Miejmy tylko nadzieję, że nie wybiorą się w jej trakcie w kosmos - play-doh zombie Captain Mar-Vell to jednak byłoby trochę za dużo.
Hotaru: Świetny finał pierwszej historii w genialnej serii. Gillen i McKelvie są do tej roboty stworzeni. Pierwszy tym razem zafundował nam prawie-powrót do kid-Lokiego z Journey into Mystery i prawie-ostateczne poświęcenie Billy'ego, a ten drugi zilustrował to w swoim stylu. Czytaj "jak najlepiej się dało". Nawet nie czuję się winny, że nie pragnę już powrotu Heinberga i Cheunga. Jestem pewien, że bawią się przy tej serii równie dobrze, jak ja.
Krzycer: Na tab. A - zestawieniu Casper-Parkera i Casper-Lokiego - widzimy, czemu Gillen jest w przybliżeniu tysiąc czterdzieści dwa razy lepszym scenarzystą od Slotta.
Oczywiście pozostaje pytanie, czy Casper-Loki ma dać nadzieję fanom na odkręcenie finału JIM zanim Gillen ją znowu zdławi...
Tymczasem pierwsza historia kończy się... no, zebraniem drużyny i wspólną walką. Oczywiście, że miała się tak skończyć, ale po otwarciu numeru reszta była... no była, wiadomo było, jak się skończy. Ale i tak czytało się to rewelacyjnie.
- METAPHOR!
- Stop saying that. [...] You'll make us crash.
PS. O, Billy najechał szafę Kapitanów Marvela i Universe.
Gil: Ostateczna rozprawa z Mamuśką okazuje się... nie być ostateczna. Cóż, akurat ten wątek był najmniej interesujący jak do tej pory, więc nie powiem, żeby jakoś bardzo cieszyła mnie perspektywa jego kontynuacji. Po prostu mam nadzieje, że teraz pojawią się jacyś ciekawsi przeciwnicy. Ale poza tym jest bardzo dobrze. Team się integruje, zawiązuje się wątek przewodni, sporo się dzieje. A przede wszystkim - Loki! Niezmiernie się cieszę, że tutaj Gillen znalazł miejsce na kontynuację wątków z JiM, bo są one świetne i nie przestają intrygować. Nawet jeśli pewne elementy są wyjaśnione bardzo wprost (cóż, trudno oczekiwać błyskotliwości po statystycznym amerykańskim nastolatku), to nadal jest fajnie. I rysunki wciąż się sprawdzają, dzięki czemu mamy zgodny z zapowiedziami wyjątkowy całokształt. I za ten całokształt wystawię 7/10.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0301a.jpgX-Men: Legacy vol. 2 #11
Autor:
Mike Del Mundo

Hotaru: Bardzo, ale to bardzo chciałem wytypować okładkę Jamiego McKelvie do Young Avengers vol. 2 #5. Lecz nie mogłem, bo ta okładka Del Mundo zachwyciła mnie jeszcze bardziej. Genialny pomysł, świetne wykonanie. Efekt trójwymiarowości w tych granulkach robi na mnie największe wrażenie, rysowanie i kolorowanie ich musiało być bardzo żmudne. Ale efekt wynagrodził wszystkie trudy.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.05.22
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.