Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #298 (06.05.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 6 maj 2013Numer 18/2013 (298)


W innej rzeczywistości ten Pulse mógłby się nie ukazać. Powód? Ktoś mógłby cofnąć się w czasie i wepchnąć mnie pod pociąg w drodze do pracy. W naszej rzeczywistości Pulse trafia jak co tydzień w wasze ręce i dobitnie pokazuje, że zabawy z przeszłością nie kończą się tak jak moglibyśmy się spodziewać.

Age Of Ultron #7
Hotaru: W 3 dni po przeczytaniu tego komiksu kompletnie go nie pamiętałem. Nie przesadzam, zacząłem nawet wątpić, czy w ogóle go czytałem. Na potrzeby tej opinii musiałem więc przekartkować go raz jeszcze. Pisze "przekartkować", bo czytać nie było czego. "Age of Ultron" jest zdecydowanie za bardzo zdekompresowane. To siódmy numer, a ja pamiętam wydarzenia, które zapełniły by co najwyżej 3 zeszyty. Nuży mnie ta historia i im bliżej końca, tym bardziej obawiam się zapowiadanego "szokującego zakończenia".avalonpulse0298b%20%5B1600x1200%5D.JPG
Krzycer: ...czemu roboStark ma repulsory na biodrach? Jakim cudem po grzebaniu w czasoprzestrzeni Sue i Logan po powrocie do "teraźniejszości" wciąż znajdują brykę Fury'ego? Jakim cudem śmierć Pyma sprawiła, że Cyclops został Cablem?
Ale to wszystko w sumie detale. Wiadomo, alternatywne światy rządzą się swoimi żądzami. Główny problem polega na tym, że zamiast wykorzystać ten numer, by konkretnie przedstawić ten nowy świat, Bendis marnuje go na chaotyczną siekaninę z Defenderami, z której nic nie wynika i na ostatniej stronie numeru wiemy mniej więcej tyle, co w połowie.
Runda bonusowa: Colonel America? To już gdzieś było. Klamry z logiem D wyglądają głupio. Wolverine nie wymienił "X" na "A" po dołączeniu do Avengers, czemu teraz się tym przejął? Świat pod rządami/nadzorem Starka? Było, było, było... Exiles, Avengers: Earth's Mightiest Heroes, a to pewnie nie wszystko.
jdtennesse: No tak, jeśli Pym nie stworzy jakiegoś chorego na umyśle robota, to ktoś inny zamieni się we właśnie to. Skoro zapobiegło się jednemu złu, to musi w jego miejsce pojawić się inne. To pewnie ta zasada o równowadze we wszechświecie będzie wyjaśnieniem. Logan i Sue wracają do nowej teraźniejszości i oczywiście zastają nieco inny bałagan. Wprawdzie świat istnieje, ale podejrzewać można, że jest kontrolowany przez wujka Tony’ego. A nasi podróżnicy muszą powalczyć z jakąś tam wersją Defenders, których skład jest chyba dziwny, chociaż nie znam zbyt dobrze tej drużyny. Jak to się mówi – z deszczu pod rynnę? Czy może tylko w letnią mżawkę? Będzie pewnie w jakiś sposób gorzej, żeby do 10 numeru jeszcze raz coś naprawić albo wrócić do jakiejś bardziej pierwszej wersji. Rysunki niestety nie za bardzo. 3/10.
grzgrzegorz: Numer ten pachnie Mi kazirodczym związkiem Claremonta i Loeba. Naprawdę. Dawno tak nie zawiodłem się komiksem jak w tym przypadku. Jedyna rzecz która może cokolwiek się podobać (czyli Tony- jaki-ze-mnie-zły-i-niedobry-męczący-sieroty-gnojek-Stark) została pomyślana jako reklama filmu z tym samym bohaterem który obecnie bryluje w kinach.
Poza tym ten numer to porażka. Zaczynając od samochodu Logana i Sue który jest taki sam(!) w przyszłości i przeszłości, poprzez maszynę czasu która jest (delikatnie mówiąc) debilna, a kończąc na Colonelu Ameryce i jego Defendersach. Aha, co tam do cholery robi Cable?
Poza tym zapewnienia Marvela, że cała historia AoU dzieje się "Tu i Teraz" możemy całkowicie wyrzucić do kosza. Uważam, że AoU zostało wykreowana tylko po to żeby Marvel mógł się pochwalić trzema "wielkimi" alternatywnymi światami o kozackich skrótach, czyli AoA, HoM i AoU.
Na koniec chciałbym podziękować marvelowi za to, że dało nam wspaniałą 10 częściową epicką- historię (którą można by bez żadnych uszczerbków umieścić w jakimś Giant-sizie, lub ewentualnie w jakiejś 3-częściowej mini serii), wychodząc z założenia , że im więcej tym lepiej. Prawda? Prawda?
Nie chce Mi się nawet oceniać tego numeru. Dobrym wskaźnikiem tego jest fakt, że po przeczytaniu tego numeru obejrzałem film o mrówkach ziejących ogniem i mi się bardziej podobał niż "arcydzieło" Marvela...
kuba g: Numer... znów taki sobie. Serio, wolałem te nudne, przegadane odcinki z rysunkami Hitcha niż to co dzieję się teraz, ale tylko z powodu nadmiaru rąbanki. Serio, obruszanie na to "skąd wziął się Cable", czy "kim jest Colonel Fury" i "to nie ma sensu" to chyba płacze osób, którzy nigdy w życiu nie przeczytali żadnej wcześniejszej marvelowej zabawy w alternatywną przyszłość/przeszłość czy reality, dziwne, bo myślałem, że chociażby taki niedawny Cage w klimacie Dredda nauczył ludzi, że tu granic nie ma. Ale niestety ten numer to tylko takie 5/10, a szkoda, bo ciągle miałem nadzieję, że ta miniseria będzie bardziej jak apokaliptyczne House Of M, ale nie udało się dojść do tego poziomu (który tam też wielki nie był). Rąbanka, marudna Sue i Wolverine "on the run". Można lepiej, można więcej.
Tori: Tendencja spadkowa wyhamowała nieco, a obecny numer nawet mnie zaciekawił. Powrót do teraźniejszości dokonany i co tu mamy? Oczywiście jeszcze większy bajzel niż przed wyruszeniem. Ktoś jest zaskoczony? Wątpię. Ultorna nie ma, za to jest Wujcio Tosiek z bandą Iron-Botów, a do tego Defendersi zamiast Avengersów, czyli witamy na Ziemi-numer-jakiś-tam. Nie wiem czemu, ale spodziewałem się, że będzie gorzej. Postapokalipsa, zniszczona planeta, czy coś podobnego, a tu jest nawet interesująco. Jakbyśmy jeszcze dostali jakieś wyjaśnienia, jak to się stało, że świat wygląda jak wygląda, to bym się nie obraził. I tak się zastanawiam, czy ja coś przegapiłem, czy to Sue i Wolvie są tak naiwni i myśleli, że po powrocie wszystko będzie takie jak dawniej? No nic, zostaje czekać jak to wszystko odkręcą i wrócą do znanego nam świata 616, bo że wrócą jest niemal pewne.

All-New X-Men #11
Hotaru: Kto by się spodziewał. Bendis dostarczył kolejny kompletnie przegadany komiks. Stuart Immonen dwoi się i troi, żeby coś z tego wycisnąć, ale po kilkunastu stronach i jemu wyczerpuje się zapał. Nawet nie wiem, czy jestem tym zawiedziony. Najwidoczniej podświadomie przygotowywałem się na to, że ten komiks zejdzie w pewnym momencie poniżej pewnego poziomu...
Krzycer: Mam trzy "ale" do tego komiksu. Po pierwsze, Immonen - albo kolorysta - sprawił, że Emma w diamentowej formie ma również diamentowe ubranie. Jej moc tak nie działa. Po drugie, o ile nie mam nic przeciwko kostiumom w komiksie superbohaterskim, to Immonen rysuje komicznie duże rękawice (i cholewy butów) i wszyscy, z Kitty na czele, wyglądają przez to, jakby mieli zaraz coś spawać. Po trzecie, serio? Wielcy Uncanny Avengers atakują X-Men bez zastanowienia, bo wydaje im się, że X-Men zaatakowali zakład Starka? Gdyby chodziło o grupę Cyclopsa, to ok, ale X-Men z Wolverinem na czele? Który też jest Uncanny Avengerem?
Poza tym jest super. Postawiona pod ścianą Jean, masakrujące ją Kukułki, "I'm the only one here who kind of likes who you grow up to be" Angela, rozmowa Jean z Kitty... super.
Tylko wątek Mystique wciąż jest strasznie na jedną nutę.
jdtennesse: No dobra. Przecież i tak wiemy, że Warren z nimi odejdzie. Więc po co tyle szumu? Szumu zmarnowanego papieru. Kilka stron kłótni, pewnie mamy zobaczyć, jak to X-Men (jak nazywać który zespół to już kompletnie nie wiem) nie chcą aby jeden z nich odszedł. Mimo, że nie jestem zwolennikiem Scotta seniora, to uważam że decyzja Warrena juniora jest zrozumiała. Od początku był przeciwny pozostaniu tutaj, a właściwie teraz. Chociaż raz Storm miała coś mądrego do powiedzenie – odszedł z własnej woli. Jean tymczasem zaczyna sobie nieźle poczynać, mentalnie zmuszając Warrena do nie opuszczania szkoły. I źle się to dla niej kończy. Nie spodziewałbym się po Jean takiego zachowania, a wręcz ataku. Nieźle natomiast wypada Kitty w roli mentora i nauczyciela. Przypomina to jej początki w zespole, kiedy to ona była wystraszoną nastolatką, a Jean (posiadająca wtedy moc Phoenix) próbowała nawiązać z nią kontakt po ataku Emmy i Hellfire Clubu. W sumie tylko "zakończenie" mi się nie podoba, czyli pojawienie się Uncanny Avengers. Tylko mi się wydaje, czy mają oni dziwnie dużo guest appearance’ów? Rysunki są niezłe. Ogólnie, to takie flaki z olejem ten numer. Niby jest nawiązywanie relacji między juniorami a seniorami, nawet gdzieś w tle jakieś wydarzenia (czytaj Mystique), ale ogólnie to nic konkretnego. 4/10.
avalonpulse0298c%20%5B1600x1200%5D.JPGvenom: Jak na mój gust jest nadal ciekawie. Reakcja reszty młodej drużyny na odejście Angela jak najbardziej prawidłowa (choć pewnie Angel będzie szpiegował Magneto i resztę). Wreszcie też Jean dostała po łapach za próby grzebania w umysłach innych - podobała mi się ta scena, to jak trzy blond siostrzyczki dają jej popalić i czerpią z tego przyjemność.
Końcówka jedynie dziwna, bo jak zwykle nikt nie chce pogadać, tylko najpierw Thor atakuje, potem ewentualnie pogadają obie drużyny... no ale chyba trzeba do tego się w Marvelu przyzwyczaić - najpierw bij, potem zadawaj pytania albo nie zadawaj w ogóle pytań, bij cały czas.
W każdym razie bardzo lubię tę serię, zarówno za to, co się w niej dzieje, jak również za rysunki.
grzgrzegorz: Podobało Mi się. Fajne rysunki, ciekawie poprowadzone postacie. Zaskoczyło mnie to, że to właśnie Angel chce odejść z Cyclopsem. Jedyną rzeczą która psuje mi obraz tego numeru jest końcówka numeru i wejście Uncanny Avengers. Co ta grupa chce od All-New? Zobaczymy w następnym numerze. Na razie wystawiam 7/10.
Tori: Z jednej strony za bardzo rozwleczone odejście Angela, z drugiej przy okazji dostajemy dalsze szpanowanie mocą w wykonaniu Jean, ukrócone ostatecznie przez psycho-trio. Jak już zrobią z niej Bad Girl, Black Queen, czy coś podobnego, to spodziewam się sceny, w której to ona sponiewiera umysłowo ową trójkę. Ostatecznie jak wiadomo Angel odszedł, a my zostaliśmy uraczeni całkiem niezłą pogadanką między Kitty a Jean. Profesorka robi co może, żeby tylko jej szkoła w miarę dobrze funkcjonowała i to się chwali. Zobaczymy czy jej się uda i jak się sprawa z Jean rozwinie, bo na razie Bendis prezentuje niemal encyklopedyczny przykład: "Jak z bohatera zrobić tego złego". Zakończenie zaś... No cóż, standardowo "Najpierw strzelamy, później pytamy (a i to nie zawsze)", ale dobre, że wreszcie się coś ruszyło w sprawie podrabianych przeszłościowych X-Menów.

FCBD Infinity
Hotaru: Miałem wobec tego zeszytu wysokie oczekiwania. Liczyłem na to, że będzie to rewelacyjny początek letniego eventu, który - za sprawą Jonathana Hickmana - dla odmiany będzie dobry. Moje nadzieje spełniły się tylko połowicznie... Jim Cheung jest rewelacyjny, z czego większość zdaje sobie sprawę. Może i nie jest najszybszym rysownikiem na rynku, ale kiedy już się za coś zabiera, to drżyjcie narody. To warstwą fabularną Infinity się zawiodłem. Pozbawioną suspensu, wypraną z oryginalności, zwyczajnie nudną. To nie było to trzęsienie ziemi, które chciałem zobaczyć...

Hawkeye vol. 4 #10
Hotaru: Nie spodziewałem się, że zmiana rysownika pociągnie za sobą tak drastyczną zmianę w estetyce okładek do tej serii. Nie jestem pewien, czy mi to odpowiada. Za to wnętrza nie odbiegają już tak daleko od wypracowanego przez Davida Aja standardu, choć - ma się rozumieć - Francavilla gra w innej lidze. Fabularnie zaś, nie wątpię że historia Kazimierza Kazimierczaka została pokazana nie bez powodu. Ciekawi mnie, jakież to plany wobec tego złoczyńcy ma Fraction.
Krzycer: Kazimierz Kazimierczak? Ok, to brzmi dobrze. Pochodzący z kraju ogarniętego wojną... w której jedną ze stron jest mafia w dresach...? Albo marvelowe porachunki polskiej mafii były nieco bardziej ekstremalne, albo to polski cyrk na Bałkanach, albo dla Fractiona Europa Wschodnia to piękne miasto. Ciekaw jestem, czy poznamy odpowiedź.
Tymczasem to był ciekawy numer. Chaotyczna historia mordercy wpleciona w wydarzenia z poprzedniego numeru + kolejna cegiełka do relacji Kate z Clintem. Dobrze jest. I nawet zastępczy artysta mi nie przeszkadzał, choć ten numer mocno odbiegał stylem od Aji. Zwłaszcza kolory były z zupełnie innej bajki.

Indestructible Hulk #7
Krzycer: O, jednak fani Sałaty będą zawiedzeni. Poza tym lodowe giganty spiskują, charakter dwóch pań pracujących dla Bannera zostaje nieco pogłębiony a oldschoolowy Thor chodzi i się uśmiecha. Ogólnie... ogólnie to jednak jest przeciętne czytadło. Chyba styl Waida po prostu mi nie pasuje, bo jego wychwalany pod niebiosa Daredevil też mnie znudził. I z Hulkiem chyba też się na jakiś czas pożegnam.

Iron Man vol. 5 #9
Hotaru: Może zacznę od rysunków Dale'a Eagleshama, które bardzo mi się w tym numerze spodobały. Znałem możliwości tego rysownika, a na potrzeby tej historii nie wyzbył się swojego stylu, a pomimo charakterystycznej kreski i nieco organicznych kolorów, całość jest bardzo sci-fi. Kieron Gillen stwierdził, że "The Secret Origin of Tony Stark" to ta jedna historia, którą trzeba poznać z jego runu nad tą serią. Za wcześnie, by wyrokować, czy miał rację. Na razie jednak nie widzę żadnych przesłanek po temu, by zarzucić mu kłamstwo.
Krzycer: Ok, tego się nie spodziewałem. To może wyjść ciekawie. To może również wyjść bardzo, bardzo źle. W każdym razie w końcówce chyba wyjaśniło się, czemu 451 - mimo mnóstwa podobieństw - nie mógł być Unitem... Chyba. Zobaczymy. Tymczasem mieliśmy cały numer opowiadający o współpracy Tony'ego z Death's Head i był dokładnie tak fajny, jak się spodziewałem. Mam nadzieję, że dopóki Stark będzie hasał po kosmosie, dopóty robot-freelancer będzie występował w tym tytule.
A teraz gwóźdź numeru: nie ma Landa. Dla mnie to naprawdę kolosalna różnica, tym bardziej, że Eaglesham narysował parę świetnych kadrów - zwłaszcza gdy Iron Man i Death's Head skradają się na statku Badoonów.
Tori: Kolejny bohater, kolejny raz, będzie miał przebudowany origin tylko po to, aby za jakiś czas: 1) wrócić do punktu sprzed przebudowy, lub 2) przebudować jeszcze bardziej w konsekwencji kasując to, co obecnie jest tworzone. Krótko mówiąc nic, do czego Marvel by nie przyzwyczaił. Sam numer zaś wypadł raczej schematycznie. Opłacony najemnik działa na dwa fronty, gdzie ten drugi zapłacił mu wcześniej, a że najemnik jest lojalny, to i dotrzymuje umowy. 451 jest sprytniejszy niż się wydawało i na koniec... "I am your father" <khhh> Jednak muszę przyznać, że finał mnie zaskoczył. Nie wiedziałem czego się spodziewać i co takiego Gillen namiesza w historii Tośka, a to co tu mamy jest dziwne, ale i interesujące. W następnym numerze pewnie będzie co nieco wyjaśnień i wtedy się okaże, czy jest to w ogóle potrzebne, czy nie.

Red She-Hulk #65
Krzycer: Yologarch? Serio? A skoro już cały pomysł opiera się na połączeniu czterech łotrów, to ich synek mógłby mieć wizualnie coś z Red Skulla... choć przyznaję, że i bez tego wygląda wyjątkowo głupio.
Poza tą bzdurą jedyne istotne wydarzenie to kontakt Aarona z Tesloputerem, z którego nic dla historii nie wynika i którego szczegóły nie zostają nam ujawnione, bo i tak byśmy nie zrozumieli. I tak docieramy do końcówki, wg której Aaron dowiedział się o tym, że bagna Everglades są nexusem rzeczywistości z Tesloputera. Przyznam, że wszystkie serie Marvel Zombies czytałem jednym okiem, ale czy nexus rzeczywistości nie grał roli w jednej z mini van Lente z Aaronem w roli głównej?

Superior Spider-Man #9
Krzycer: Zgadnijcie, kto ostatnio obejrzał na kablówce "Eternal Sunshine of the Spotless Mind" i pomyślał, że skoro ktoś inny wpadł na dobry pomysł, to jeśli on zrobi to samo, to to też będzie dobry pomysł?
Co powiedziawszy, przyznać muszę, że odsłanianie masek za pomocą zdzierania twarzy wygląda rewelacyjnie. Choć to też gdzieś już widziałem.
Ogólnie: meh. I powtórka z ASM#700, w końcu tam też Peter pytał sam siebie czy na pewno jest takim znowu bohaterem, skoro sięga po takie środki.
jdtennesse: Ostateczna konfrontacja między Otto i Peterem. Oczywiście, żeby nie było za łatwo, wynik poznamy dopiero w następnym numerze. To tyle jeśli chodzi o podsumowanie. Natomiast cały numer? Wiadomo było, że Peter nie da się tak łatwo usunąć Ottowi. Co więcej, na pomoc przyszły mu wspomnienia wszystkich jego bliskich. Oczywiście, Otto też nie jest sam. Te sceny są nieco zbędne. Prawdziwa konfrontacja ma dopiero miejsce, kiedy stają twarzą w twarz, lub maską w maskę. Wśród wielu argumentów przytoczonych przez naszych antagonistów, są dwa solidne, po jednym dla każdej ze stron: po pierwsze, pierwszą myślą Otto, kiedy odkrył resztki Petera w swoim/jego umyśle, było zniszczenie go, co niegodne jest bohatera jakim chce być; po drugie, Peter próbował przeszkodzić Otto, żeby ratować siebie – Otto mając cały ten neuro-skaner od razu odkryłby istnienie Petera. Pewnie Peter wygrał. 4/10.

Thanos Rising #2
Hotaru: Po dobrym pierwszy numerze przyszedł czas na średni (w porywach) numer drugi. Nie tylko Jason Aaron przynudza pokazując socjopatyczną metodyczność w działaniach Thanosa, ale też Simone Bianchi nagle zaczyna rysować tak, jakby od pół roku nie ostrzył ołówków. Wyprane z nasycenia kolory dopełniają obrazu nędzy i rozpaczy. Szkoda.
grzgrzegorz: A więc Thanos jest zwykłym psychopatą, który lubi sobie potorturować i poeksperymentować na ludziach? Tak? Co za bull*hit! Wmawianie nam, że Thanos jest zły, bo miał matkę, która Go nie chciała i dziewczynę psychopatkę jest tak głupi, że aż boli. Rozumiem modę, która od jakiegoś czasu rządzi produkcjami telewizyjnym, czyli ukazywanie różnego rodzaju psychopatów podczas pracy, ale nie można tak traktować tej postaci. Sprowadzenie Go do roli kogoś takiego formatu jest bezczeszczeniem wszystkiego co do tej pory powstało z Thanosem. Mam nadzieję, że cała ta historia zostanie jeszcze jakoś pogłębiona przez te 3 numery które pozostały do końca. Na razie 7/10.

Ultimate Comics: X-Men #26
jdtennesse: Nareszcie zaczyna się cos dziać. Długo budowano napięcie i mimo, że do kulminacji jeszcze kawałek, to już widać akcję. Mach Two wraca na Utopię, mutanci zaczynają łączyć siły. Utopia jeszcze nie zostaje zaatakowana, ale wojska już stoją u jej bram. Mimo, że generał Ross mówi wyraźnie, że przymierze z capem jest nieaktualne, a jeden z żołnierzy celnie strzela jej w głowę, Kitty nadal pragnie pokojowego rozwiązania sprawy. Będzie się bronić, a nie walczyć. Szczerze mówiąc, już od jakiegoś czasu postępowanie Kitty jest irracjonalne. Rozumiem, że wydaje jej się, że żyje w państwie w państwie, ma zapewnione przez Capa prawa i wolność. Ale tak jej się tylko wydaje, czego dowód widzimy. Tak jak powiedziała Jean, pozostali są rozsądni. Powoli łączą się nie tylko mutanci, ale również wątki, może jest jeszcze jakiś sens w tej całej historii. Może dlatego, że zaczynamy zbliżać się do jakiegoś większego rozwiązania długofalowych wydarzeń, które nareszcie zaczynają nabierać sensu, ten zeszyt podobał mi się pierwszy raz od dłuższego czasu. Na zachętę 6/10.
grzgrzegorz: Strasznie nudny i przegadany numer. Jedyną moja reakcją było ukradkowe ziewanie podczas oglądania. Dzieciaki jak na mój gust za bardzo emo rysownikowi wyszły. Neutralne 5/10.

X-Factor #255
Hotaru: Dla mnie, rewelacją tego numeru były nie tyle machinacje Mephisto, co śmierć jednej z bohaterek. W mojej głowie już kotłują się możliwości, jak ten fakt wpłynie na pozostałych członków X-Factor, a przede wszystkim na tego, kto w chwili śmierci był z bohaterką. Leonard Kirk dostarczył porządnej oprawy graficznej. Nie rewelacyjnej, ale jestem zadowolony z jego prac. Kilak kadrów zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Szkoda, że po wakacjach X-Factor zostanie zamknięte...avalonpulse0298d%20%5B1600x1200%5D.JPG
Krzycer: Już wiem w czym problem. W tej historii nie ma zaskoczeń. Tagline X-Factor (v3) od początku brzmiał "expect the unexpected"... tu tego nie ma. Jak na PADa wszystko rozwija się prosto, zwroty akcji opierają się na rzeczach które dopiero co zostały wyłożone wprost, nie zaskakuje tu absolutnie nic.
Wciąż żywię nadzieję, że to wszystko fundamenty pod wielki finał, w czasie którego będę łapał się za głowę co pół strony i piał z zachwytu do księżyca (...jak mam w zwyczaju), a na razie jestem rozczarowany.
A Kirk... cholera. Nie wiem, co się z nim stało, ale kadry, na których postaci z drugiego planu nie mają już nawet dwóch kropek i kreski jako twarzy, tylko jakiś - dosłownie - bazgroł, wołają o pomstę do nieba.
Co powiedziawszy, wciąż jestem pod wielkim wrażeniem demonicznego Madroxa. Naprawdę uważam, że jest straszny. Nie sam z siebie, ale jako fizyczna transformacja bohatera.
jdtennesse: Na szczęście wszyscy już wiemy, że to się zaraz skończy. Nie tylko historia, ale cała seria. W sumie to szkoda, że w taki sposób dokona swego żywot seria, która swego czasu była ulubioną wśród wielu serią o mutantach. Wprawdzie czeka nas jeszcze jedna, ostatnia historia, to niestety chyba nie uratuje złego ostatniego wrażenia. Ad rem. Mephisto pokonał i uwięził wrogów, więc teoretycznie wygrał. Tego już ostatnio się spodziewałem. Guido walczył z Monet tak skutecznie, że zginęła. No właśnie, zginęła czy umarła. Wiemy przecież od kilku numerów, że umierała. Prawdy dowiemy się next time, ewentualnie wcale. No i Tier otrzyma w końcu ostatnią szansę, na zabicie wroga i uratowanie ziemi, na której Hell Lord stworzy swoje Hell Królestwo. 5/10, z przyzwyczajenia.

X-Men: Legacy vol. 2 #10
Krzycer: Lekarstwo na mutację. To już było. Ale Spurrierowy twist, czyli odpowiadający za istnienie lekarstwa doktor, jest pewnym powiewem świeżości. Ale - Kavita Rao też chciała dobrze. Czy Glove będzie ciekawszy od niej? Zobaczymy. Z Kavitą mam ten problem, że ostatecznie nigdy nie poznaliśmy odpowiedzi na pytanie Beasta, czy wiedziała, że u podstaw jej badań leży torturowany Colossus.
Wracając do tego komiksu - Spurrier wykroił sobie swój kawałek tortu i zrobił z niego x-tytuł niepodobny do wszystkich innych x-tytułów. To już dużo. A że na dodatek wychodzi mu to fajnie... Gdzieś w sieci trafiłem na opinię, że Legacy Spurriera jest teraz tym, czym X-Factor był ładnych parę lat temu. Nie wiem, czy się z tym zgadzam, ale coś w tym jest.
A, no i nie ma Tan Eng Huata. Dla mnie to poprawa.
jdtennesse: Jest nieco gorzej niż do tej pory. Nadal podoba mi się okładka (ha!), ale w środku jest już trochę inaczej. Początek był nawet zabawny z Ruth "podglądającą" Davida. Ale kilka stron dalej… Nie uwierzyłem, że David mógł być na tyle nierozsądny, by zgadzać się na układ z błyszczącym Xavierem. Reperkusje mogą być poważne i na pewno takie będą. Rozumiem, jest to cena za to, co zobaczył. A zobaczył przyszłość. Ale cały ten wywód o przyszłości pokazuje jasno, że przyszłość to niepewność. Przecież ta wersja przyszłości nie musi zaistnieć. No i na koniec wizyta w SFIBSS. I Marcus Glove (kto miał na tyle spaczone poczucie humoru, żeby poza tym wyglądem dać mu takie nazwisko?). Zbyt duży zbieg okoliczności, aby był zbiegiem okoliczności? Znowu będę niedowiarkiem. Pomijam fakt, że kogoś spotkało tak wiele nieszczęść na raz, pomijam że wszystkie były mniej lub bardziej bezpośrednio spowodowane przez mutantów. Najbardziej nie wierzę w to, że nie pała chęcią zemsty. Ale chce natomiast "wyłączyć" moce mutantów. Wynalazł lek. Zobaczymy co będzie dalej, ale na razie pozostaję sceptyczny. Zmiana rysownika niestety nie na lepsze. Chyba przyzwyczaiłem się do poprzednich brzydot. Ocena jak mina Ruth na ostatniej stronie. 5/10.
grzgrzegorz: Numer tygodnia. Jest to moje pierwsze spotkanie z ta serią i muszę powiedzieć, że jestem nią zauroczony po tym numerze. Rysunki pięknie wkomponowują się w scenariusz, historia jest ciekawa i wciągająca. Na pewno sięgnę po następne numery. Mocne 9/10...
Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0298a.jpgSuperior Spider-Man #9
Autor:
Marcos Martin

Hotaru: Wielokrotnie już wspominałem o tym, jak bardzo podoba mi się inkorporacja loga serii w kompozycji okładki. Martin uczynił z tego zabiegu nie tylko smaczek, ale wiodący motyw. Świetny pomysł + porządne wykonanie = okładka tygodnia.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.05.01
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.