Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #297 (29.04.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 29 kwietnia 2013Numer 17/2013 (297)


Brak Ultrona powoduje, że żadne zakrzywienia w czasoprzestrzeni nie następują i powracamy tradycyjnie w poniedziałek.

A+X #7
Gil: Tradycyjnie, dwie historyjki, dwa team-upy i dwie oceny.
Beast & Iron Man: to spotkanie to właściwie nic nowego, więc i za wiele świeżości w nim nie ma. Odrobinę wnosi kolejna zmiana w wyglądzie Hanka, na którą wreszcie ktoś zwrócił uwagę. Całkiem fajnie wypadł też moment, w którym tyłek Antosia został wirtualnie skopany. A potem robot fight, Hulk out of nowhere, łubuduby i niespodziewany koniec. Mimo wszystko, były tu fajne rysunki i czytało się przyjemnie, więc mogę wycisnąć 6/10.
Iceman & Thor: To już coś nowego i to pod kilkoma względami. Podobnego spotkania nie kojarzę, więc wyszło świeżo. Dialogi są bardzo fajne, a rozwiązania fabularne dobrze podkreślają możliwości Icemana, więc w tej materii wszystko cacy. Natomiast grafika... Bozhe moi! Jak ja nie trawię takich plastików! Nawet jeśli efekty kolorystyczne nadają im nieco klimatu, to i tak nie trafiają nawet o milę w pobliże mojego gustu. Aczkolwiek doceniam odwagę tego, kto postanowił spróbować. Mimo wszystko, mogę wystawić najwyżej 5/10 i jest to głównie zasługa fabuły.
jdtennesse: Pierwsza historyjka przestawia wspólne starania Hanka i Tony’ego w walce z komputerem/wirusem. Hmm. Robot,, zaatakowany przez wirusa kopie im tyłki. Wpada Hulk, nad którego agresją władzę sprawują szczenięta. I to on okazuje się sprawcą zamieszania – pokazał, Se to on jest najmądrzejszy. Rysunki ładne, historyjka miała być śmieszna, nie była. Była co najwyżej zbędna.
Druga historia nie ma nawet rysunków, tylko animację. Nie wiem jak to nazwać. Jest bardzo jasno. I każda zima będzie biała. Ale, ale. Thor i Iceman walczą z Ymirem, który chce uwolnić wszelkie zimno tego świata. Tak, nie pomyliłem się. Zimno, nie zło. Ale Iceman jest Panem Lodu, więc z łatwością radzi sobie z Ymirem, a właściwie tylko jego jakąś tam powłoką. Historyjka znośna, ale głównie dzięki Bobby’emu i jego ciągłym żartom. Muszę przyznać, że tą cześć czytało się całkiem dobrze. I tylko dlatego: 6/10.

Avengers Arena #8
Hotaru: Nowa historia rozpoczęła się w moich oczach bardzo dobrze. Po pierwsze, Kev Walker wrócił do obowiązków rysownika i z miejsca oprawa graficzna podskoczyła o kilka poziomów. Po drugie, Hopeless nie zawodzi. Widać, że ma pomysł na tych bohaterów. Cieszy mnie, że Juston dostał okazję do zabłyśnięcia, cieszą jego interakcje z X-23, które w kontekście wydarzeń z Avengers Academy są bardzo na miejscu. Bloodstone nagle nabrał nowego wymiaru. Kurcze, scenarzysta tak zręcznie prowadzi bohaterów, że poznawanie ich stało się dla mnie ważniejsze niż ich walka o przetrwanie.
avalonpulse0297b%20%28Kopiowanie%29.jpgKrzycer: Yeabuwhat? No nie, wypadałoby się skupić na nowym bohaterze, a nie - pokazać Tima i nic nie powiedzieć, nie wyjaśnić. Na razie obstawiam, że dwie "niezależne" istoty dzielą jedno ciało, ale zobaczymy. W każdym razie to było dziwne.
A poza tym dobrze jest. Fajnie wypadł bonding Cammie i Bloodstone'a. Tylko za moment Cammie rzuci się na Chase'a i będzie mniej fajnie. Tymczasem Hopeless dostaje punkty niezłe poprowadzenie X-23, choć niby robi z niej główną postać numeru (bo to ona prowadzi narrację), a tak naprawdę nie daje jej żadnej roli. Może w następnym numerze.
Gil: Wracamy na arenę, żeby podjąć wątek w tym samym miejscu, gdzie urwał się dwa zeszyty wstecz. I bardzo szybko Hopeless wystawia na próbę moje poczucie logiki jedną niby niepozorną sceną: kobitka z Atlantydy zdejmuje na środku pustyni swój hełm i rozlewa wodę, która utrzymuje ją przy życiu, tylko po to, żeby pocałować kolesia. Głupie! A najlepsze jest to, że - ZNOWU! - nie ma to żadnych konsekwencji i parę paneli dalej jest tak jak na początku. Skąd ona wzięła morską wodę na środku pustymi? Możecie zapytać: kogo to obchodzi? A mnie właśnie obchodzi, bo diabeł tkwi w szczegółach. Jak mam oczekiwać sensownego domknięcia tak dużej historii od człowieka, który gubi się w drobnostkach? A jest tego więcej: na przykład, jak ten chłoptaś przeżył we wraku Sentinela? Skąd wziął jedzenie i wodę? Jak może nim sterować bez komputera i zasilania? Dlaczego praktycznie nikt tutaj nie zachowuje się racjonalnie?!? Aha, zapomniałem, że czytam komiks o nastoletnich herosach, których najwyraźniej bardziej obchodzi, kogo by tu poderwać niż to, że mają się wzajemnie powybijać... A skoro tak, to chyba powinienem się cieszyć, że kolejne grupy się spotykają i rozmawiają o swoich uczuciach. Naaah... To ja już bym wolał popatrzeć jak Miss Coriander próbuje załatwić Arcade'a. Dam 4/10, chociaż kusiło mnie, żeby trochę podciągnąć za grafikę.

Avengers vol. 5 #10
Hotaru: Obiektywnie patrząc, to dobry numer. Mike Deodato Jr. spisał się może nie tak dobrze, jak za czasów Dark Avengers, ale też nie stworzył takich gryzmołów, jak później w bendisowskich flagowcach. Jonathan Hickman też stworzył poprawny skrypt. Którego jednak nie kupuję. Czegoś mi tu zabrakło, jakiegoś emocjonalnego uderzenia, osobistych akcentów. Zaserwowana historia wydała mi się plastykowa i płytka, na siłę skrócona, jakby konieczność nadążenia z "Infinity" wymusiło obcięcie ten fabuły o jeden numer. Szkoda, bo wyczuwam potencjał.
Krzycer: Yeabuwhat? Jestem pewien, że to się będzie świetnie czytało w Omnibusach z piętnaście lat, ale z miesiąca na miesiąc coraz częściej nie wiem o czym właściwie są te numery. No i od jakiegoś czasu machinacje Ogrodników stały się dużo ważniejsze od samych Avengers, do tego stopnia, że równie dobrze można by ich zastąpić Great Lakes Initiative.
Gil: Zaskakujący jest nie tylko fakt, że Kanadole mają atomówy, ale też jak duże zasoby superherosów ukrywają, skoro błyskawicznie uzupełniają ginących jak stonka po oprysku kolejnych członków tego czy tamtego Flight. Swoją drogą, chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej o Validator. Na przykład, na czym polegają jej nadludzkie zdolności? Nadnaturalna walidacja danych? No dobra już, dobra - widzę, że jest kolejną wodą po kisielu w kostiumie Vindicatora, nie trzeba mi tłumaczyć. Chociaż wyczuwam lekkie przymrużenie oka w wyborze imienia i zestawieniu jej z Systemem - czymkolwiek jest. I mimo tych podśmiechujek uważam, że był to całkiem fajny numer w szerszym kontekście, nawet jeśli za dużo się w nim nie wydarzyło. Bo masakrowanie kolejnych Flightów nowością akurat nie jest. Za to przyzwoicie wyszły kulisy współpracy tajnych służb i może jeszcze się coś z tego wątku rozwinie. Tymczasem jest to kolejny kawałek układanki - tylko tyle i aż tyle. Uwagę moją zwróciły za to straszliwie nierówne rysunki. W scenach pod kopułą są fantastyczne, ale poza nią raczej średnio-dziwne. Na początku wszyscy mają jakieś dziwnie spuchnięte twarze, a za to pod koniec wszystko wydaje się robione niestarannie i na szybkiego. Tym razem nie dam siódemki, ale mocne 6/10 będzie.

Deadpool vol. 3 #8
Gil: Jakoś niespecjalnie bawi mnie Deadpool w roli Steve'a Martina, zakradający się nocą do sypialni małych chłopców. Czyli innymi słowy, pierwsza połowa zeszytu w ogóle do mnie nie trafiła. Trochę lepiej zrobiło się w części drugiej, kiedy na scenę wkroczył demon-urzędnik i okazało się, że ostatnie wydarzenia mają związek z tym epizodzikiem w przeszłości z poprzedniego numeru. Fajnie, kiedy wszystko trzyma się kupy i ma jakąś ciągłość przyczynowo-skutkową, nawet jeśli jest pokręcona. Mimo wszystko jednak nie powiem, żebym znalazł tu coś szczególnie zabawnego lub fajnego. Może dopiero się ta historyja rozkręca? Chociaż zaczynają mnie już irytować te duchy, więc mam wątpliwości. Tymczasem dam 4/10.

Deadpool: Killustrated #4
Gil: Więc, o co właściwie chodziło? O to, żeby Bunn mógł napisać fanfika na temat Ligi Niezwykłych Dżentelmenów? W takim razie szkoda, że widział tylko ten mierny film… A przynajmniej tak wnioskuję po tych wypocinach tutaj. Aczkolwiek równie – a może nawet bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest to, że jest po prostu miernym scenarzystą. Nawet w końcówce, gdy próbował pofilozofować coś na temat archetypów i nieśmiertelności fikcyjnych postaci, wyszło mu tylko nieskładne bulgotanie. Ale hej! Ta historia będzie miała ciąg dalszy! Tak bardzo nie mogę się doczekać, że chyba w ogóle wyprę ten fakt ze świadomości i nie tknę jej nawet kijem. A na razie żegnam tę mini oceną 2/10.

Fantastic Four vol. 4 #7
Gil: No dobra, może poprzednim razem Fraction odrobił lekcje i z początkami Wszechświata dał radę, ale tym razem już zupełnie nie wie, o czym pisze. Dwa słowa o kosmologii: Big Crunch lub Wielki Kolaps jest teorią, która mówi, że po osiągnięciu maksymalnej entropii, procesy we wszechświecie się odwrócą i zacznie się kurczyć, więc efektem będzie odwrócenie Wielkiego Wybuchu. To znaczy, że powoli będzie się rozgrzewał i rozpadał na coraz bardziej elementarne cząstki, by ostatecznie zaniknąć lub wywrócić się na lewą stronę w kolejnym wybuchu. Można to sobie wyobrazić, prawda? Fraction natomiast uznał, że oznacza to, iż wszystko się ochłodzi, zapadnie ciemność, a ostatnie żywe istoty wpadną w jakąś dziurę. Czy w ogóle muszę mówić, jak bardzo to jest głupie? No, sami sobie odpowiedzcie. Cóż, przynajmniej tym razem pamiętał, że to Val jest tu geniuszem, chociaż i tak kazał jej bzdury gadać. I niby czemu Franklin miałby mieć problemy ze swoimi zdolnościami? Tematu Blastaara i żaboludów nawet nie będę dotykał. Przynajmniej ździebko poprawiły się rysunki, ale i tak będzie to najwyżej 3/10.

FF vol. 2 #6
Gil: Facepalm of all facepalms! Tym razem stanąłem na progu poważnej decyzji o rozstaniu się z tą serią przynajmniej do zmiany ekipy. Bo nie mam już żadnych wątpliwości, że to nie ma nic wspólnego z Future Foundation, którą znałem i lubiłem, a nawet nie powinno dzielić z nią tytułu. Oryginalne FF było o grupie geniuszy, a to jest o grupie dummies, zmagających się z innymi dummies. Ujmę to najprościej i najszczerzej, choć może niezbyt ładnie ani grzecznie: gówno mnie to obchodzi. Nie chcę czytać o przygłupach, celebrytach i jęczybułach. Nie obchodzą mnie ich idiotyczne problemy, nie bawią infantylne żarty, ani forma, w jakiej to wszystko jest podawane. Decyzja zapadła - to mój ostatni kontakt z tym czymś i na dowidzenia 2/10.

Gambit vol. 5 #11
Hotaru: Clay Mann i Paco Medina dość dobrze się zgrali, choć nie będę ukrywał, że liczyłem na komiks w całości zilustrowany przez tego pierwszego artystę. Gołym okiem widać jednak, że Mann się nie wyrabiał, bo są to jedne z mniej udanych prac. Scenariusz Asmusa też nie powala. Historia Joelle bardzo powoli idzie do przodu. Numer jest przegadany, Gambit i Rogue tylko gaworzą i nic z tej pogawędki nie wynika. Jakby scenarzysta nierozważnie zaplanował strukturę i musiał wypełnić czymś numer od pierwszych stron do cliff-hangera. Średnio mu to wyszło.
Gil: A mówiłem, że wylezie jakieś szydło z tej Joelle? Cóż, przynajmniej o tej córce nie kłamała… Ale co tam, może sobie być tajemnicza i wiekowa, a pewnie i tak nic się nie wyjaśni, bo seria dość długo nie wytrzyma. I nie będę ukrywał, że najbardziej będę tęsknił za jej stroną graficzną. Chociaż w tym numerze nawet nieźle wypadła rola Rogue. Do tego stopnia, że przypomniały mi się dawne dobre czasy, kiedy ci dwoje byli komiksową parą numer jeden. I komu to przeszkadzało? A, nieważne… W każdym razie, pojawienie się Rogue dodało komiksowi rumieńców i mam nadzieje, że zostanie na dłużej. Za to chętnie już bym pożegnał Tombstone’a, bo zaczyna mnie drażnić. Ale przynajmniej Clay Mann jest niezawodny, tylko szkoda, że ta końcowa wstawka wybija z klimatu. Czyżby ktoś majstrował przy zakończeniu lub zmienił zdanie w ostatniej chwili? No, a za całokształt dam zwyżkujące 5/10.

 Guardians Of The Galaxy vol. 3 #2
Hotaru: Po pierwsze - Sara Pichelli??? Wiedziałem, że w którymś momencie ma zastąpić Steve'a McNivena, ale żeby już w drugim numerze? Nie chodzi o to, że jej rysunki są gorsze - bo nie są. Biję raczej do tego, że w tym przypadku team-up scenarzysta-rysownik, nie przetrwał nawet pierwszej historii, jak w innych seriach Marvel Now. Nie podoba mi się to. Podobnie jak fabuła. Znawcą kosmosu nie jestem, ale i tak drażni mnie, że to ewidentnie nie jest klimat, który serwowali nam Dan Abnett i Andy Lanning. Wiem, naiwny byłem, że na to liczyłem.
avalonpulse0297c%20%28Kopiowanie%29.jpgKrzycer: Akcja. Spoko. Bendis robi coś dziwnego z Draxem, ale będzie pora by się martwić jak już wyjaśni co właściwie się dzieje.
Tymczasem widzimy machinacje Jazona z kosmicznej Sparty i... wypada to całkiem fajnie.
kuba g: Uparcie ignorując dziury łączące obecne GOTG z tym co działo się z nimi przed relaunchem bardzo dobrze bawię się czytając tę serię. Dalej jestem zwolennikiem ponownego utrzymania ziemi w centrum wydarzeń i podobało mi się wszystko co przeczytałem, próba przekupienia Wszechmatki o los ziemi, jej ostateczny brak zgody, atak Badoon, który miał inny cel i jak zwykle świetne rysunki McNivena. Jest spoko.
Gil:
No dobra, to zaczniemy z grubej rury: WTF, Bendis?!? Ta cała narada kosmitów jest śmiechu warta. Kree, Shi'Ar i Badoon jeszcze rozumiem, ale reszta? Kosmiczna pozycja Spartoi jest zdecydowanie przerysowana. Przez całe lata byli praktycznie nieobecni, a teraz szarogęszą się w całym wszechświecie. Uzupełniłem też informacje o J'Sonie i widzę, że ten tutaj jest całkiem out of character. Ale znając Bendisa, nie zdziwiłbym się, gdyby okazał się Skrullem... A skoro o tym mowa, Skrullowie nie biorą udziału w dyskusji - niby nie powinienem się dziwić, ale jednak nadal mają jakąś pozycję. Na pewno większą niż na przykład Brood. Zresztą, kto i po co chciałby dyskutować z robalami? I co tam robi Annihilus junior? Ostatnio był przecież uwiązany na łańcuchu w Baxter Building, więc większą rolę w Negative Zone odgrywał Blastaar. (Pominę już fakt, że zupełnie nie wygląda jak Annihilus...) No i wreszcie, dlaczego Ziemię reprezentuje Freya? Jest przecież jedną z trzech władczyń Asgardii (nie Asgardu!), czyli właściwie marginalną postacią. Chyba, że o to właśnie chodzi... Anyways, wszystko mi tu śmierdzi, a sama dyskusja (lub raczej monolog) też nie ma sensu, bo tego wszystkiego w ogóle nie trzeba tłumaczyć. Po co wyjaśniać Kree, czym są Inhumans, albo Gladiatorowi, czym jest Phoenix? Ja wiem, że nowi czytelnicy, że początek serii, ale bez przesady... A potem ta bitka w Londynie, gdzie podobno nie ma żadnego superludzia, poza Kapitanem Brytanem, który jest no good. Dude! On sam jeden zatrzymał inwazję Skrullów na Wyspy i zablokował im zupełnie wstęp tam, a miałby nie dać sobie rady z kilkoma złomami? A gdzie jest reszta MI13? Meh, nevermind - musimy promować swoich. Sama rozpierducha może i nie jest zła, ale też nie jest specjalnie ekscytująca. Łup! Dup! Blam! I murder you! (Wait, co to za catchphrase w ogóle?) A potem od razu przeskok do jakże zaskakującego cliffhangera. I wiecie, co Wam powiem? Jeśli mam to porównać z poprzednią serią, to wypada przy niej równie miernie jak Thunderbolts Waya przy runie Ellisa. Wszystko jest do góry nogami, ważne rzeczy są ignorowane, mniej ważne tym bardziej i cały czas się zastanawiam, co ja &^%$# paczę? Chciałem się zachwycić tą serią, ale nie da rady - tym razem dam jeszcze naciągnięte do granic możliwości 4/10, ale jeszcze jeden taki numer i ta gumka pęknie jak gacie na Hulku.

Journey Into Mystery #651
Hotaru:
A to niespodzianka! Po raz kolejny nie doceniłem Kathryn Immonen. Uznałem, że numer w którym główną bohaterką nie jest Sif i do tego bez rysunków Valerio Schiti będzie zwykłą zapchaj-dziurą. Jakże się myliłem. Bo to jest naprawdę świetna, do bólu zabawna zapchaj-dziura. Z chęcią przeczytałbym kolejną.
Gil:
To było boskie! Przy pierwszym kontakcie wytrąciła mnie trochę z równowagi zmiana rysunków, ale szybko się wczułem i dalej poszło jak po maśle. Jeśli pamiętacie serię Hellcat, którą pani Kasia zadebiutowała (tak, świadomie pomijam epizody w Marvel Comics Presents, bo były właściwie prologiem do tej serii), to wszystko, co tam było najlepsze znajdziecie także tutaj. Taki komediowy trip, przy którym morda sama się cieszy :) . To już właściwie prawidłowość, że dzieciaki Volstagga dostarczają nam dobrych i zabawnych momentów, a tutaj zostało to świetnie wykorzystane. I fajnie, że historia skupia się na innych postaciach, bo żal byłoby nie wykorzystać takiej czeredy barwnych bohaterów. Ciężko mi wskazać najlepszą scenę, bo uchachałem się równo przy lekturze, ale chyba najbardziej zapadły mi w pamięć zajefajne kapcie Volstagga. Też chcę takie! Jeśli ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości, czy warto czytać tę serię, to nie ma co się zastanawiać, tylko brać i czytać, bo jest super! Dostanie więc takie superowe 8/10 i tytuł numeru tygodnia.

Morbius: The Living Vampire #4
Gil:
Wreszcie mogę powiedzieć coś dobrego o tym komiksie: dostał fantastyczne kolory, które sprawiają, że tła wyglądają niezwykle i realistycznie. Reszta niestety nadal do bani. No dobra, może rysunki nie są takie najgorsze, ale stylizacja postaci jest okropna. Fabuła natomiast… chyba chwyta się brzytwy, skoro wprowadza jednego z pajęczych przeciwników klasy C. Może, moooooże wniesie to wreszcie jakieś życie do tego na wpół martwego tytułu, ale prawdę mówiąc, nawet nie chce mi się sprawdzać. Morbius, Rose, banda punków – to nie jest obsada, która zachęca mnie do dalszego czytania. Rozważam więc zaprzestanie dalszego czytania, a tymczasem wystawiam 3/10.

New Avengers vol. 3 #5
Hotaru:
Frank D'Armata nie przestaje mnie zadziwiać. Steve Epting jest dobrym rysownikiem, ale bez tych kolorów oprawa graficzna komiksu nie byłaby tak miła dla oka. Co się tyczy fabuły, Jonathan Hickman przybliżył nam historię Black Swan. Nie wątpię, że służyć to będzie jakiemuś celowi w przyszłości, tymczasem jednak średnio odpowiada mi taka dysproporcja między teraźniejszością a retrospekcją i zwykłym gadaniem o przeszłości.
Krzycer:
Dowiadujemy się więcej o Black Swan, i to jest fajne, Hickman wciąż pierwszorzędnie prowadzi postaci, i to jest fajne, ale z całego numeru zapamiętam przede wszystkim mapę Europy z ostatniej strony. Po pierwsze, jak byk istnieje tam jeszcze Jugosławia, po drugie... Latveria jest w samym jej środku, tuż koło Belgradu. Czyli między Serbią a Czarnogórą? Ale jeszcze gdzieś sąsiednia Symkaria musi się zmieścić... nie mówiąc o Rumenistanie. I paru innych.
Gil:
Hm... do niedawna myślałem, że Black Swan okaże się wariantem jakiejś znanej postaci, więc jestem mile zaskoczony faktem, że jednak jest kimś zupełnie nowym, w dodatku z całkiem ciekawą historią i interesującymi multiversalnymi odpowiednikami. (Cthulhu chick! Hell yeah!) Cieszę się też, że wreszcie postanowili ją wypuścić i włączyć w działania grupy, bo daje to sporo możliwości i fajnych interakcji, że nie wspomnę już o dotychczasowym braku przedstawicielek płci piękniejszej na łamach serii. Dla odmiany zawiodłem się trochę na konfrontacji z obcym Galactusem, która wydarzyła się właściwie off-panel. Tym bardziej, że fragmenty starcia z jego heroldem były naprawdę świetne (to jak przeżegnał siekierą Iron Mana - awesome!). Pociesza mnie tylko fakt, że często retrospekcje w serii pozostawiają tu jeszcze jakieś pole manewru i jeszcze jest szansa. Tymczasem szykuje się kolejna konfrontacja i to z udziałem Dooma, więc oczekuję z niecierpliwością. A ponieważ ten zeszyt nie stracił nic z atrakcyjności poprzedników, podtrzymuję ocenę 7/10.

Scarlet Spider vol. 2 #16
Gil:
"Obudziłem się rano. Mam na imię Kaine. Coś jest nie w porządku." Taa, nie w porządku to jest coś z tymi monologami… Do tego stopnia, że komiks stał się dużo bardziej znośny, gdy zacząłem je ignorować. A potem zaczęło się dziać! Nagły atak pijanego Armadillo! Pędzącego na krowie, by zaimponować lasce, która nim wzgardziła! Toż to istna galopująca apokalipsa! Jak stado pędzących imadeł! Dobrze, że na miejscu jest nasz bohater, żeby skopać mualbonienieważne… A teraz, jakiż piękny romans się tu wydarzył: istna Piękna i Bestia! Oh, wait… Czy wszyscy złapali alegorię? Ręka do góry, jeśli ktoś nie załapał, to wyjaśnimy jeszcze dobitniej. A wiecie, co jest w tym najlepsze? Że ubawiłem się lepiej niż przy Deadpoolu i to w tych momentach, które raczej z założenia zabawne nie miały być. No to do następnej apokalipsy, a teraz nawet mogę dać mocne 5/10.

Ultimate Comics: Spider-Man vol. 2 #22
Hotaru:
To mnie Bendis zaskoczył. Spodziewałem się jakiegoś mocnego zagrania, ale to...? Zastanawia mnie, jak długo Rio wiedziała o tym, kim jest nowy Spider-Man. Zorientowała się dopiero w szpitalu? Podczas walki na ulicy przed jej domem? Wiedziała wcześniej? Subiektywny odstęp czasowy między tym finałem a początkiem kolejnej historii ma wynosić kilka miesięcy. Co Miles będzie w tym czasie robił? Co z jego członkostwem w Ultimates? CO skłoni go do ponownego założenia maski? Ech, tyle pytań! No, twórcy - sprężać się z kolejnymi numerami!

Uncanny Avengers #7
Hotaru:
Mam wrażenie, że nie przeczytałem kolejnego numeru Uncanny Avengers, ale Uncanny X-Force. Pomimo tego, że zdawałem sobie sprawę z tego, że zostaną podjęte wątki z poprzedniej serii Remendera, nie myślałem, że kompletnie zagłuszą tożsamość aktualnej serii. To źle świadczy o Uncanny Avengers. I nie najlepiej o Remenderze, skoro jego najnowsze dzieło sromotnie przegrywa w zestawieniu z poprzednim.
Krzycer: Urf. Wróciła rozbuchana narracja. Choć i tak jest znośniejsza niż w czasie starcia z Red Skullem.
Tymczasem Rick pływa w sosie własnych wątków z Uncanny X-Force - nowym czytelnikom życzę powodzenia :) - ale przy okazji ładnie podbija stawkę, bo faktycznie od razu mamy kosmiczną skalę. Tylko gdzie jest Kang, który to wszystko sprokurował?
Na ziemi Avengexmen wciąż skaczą sobie do gardeł, ale ja akurat nie mam z tym problemu. Wiadomo, że zespół musi się dotrzeć, a Wanda jest łatwym celem.
Zastanawiam się tylko, czy rozwalanie Peaku stanie się nowym rozbijaniem Helicarriera - jeśli dobrze kojarzę, Skrulle też rozwaliły bazę SWORD.
avalonpulse0297d%20%28Kopiowanie%29.jpgkuba g: Co było dobre w numerze: Remender kontynuuje te dobre wątki z czasów swojej pracy nad Uncanny X-Force. Pokazuje team uwiązany w polityczne konsekwencje swoich decyzji, który zabiega tak samo o spokój z aparatem bezpieczeństwa jak i opinią społeczną. Cała gadka Jannet o modzie i popkulturze wpływającej na przemiany społeczeństw. To są spore plusy. Ale też sporo nie wyszło. Przede wszystkim powrót archaicznej narracji, która tak wkurzała mnie przez pierwsze 5 numerów. Jannet zachowująca się o wiele bardziej wyzywająco niż kiedykolwiek, nie mam problemu z takim prowadzeniem postaci gdyby nie to, że jakoś mało mi to do niej pasuje. Ogólnie Remender pisząc swoje historie czasem zbytnio zmienia charaktery postaci pod swoją wizję. Średni ten numer, a szkoda bo poprzedni w końcu był świetny.
wolvie111: Byłem ciekaw konsekwencji ostatniego incydentu i z chęcią sięgnąłem po ten numer. I proszę. Rogue zabiła przypadkiem Grim Reapera, broniąc Wandy i Havok decyduje, że od teraz będzie obstawiać tyły zespołu. Bardzo "przemyślane". Na jej miejscu od razu odpuściłbym członkostwo w tej drużynie. Wanda, która jest przecież najniebezpieczniejsza i jest przyczyną śmierci tysiąca mutantów, zasługuje według Wasp na drugą szansę. Swoją drogą w sprawie Rogue nawet nie zabrał głosu Logan, który jest z nią w X-men od lat, a przecież jego bronią są bądź co bądź ŚMIERCIONOŚNE ostrza wyrastające z rąk. Oni jednak jako prawdziwi Avengers mogą spokojnie pokazywać się światu. Bez sensu. O kant dupy bije też zadanie dla Rogue- wyśledzić Magneto. Wiem, że jestem stronniczy, ale wciąż drażni mnie ta głupota jaką jest polowanie na drużynę Scotta. Zabił profesora, owszem, ale był pod wpływem Phoenix. Jeżeli Avengers nie akceptują tego usprawiedliwienia to co (po raz kolejny), robi tu Wanda, którą tłumaczą z M-Day, właśnie utratą kontroli?
Wracając do numeru. Na plus wychodzi konflikt Rogue-Wasp. Widać, że dziewczyny się nie lubią i wiadomo komu w tej sytuacji kibicuję. Podobają mi się też rysunki. Nie jestem wielkim fanem Acuny, ale daje radę w tym numerze i nadaje niezły look bohaterom.
Sam nie wiem co myśleć o flircie Janet i Alexa. Nie znam za bardzo Wasp, ale wydawała mi się raczej grzeczną dziewczynką, a tu dostaliśmy coś całkiem innego, no na pewno się tego nie spodziewałem.
Co do antagonistów. Remender stworzył świetną historię i jeszcze lepszych antagonistów w UXF. Teraz się ich pozbył. Nie jestem pewien co do tych Apocalypse Twins, no ale zobaczymy jak to się potoczy. Mam tylko nadzieję, że tego nie spiepszy. O i czekam na akcję z Shiro w następnym numerze.
Daję 5/10, niewiele, bo już tak na marginesie to wciąż mam momentami takie przeświadczenie, że ta drużyna i cała ta seria jest stworzona niepotrzebnie... nie za bardzo trzyma się kupy to wszystko. No ale pożyjemy.... może Remender z tego wybrnie.
Gil: Po ostatnim numerze narobiłem sobie trochę nadziei i... to był mój błąd. Na początku może nie było to takie oczywiste, bo zaczęło się przyzwoicie, ale wątpliwości pojawiły się wraz z apokaliptycznymi bliźniakami. Ujmijmy to tak: zamordowanie Celestiala na dzień dobry to wysoko ustawiona poprzeczka, a to znów grozi bardzo szybkim przekozaczeniem. Tym bardziej, że ich zdolności są jakoś dziwnie pokręcone i niby związane z czasem...? W ogóle nic nie zrozumiałem z tej paplaniny, jak to niby ma działać. No, ale dobra - przechodzimy do Uvengers i... Geezzzzz! Co to za Moda na Sukces?!? Przez całą środkową część numeru nie ma nic poza nakręcaniem sztucznie wykreowanych konfliktów i dorzucanie do tego kolejnych kwiatków. Wasp podrywająca Havoka? No, dajcie spokój... Jakaś wewnętrzna sprzeczność mi się włączyła jak to zobaczyłem. A na koniec, żeby nie było nudno, po raz nie wiem który rozwalamy bazę SWORD. Rozbija się to-to częściej niż Helicarrier... Tak więc, wszystkie nadzieje jakie miałem, wpełzły pod najbliższy kamień i boją się, co będzie dalej. Przynajmniej Acuna mnie nie zawiódł, bo trzyma się swojego stylu, a jego pomysły na postacie bywają ciekawe (np. Wanda wyszła mu bardzo fajnie). Tutaj również dam jeszcze 4/10, ale ta ocena może runąć jak Peak.
jdtennesse: Najpierw walka jakichś kosmicznych istot(kosmiczny Marvel nie jest moją mocną stroną). Rozumiem tyle, że zabito Celestiala, a to już coś. Potem Rogue i reperkusje zabicia przez nią Grim Reapera(który, z tego co o nim wyczytałem, pewnie za jakiś czas wróci). Oczywiście zostaje „tylko zawieszona” na kilka miesięcy i to przez Havoca. Wiadomo, że nie jest to do końca jego pomysł. Ale wewnętrzne spięcia w zespole są bardziej niż widoczne. A pomysł Osy z linią ubrań inspirowaną mutantami jest co najmniej chybiony. Jest kilka dowcipów(Alex przespał się z Thorem, żeby być szefem Avengers, ale mogło być gorzej – mógł trafić na Hulka). Stacja SWORD zostaje zaatakowana, mamy nawiązanie do poprzedniej historii z Thorem, Sunfire udowadnia swoją odwagę/głupotę. Tyle. Trochę dużo tego wszystkiego, ale nawet z sensem. Tylko nie odpowiadają mi rysunki. Ogólnie nie jest źle, ciekawe tylko jak to się wszystko rozwinie. 5/10.

Uncanny X-Men vol. 3 #5
Hotaru:
Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie oprawa graficzna Frazera Irvinga, za którą artysta jest odpowiedzialny w 100%. Zmiany estetyki między naszym wymiarem a Limbo są świetnym pomysłem, ale to, co Irving wyprawia z tym drugim światem to mistrzostwo świata. Świetny design, świetne efekty. Kompletnie przysłaniają nienatchnioną fabułę. I dobrze.
wolvie111: Nowy artysta, nowa jakość? Może aż tak tego bym nie określił, bo jednak Bachalo, aż tak bardzo mnie ostatnio nie drażnił, jednak nowa grafika znakomicie wpisała się w klimat numeru, a ten klimat określiłbym jako coś w stylu thrillera? Na historię o Magik czekałem z niecierpliwością, gdy tylko pojawiła się zapowiedź i nie zawiodłem się, bo bardzo mi się spodoba. Jej demoniczne problemy mają swoje konsekwencje dla całego zespołu, przez co atmosfera grozy i poczucie drzemiącej w niej Darkchilde daje się odczuć. Podoba mi się ta wersja przedstawienia zespołu. W sumie zastanawiam się co sobie pomyśli taki Angel o nowym zespole, kiedy po godzinie bycia jej częścią już trafia do piekła :D . Oceniam na 7/10.
Gil: I znów Bendis robi swoje, ignorując wszystko, co się wydarzyło do tej pory... Nigdy wcześniej (sprawdziłem) Dormammu nie miał nic, ale to absolutnie NIC wspólnego z Limbo! Nie zostało w żaden sposób nawet zasugerowane połączenie między Limbo a jego Dark Dimension i nie ma żadnych podstaw, by rościć sobie prawo do władzy w nim. Aha, jeszcze taka drobnostka: kiedy widzieliśmy go po raz ostatni, został uwięziony w swoim wymiarze przez Doctora VooDoo i powinien nadal tam siedzieć (chociaż o to najmniej bym się spierał, bo wiadomo - czarownik ginie, zaklęcie przestaje działać). To wygląda zupełnie tak, jakby Bendis nie znał innych magicznych łotrzyków i czepił się tego jednego, żeby wpychać go wszędzie, gdzie pada słowo „magia”. Ale muszę przyznać, że sama konfrontacja i reakcja Illyany wypadają nawet fajnie. No i to właściwie wszystko, co mamy w tym numerze, bo reszta to scenki rodzajowe i gagi - momentami niezłe, ale nic nie wnoszące. Zmianę rysownika ostatecznie zaliczę na plus, bo mimo paru gorszych momentów, spisał się świetnie w scenach limbowych (i tutaj wielki kudos dla osób odpowiedzialnych za kolory i efekty). Generalnie było średnio, ale ponieważ Bendis mnie wkurza w tym tygodniu, walnę i tutaj 4/10, ale takie bardziej stabilne.
jdtennesse: Dobra książka powinna pierwszym zdaniem przykuć uwagę czytelnika i go zainteresować. Tak samo jest z komiksem – pierwsza strona powinna być mocna. I w końcu w tym komiksie tak jest. Dlaczego? Bo nie ma kolejnej walki czy pogadanki na temat jacy to jesteśmy super. Nie. To zwykli ludzie(a właściwie SHIELD) w końcu zrozumieli, że X-Men i mutanci nie są niszowym zagrożeniem, które można wyeliminować. Wyczuwam strach. No i w końcu nadszedł czas przekonać się co się stało z Illyaną. Dormamu próbuje ją zniszczyć, bo swoimi zepsutymi przez moc Phoenixa zdolnościami niszczy jego wymiar. I pojawia się Darkchilde. I zabija demony. A dalej jest tylko gorzej. W końcu Magik traci kontrolę, co pewnie było do przewidzenia. Rozmowa ze Scottem jest ciekawa, pokazuje zawiązywanie się relacji między członkami drużyny. A na zakończenie wszyscy zostają przeniesieni do wymiaru Limbo. Bardzo fajny numer, wszystko dzięki pokazaniu wewnętrznych problemów drużyny, a także ciekawej od zawsze historii Magik. Rysunki okropne. 6/10.

Wolverine And The X-Men #28
jdtennesse:
Ja rozumiem pocięte niechronologicznie historie, ale określenia godziny temu, teraz, wcześniej… Bez przesady, nie wiem czy tylko ja się zacząłem gubić? Ale do rzeczy. Dzieciaki w końcu zaczęły działać jak drużyna, przynajmniej przez chwilę. Fajna była psychoanaliza dokonana przez oczaka. natomiast bunt Hermana i jego porwanie przez Saurona… No cóż, rozumiem, że to zapowiedź kolejnej historii. A obecna znowu zakończyła się jakby pomimo nas. Pies uciekł. I nadal nie pozbył się swoich kompleksów. Mam wrażenie, że ta historia miała być analizą nie tylko samego Psa, ale również albo przede wszystkim Logana. Przekonaliśmy się, że pomimo jego całej waleczności i szorstkości, jest bardzo niepewny siebie, wątpi w swoją wartość, a nawet w powody, dla których chce pomóc młodym mutantom. Jest to jak najbardziej ludzkie. Może wydawać się dziwne, że wątpliwości nachodzą go akurat teraz, ale jest to jak najbardziej uzasadnione, bo nie ma reguły na takie rzeczy. Każdy ma prawo do tego typu uczuć. W sumie nie najgorsze zakończenie, bo pełne gorzkiej refleksji. 6/10.
 
X-Termination #2
Gil:
No, nie może być! Happy end? Albo przynajmniej semi-happy end? To znaczy, że mamy tu teraz dwóch Wolverine’ów i dwóch, a nie, sorry - trzech Summersów (w tym jednego czarnego)? Wait, a co się stało z tym wątkiem para-miłosnym między Dazzler a Backlopsem? „Sorry, ale wiesz, jak już nie skaczemy między światami, to nie jestem zainteresowana. Bajo!” Tego, jak oczywiste było rozwiązanie wątku blue-baddies nawet nie chce mi się komentować. Jedyny plus jest taki, że może wreszcie przestaną niepotrzebnie wracać do świata Aoa. Ale to duże może. A, jest i inny plus – Sage wróciła do macierzystego świata. Dlaczego się cieszę? Bo swego czasu była postacią z wielkim potencjałem i w rękach dobrego scenarzysty (ekhm-PAD-ekhm) może zabłysnąć. Dla odmiany wiele, bardzo wiele złego mógłbym powiedzieć o rysunkach tutaj, a nie uczynię tego, ponieważ brak mi słów, by opisać te szkaradztwa. Dwóch z czterech rysowników (jeśli w ogóle można ich tak nazwać) powinno dostać sądowy zakaz zbliżania się do ołówka. I na koniec tej tragifarsy zasłużona ocena: 1/10.
jdtennesse: o i skończyło się. Dla większości pewnie „w końcu”. Dla mnie po prostu. Znowu trochę za dużo gadania. Kurt oczywiście się poświęcił i uwięził wroga, ale jego poświęcenie nie ma chyba silnego wydźwięku, przynajmniej dla mnie. Przecież wszyscy wiemy dlaczego ta historia w ogóle powstała. Nie można też uważać Elfa za tak samo wartościową postać jak jego nieżyjący oryginał. Do tego wszystkiego przeszkadzają mi ciągłe zmiany rysowników, nie uważam, żeby to był plus. Ostatnie strony też jakoś mnie nie wzruszyły. Jedyne co mnie ciekawi, to gdzie teraz podzieje się Alison, bo kiedyś ją lubiłem. 3/10.

Young Avengers vol. 2 #4
Hotaru:
Niech cię szlag, Gillen! Po raz kolejny wkładasz w usta Lokiego kwestie, po których nie mogę się pozbierać. I po raz kolejny muszę czekać miesiąc albo i dłużej, by dowiedzieć się, co to wszystko znaczy. Jamie McKelvie za to niczym mnie nie zdenerwował. Tak jak w poprzednich numerach, dostarczył mi kompletnie innowacyjną sekwencję, bawił się ułożeniem kadrów na stronie i narysował wszystko, czego tylko mógłbym zapragnąć. A ta okładka? Wypas. Jedna z trzech najlepszych serii wydawanych teraz przez Marvela.
Krzycer:
No to wreszcie mamy cały zespół. Noh Varr rządzi, schemat z jego akcją - i sondtrackiem - wypada bardzo fajnie. A na końcu przewidywalny twist który okaże się zmyłką. A po drodze Loki podkopuje związek Billy'ego i Teda. I wszystko to czyta się jednym tchem. Gillen w dobrej formie.
Demogorgon:
Demogorgon: Uwielbiam humor tej serii. Uwielbiam to, że dialogi mnie przekonują o wiele bardziej, niż w wielu innych, podobnych komiksach. Strasznie podobał mi się diagram Noh-Varra, tak jak i jego monolog wewnętrzny. W ogóle podobał mi się Noh-Varr. Trochę mało Kate, ale to, co było, było spoko. No i Kid Loki, tym razem bardziej intrygujący. Ogólnie mocny numer.
Gil: Chyba mam gorszy tydzień, skoro i ten numer mnie nie zachwycił. Czekałem, kiedy Kate i Noh-Varr dołączą w końcu do reszty bandy, a gdy to się wreszcie stało... Aha, okej. Jest trochę fajnych momentów, ale muszę szczerze przyznać, że gonitwy ze złymi pasożyto-zombie-whatever-rodzicami zaczynają mnie nudzić. Po prostu chciałbym już zobaczyć coś innego. Powiedzmy, że coś bardziej avengersowego, a mniej nastolatkowego. Ale za to podoba mi się, jak Loki kombinuje, żeby podkopać relacje w drużynie i w sumie fajnie byłoby, gdyby znalazło się w tym jakieś ziarnko prawdy. Przynajmniej stały poziom rysunków jest plusem i zwłaszcza panie wyglądają ładnie. Tym razem dam więc 6/10, takie samo jak u dorosłych Avengers.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0297a.jpgYoung Avengers vol. 2 #4
Autor:
Jamie McKelvie

Hotaru:
Podoba mi się subtelne nawiązanie do okładek Davida Aja z serii Hawkeye. Jest bardzo na miejscu mając na uwadze jedną z bohaterek. Niby nie ma tu nic nadzwyczajnego, a jednak okładka zapada w pamięć.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.04.24

Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.