Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #300 (20.05.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 20 maj 2013Numer 20/2013 (300)


Zbliżamy się do końca Age of Ultron i niestety pojawia się coraz więcej negatywnych komentarzy odnośnie tej serii (jak i całego eventu). A w X-Factor skończyło się właśnie "Hell on Earth War" i nie wszyscy to przeżyli. Przed wami jubileuszowy trzysetny Avalon Pulse.

Age Of Ultron #8
Hotaru: Czytam tą miniserię tylko po to, by zobaczyć jak na jej końcu wprowadzona zostanie Angela. Fabularnie w ogóle mi się to nie podoba. Zaczynając od durnego pomysłu Logana o zarżnięciu Pyma, kończąc na najnowszych rewelacjach i zapewnieniach Marvela, że "to nie jest świat alternatywny". Proszę. Bieda, że aż piszczy.
Krzycer: Byłem święcie przekonany, że to dopiero szósty numer. Tak mało się jak dotąd wydarzyło. W tym numerze kontynuujemy trend - niby jest wypchany akcją, kolejne postaci pojawiają się, otrzymujemy tonę informacji o tym nowym świecie - a jednocześnie brakuje jakichkolwiek emocji. Jeszcze chyba żaden wielki event Marvela nie obchodził mnie tak mało, jak AoU. W AvX przynajmniej mogłem kibicować "swoim" i wkurzać się na debilizmy scenariusza, tutaj nawet tego brak.
A, no i - to wzruszające, jak Bendis trzyma się swoich manieryzmów w dialogach, ale dzięki temu, że wszyscy brzmią jak nierozgarnięci nastolatkowie otrzymujemy grupę superistot, którzy przeżyli prawdziwe piekło... a nie mogą przyjąć do wiadomości istnienia alternatywnej rzeczywistości. I to mają być wiarogodni superbohaterowie?
Na oddzielne słowo zasługują rysunki. Pierwszy kadr z Emmą Frost to wprost liefeldowski koszmar. Dalej nie jest dużo lepiej.
Undercik: Od jakiegoś czasu podchodzę do tego tytułu jak do zwykłego elseworldu. Jakoś nie chce mi się denerwować na Marvela, że to tak na prawdę nie jest wielki event, a normalna maxiseria. Czyta mi się to naprawdę przyjemnie. Nie jest to może szczytowy Bendis, ale historia stoi na porządnym poziomie. Żałuję tylko, że nie rozbili tego na więcej numerów. Ekspozycja świata AoU dla niektórych była strasznie przeciągnięta, ale mi to nie przeszkadzało, nie obraziłbym się jakby to powtórzył i ze światem bez Pyma. Wtedy nie musiałbym narzekać na przewidywalność, gdyż wszystko wskazuje na to, że zaraz się znów cofną, odwrócą zmiany i okaże się, że wszystko jest tak jak powinno być.
Szkoda także, że nie dali rysować Hitchowi do końca aby zachować ciągłość graficzną.
kuba g: Mi się podobał ten numer, w końcu. Co prawda jedyne co mnie do niego przekonuje to Stark faktycznie punktujący inne możliwe rozwiązania i totalnie przerażony faktem, co doprowadziło do sytuacji, w której aktualnie się znajduje. Tak samo zupełnie nie spodziewałem się obecności Morgany i takiej formy zmiany czasu. Tak, to stanowczo pierwszy numer już po zmianie czasu, który mi się całkiem podoba.avalonpulse0300b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Xavier83: Jedyny zeszyt z tego tygodnia odebrany od Lexa i muszę przyznać, iż coraz lepiej to się czyta. Ciekawe czy pokażą więcej z tej wojny, o której ledwo wspomnieli.
Bardzo fajny opis miała w tych kilku zdaniach, a dodatkowo ostatnie strony dobrze pokazały zastosowanie dla Doctora Dooma/Loki'ego[?].
Zostały dwa numery i swoisty epilog, więc mam nadzieję, że w tej głównej historii więcej smaczków pokażą tego typu. Jak dla mnie to było swoiste nawiązanie do końcówki runu JMS-a w Thorze i tego co ci dwaj złoczyńcy wyczyniali.
Choć rysunki momentami szwankowały to rozmowa "naszego" Howletta i Starka AoU wypadła dla mnie dobrze. Równocześnie dostaliśmy na tacy sposób odkręcenia dojścia do władzy Ultrona gdy zaczną zabierać się za odkręcanie rzeczywistości, skoro to jest teraźniejszość Marvel Universe według włodarzy wydawnictwa, która będzie odmieniona po zakończeniu historii. Aha, Xavier na latającym fotelu sprawił mi radość i dobrze wypadły jego moralne rozterki. 7/10.
Tori: W tym numerze mamy podstawowy problem ze światami równoległymi. Mianowicie, występujący w nich bohaterowie traktowani są jedynie jako "tutejsza wersja znanego nam pana/pani X". Polubić ich nie zdążyliśmy, za wiele o nich też nie wiemy i tym sposobem wszelkie rewelacje o tym świecie podsumować mogę krótkim: "Aha, OK". Zapewne jak AoU się skończy, to Marvel wypuści jakąś mini-serię bazującą na tym świecie i wyjaśniającą to i owo, ale gdyby zrobili to wcześniej, to podejrzewam, że odbiór tego numeru byłby lepszy. Właściwie jedyne co z lektury zapamiętam, to pogadanka Logana z Tośkiem, całkiem znośna, zwłaszcza podsuwanie innych pomysłów na rozwiązanie problemu z Ultronem. Oprócz tego trudno też przegapić tutejszą wersję Emmy i jej duże... ekhm.. Oczy. No i skoro na koniec główna zła zrobiła przysłowiowy "wjazd na chatę", to czy kolejny numer nie powinien mieć zmienionego tytułu na coś w stylu: "Age of Morgana"?
grzgrzegorz: Strasznie old-schoolowy ten numer jakiś. Bendis wymyślił sobie numer który jest typowym aż do bólu elseworldem. Wszystko jest takie jakieś łatwo przewidywalne i bardzo wiele rzeczy odwołuje się do klasyki marvelovej (patrz np. duet IronMan- LeFay). Muszę jednak przyznać, że nawet bez zbytniego bólu czytałem ten numer i nawet poczułem jakąś zwyżkę fabularną u BMB. Rysownik też tak jakby bardziej się postarał i jest więcej fajnych kadrów niż w poprzednim numerze. Z czystym sumieniem mogę dać 6.5/10. Do przeczytania, ale tylko dla kogoś kto i tak już to czyta.
Gil: Powinni raczej zmienić tytuł na Age Of No-Ultron, żeby uprzedzić potencjalnie nieświadomego czytelnika, jak bardzo ta historia oddaliła się od swoich ustawień początkowych. Gdyby ktoś zrobił sobie dłuższą przerwę w czytaniu, z pewnością nie odnalazłby się w obecnych wydarzeniach. Ba! Ja śledzę od początku i też musiałem się dłuższą chwilę zastanowić, zanim udało mi się przestawić na nową rzeczywistość. I wiadomo, jak to bywa z alternatywnymi światami: albo się podobają, albo nie. Ja powiedziałbym raczej, że ta mi nie przeszkadza. Jest w niej parę fajnych elementów, jest też wiele zbędnych, ale przynajmniej nic mnie szczególnie nie wkurza. A jak ktoś ma słabe nerwy. to tym bardziej szkoda je tracić, skoro widać wprost, że jest to tylko przerywnik i ciąg dalszy jest oczywisty: Logan zobaczy, że pymobójstwo nie było dobrym pomysłem i poleci sam siebie powstrzymywać, więc efektem będzie nieznaczna zmiana rzeczywistości. Dokładnie tak, jak po Age of Apocalypse. Czyli obstawiam wyprostowanie paru niewygodnych dziur fabularnych, może przywrócenie kogoś do życia, ale wielkiego resetu universum nie będzie. No dobra, ale co można powiedzieć o tym jednym numerze? Najwyżej tyle, że był przyzwoitym czytadłem. Opis nowego świata wystarczy, żeby zająć czytelnika na te dwadzieścia-pare stron, miejscami może być nawet interesujący, więc spełni swoje zadanie - sprzeda kolejny numer. Rysunki też są przyzwoite i podobnie jak skrypt, niczym nie zachwycają, ale też nie drażnią. Czy moglibyśmy się obejść bez tego zeszytu? Jasne, ale też nie zaszkodzi, skoro już jest. Takie typowe 5/10.

Avengers: The Enemy Within #1
Krzycer: Jak na razie jest to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z "Captain Marvel". Jakby to delikatnie ująć... zaczynam mieć wątpliwości co do sensu robienia z tego crossoveru i mieszania w to "Avengers Assemble", ale może okaże się, że się myliłem.
Co poza tym? Poza tym okazuje się, że dinozaury sprzed pięciu czy sześciu numerów były częścią planu Yom-Reggae czy jak temu Kree na imię... Kto by się spodziewał? Ja się nie spodziewałem.
Gil: Nie ma to jak małe oszustwo, żeby udał się zabieg marketingowy ;) . Bo powiedzcie szczerze, ile wspólnego ma ten numer z Avengers? Owszem, jego dwie główne bohaterki są w składzie grupy, ale powiedzmy sobie szczerze - ich imiona raczej nie przyciągnęłyby takiego zainteresowania, jak magiczne hasło: Avengers. Tym bardziej, że równie dobrze zaszyt ten mógłby być kolejnym z aktualnej serii Captain Marvel. Powiem więcej - nawet powinien nim być. Ale widocznie ktoś z działu marketingu zakrzyknął: hej, zróbmy mały crossover pod hasłem "zauważcie ten tytuł, albo go skosimy". Tak więc zrobili i chytrze wcisnęli dodatkowego 1-shota, żeby zarobić jeszcze na dobrze znanym logo, które i tak ostatnio jest na maxa wyświechtane. A co w środku? Ot, ciąg dalszy perypetii Karolki ze zdrowiem i tajemniczym prześladowcą, którego my już znamy. I są to całkiem fajne perypetie, a obecność Jess znacznie podnosi zawartość humoru w nich. Co nie zmienia faktu, że właściwie nic tu się nie wydarzyło, więc jako punkt zaczepienia nie bardzo się sprawdza. Ot, pogadały, pożartowały, chwilę się pobiły z piątą ligą łotrostwa i tyle. Jeśli ktoś już nie jest wielbicielem Karolki, to pewnie nie zostanie nim po tej lekturze. Rysunki też nie zachęcają przy pierwszym kontakcie, ale z czasem... no, powiedzmy, że przestają przeszkadzać. Generalnie nie ma się czym zachwycać, ale za humor mogę dać 6/10.

Cable And X-Force #8
Gil: Straszliwe starcie z Fioletowym Śmiercionoszem! Coś mi się widzi, że zabrakło komuś inwencji na wymyślenie bardziej przemawiającej do wyobraźni ksywki. Ale przynajmniej mogę zaryzykować stwierdzenie, że był to chyba najmniej głupawy zeszyt tej serii jak dotąd. A to dlatego, że dość dużo akcji nie pozostawiło miejsca na poboczne głupoty. Inna sprawa, że nie była to specjalnie porywająca akcja. Aż chciałoby się zapytać, jak daleko od Ziemi rozgrywały się te kosmiczne wojaże? Bo jeśli daleko, to o wiele za szybko im to poszło, a jeśli blisko, to jakim cudem tak wielka kosmiczna flota nie została wykryta? Myślałby kto, że po pewnych doświadczeniach, Ziemia będzie lepiej przygotowana na kosmiczne niespodzianki.Natomiast jeśli chodzi o brak konsekwencji... Kto chce się założyć, że nikt już nigdy nie upomni się o ucieczkę Colossusa z Raftu? Za to końcówka z Havokiem była od czapy. Może być wyjątkowo 5/10.

Gambit vol. 5 #12
Hotaru: Dziwne uczucie, kiedy aż trzech artystów ilustruje jakiś numer, a poszczególne strony przydzielane są im bez większego planu. Pomimo tego, oprawa graficzna nie jest zła ani niespójna. Może dzięki kolorom, które trzymają ją w ryzach. Fabuła Asmusa jest całkiem przyjemna, ale nie jest to trzęsienie ziemi, którego się spodziewałem po finale historii Joelle. A tak na boku, jestem pod wrażeniem, że twórcom udaje się utrzymać ten tytuł na rynku. Przecież Marvel w ogóle go nie promuje.
Krzycer: To już dwanaście numerów? Szkoda, że po drodze zmarnowaliśmy połowę na zabawę z Cichem, bo to nuda była. Ale historia Joelle parę razy zaskoczyła po drodze, a zakończenie było niczego sobie. Tak z oczko wyżej od tego, co Asmus zazwyczaj sobą prezentuje. Choć nie wykluczam, że fajne rysunki zaciemniły moją ocenę sytuacji.
Za to epilog to już była typowa dla Asmusa bzdura.
Gil: Booooring... Czyżby już gdzieś zapadła decyzja o zamknięciu tej serii? Bo mam jakies takie wrażenie, że po dwóch pierwszych stronach nagle wszystko zaczyna przyspieszać, byle pozamykać jak najwięcej wątków. Kobitki się biją - bęc! - już się przyjaźnią. Straszna broń zagraża wszystkim - ups, wylało się - a jednak nie było takie straszne, lol :P . Tombstone? Łubudu i po Tombstonie. Córeczka Joelle - padła off-panel. Sama Joelle - a, rozpuszczę się jadem, nie pytajcie o nic. Czy już wszystko zamknęliśmy? A, został jeszcze też przydupas, którego dokleiliśmy na siłę - zróbmy z niego cliffhangera, to będzie dramatycznie. Czyli innymi słowy: wszystko, co zostało do tej pory wprowadzone, skończyło się nagle jak za naciśnięciem magicznej spłuczki. Emocji w tym nie ma wcale, a logiki też za wiele się nie uświadczy. Przynajmniej rysunki dają radę, chociaż nie wiem czemu, znów musiały być jakieś wstawki, które zaniżają poziom. To chyba dobry moment na rozstanie z serią, zanim padnie śmiercią naturalną. A póki co, 4/10.

Iron Man vol. 5 #10
Hotaru: Nie przepadam za retrospekcjami osadzonymi w tym okresie czasu. Ale Kieronowi należą się brama, bo mnie nie znudził swoją. I tak jednak, to teraźniejszy wątek jest dla mnie intrygujący i na myśl o nim zacieram ręce. Nadal rysunki Dale'a Eagleshama są niewątpliwą silną stroną tej historii. A sama historia... cóż, jeszcze nie rozwinęła się na tyle, by zweryfikować zapewnienia scenarzysty, że to najważniejsza fabuła o Iron Manie, jaką napisze.
Krzycer: Biedny Rollo... I czy mnie oczy mylą, czy Thunderbolt Ross na polu golfowym obnosi się z mulletem?
Podsumowując: fabuła na razie jest dokładnie w tym punkcie, w którym była na ostatniej stronie poprzedniego zeszytu, ale przy #10 bawiłem się tak dobrze, że nie mam zamiaru czynić Gillenowi wyrzutów.
Tori: Obawiałem się kiepścizny, a tymczasem... To było dobre, a nawet bardzo dobre. No zgoda, motywy 451 nadal pozostają nieznane i zamiast jakichkolwiek wyjaśnień otrzymaliśmy retrospekcje, ale co z tego, jak fajnie się je czyta i nawet fakt, że połowę składu Siódemki Starka widzę po raz pierwszy, w niczym mi nie przeszkadza. Końcówka zaś intrygująca i zachęcająca do sięgnięcia po kolejny numer. Jeszcze się okaże, że Tosiek jest bardziej kosmitą niż człowiekiem.
Gil: Mam poważny dylemat, związany z tym numerem. To jedna z tych historii, w których Gillen pofolgował sobie i mam wrażenie, że odjechał ciut za daleko. O ile retcony same w sobie mi nie przeszkadzają, to w tym przypadku mam pewne zastrzeżenia co do okoliczności. Pozwólcie, że wyrażę to w taki sposób: SZARZY?!? Cała mafia Szarych w Vegas, ukrywająca się w kasynie Strefa 52? W dodatku niektórzy z nich są grubi! Szarzy. Grubi. Argh... does not compute!!! Niby taka mała pierdoła, a nie daje mi spokoju tak samo jak ta scena, w której Namor... nie, nie, nie - nie chcę do tego wracać! Tutaj przynajmniej treść wokół tego absurdalnego wątku ma sens. Nawet jeśli jest to mało oryginalne, a ta Starkowa Siódemka nie robi większego wrażenia, to przynajmniej cały czas utrzymuje uwagę czytelnika pytanei zasadnicze: co oni właściwie zrobili z Antkiem? A w kolejce czekają jeszcze konsekwencje tej rewelacji. Tak więc, chociaż łapię się za głowę, nadal czyta mi się to w miarę dobrze, gdy włączę ignora na pewne elementy. I rysunki są w większości całkiem przyzwoite. Ale tym razem nie jestem zachwycony, więc wycisnę najwyżej 5/10.

Nova vol. 5 #4
Hotaru: Z numeru na numer coraz mniej interesuje mnie Sam Alexander i jego solowa seria. Gdyby nie to, że za chwilę tytuł przejmą Zeb Wells i Paco Medina, pożegnałbym się z nią. Przecierpię jeszcze jeden numer autorstwa Loeba i niech zacznie się uczta!
Gil: No i Loeb w całej okazałości... Dzieciak sam jeden robi w ciula całą armadę podkradzionych z filmu kosmitów, walcząc z gadającym tygrysem i kradnąc urządzenie, które nie powinno istnieć. Już nawet nie wspomnę, że nadal te czarne Novy nie pasują mi zupełnie do wcześniejszej koncepcji Korpusu. Nie trwało więc długo, zanim przeszliśmy do kozaczenia i podkreślania jak bardzo zajebisty jest nasz protagonista, ignorując przy tym wszelkie zasady. Na przykład nie chciało im się sprawdzić, jak działa kombinezon Novy i jego pole grawimetryczne, albo... wiecie, co? W ogóle to wszystko się kupy nie trzyma i gdyby nie wcześniejsze jego pojawienia się w innych miejscach, mógłbym się założyć, że ten Nova istnieje w jakimś równoległym wszechświecie. A boli mnie to tym bardziej, że kosmos Marvela był już dobry, zanim zaczęli go poprawiać... na gorsze. I rysunków nadal nie lubię. Tym razem będzie więc 3/10.

Thunderbolts vol. 2 #9
Gil: Ciąg dalszy misji, w której doświadczeni zabijacy robią zupełnie nie to, co powinni. I nie tak, jak powinni. Bo po co komu taki głupi wynalazek jak taktyka, skoro można stosować wypróbowaną metodę "kupą, panowie!"? Co tu się właściwie wydarzyło, nie mam pojęcia. Zauważyłem za to, że u rodu Vanko najwyraźniej zdolności inżynieryjne są przekazywane genetycznie, tak samo jak u Trasków, czyli że samo nazwisko robi z ciebie geniusza mechaniki. A skoro już mowa o rodzinie wziętej z czapki, to czy ktoś wcześniej słyszał o bracie Elektry? No i wyraźnie widać, że Way kompletnie nic nie wie o Venomie. Pewnym plusem są tutaj rysunki, dzięki którym wytrzymałem do końca, ale i tak będzie to najwyżej 3/10.

Ultimate Comics: Spider-Man vol. 2 #23
Hotaru: Trudno mi wytrwać w żałobie po odejściu z serii Sary Pichelli, kiedy zastępuje ją fenomenalny David Marquez. Wiedziałem, że fabuła tego numeru będzie rozgrywać się długo po finale "Venom War", ale artysta zaskoczył mnie tym, jak ten upływ czasu oddał w twarzach i sylwetkach bohaterów. W ich wieku rok to szmat czasu. Scenarzysta Brian Bendis bawi się świetnie, a ja wraz z nim. Na tym etapie jednak jestem już takim fanboyem Milesa i spółki, że nie jestem obiektywny.
Krzycer: Minął rok. Czy... czy Marvel jeszcze próbuje udawać, że świat Ultimate jest w miarę spójny? Bo po tych wszystkich przeskokach Ultimate Spider-Man powinien być chyba ze trzy lata do przodu w stosunku do wszystkich innych tytułów.
W każdym razie, starszy o rok Miles jest wściekły, a otoczenie - wyrozumiałe. Tylko tyle i aż tyle. A, no i debiutuje Ultimate Kat(i)e Bishop. Bo tak.
I znowu dostaliśmy numer w którym nie wydarzyło się wiele, ale który wypełniali bohaterowie tak żywi i naturalni jak nigdzie indziej w Marvelu. Poza tym, parafrazując klasyka, jak David Marquez narysuje Cloaka i Dagger to nie ma ***** we wsi. A może to zasługa Ponsora przy kolorach? Tak czy inaczej, obaj się postarali.

Wolverine And The X-Men #29
Krzycer: Czekaj, co? W tym komiksie teraźniejszość to rok 2015?
Poza tym pod nawałą typowo aaronowskich słowotoków, głupotek i durnot kryje się sugestia, że w tle odchodzą jakieś manipulacje czasem (profesor Logan jeszcze mógł zapomnieć o zakopaniu kapsuły, ale żeby Eye-Boy nie pamiętał? Dwa razy to już podejrzane). Czyżby i WatXM powoli zmierzało w stronę tego bendisowego temporalnego clusterf***ku?
Co poza tym? Bamfy z brodami. Sugestia, że Iceman i Kitty doczekają się potomstwa. Xavier też. Aaron. Czemu on wciąż pisze jakieś komiksy poza Thorem? Czemu Spurrier nie może go zastąpić?
Tori: Znowu zabawa z czasem? Serio? Chociaż wspomnienie Jean na końcu wyliczanki kłopotów z przyszłości mogę zaliczyć na plus. Poza tym Carmen Drake. Jestem na nie i to na wielkie NIE, Kitty ma być z Piotrem i koniec. No i jeśli to jest 25 lat komiksowych w przyszłości, to licząc po naszemu, upłynie ich pewnie coś koło setki, więc ilość zmian i natłok nowych ugrupowań super bohaterskich aż tak nie dziwi. A na koniec znów Hellfire Academy. Eh, jak można aż tak maltretować taki fajny pomysł jakim był Hellfire Club? Może się pozytywnie zaskoczę i coś ciekawego z tego wyjdzie, ale szczerze, jakoś w to wątpię.
Gil: Zerknąłem, bo zaciekawiła mnie wizja przyszłości wg Aarona. I nawet powiem, że było w niej parę fajnych pomysłów, ale to raczej w treści rozmów i komunikatów, niż w samych wydarzeniach. Cóż, to akurat dosyć typowe w tego rodzaju historyjkach: powiemy wam, jak wiele fajnych rzeczy się wydarzyło, a potem skupimy się na czymś zupełnie innym i pokażemy jakieś pierdoły. Czyli po tym wstępie przechodzimy do rzeczy mało interesujących i przeplatamy z teraźniejszymi wydarzeniami, które mogą do nich doprowadzić. Również dość typowe. No, ale dobra, przynajmniej nie zauważyłem nic bardzo głupiego, więc takie średnie 5/10 wyciągnę.
avalonpulse0300d%20%5B1600x1200%5D.JPG
X-Factor #256
Hotaru: Takiego finału się nie spodziewałem. Jedno wskrzeszenie, dwa kolejne zgony. Peter David zagrał ostro i jestem na tyle wstrząśnięty tym numerem, że nie jestem pewien, w co najpierw włożyć ręce. Przez pozostałe w serii numery scenarzysta powinien pokazywać reperkusje po tej historii - jest ich przecież tak dużo. Jedyny zarzut do Kirka mam taki, że wspomniane wcześniej zgony nie są dość zaakcentowano. Podejrzewam, że to celowy zabieg mający przedstawić chaos walki, a jednak ci bohaterowie zasługiwali na coś więcej.
Krzycer: "Hell on Earth War" dobiegło końca. I już bez żadnych wątpliwości można powiedzieć, że nie wyszła ona PADowi. Założenia i ramy historii były w porządku, ale została źle rozplanowana. W połowie przez parę numerów bohaterowie nic, tylko debatowali, Tier przez 2/3 historii nic, tylko zmaga się ze sobą, aż tu nagle dostajemy ten oto przepełniony historią i wydarzeniami numer, w którym z kolei wszystko jest pokazane po łebkach.
Do tego dochodzą mniejsze lub większe, problematyczne detale, jak konflikt street-levelowego X-Factor z Mefistem, którego moce nie zostały na łamach historii konkretnie określone, przez co wciąż nie wiem, czemu nie pozbył się wszystkich pstryknięciem palców. Również status X-Factor - zakątka na uboczu - który dotąd służył tytułowi, bo PAD mógł go trzymać z dala od crossoverów, teraz jest kulą u nogi, bo coś takiego, jak zmiana tyłka który siedzi na tronie piekieł powinno być gdzieś odnotowane, a pewnie nic takiego nie będzie miało miejsca. Ewentualnym wyjaśnieniem będzie, jeśli PAD to wszystko odkręci przed końcem serii...
jdtennesse: Powiem szczerze, że ten numer podobał mi się najbardziej z tych, w których rozgrywała się piekielna wojna na ziemi, ale tylko dzięki temu że w końcu coś ruszyło do przodu. Co nie znaczy, że był taki znowu świetny. Kilka wydarzeń bardzo mnie zaskoczyło, jednak największym mankamentem całej historii jest to, że przez wiele numerów wszystko było rozwleczone, rozmowy, pogaduchy, rozterki Tiera, a tu nagle jedna wielka rozpierducha. Tier wszystkich rozwalił (no prawie wszystkich), po czym został załatwiony przez Guido. Zaskoczenie? Tak. Bo ten chciał przywrócić życie M, którą przecież uwielbiał. I zasiadł na tronie piekieł – swoją drogą ciekawe na jak długo. Polaris nieźle szasta mocą, szkoda że tak późno, Mefisto zresztą też nie oszczędza w środkach. BTW – czy Rictor i Shatterstar zostali tylko przypaleni czy całkowicie spopieleni (jeśli to drugie to pojawia się pytanie na jak długo). I znowu śmierć w Marvelu jest czymś nieznaczącym, to chyba rekord bycia umarłym – jeden numer i Monet is back. Nie cierpię tego. Mam wrażenie, że szczyt absurdu został osiągnięty. A może się mylę i tak było od początku zaplanowane – Guido pozbawiony duszy może zasiadać na tronie, powoli wybijani są członkowie X-Factor i zbliżamy się do finału czyli the end of… Ocena tylko za sam fakt zakończenia, nie za jego jakość. 6/10.
Gil: Mawiają, że koniec świata nastąpi, kiedy piekło zamarznie. A tymczasem, piekło zarosło mchem... Bo to niestety była moja jedyna reakcja na wydarzenia tutaj. Monet zginęła? Meh, i tak wróci. Atakują Maphisto? Meh, i tak go nie zabiją, a limit bodycountu po stronie tych dobrych się wyczerpał. Tier ginie? Meh, who cares? Guido zostaje nowym szatanem? Mehehehehe! Coś im się pomyliło - według kalkulatora gematrii, liczba jego imienia to 516, a nie 666, czy nawet 616 :P . A tak poważnie to był pierwszy na mojej liście kandydatów, tuż przed Mardoxem i Laylą, więc zaskakujące rozwiązanie mnie nie zaskoczyło. I przywrócił Monet do życia? Meh, mówiłem przecież, że wróci. Czyli, krótko mówiąc, historia średnio udana i mało ekscytująca. Niestety. Potencjał był, ale gdzieś się wyzipał po drodze. Na szczęście, jest też jakiś potencjał w konsekwencjach, więc jak zwykle nadzieja pozostaje na dnie puszki Pandory. No i rysunki mi się nie podobały. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że są po prostu odbębnione, bez uczucia. Tu również będzie 5/10.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0300a.jpgUltimate Comics: Spider-Man vol. 2 #23
Autor:
David Marquez

Hotaru: Przyznaję, że na tej okładce schemat goni schemat i schematem pogania - styrany przeżyciami bohater odchodzi powoli zwrócony plecami do czytelnika, symbol jego dotychczasowego życia zostawiając za sobą na śmietniku historii, obowiązkowo skąpany w strugach deszczu. Co z tego jednak, skoro Marquez nie popełnia przy tym żadnego błędu i mój wzrok zawsze zatrzymuje się przy tej okładce na dłużej?





Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.05.15
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.