Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse Movie Special #5: Iron Man 3

avalonpulse0.png
Środa, 15 maja 2013Filmowe wydanie specjalne #5



Iron Man 3 podzielił fanów na całym świecie. W dotychczasowych recenzjach na Avalonie pojawiły się tylko pozytywne głosy. Jak jednak film wypadł okiem naszych forumowiczów? Tutaj jednogłośnej opinii już nie da się znaleźć.



Iron Man 3

 

atig3000: Cholera, no... Zawiodłem się. Znaczy... Film spełnił w jakimś stopniu moje oczekiwania, ale ogólnie nastawiłem się na coś lepszego. To przez ten cały hype. Napaliłem się i pyk - rzeczywistość wali z liścia jak się patrzy.
Twist fabularny z Mandarynem faktycznie nie do odgadnięcia, ale ja myślałem, że będziemy mieli do czynienia z taką rolą, jaką miał Joker w "The Dark Knight". A tu mamy kilka krótkich urywków w telewizorni oraz lejącego na wszystko aktora, który się wcielał w Mandaryna. I Mandaryn naprawdę rzadko pojawia się na ekranie. A zapowiadali jaki to nie będzie złoczyńca, cóż to za wspaniała rola itp...
W moim prywatnym rankingu filmy o Iron Manie ustawiają się tak, jakie mają numerki przy tytule...

Madis89: Jestem właśnie po nocnym seansie w warszawskim kinie Atlantic i mimo, iż prawie wcale nie wypowiadam się na forum postanowiłem podzielić się z Wami wrażeniami "na gorąco" a te są... fatalne. Balonik który był nadmuchiwany przed premierą Avengers był ogromny. Znakomite recenzje i odbiór przez fanów na całym świecie sprawił, że apetyt na trzecią część solowych przygód Iron Mana był u wszystkich olbrzymi. Przed pójściem na seans przeczytałem wszystkie możliwe przedpremierowe recenzje które wychwalały film pod niebiosa. Film jednak w moim odczuciu niestety jest najsłabszą produkcja Marvela. Rola Bena Kingsleya jest przez niektórych porównywana była do Jokera w filmach Nolana. Po seansie mam tylko jedno pytanie czy Ci ludzie oby na pewno widzieli ten sam film ? To co uczyniono w tym filmie z Mandaryna woła o pomstę do nieba i uwierzcie mi wcale nie czepiam się strzelania z pierścieni. Fabuła filmu jest tak nielogiczna, że aż trudno uwierzyć, że ludzie którzy sprawili, że z kilku bohaterów z różnych filmów wyszedł tak świetny film jak Avengers tu spartolili aż tak robotę. Film momentami jest nużący i sprawia wrażenie jakby twórcy nie wiedzieli do końca jak chcą rozwinąć fabułę. Co najmniej pół godziny filmu można by spokojnie wyciąć bez uszczerbku dla całości. Domyślam się, że setka wątków znanych z kart komiksów miała być ukłonem w stronę fanów ale większość została potraktowana po macoszemu i tylko zakłócają odbiór. Sama postać Iron Mana, która w poprzednim filmie stawiała czoło Thorowi, Lokiemu i całej armii kosmicznych najeźdźców, tu dostaje wciry a ilość kolejnych niszczonych zbroi jest wręcz niewiarygodna. Nieobecność Avengers lub choćby S.H.I.E.L.D. miała być uzasadniona, a tu jedynym logicznym wytłumaczeniem może być fakt, że Loki wrócił na Ziemię i zamienił mózgi całej drużyny jak i każdego członka agencji na umysły 3 letniej Kasi. Jednym aspektem, który ratuje film, jest kreacja Roberta Downeya Jr., który w istocie nie gra Starka, a po prostu nim jest. Momenty humorystyczne rzeczywiście śmieszą, ale ich ilość wydaje mi się za duża jak na film o poszukiwaniu wewnętrznego bohatera. Przepraszam z góry za moją chaotyczna wypowiedź-recenzję, ale ma ona jedną przewodnią myśl – jutro kolejny piękny majowy dzień i tak większość z Was wybierze się do kina. Ale proszę zastanówcie się dwa razy, czy nie macie ciekawszych pomysłów na spędzenie 2h życia i wydania 30 zł. Dobranoc.

Krzycer: Dawno mnie ekranizacja komiksu tak nie zaskakiwała. Co więcej, po raz pierwszy znajomość komiksów obróciła się przeciwko mnie - wiedziałem, że jest jakaś kontrowersja z Mandarynem, ale szczerze mówiąc myślałem, że może najbardziej hardkorowi fani czepiają się, że zrobili z niego "zwykłego bin Ladena". To, co dostajemy w filmie kompletnie mnie zaskoczyło.
Spodziewałem się również, że Tony będzie zmuszony zaaplikować sobie Extremis, więc film zaskakiwał mnie do samego końca.
No, poza tym, że Pepper przeżyła. Na litość, Tony widział już, co potrafią przeżyć ludzie z Extremis, ale nie, Pepper na pewno zginęła... To słabo wyszło. Również mnogość zbroi w finale... Trochę chaotycznie wypada. A Stark traci kolejne noszone modele tak szybko, że nie ma czasu im się przyjrzeć.
No i wciąż nie cierpię 3D.

Volf: Jak dla mnie to po Avengers jak na razie najlepszy film Marvela. Głównie punkty za twist z Mandarynem i powiązanym z tym kreowaniem go przez całą kampanię reklamową na badassa, brak przynudnawej podbudowy pod rozwój uniwersum jak w IM2, standardowo genialną rolę Downey'a Juniora i akcje w którym Stark jest bardziej Jamesem Bondem niż Iron Manem.

kasjan: A ja jestem lekko rozczarowany, czuję się oszukany przez te wszystkie zapowiedzi i promocje. Film bardzo dobry jako kino rozrywkowe dla tych, którzy nie mieli styku z komiksem czy choćby kreskówką o Iron Manie. Dziewczyny na sali oraz kumpel świetnie się bawili, komediowy film akcji, a nie to czego bym oczekiwał po adaptacji komiksu o Iron Manie. Tony to nie Logan czy Rogers, żeby tak skakać, upadać i nic mu się nie dzieje, powinien choćby rękę zwichnąć robiąc takie akrobacje bez pełnego uzbrojenia. James Bond z elementami Rambo z tego Starka się zrobił, cały czas dawał czadu bez zbroi. Jak Adolf podkreślił, jakaś kaszana te nowe zbroje Tony'ego, jedno stuknięcie i się rozpadają. Czemu kiedy w środku był Tony, w jedynce czy dwójce zbroja się tak nie rozpadała na części?
Czemu czuję się oszukany? Film był dobry do momentu ujawnienia tożsamości Mandaryna, przecież to było gorsze od tego co FOX zrobił Deadpoolowi. Really nerds and geeks, really? Chcecie powrotu praw X-Men do Marvela? Nie wiem jak Marvel mógł zatwierdzić ten scenariusz. Po tej scenie z ,,Mandarynem" przez parę minut byłem w takim szoku, że straciłem nieco wątek. Na sali kupa śmiechu, z Manadaryna zrobili kabareciarza. Po tych wszystkich trailerach i promo posterach szykowałem się na to, że głównym przeciwnikiem będzie Mandaryn i będzie to miało związek z tym, co widzieliśmy na początku pierwszej części. Spodziewałem się gry psychologicznej z Tonym, a tu taka atrapa, że Rhodes nie mógł wytrzymać. Ten film jest lepszy od "IM2" tylko dzięki efektom specjalnym i tematowi zmiany nastawienia charakteru Tony'ego. Tą sporą sumkę zarobił, na fanach komiksu którzy widzieli trailery i zostali oszukani, oraz w większości na fanach kina rozrywkowego.
Film był dobry patrząc z punktu psychologicznego na postać Tony'ego, było sporo humoru, ale sceny akcji było nieco przegięte, a to co zrobili Mandarynowi jest żałosne. Mandaryn to jedynie smaczek dla fanów, nie ma nawet go w napisach końcowych, bo w rzeczywistości nie ma takiego kogoś jak Mandaryn, wymysł na potrzeby polityki, meh...

ZERO: Też się zawiodłem. Chyba głównie przez tą medialną pompę. Niektórzy porównywali ten film do "Avengers". Może ilością widowiskowych scen jest zbliżony, ale fabuła pozostawia wiele do życzenia. Plus to czego się obawiałem, czyli masa niespójności i błędów logicznych. Postaram się jeszcze rozpisać, ale to jakoś wieczorkiem, bo jestem teraz w pracy, a poza tym jeszcze chyba nie przetrawiłem wszystkiego. Mandaryn akurat był jednym z jaśniejszych punktów filmu. Bardzo dobry pomysł i brawa dla twórców za to, jak nas zwodzili w zwiastunach itd.

cmkolek81: Według mnie twist z Mandarin'em był naprawdę dobry. Tak, można narzekać, że to największy wróg Tony'ego, a został potraktowany w taki a nie inny sposób. Nie mniej mojej dziewczynie, która nie zna komiksów, podobało się. I mam dlatego wrażenie, że Marvel zgodził się na takie a nie inne zaprezentowanie postaci, aby film trafił do większej liczby osób, nie tylko do fanów, którzy znają komiks.
Pamiętam że oglądając animowanego "Niezwyciężonego Iron Mana", gdzie Tony walczył z żywiołami jakoś mi to nie pasowało. W końcu nie wszystko co pasuje w komiksie da się przenieść dobrze na płaszczyznę filmu. Wiem, można było zrezygnować z motywu pierścieni i całej tej otoczki o nadprzyrodzonych mocach, ale wtedy też by było narzekanie że Mandaryn w komiksie jest inny niż w filmie.
Ja w sumie cały film czekałem aż to Tony zaaplikuje sobie Extremis. A tu niespodzianka, bo to Pepper dostała dopalacz (ale podobało mi się to). Jedynie wątek Mayi, gdzie zapowiadali że to wielka miłość Tony'go jakoś nie wyszedł, nie czuć w ogóle chemii miedzy jej postacią a Tonym.

evans: A czy nie uważacie, że cało to "naprawię Extremis", wyjęcie odłamka, tabula rasa i to końcowe 'JA jestem Iron Manem' z naciskiem na JA nie jest zapowiedzią tego, że właśnie Tony sobie zaaplikował przerobione przez siebie Extremis? Skoro po pijaku mu się udało prawie to naprawić 13 lat wcześniej to teraz tym bardziej mógłby to zrobić.
Co do Mandarina to mi nie przeszkadza, że tak został pokazany. Z resztą też możemy kiedyś ujrzeć prawdziwego przywódcę Ten Rings. W końcu w 1 i 2 części ta organizacja była jak najbardziej prawdziwa, w 3 Killian tylko wykorzystał ich logo aby wprowadzić większy chaos. Sama organizacja mogła o tym nic nie wiedzieć.
Jedyne co mnie zasmuciło, to nadmierna ilość humoru. Niektóre przerywniki były wręcz nachalne, a już ta akcja w furgonetce i kolesiem z fryzem na Tony'ego i tatuażem kompletnie niepotrzebna. Tak samo scena końcowa. Niby fajna i dająca do zrozumienia, że Bruce zamieszkał z Tonym w NY, ale spodziewałem się czegoś więcej. Jakiegoś hinta odnośnie Fazy 2.
No i brak wytłumaczenia nieobecności S.H.I.E.L.D.. Całe zagrożenie w tym filmie było o parę stopni groźniejsze niż to z drugiej części, a jednak wtedy S.H.I.E.L.D. interweniowało. W pierwszej części w sumie też Agenci S.H.I.E.L.D. interweniowali a tutaj nic, zero, null. Nawet jeśli Cap 2 się dzieje w tym samym czasie to przecież nie jest to organizacja złożona tylko z Hill, BW, Agentki 13, Stockwella (czy jak mu tam) i Fury'ego - a to oni mają być w Capie 2 poza statystami.

czarny_samael: Tylko jedno teraz napisze - kwestia Mandarina jest po prostu żenującą. Mieli szansę na nowego Jokera i to spieprzyli. Cieszycie się z ciekawego twistu? Ciekawe czy byście się cieszyli gdyby zrobiono to z ww Jokerem. Opuszczałem trailery i spoilery, ale i tak czuje się oszukany. Jutro pewnie się dowiem że Thanos to też k#*%a był żart!

B-Jay: Widzę mieszane opinie. I dobrze, bo przynajmniej będziemy mieć ruch w dziale filmowym, i przysporzy to nam może dużo ciekawych rozmów. Mandarin, oraz cała kampania marketingowa która pokazała go tak a nie inaczej (czyli zrobiła nas w bambuko) była dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Powiem Wam, jakiego ja Mandarina kojarzę - dziwnego gościa z pierścieniami które mają różne moce. Naprawdę, technologiczna opowieść przygodowa Iron Mana ma kontrastować z jakimiś magicznymi wątkami? nawet gdyby te pierścienie nie miały mocy, a Mandarin ze spotów byłby prawdziwym villainem, to cały film byłby oczywisty. A tak nie. Zagrano z nami w kotka i myszkę, i okazało się że Mandarinem jest ktoś zupełnie inny. To jest właśnie Killian. I nie mówcie że Mandarin jest jakimś błaznem, bo przecież ten prawdziwy Mandarin, czyli Killian, był świetnym czarnym charakterem. Charyzmatycznym, nieprzewidywalnym, złym, idealistą, i kimś powiązanym z przeszłością Tony'ego. Idealny główny przeciwnik. I bardzo dobra interpretacja Mandarina. Liczę że to rozwiną jeszcze w przyszłości filmowego universum Marvela.
Chodźmy dalej. Mówicie że za dużo humoru. To zależy, jak to wszystko odbieracie. Chcieliście historii na poważnie? a kiedy główny bohater w ogóle był poważny? no właśnie. Jako przykład tego, że jakieś medium superhero (komiks/film/serial) może być jednocześnie robione z dystansem i na serio, podam serię komiksową z DC, "Justice League: Generation Lost". Mógłbym oczywiście wymieniać więcej, również rzeczy z Marvela, ale za cholerę nie mam teraz do tego głowy. Chcę jakoś sensownie udowodnić to, że dawka humoru wcale nie ujmuje z historii dramatyzmu, powagi. Zwłaszcza że bardzo znacząco uwzględniono problemy z psychiką Tony'ego Starka, stany lękowe, oraz trudności z przełamaniem się po ataku obcych w "Avengers". Wszystko ładnie pokazane, tak że widać że Iron Man to też człowiek, i też ma swoje emocje. W końcu pokazano że Stark nie jest nie do złamania.
Bardzo mi się spodobała obecność War Machine w firmie. A nie, przepraszam - Iron Patriota. W komiksach był nim Norman Osborn, a w innej wersji to nawet sam Iron Man zmienił pseudonim na ten (wersja Ultimate, w dodatku Ultimate Comics, więc to już Wy wiecie czym była umotywowana ta kwestia, o ile w ogóle było to jakoś uzasadnione), tutaj zrobiono z tej postaci ewolucje tożsamości Jamesa Rhodesa. Pasowało to idealnie, bo Rhodes już od dwójki miał dość prawe ciągoty, i nie podobały mu się działania Iron Mana. Tutaj jednak pokazano ich jako dobrany duet, a jednak dalej uwzględniono fakt że War Machine to bardziej sługa swojego kraju, aniżeli mściciel, jakim był Iron Man, który np nie poprzestał na uratowaniu prezydenta, ale walczył również o ocalenie swojej kobiety i zniszczenia swojego przeciwnika. Poprawnie ukazany kontrast między dwoma blaszakami. Dobrze że i tego nie pominął Shane Black w IM3.
Zakończenie było bardzo gustownie pokazane. Jednocześnie zakończono historię Tony'ego Starka, domykając klamrą trylogię (tak jak to zrobił Warner z Batmanem), a mimo wszystko wyraźnie dając do zrozumienia że Iron Man dalej żyje i jeszcze wróci (jakby nie patrzeć, podobnie ukazano odejście Batmana w "The Dark Knight Rises"). Scena po napisach, bardzo zabawna, na plus fakt że pojawił się tam Bruce Banner (czyli kto wie, może Avengers już mieszkają razem), ale to jednak dalej nie to. Oczekiwałem Guardians of the Galaxy, tak jak to mówiono w plotkach, i to byłoby faktycznie godne wprowadzenie do fazy 2. A tak pozostał lekki niedosyt, bo specjalnie czekałem w sali na tą scenę. Ale źle nie było. To był naprawdę porządny film, a ze wszystkich Iron Manów, podobał mi się najbardziej. Mimo iż to już trzecia odsłona, to najlepiej pokazała nam kim jest Tony Stark. 8/10 przyznaję, bo w końcu nic idealne nie jest.
Kurdę, składne to w miarę jak na mnie. Chyba, bo jednak dalej nie jestem pewien czy nie popisałem tam jakichś głupot. Jednak nie powinno się używać komputera po pijaku, ale najwyżej jutro dostanę Warna za złe sprawowanie. Dobranoc.

dSpartan: Wczoraj obejrzałem film i jestem zachwycony. Najlepsza część trylogii. Świetna gra aktorska, zwłaszcza Roberta i Bena Kingsleya, choć to nie od dziś świetny aktor.
A co do tej olbrzymiej kontrowersji to gdyby to zrobiono z Jokerem to bym zabił. Tu co prawda rozumiem wkurzonych fanów, ale w tym filmie pasowało to świetnie i było zupełnie na miejscu. Gdyby Mandarinem nie był Killian wszystko byłoby przewidywalne, a tak miałem nieliche zaskoczenie.
Co mi się nie podobało?
Rhodes który w środku akcji urządza sobie pogaduszki. W to mogę uwierzyć, ale po kij rękawica służy mu za słuchawkę? Zwłaszcza że w następnej scenie może rozmawiać bez tego? Strasznie głupie i na siłę, byle było śmiesznie.
Zbyt po łebkach rozwiązana sytuacja z Avengers. Wiadomo brak Thora czy Hulka jest dość łatwy do zrozumienia, ale brakło mi gdzieś w filmie tekstu w stylu : Cap, Widow i Hawkeye są na mega super, hiper, ściśle tajnej i ważnej misji i po prostu nie mogą pomóc w tej chwili.
A tu mamy tekst Iron Patriota że to sprawa USA oraz stwierdzenie Starka że musi to załatwić sam. Ale w sumie to tylko czepianie się.
No i jeszcze finałowa bitwa: mogła być trochę dłuższa i mniej chaotyczna bo z tych wszystkich zbroi, widziałem tyle co nic. Gdzieś coś mignęło i tyle. No i szkoda że Patriot nie brał udziału w finałowej bitwie, choć to jest dobrze uzasadnione.
Ech no i to jednak Tony powinien zadać ostateczny cios. Ale to tylko moje zdanie.

GrayFox: No, to teraz moja kolej.
Po Avengers hype na filmowe uniwersum Marvela osiągnął chyba apogeum. Trzecia odsłon solowych przygód Iron Mana zapoczątkowała drugą fazę tegoż uniwersum i większość fanów właśnie z tym filmem wiązała największe nadzieje. Czy słusznie? Moim zdaniem zarówno tak jak i nie.
Rozpocznijmy od oczywistego plusu. Robert Downey Jr. jest fenomenalny. Koniec. Kropka. Bardzo podobał mi się też Guy Pearce i Ben Kingsley, Gwyneth Paltrow na dobrą sprawę stanowiła tylko tło więc ciężko powiedzieć o jej kreacji coś więcej niż to, że po prostu była - było tego za mało by zabłysnąć i zbyt mało by coś zepsuć. Reszta wymienionych naprawdę dała radę w rolach jakie przewidywał im skrypt. Wizualnie było ładnie, choć efekty specjalne nie były najwyższych lotów, ścieżka dźwiękowa tak samo, brakło mi przede wszystkim klasycznych rockowo-metalowych hitów. Miałem nadzieję na powrót "Iron Man" Black Sabbath, zamiast tego dostaliśmy sto pięćdziesiąt tysięcy wariacji Jingle Bells. No cóż, trudno.
Przejdźmy dalej i tu już coś zaczęło zgrzytać. Totalnie nie przekonuje mnie wyjaśnienie Tony'ego, że musi to załatwić sam i dlatego nie wezwie na pomoc nikogo. To po prostu głupie. Nie podobało mi się zagranie na tej samej strunie przy wątku War Machine'a co w Iron Manie 2 - znowu dali ulepszyć zbroję komuś, kto okazał się światowej sławy terrorystą a co za tym idzie, znowu dał się zhakować i wykorzystać niczym prostytutka. Nie podobało mi się, że niektóre z zapowiadanych zbroi miały jakieś 5 sekund czasu ekranowego. Nie podobało mi się, że Tony nie wkodował Rhodey'a w zbroje - lepiej można byłoby pokazać potęgę Killiana i Extremis gdyby tłukł się z dwoma Iron Manami a nie z jednym, ALE kiedy Rhodey już odzyskał zbroję to zabrał prezydenta pod pachę i spierdzielał jak mógł najszybciej. Aaaaah nie cierpię czegoś takiego! Miałem nadzieję na team-up tej klasy co w Avengers a otrzymałem... brak team-upu.
Najcięższy orzech do zgryzienia to ten cholerny wątek Mandarina. Z jednej strony jest fantastyczny - cała ta mistyfikacja i intryga potrafi zaskoczyć do takiego stopnia, że widz zbiera szczękę z podłogi.
Z drugiej ten wątek jest obłędnie wręcz skopany, zesrany, [w to miejsce wstaw dowolny przymiotnik o wulgarności wprost proporcjonalnej do Twojego zdenerwowania]. Po prostu nie mieści mi się to w głowie jak można było tak wydymać ludzi. Wszystkie trailery, plakaty, wypowiedzi, dosłownie WSZYSTKO sugerowało nam coś zupełnie, zupełnie innego. Narzekacie ludzie na to, że Marvel robi was w konia wypuszczając komiks z okładką totalnie nie odzwierciedlającą wnętrza numeru, a to tutaj to jest chory nawyk przeniesiony z jednego medium do drugiego. Paradoksalnie, to wzbudza zachwyt.
Miałem nadzieję na konfrontację Mandarina z Iron Manem. Dostałem walkę Iron Mana z płonącym kolesiem (Extremis mnie nigdy nie przekonywało co do przeciwników, zawsze było to dla mnie szyte grubymi nićmi) z healing factorem. Mandarin mógłby położyć wątki magiczne tak po macoszemu traktowane w Marvelu, który podobno przecież przymierza się do ekranizacji Dr. Strange'a.
Niemniej film jako kino rozrywkowe daje mocno radę. Nie przeszkadzało mi spore natężenie humoru, podobały mi się też te mroczniejsze aspekty filmu. W tej materii film zachowuje bardzo ważną równowagę i to się naprawdę bardzo mocno chwali. Dla osób, które znają Iron Mana tylko z filmów kinowych to faktycznie może być najlepsza część i najlepszy przeciwnik. Dla mnie jest to dobry film, który z chęcią kiedyś oglądnę jeszcze raz, ale to pierwszy przypadek kiedy nie mam na to parcia i nie wyczekuję tego momentu z utęsknieniem. A najlepszym przeciwnikiem jest Mickey Rourke, który pokazał, że jest szalonym sukinsynem. Rzekłem.
A widownia jak zwykle mnie zachwycała. Na głos wyzywał jakiegoś zawszonego gimbusa, który co chwilę gadał z kolegą i napieprzał mi głową po napisach, bo zamiast się normalnie oprzeć na tym oparciu wolał siedzieć wyprostowany na skraju fotela, debil skończony. Gdyby nie to, że chcę dołożyć cegiełkę do sukcesu tych filmów, to bym do kina nie chodził, bo przy tym poziomie stresu nie dożyję trzydziestki.
Jak ktoś wie, który to taki cwany, to proszę mu przekazać, żeby się tu zarejestrował i się spowiadał z każdego seansu kinowego na jaki ma zamiar iść wraz z miejscem, żebym przypadkiem nie siedział przed nim i go nie zabił.

Mistel: Właśnie wróciłem z krakowskiego Imaxa. Ogólnie film mi się podobał.
Plusy, czyli co się podobało:
+ Eiffel 65 na początku - niesamowity klimat
+ Końcowa kompilacja z różnych filmów
+ Scena z zakładaniem zbroi Pepper w kinie zrobiła dużo lepsze wrażenie
+ Teksty Tony'ego przebiły te z poprzednich części
Minusy:
- Z Mandarinem to jednak za bardzo przesadzili. Ale beka była, to fakt
- Za mało Iron Patriota
- Finałowa bitwa nie tak epicka jak ją opisywali
- Nie pokazane niszczenie żołnierzy Killiana. To w końcu co na nich działało?

eGieferg: Z początku byłem dobrej myśli, bo aż do nalotu na chatę Starka włącznie było nieźle (choć nie podobali mi się extremis soldiers), potem niestety film się rozłazi i robi się coraz bardziej głupawo, Tennesee trwa za długo, dobrze chociaż, że wbrew oczekiwaniom dzieciak nie był wkurzający, a jego pogawędki ze Starkiem miały niezłe momenty. Potem mamy z dupy wzięty pomysł, że Stark bez pancerza jest w stanie unieszkodliwić grupę ochroniarzy
i podobnie jak w ostatnim Bondzie czy Ex2 problem nie w tym, że się udało, a w tym, że bohater się na to zdecydował mając w piwnicy 40 sprawnych pancerzy. Potem wiadomy twist na który byłem już jednak przygotowany i jakoś go przeżyłem choć wywalenia do śmieci tej wersji Mandaryna nie wybaczę zważywszy na to jak kompletnie bezjajecznym villainem był Aldrich - porównanie do Nygmy z Batman Forever, jeśli chodzi o origin aż nazbyt trafne.
Akcji ogólnie za mało, a do tego jest przekombinowana i zwyczajnie nudna (40 pancerzy to zupełnie chybiony, niczego ciekawego nie wnoszący pomysł). Końcówka najeżona kiepskimi momentami I AM THE MANDARIN!!! ;jeb: Pepper ucisza głównego villaina a końcowe rozwiązanie kwestii odłamków tak bardzo do dupy jak tylko być mogło. Smutne jest też to, że Stane pozostaje najlepszym villainem trylogii :/ No i Rhodesa też zmarnowano.
Z plusów oczywiście Downey JR i nalot na chatę Starka, oraz parę zabawnych tekstów i sytuacji, które cieszyłyby o wiele bardziej gdyby stanowiły powiedzmy 50% wszystkich humorystycznych zagrywek, a nie 5%.
Psychologiczne problemy Starka mi nie przeszkadzały.
Ogólnie - przekombinowany film z kiepskim tempem i brakiem równowagi między poszczególnymi składowymi,. który grały idealnie za pierwszym razem i umiarkowanie dobrze za drugim. Zdecydowanie najsłabszy dotychczasowy film z Iron Manem i najsłabszy lub drugi po TIH najsłabszy film MCU. A najgorsze jest to, że i tak go kupię, może za drugim razem będzie lepiej...
5/10
PS. film od strony wizualnej wygląda wyjątkowo nieciekawie. Nie chodzi o poziom CGI, do którego w sumie nic nie mam, ale całokształt - większość filmu w nocy lub w pomieszczeniach, wizualna bieda i nijakość która przypominała mi nieustannie czwartych "Piratów z Karaibów" albo "Superman Returns".



Recenzje


Undercik: Bardzo rzadko się zdarza, by film kupił mnie w pierwszej minucie, temu się udało. Dalej było już tylko lepiej, a Shane Black pokazał, że był idealnym wyborem na stanowisko reżysera, które zaproponowało mu Marvel Studios. Czytaj dalej »

Anna Nowicka: Idąc na pokaz miałam mieszane uczucia. Nie wiedziałam, czego się spodziewać po trzeciej części historii Iron Mana. Bałam się, że reżyser Shane Black może chcieć oderwać się od konwencji w jakiej były utrzymane poprzednie dwie odsłony i stworzyć coś zupełnie innego, co okaże się nieporozumieniem. Na całe szczęście te obawy znikły już w pierwszej minucie filmu. Czytaj dalej »

Krzycer: Iron Man 3 w reżyserii Shane'a Blacka to jedna z ciekawszych ekranizacji komiksów i jeden z lepszych filmów na podstawie komiksów Marvela. Ale pierwsza część trylogii pozostaje niedościgniona. Czytaj dalej »

Sc0agar4k: Nadszedł ten dzień, w którym ponownie rozsiadłem się wygodnie w kinowym fotelu, by kolejny raz z przyjemnością spędzić czas przy nowej produkcji Marvel Studios. Tym razem przyszła pora na trzecią część przygód Iron Mana. Czytaj dalej »



Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie Iron Man 3 [SPOILERY!!!].


Redaktor naczelny: Undercik
Redaktor techniczny: Undercik
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.