Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Iron Man 3" - Undercik

Bardzo rzadko się zdarza, by film kupił mnie w pierwszej minucie, temu się udało. Dalej było już tylko lepiej, a Shane Black pokazał, że był idealnym wyborem na stanowisko reżysera, które zaproponowało mu Marvel Studios.

Recenzja filmu "Iron Man 3" - Undercik

Iron Man 3 logo


Bardzo rzadko się zdarza, by film kupił mnie w pierwszej minucie, temu się udało. Dalej było już tylko lepiej, a Shane Black pokazał, że był idealnym wyborem na stanowisko reżysera, które zaproponowało mu Marvel Studios.

Może zacznę po kolei. Jakoś przy okazji premiery pierwszego zwiastuna "Iron Mana 3" sięgnąłem po "Kiss Kiss Bang Bang", aby przekonać się czy duet Black-Downey Jr. jest w stanie przenieść Tony'ego Starka na duży ekran. Samym filmem - mimo, że dobrym - nie byłem specjalnie zachwycony, ale widziałem potencjał. Potencjał, który mówił, że "Iron Man 3" musi się udać. Zresztą Shane Black już wcześniej był drobnym konsultantem przy poprzednich częściach przygód Iron Mana. Dało to wtedy dobry efekt, dlaczego więc miałoby się nie udać teraz?

Reżyser otwiera film narracją dobrze znaną ze swojego poprzedniego filmu i wchodzi w akcję dosyć ciekawym utworem muzycznym. Sprawdza to się świetnie, szczególnie, że sama przygoda jaką przebywa Tony Stark (Robert Downy Jr.), jest bardziej detektywistyczna niż Batmany Christophera Nolana. Serio. Zresztą, jeśli porównać trzecie części obu trylogii, Blaszak miażdży Gacka. Kiedy trylogia Iron Mana zostanie wydana na Blu-Ray, to otwierająca sekwencja mogłaby się znaleźć na początku pierwszej części. Ten film tworzy naprawdę ładną klamrę historii Tony'ego Starka.

Iron Man (Robert Downy Jr.)

To zresztą nie koniec porównań do filmu ze stajni Warner Bros., gdyż Iron Man otrzymuje świetnego dziecięcego sidekicka (Ty Simpkins). Z ekranu aż wylewa się chemia między tymi dwoma postaciami i całość, choć nie angażuje bardzo dużo czasu ekranowego, bardzo dobrze działa.

Przy okazji cały film jest najeżony one-linerami. Pierwszy, poważny zwiastun tego obrazu nie zapowiadał aż takiej ilości humoru. Ba, wywołał niepokój wśród fanów poprzednich części, że "Iron Man 3" odetnie się od nich klimatem. Nic bardziej mylnego. Postaci na prawo i lewo rzucają naprawdę ciętymi ripostami. Mamy świetny komizm sytuacyjny. Jest tego tak dużo, że co niektórym wszechobecny humor może przeszkadzać. Jednak ogólna radość to nie jedyna emocja, jaką podczas seansu wzbudzają w nas twórcy. Potrafiłem nawet przejąć się losem zwykłych maszyn, a to jest już duży sukces scenarzystów i reżysera.

Tym samym wypadałoby w końcu poruszyć temat złoczyńców, których w tym filmie jest aż trójka. O ile Eric Savin jest raczej antagonistą drugoplanowym, to James Badge Dale wyciąga z niego tyle ile się tylko da, przy okazji rekompensując mi po trochu kasacje "Rubiconu" od AMC. Guy Pearce bardzo dobrze wypada w roli Aldricha Killiana, jednak sama postać nie do końca mnie przekonała. Owszem, jej motywy są jasne, sprawdza się dobrze jako przeciwnik Tony'ego, ale czegoś mi w nim brakowało. Jest jeszcze Mandarin. Pamiętacie Jokera z "The Dark Knight"? Cóż, Shane Black wraz z Benem Kingsleyem wynieśli łotra z dziesięcioma pierścieniami na jeszcze wyższy poziom, do tej pory nie widziany w kinie superbohaterskim. Trzeba to obejrzeć, aby uwierzyć.

Mandarin (Ben Kingsley)

Po tej dobrej stronie prym wiedzie Robert Downey Jr., który po raz kolejny zamiast grać Starka, po prostu nim jest. Sama postać Iron Mana jest konsekwentnie budowana przez wszystkie filmy łącznie z "Avengers". Zresztą wydarzenia z tego ostatniego realnie wpływają na zachowanie bohatera. Muszę przyznać, ze jest to podejście oryginalne, które wykracza poza standardowe ubolewanie/odpowiedzialność/traumę bohatera. Downey Jr. świetnie to zaprezentował.

Gwyneth Paltrow zaś sprawuje się tak samo jak w poprzednich firmach. To dobra aktorka, która przekonująco wypada w roli dziewczyny głównego bohatera, Pepper Potts, choć muszę przyznać, że nie jestem jej wielkim fanem. Don Cheadle dostał w końcu więcej miejsca dla siebie w porównaniu z poprzednią częścią i dzięki temu James "Rhodey" Rhodes wypada znacznie lepiej niż w "Iron Man 2". Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję dotyczącą zbroi Iron Patriot. Narzekałem, że niepotrzebnie dają pozytywnej postaci kostium, który w komiksach nosił złoczyńca. Na szczęście tutaj się to sprawdza i ma na tyle solidne podstawy, że nie mam do tej zbroi zastrzeżeń.

Iron Patriot (Don Cheadle)

Oprócz tego jest jeszcze Rebecca Hall, o której z początku kompletnie zapomniałem. Jej postać wnosi dwie, może trzy rzeczy do fabuły filmu i tylko dlatego pojawia się na ekranie. Twórcy zapowiadali, że intelektem rywalizować będzie z Tonym Starkiem. Miał być trójkąt miłosny. Podczas seansu nic takiego nie odczułem, a chemia między Downey'em Jr. a Paltrow kompletnie przykryła ich relacje z Mayą Hansen. Hall po prostu była na ekranie i swoją kreacją nie wniosła żadnej wartości dodanej do "Iron Mana 3", nie obroniła się w konfrontacji z resztą obsady.

Wszystkich zalet i nielicznych wad fabuły nie chcę wymieniać, gdyż nie lubię w recenzjach zdradzać niuansów scenariusza. Wspomnę zatem tylko o jednym niedociągnięciu. Twórcy nie wywiązali się z obietnicy, że brak Avengers będzie uzasadniony. O ile jeszcze brak Thora rozumiem, gdyż siedzi w Asgardzie, to kompletnie nie rozumiem, dlaczego w czasie największych problemów bohaterowie dzwonią nie do S.H.I.E.L.D., a do wiceprezydenta USA. W komiksach by to nie przeszkadzało ze względu na konwencje i tutaj też by przeszło, jednak przez zapewnienia włodarzy Marvel Studios czuję się zawiedziony. Na szczęście przez większość filmu da się wyjaśnić nieobecność organizacji Nicka Fury'ego.

Mógłbym jeszcze napisać o świetnych scenach akcji, dobrych efektach specjalnych, przeciętnym 3D. Tylko po co, skoro każdy z tych elementów stoi na spodziewanym poziomie?

Werdykt? Idźcie do kin. "Iron Man 3" Shane'a Blacka to rewelacyjny przykład kina superbohaterskiego, który w niektórych momentach przebija nawet "Avengers" Jossa Whedona. Do tego świetnie sprawdza się jako zakończenie trylogii o Tonym Starku. Jeżeli seria ma się rzeczywiście skończyć na tym filmie, to będziecie sobie pluć w brodę, że nie zobaczyliście tego na dużym ekranie. Ja pewnie jeszcze pójdę raz czy dwa. Tak ja na "Avengers". Na prawdę warto.

Autor: Dominik "Undercik" Nowicki

image0_res.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.