Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #296 (23.04.2013)

avalonpulse0.png
Wtorek, 23 kwietnia 2013Numer 16/2013 (296)


W związku z zawirowaniami w kontinuum czasoprzestrzennym wywołanymi przez wydarzenia przedstawione w najnowszym numerze Age of Ultron, w tym tygodniu poniedziałek wyjątkowo przypada we wtorek. Zapraszam do lektury.

Age of Ultron #6
Hotaru: Tym sposobem event osiągnął poziom, z którego już się nie podniesie. Rozumiem, Ultron postawił herosów pod ścianą, nie zostawił im dużego pola do manewru, ale żeby zaczęli postępować tak idiotycznie? Po zastąpieniu Hitcha oprawa graficzna nie ucierpiała mocno, tylko kolory nałożone na część dziejącą się w przeszłości mogłyby być bardziej nasycone. Jeszcze 4 numery i będę mógł o tym zapomnieć.
kuba g: Zapowiedziane było, że wraz z przemieszczeniem się w czasie dostaniemy podkręconą akcję i mnóstwo zaskoczeń. Nic z tego nie wyszło na razie. Bardziej podobały mi się chyba te przegadane numery z rysunkami Hitcha niż ten. Na plus mogę wymienić tylko ekipę w przeszłości, scenę z kradzieżą latającego auta Fury'ego i tyle, bo jednak za mało autentycznego dramatyzmu dostaliśmy, gdy Wolverine wykonuje swój wyrok na Pymie na oczach Sue. Jakoś nie czuć wagi tego wydarzenia, nic a nic. Natomiast ekipa w przyszłości to niestety takie typowe Avengers z końcówki pisania tytułu przez Bendisa. Mamy w ekipie dwóch genialnych strategów, mamy wielozadaniowego mózgowca, ale i tak pędzimy przed siebie bez żadnej refleksji, bo jesteśmy tak mocni i tak mighty. Z ekipy w przyszłości zapamiętałem na plus tylko Starka zachwycającego się pięknem technologii Ultrona, tylko. Niestety ten numer dla mnie wyszedł słabo.
avalonpulse296b.jpgGil: Numer, zgodnie z fabułą, podzielony na część dziejącą się w przyszłości i w przeszłości. I jakby nie patrzeć, ta część w przyszłości jest... pretty much useless. Polecieli, wpadli na rój miniultronów, end of story. Część przeszłościowa jest dla odmiany (albo może przez kontrast) całkiem niezła. Jak już przejdzie się przez początek z niesamowitym zbiegiem okoliczności, to można znaleźć kilka rozsądnych argumentów i niezłych sytuacji, które nawet mają pewien ciężar. Prawdę mówiąc, nie do końca wierzyłem, że zdecydują się na rozwiązanie, w którym Logan zabije Pyma z zimną krwią, a Sue mu na to pozwoli. Sądziłem, że raczej zmienią zdanie, ale wydarzy się coś nieoczekiwanego, co go ubije. A w ten sposób, mimo wszystko, została przekroczona pewna granica. Ciekawe, czy będą konsekwencje, czy ot tak przejdą nad tym do porządku dziennego? Mam też jakieś dziwne wrażenie, że dziwny kolor dymków Pyma jest jakąś sugestią. Anyways... pora na zmianę w wyglądzie świata, więc zobaczymy, co jeszcze pokażą. Aha, mieliśmy tutaj jeszcze jedną istotną zmianę - ekipy graficznej. Obie płaszczyzny czasowe są rysowane przez różne ekipy. To z jednej strony daje dość fajne rozróżnienie, ale z drugiej różnica klimatyczna między tym, a poprzednim numerem jest spora. No i cóż mogę wystawić, mając ledwie pół zeszytu czegoś konkretnego? Znów 5/10.
grzgrzegorz: Nie jest może jakoś genialnie, ale... muszę przyznać, że czytało się lepiej niż ostatnio. Wszystko potoczyło się szybko, sprawnie i jakoś tak...bez emocji. Pym zginął i nie wywołało to u mnie żadnych uczuć. Teraz trzeba poczekać, jak w następnym numerze pokażą, że jest jeszcze gorzej niż przed zgonem Pyma i będzie tak, jak chyba każdy fan oczekiwał. Meh. Numer na "całe" 5/10.
Gamer2002: Ten cross powtarza jedną z głównych bolączek AvX - wszystko do tej pory było stratą czasu, by móc zrobić twist z tym, o czym jest historia. W AvX miało być o walce Avengers i X-Men, ale wszystkie początkowe starcia stały się mało istotną watą, gdy okazało się, że chodzi o konflikt z Phoenix Five. Tutaj miało być o walce z Ultronem w świecie, w którym wygrał, ale teraz chodzi o zmienianie historii i dalsze tego konsekwencje. Właściwie to jest tu gorzej niż w AvX, bo tam w końcu te walki były, tutaj było jedynie puste gadanie o planie i zgromadzenie się w jedno miejsce.
Sam w sobie numer zły nie jest, jest nawet niezły, ale czy naprawdę musiał mieć przed sobą pięć numerów, a nie dwa? No i gdzie jest Spock? Pamiętam z zapowiedzi, że miał on niby być jedną z głównych postaci obok Sue, Sniktbuba i bodajże Rulka, a tylko dwójka, która udała się w przeszłość się teraz liczy. 6/10
jdtennesse: Nie podobała mi się pierwsza scena, bo tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że inne tytuły nawiązujące do AU są rzutem na kasę (patrz recenzja Wolverine and the X-Men #27AU). w jednym komiksie gadu gadu z Sue, pierdu pierdu samochodem latającym, a tu "pokaż się, wiem, że tu jesteś". Ale poza tym, to trzeba przyznać, że wreszcie ruszyliśmy z kopyta. I to mi się podoba. Mamy dwa wątki/miejsca akcji: Sue/Logan oraz reszta/roboty. Co się nie trzyma kupy? Wysłali Quicksilvera na rekonesans, ale to Storm niosąca wszystkich na wietrze (znowu!) szybciej dotarła do miasta od niego. Albo nie on taki Quick, albo ona taka zdolna. Ale fajnie, że w końcu przeszliśmy do meritum – oberwało im się, w końcu kto się nie spodziewał, że robotów będą setki tysięcy milionów, a ich kilkoro? Oberwało, i to porządnie. A na drugim froncie, Logan wreszcie dotarł do Pyma i dobrał mu się do skóry, a właściwie do gardła. No i go zabił. Mamy to, po co tu przyszliśmy i do czego i tak od początku zmierzaliśmy. Tylko jakie będą tego konsekwencje? Aha, i nie wiem, czy tylko mi się wydaje, czy rysunki są lepsze niż poprzednio? 6/10
S_O: No, to było szybkie. Przyznam, że Bendis zaskoczył mnie trochę tak szybkim rozwiązaniem kwestii Pyma. Teraz oczywiście okaże się, że bez Pyma, Ultrona i Visiona teraźniejszość okaże się jeszcze gorsza, co ma swoje minusy - teraz bowiem trzeba będzie na nowo ją przedstawić, a z czterema numerami do końca niespecjalnie widzę, żeby Brianowi poszło lepiej, niż z pierwszą. Swoją drogą, jeśli został na Ultrona wciśnięty reset, to teraz rozciąganie pierwszego aktu w ogóle przestało mieć sens.
No chyba, że Toster się zabezpieczył i sniktowanie kontinuum czasoprzestrzennego go wiele nie obeszło.
Krzycer: Wypłowiałe dymki w przeszłości - mieliśmy już ten patent w... Mighty Avengers? Tylko tam w ogóle rysunki były w starym stylu i kolorowane jakby drukarką igłową.
Swoją drogą - no proszę, Logan jednak sniktnął buba. A Sue mu na to pozwoliła, i tu mamy jedyne autentyczne emocje w tym numerze.
O, hej, Kapitan Ameryka zginął. Uuu, no to teraz stawka jest wysoka.

Astonishing X-Men vol. 3 #61
grzgrzegorz: Dawno nie sięgałem po ten tytuł i muszę stwierdzić, że zawiodłem się po lekturze tego numeru. Czy tylko ja uważam, że Jean wygląda jak żeńska wersja Apocalypse'a? Ta cała nawalanka jakoś nie robi wrażenia straceńczej, raczej wygląda głupio i naiwnie. Aż się cieszę, że zrezygnowałem z czytania tego crossa. Marne 4/10.
jdtennesse: Historia toczy się dalej swoim niezrozumiałym tokiem. Jean w końcu przyjęła na siebie moc Ziarna, muszę przyznać, że całkiem fajnie widzieć ją posiadającą taką moc. Poznajemy nieco z historii Celestiali oraz powstanie obecnych potworów. W sumie głupie to, że stworzone zostało niepokonane zło, żeby we Wszechświecie panowała równowaga. Bo co za dużo dobra, to niezdrowo. A jedynym sposobem na nich jest umieszczenie ich w więzieniu, którym będzie jeden ze światów. Plus wyślijmy wszystkich bohaterów do ich światów i zamknijmy portal. Oczywiście, to jest takie łatwe, a dokona tego nie kto inny, tylko Kurt, który cały ten bałagan rozkręcił. Jeśli to ma być zgrabne zakończenie historii, to chyba jest zbyt proste. Podobały mi się natomiast słowa Jean dotyczące śmierci. Jeśli chodzi o rysunki, to są tak samo nierówne, jak cała historia. 3/10
S_O: Zabawne, że podczas wielkiej walnej bitwy między Apoca-Jean a rasą ze świrem na punkcie prostych figur geometrycznych pozostali bohaterowie zdali sobie sprawę, że potężne, złowieszcze byty ich ignorują. TAK JAK OD POCZĄTKU HISTORII!
I och nie, chcą uwięzić armię tych dziwadeł w świecie AoA! To straszne! A raczej BĘDZIE straszne, jak będą to próbowali za pięć lat wyretconować.
Krzycer: To mikroKurt bamfował między wymiarami... przez portal... a nie własną mocą? Przecież inni przechodzili przez portal bez Nightcrawlerów... czy cokolwiek w tej historii jeszcze trzyma się kupy?
ApoJean wygląda interesująco. To wszystko, co mam dobrego do napisania o tym numerze.

Cable and X-Force #7
Gil: Zaczynam nabierać wrażenia, że ten tydzień sponsorowany jest przez słówko "useless". Ta wizyta Cyclopsa, która była cliffhangerem ostatniego numeru i została podkreślona na okładce tego? Completely and utterly useless! Wpadł, pogadał o niczym i pomachał na do widzenia. Zero wpływu na cokolwiek. A co z resztą zeszytu? Ufok, którego odbili z więzienia, skopał wszystkim tyłki i zwiał. W tym czasie Forge i Nemesis opieprzali się w drodze z odsieczą, a Domino i Colossus gadali o niczym. No i znów muszę podkreślić, że w tym komiksie związki przyczynowo-skutkowe prawie nie istnieją, a pojęcie odpowiedzialności w ogóle nie ma racji bytu. Powiedzmy sobie wprost: jak na grupę doświadczonych bohaterów i częściowo żołnierzy, zachowują się kompletnie dziecinnie. Ale dla odmiany powiem coś pozytywnego o rysunkach - kosmita wyszedł bardzo fajnie. Dam 4/10, ale trochę naciągane.
jdtennesse: Cable i jego drużyna próbują uwolnić z więzienia obcego, przez co chcą uniknąć jakiejś zagłady. Nie wiem, czy to jest nudne, czy po prostu zbytnio mi spowszedniało, szczególnie Piotr i jego guilt trip. Ileż można, przestań ciągle być męczennikiem. Pseudo relacja ojciec-syn nigdy mnie nie przekonywała, gdyż takie więzi należy wypracować przez lata. Dlatego Scott wspierający Cable'a jest tu zbędny. Mam wrażenie, że to takie niepotrzebne cameo. Podobał mi się za to obcy, a właściwie jego poczucie humoru. Rysunki mogą być. 5/10
S_O: Nie jestem pewien, co powinienem czuć, poza zrozumieniem dla kosmity - też bym nie chciał tykać panienek rysowanych przez Larrocę. Bo tak - gościnny występ Cyke'a nie służył chyba niczemu poza wrzuceniem go na okładkę. Choć teraz Hopeless może się bronić przed zarzutami o to, że Nate nikomu nie tłumaczy swoich poczynań - wytłumaczył, jedynemi mutantowi, który jest uznawany za gorszego terrorystę od niego. Pozostali członkowie drużyny mają jednak fajne sceny, miło też, że Boomer ma jakąś większą rolę. Mogłaby zostać w serii na dłużej.

Captain America vol. 7 #6
Gil: Wreszcie mogę powiedzieć coś pozytywnego o tym komiksie: nowa osoba odpowiedzialna za kolory spisała się fantastycznie i udało jej się wycisnąć maksimum z rysunków Romity. Co jednak nie zmienia faktu, że same rysunki nadal są mierne. Tak samo zresztą, jak historia. W tej odsłonie, księżniczka sprzeciwia się woli swego złego ojca i ujawnia swoje uczucia wobec dzielnego bohatera. Wygląda jak ściągnięte z "Willow". Steve z wielką dziurą w klacie biega, skacze, walczy, zakrada się pod prysznic kobitce... A nawet kogoś tam zabija. To drugi w tym tygodniu przypadek, kiedy bohater zabija przeciwnika z zimną krwią. I nie ostatni. No i oczywiście, coś musi się skomplikować, więc dzieciakowi wyprali mózg. Boo-hoo! Nawet z upgradem grafiki, to będzie najwyżej 3/10.
S_O: To jak, wierzy ktoś, że Cap zabił Zemównę? Nie, nie spodziewałem się.
Historia robi się męcząca - rysunki są ledwo znośne, od monologów Steve'a - jedynego miejsca, z którego możemy się dowiedzieć, że jest ciężko ranny i ledwo żywy, bo nadal hasa jak zajączek Duracella - bolą zęby, jego syn ani mnie ziębi, ani grzeje, a wszelkie konsekwencje tej historii z góry są skazane na zapomnienie (chyba, że remender przerobi Capa na FrankenSteve'a), a to w związku z uporczywym wmawianiem czytelnikowi, że minęło dwanaście lat.

Captain Marvel vol. 6 #12
Hotaru: Część z gadaniną lekarzy wybitnie mi się podobała. To tutaj intryga została pchnięta naprzód. Druga połowa numeru, w której Carol i Deathbird okładają się po twarzach, była stanowczo za długa. Rozumiem, że taki był zamysł strukturalny na ten numer, by skakać pomiędzy tymi dwoma wątkami, ale to był zły pomysł, kiedy jeden z wątków okazał się być zbyt ubogi w treść. Rysunki nadal mi się podobają, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że ta estetyka jest dość specyficzna.
S_O: Walka Carolki z ptaszkiem to właściwie hałas w tle głównej historii, czyli rozmowy dwójki lekarzy. Której straszliwą konkluzję przewidziałem na jakieś dwie strony przed jej ujawnieniem, więc też nie ma się nad czym zachwycać. Za to ostatnia strona jest pewnym zaskoczeniem. Zobaczymy, jak pójdzie pani Kucykowej z "Enemy Within". Na pewno nie będzie gorsze od "X-Terminated".
Krzycer: Niby sporo się tu działo, a miałem wrażenie, że to wszystko powinno się wydarzyć już w poprzednim numerze. Innymi słowy, zaczyna mi się dłużyć ta historia.

Daredevil vol. 3 #25 avalonpulse296c.jpg
kuba g: O, jak dobry to był numer. Waid zafundował mi na początku straszne cierpienie, gdy nie chcąc tego, spodziewałem się, że stworzył najgorszy patent, jaki można wcisnąć w tę serię - przywrócić do życia ojca Murdocka, naprawdę, przez kilka stron zacząłem go nienawidzić. Moja ulga, gdy zobaczyłem następny produkt eksperymentów z tej serii, ubrany w krzyżówkę oryginalnego żółto-czerwonego stroju DD z jakąś lekką wariacją na temat zbroi kendo. Drugą fantastyczną rzeczą w tym odcinku jest Samnee. Mając luźny styl, który może tego nie zapowiadać, stworzył naprawdę świetne rysunki do sekwencji ich walki, która zajmuje w sumie pół numeru. Następny bardzo dobry odcinek, a ja dalej nie jestem w stanie zdecydować, kto okaże się wielkim złym stojącym za następnym "wielkim planem zniszczenia życia Matta Murdocka".
Gil: No dobra, póki co nie poznaliśmy osobnika, który pociąga za sznurki, ale za to poznaliśmy jego nową kukiełkę. Nazywa się Shinji i jest płaczliwym... Ehm, sorry - znów skojarzenia. Nazywa się Ikari i jest zninjowanym Daredevilem na sterydach. Zaprojektowany, żeby dorównać mu w każdym calu, a nawet przewyższyć i zaszczepić strach w sercu człowieka bez strachu. Całkiem nieźle. Właściwie cały numer wypełnia pojedynek tych dwóch przeciwników, w którym szale przechylają się to na jedną, to na drugą stronę. Aż do momentu, kiedy wychodzi na jaw oszustwo i w ten sposób zło zwycięża. No, to było niespodziewane. I tym bardziej mi się podoba, bo jeśli zło ma zwyciężyć, to oszustwem właśnie. Wszystko to jest bardzo fajnie zilustrowane i świetnie poprowadzone, dzięki czemu jest odpowiednie napięcie i klimat. A to zasługuje na solidne 7/10.
S_O: Już ćwierć setki na liczniku? No to nic dziwneg, że pojawia się Superior Daredevil.
Co do którego mam pewne zastrzeżenia. Czy nie było zawsze tak, że to fakt, że Matt jest niewidomy, wyostrzył jego zmysły, tak, jak to ma miejsce w prawdziwym świecie, a ten radioaktywny śluz tylko trochę w tym pomógł? W końcu gdzieś w Ameryce czy gdzieś jest deskorolkarz, który jeździ na echolokację, a z tego, co mi wiadomo, on żadnego kontaktu z toksycznymi chemikaliami nie miał. Bo odkrycie z jednej z ostatnich stron wszystko to neguje i praktycznie niszczy postać Daredevila-bohatera, który mimo braku mocy i wzroku nadal z powodzeniem walczy ze zbrodnią. Teraz po prostu jest kolejnym nadczłowiekiem z superzmysłami i handicapem, żeby nie był ZBYT przepakowany.
Więc nawet mimo tego, że walka z Shinjim została świetnie przedstawiona i trzyma w napięciu, ten numer zepsuł mi całą przyjemność z Daredevila.

Daredevil: End of Days #7
kuba g: To jest dobry komiks, a dla ludzi uwielbiających Daredevila nawet bardzo dobry. Pierwszy plus: Bendis i Mack naprawdę wygrali już na pierwszej stronie z "The Church Of The Hand", nawet nie potrafię wyrazić, jak bardzo podobał mi się patent zrobienia z The Hand sekty wzorowanej na heretykach lat 60/70. Tym bardziej podoba mi się umieszczenie tam Jonina z czasów, gdy scenariusze DD pisał Chichester. W ten sposób "End Of Days" przestał być tylko pamfletem do Franka Millera i sposobem zamknięcia klamrą wszystkiego, co wcześniej zrobili Mack z Bendisem. Co lepsze odnośnie klamry, drugi plus, czyli odniesienie się do Daredevil: Ninja jest następnym świetnym patentem, którego też niezbyt się spodziewałem, pamiętając, jak kiepsko ta miniseria została przyjęta. I ostatni plus, w końcu poznajemy więcej "nowego" Daredevila, w końcu obserwujemy jego zachowanie, a z "Mr. Punisher" będę śmiał się jeszcze długo. I mogę mieć tylko satysfakcję, że pod maską krył się ten, którego spodziewałem się od początku, szkoda tylko, że zdjęcie tej maski nastąpiło w taki sposób, ale... Nie mogę się doczekać ostatniego odcinka. Pewnie będę w tym odosobniony, ale dla mnie to prawie idealny numer, który przybliża do końca bardzo dobrą miniserię.
Gil: No, to możemy podzielić się ciasteczkami. Bo chyba ciężko będzie znaleźć kogoś, kto jeszcze nie domyślił się tożsamości nowego rogacza. Mało subtelne to było, ale sama scena ujawnienia prawdy wyszła nawet nieźle. Nawet jeśli kliszowato. A poza tym zapamiętałem z tego numeru scenkę, w której Ben znajduje na kompie listę organizacji pokroju Hand, które oczywiście noszą nazwy części ciała. To znaczy nie tylko, że znana z Żółwi Ninja organizacja Foot jest częścią tej całości (co akurat nie dziwi, bo TMNT zaczynały jako parodia runu Franka Millera w Daredevilu), ale także, że gdzieś na świecie działa klan ninja na przykład pod nazwą... ehm... siusiak. W tej sytuacji nazywanie kogoś członkiem nabiera dodatkowego znaczenia. Tak sie śmieję, a tak naprawdę, robię to po to, by pokazać, że niewiele jest w tym numerze poza ostatnią stroną. I dlatego wystawię 4/10.
S_O: Mam nadzieję, że Bendis nie zamierzał zszokować czytelników ostatnią stroną, bo wątpię, żeby ktokolwiek jeszcze nie odgadł, kim jest Śmiałek 2.0. Choć z drugiej strony ponoć ludziom potrzebna była mówiąca to wprost zajawka, żeby się domyśleć, że dziewczęciem w Thanos Rising jest Śmierć, więc ja tam nie wiem.
Z innych rzeczy, Mapone nadal pozostaje czerwonym śledziem. Wątpię, żeby Bendis kiedykolwiek wyjaśnił, co to znaczy.

Dark Avengers #189
S_O: PFFFFHAHAHAHAHA! Co to za design Thora? Słodki Jezu. Za to ujawnienie "twarzy" Starka wyszło całkiem nieźle. Co prawda spodziewałem się czegoś takiego (no, bardziej czegoś w stylu War Machine'a z czasów Inicjatywy i Dark Reign), ale ujawnienie wyszło Parkerowi nieskończenie lepiej, niż Bendisowi komiks wyżej - jedyne, czego brakowało, to kogoś stwierdzającego "well, yeah". Swoją drogą teraz już chyba wiem, do czego w tej historii posłuży Wasp.
Tylko rozwiązanie "śmierci" Moonstone pozostawia coś do życzenia. "Całe szczęście, że nanity przestały działać akurat wtedy, gdy ich potrzebowałam!". Lepiej by było ujawnić kilka numerów wcześniej, że przestały działać, a zdolność fazowania po prostu traktować jako asa w rękawie. No, ale to jedyna wada numeru (poza wyglądem Thora).

Iron Man vol. 5 #8
Hotaru: Przyjemne czytadło. Wprawdzie po historii reklamowanej tak intensywnie jak "Godkiller" spodziewałem się czegoś innego, ale to wina moich oczekiwań, a nie Gillena. Nie rozumiem za to, dlaczego scenarzysta wprowadził 451, kiedy równie dobrze tę rolę odegrać mógłby Unit. Koniec końców, jest to bardziej prolog do przyszłej historii, niż epilog AvX, jak próbowali przekonać nas marketingowcy Marvela. Może to i lepiej.
Gil: Zaczyna się od genialnej sceny pojedynku, która jak dla mnie mogłaby zająć nawet cały numer. Ale nie mam nic przeciwko temu, że została przerwana, bo ciąg dalszy rownież wyszedł świetnie i zaskoczył mnie mocno. Właśnie przez ten początek spodziewałem się, że cały numer będzie lekką bitką z przymrużeniem oka, ale gdy zbuntowany Recorder zaczął wcielać w życie swój plan, zaczęło się robić coraz ciężej, a skończyło się małym kosmicznym ludobójstwem. Zagęszczenie klimatu wyszło Gillenowi świetnie i całkowicie odwróciło znaczenie tej historii, stawiając Tośka w mocno niekomfortowej sytuacji. Tak właśnie lubię. Tym bardziej, że znając autora, możemy się spodziewać konkretnych skutków i konsekwencji. O dziwo, nawet podobały mi się również rysunki w tym numerze. Tak więc, za całokształt będzie mocne 7/10.
S_O: No, to najwyraźniej myliłem się co do rozwiązania kwestii Death's Heada. Ale to dobrze, to znaczy, że Gillen nie opiera się na kliszach, yes?
W ogóle cały ten numer to jedno wielkie zaskoczenie. Zwłaszcza ta jedna scena przechodząca z wynalezienia golarki do wymordowania cywilizacji. Jak mówiłem, Gillen nie bawi się w chodzenie utartymi ścieżkami.

Nova vol. 5 #3
Hotaru: Kolejny numer dość ubogi w treść. Nie podobało mi się, jak twórcy bezwstydnie czerpali z filmowych "Avengers" - jakby nie wierzyli, że uda im się samodzielnie stworzyć absorbujący komiks, dlatego zdecydowali się pasożytować na niewątpliwie świetnym filmie. Po lekturze tego numeru nie polubiłem Sama bardziej. Ba, Rocket Raccoon zaczyna mnie drażnić. Kiepsko.
Gil: Ufff! Dzieciak nie pobił Watchera - kamień z serca. Za to spojrzał mu głęboko w oczy i ujrzał gwiazdy. Eee... romantyczne? Poza tym nie dzieje się za wiele, bo Szop i Gamora wracają, żeby zrobić młodemu skrócony kurs novowania, trochę pogadać, a potem posłać go prosto w paszczę lwa. Oczywiście. Rzucił mi się w oczy fragment dialogu, w którym Gamora wspomina o Richardzie i tym, jak poświęcił się wraz z całymwaitWAIT! WHAT?!? Jak to wraz z całym Nova Corps? Loeb znów chyba czytał jakąś inną historię i tak samo jak przy X-Sanction powywracał całe zakończenie do góry nogami. Tak więc, zgłaszam protest i oświadczam, że to wierutna bzdura! Teoretycznie Richard przejął całą Nova Force, ale to po pierwsze nie musiało oznaczać końca Korpusu, a po drugie: gdyby rzeczywiście Nova Force przestała istnieć lub była niedostępna, to nie mógłby z niej korzystać ten tutaj dzieciuch! No i się zloebowało... 3/10.
S_O: Filmizacji komiksowego uniwersum ciąg dalszy. I nie, nie podoba mi się to ani trochę.
Nie podoba mi się też pomysł z jednym popołudniem treningu przed wysłaniem dzieciaka do boju. Jasne, jego doświadczony ojciec poległ w walce, ale może Samowi się uda. Nadal klisza na kliszy, żeby skontrastować z Gillen Manem. Oby do czerwca.

Savage Wolverine #4
Gil: Nadal jest to całkiem przyjemna historyjka z Wolverinem w tle. Shanna została przywrócona do świata żywych, podczas gdy Wolviek w poszukiwaniu jej wymordował całe plemię tubylców. Ups... Ale spoko, pewnie wskrzeszą ich off-panel, więc nie ma co się przejmować faktem, że nasz bohater ot tak powyżynał niczemu nie winnych ludzi, którzy tylko bronili swojej własności. Trochę to jakby mało bohaterskie, nie? Nawet rzekłbym, że wręcz przeciwnie. Ale jeśli można ich wskrzesić, to przecież nic nie znaczy... Poza tym właściwie niewiele się działo, bo dialogi raczej służą podsumowaniu zebranych dotychczas informacji, a akcja wręcz trochę się cofa. Mimo wszystko, całkiem przyjemnie się to czytało i nieźle wyglądało, więc dostanie mocne 6/10.
grzgrzegorz: Po pierwsze - ten numer jest po prostu cudownie narysowany. Shanna i Man-Thing prezentują się po prostu super na łamach tego komiksu i kradną cały numer.
Po drugie, fabuła - może nie jest to majstersztyk, ale czyta się to przyjemnie. Rola Man-Thinga jest zaskoczeniem, co nie zmienia mojego odbioru tej istoty i uważam, że wypadła wprost genialnie. Reszta też wypada fajnie - zwłaszcza cliffhanger prezentuje się ciekawie i zapowiada się fajny pojedynek w następnym numerze. Za całość 7.5/10.
S_O: Nadal przyjemna historyjka, z miłymi rysunkami i zabawnymi dialogami. I nadal Wolvie jest dopiero którymś z kolei najważniejszych bohaterem. Świetna lektura, jeśli nie szuka się czegoś, nie daj Boże, "poważnego".

avalonpulse296d.jpgSuperior Spider-Man #8
Gil: Oh, come on...ten początek z Avengers był kompletnie głupi! Stawia się, walczy, siłą muszą go zmuszać do testów, a potem puszczają wolno i jeszcze dają wyniki? Bo potwierdzili, że nie jest Skrullem ani Space Phantomem? Jasne, bo przecież nie ma w całym Wszechświecie innego zła... To tak, jakby lekarz powiedział komuś: to nie grypa ani koklusz, więc nie umrzesz. Bullshit! Ta scenka z rysunkiem też absolutnie bez sensu. Do niczego te bazgroły niepodobne i nie wiem, co miałyby zasugerować. Nie prościej byłoby napisać OTTO? Do tego nie trzeba ośrodka językowego w mózgu. Double bullshit! A potem ogromny zbieg okoliczności, że akurat ten sprzęcior, który skubnął Cardiac, jest potrzebny do zamaskowania anomalii w EEG, niepotrzebna bitka i wyciągnięta znikąd rewelacja, że Ottoś jest niezrównanym neurochirurgiem. Triple bullshit! Ale za to muszę przyznać, że scenka z dziewczynką po tym wszystkim była całkiem miła. Jednak nie na tyle, żeby wynagrodzić nam tę dawkę bzdur i kiepskie rysunki Ramosa. Tutaj również 3/10.
S_O: Wdowa znowu gada o czerwonym Ledgerze? Serio? Czy to teraz będzie jej catchphrase?
Kolejnym (prawie tak samo dużym) minusem jest fakt, że Ottona przed zdemaskowaniem, znowu, chroni jedynie niebywały fart i nagłe ogłupienie pozostałych Avengers. Cała drużyna musiała go powalić (co swoją drogą jest nadzwyczaj głupie, bo wystarczyło, żeby Jess go obsikała swoimi feromonami) i siłą przywiązać do EEG, ale po wstępnych testach pozwalają mu odejść jedynie z ostrzeżeniem? I jeszcze robią za niego wymówki? W czasie BND jeszcze można się było zasłaniać zaklęciem ogłupiającym, jakie jest wytłumaczenie teraz? Już nawet nie wspominam, że do robienia skanów mózgu nikt nie wezwał kogoś, kto umie je przeprowadzać i interpretować wyniki, bo najwyraźniej wszyscy stwierdzili, że odczyty fal mózgowych po prostu zajebiście wyglądają na ekranie.
A, i jeszcze ostatnia strona. Kto chce się założyć, że koniec końców Pete trafi do robota? Co, nikt? Nie ma głupich? Tak właśnie myslałem.

Thunderbolts vol. 2 #8
Gil: I znów Way próbuje ugrać trochę punktów, przenosząc lokalizację z wyimaginowanego kraju do rzeczywistego i pogrywając na wątkach zbliżonych do rzeczywistości. I znów potknął się o szczegóły, bo nie odrobił lekcji. Wystarczy spojrzeć na pierwszy panel i zrobić to, czego nie chciało się zrobić scenarzyście - użyć googla - żeby dowiedzieć się, że w Czeczenii nie mówi się w farsi. No i oczywiście, im dalej, tym gorzej. Na przykład Venom zostaje shapeshifterem i zmienia sie w kobitkę. Ktoś tu chyba nie rozumie różnicy między kamuflażem, a całkowitą zmianą fizyczną ciała. I nie będę nawet udawał, że zrozumiałem, co zrobili z Deadpoolem (ale może to moja wina, bo czytałem szybciochem). Za to rysunki Phila Noto wyszły całkiem fajnie w niektórych momentach i to dzięki nim podciągnę ocenę do 3/10.
S_O: Całe szczęście, że udało nam się zwerbować Elektrę, grecką ninję i mistrzynię kilku stylów walki wręcz. Teraz będzie mogła stać na dachach i strzelać ze snajperki. Jestem już pewien, że pojawiła się w serii tylko dlatego, że pasuje kolorystycznie, a Black Widow była zajęta.
Co poza tym? Nadal głupio jak nieszczęście. Dzięki Bogu Way wkrótce odchodzi.

Ultimate Comics: Wolverine #3
Krzycer: Szczerze mówiąc nie czytałem tego komiksu. Jimmy Hudson jest przyrodnim bratem Quicksilvera i Scarlet Witch. Czyli Bunn nawiązuje do pomysłów Loeba. To wystarczy, żeby odechciało mi się czytać.

Venom vol. 2 #34
S_O: I to tyle? Poprztykali się trochę, pomarudzili, strzelba Czechowa wystrzeliła (całkiem nieźle, muszę przyznać) i się pożegnali? Jestem nieco zawiedziony.
No i mózgostworki się rozmnażają, a okładka następnego numeru sugeruje powtórkę z "Enemy Mine". Mam nadzieję, że nie będzie opierać się na najbardziej ogranych schematach.

Wolverine and the X-Men #27AU
Gil: A skoro mowa o przymiotniku "useless", to ten komiks powinien być jego encyklopedyczną definicją. Absolutnie niczemu nie służy, absolutnie nic nie wnosi, a poza tym jeszcze ściąga ze starych numerów. Ten przerywnik jest niepotrzebny, zbyt przypadkowy i w dodatku niepotrzebnie miesza, bo ten motyw z niby-Brood do niczego nie pasuje. W dodatku rysunki ma najwyżej średnie, a okładka kłamie. Czyli tym razem wkroczyliśmy na ciemną stronę okołoeventowych 1-shotów. 2/10 to max.
grzgrzegorz: Numer niepotrzebny, nic nie wnosi właściwie do fabuły. W numerze spodobały mi się dwie rzeczy: Logan i Brood oraz panel z Sue i jej pozycją na "matkę polkę" ze środka numeru. Ogólnie fajny numer o niczym oceniam na 7/10. Acha, "wielki brat S.H.I.E.L.D" widzi wszystko!
jdtennesse: Kompletnie nie wiem, po co komu ten komiks. Według mnie jest całkowicie wyrwany z historii AU. Jedyny motyw, jakiego można się dopatrzeć, to fakt, że z winy Logana królowa Brood, poprzez połączone umysły ze swoimi "dziećmi", dostosowała się do przetrwania w warunkach ataku tak silnego, jakim jest atak Logana. Wytworzyła jakiś zewnętrzny szkielet i ma większe zęby. Ten komiks jest bez sensu. Chyba że… dzięki poczynaniom Logana, będziemy mieli kolejny megaultrasupereventcrossover związany z Brood. A po drugie Sue podpowiedziała Reedowi, że jest podglądany. I to są te jej małe kroki? Efekt motyla. Tak, chyba bardziej pterodaktyla. Jedyne, co mi się podobało, to rysunki. 2/10
S_O: Logan stworzył Brood? To czy teraz trzeba będzie przenieść się w czasie i go zabić, czy poczekamy na "Age of Sleazoids"?
Nie mam pojęcia, co myśleć o tym numerze. Nie jest w żaden sposób związany z historią Bendisa, nie wprowadza do niej niczego, a sama w sobie też nie jest niczym, nad czym możnaby się zachwycać. Jedynym plusem, jest fakt, że może, MOŻE, autor zauważył, jak ludzie biadolą nad hipokryzją Sniktbuba i postanowił dać im jeszcze jeden argument do dyskusji.
Krzycer: Na wątek Brood, który do niczego nie pasuje i jest bardzo głupi, spuśćmy zasłonę milczenia. Zamiast tego skupmy się na końcówce i wewnętrznej przemianie bohaterów. Przypomnijmy - Logan jest zdecydowany szukać innego rozwiązania niż sniktowanie, a Sue podjęła decyzję, że sniktować trzeba. Jak to się ma do głównej miniserii? Tradycyjnie, nijak. Age of Ultron ma mało tie-inów, ale przynajmniej niektóre nadrabiają głupotą.

WolverineMAX #6
S_O: Kolejna wielka miłość Wolviego zginęła. I tak właśnie się zastanawiałem przez ostatnie pięć stron, na kogo padnie.
Seria nadal nie ma racji bytu poza "też chcę pisać o Wolverinie, ale tak, żeby swobodnie kląć!". Mam nadzieję, że lipcowy numer będzie ostatnim.

X-Factor #254
Hotaru: Dziwne, postać, której los najbardziej mnie w tym numerze poruszył, to Hela. Czyli jedna z antagonistek. Wątpię, czy taki był zamysł Petera Davida. Jak na apokaliptyczną historię, w której stawką jest cała Ziemia, jakoś zbyt kameralny klimat stworzyli twórcy. Brakuje mi choć jednego panoramicznego ujęcia na rozmiar zniszczeń. Owszem, było takie w poprzednim numerze, ale to nie znaczy, że w tym można je sobie odpuścić. Koniec końców czyta się dobrze, ale mogło być lepiej.
Gil: No, to Mephisto zarządził! I to właściwie tyle... bo właściwie odwalił spory kawał roboty za naszych bohaterów. Sporo było narracji i dialogów o tym, co Tier chce lub nie chce zrobić, trochę odwracania uwagi, żeby umożliwić wejście Jezebel i Guido, a potem jeszcze trochę bijatyki. Rozmach i epickość historii zostały mocno zredukowane przez sposób osadzenia, więc właściwie nie czuć, że ma to jakiś większy zasięg. Ot, wszędzie płomienie i gruzy, i właściwie to samo tło w kółko. Zabrakło mi też jakichś charakterystycznych dla Petera Davida odniesień i tych momentów, które czynią jego scenariusze wyjątkowymi. Tutaj jest po prostu średnio. I daleki jestem od zachwycania się rysunkami, więc mogę dać najwyżej całkowicie średnie 5/10.
jdtennesse: Mam wrażenie, że ten komiks jest bardzo nierówny. Pierwsza połowa mi się podobała, może dlatego, że akcja trochę się ruszyła. Druga to znowu to przynudzanie, które można odnaleźć w tym tytule od kilku numerów. Na początku krótka rozmowa, w której nagle Tier zaczyna mieć wątpliwości i nie chce zostać maszyną do zabijania (e, na to chyba już za późno). Po powrocie, wszyscy zostają teleportowani przez Stara; podobało mi się, że nawet nie dano im (Rahne i Tierowi) dojść do słowa – z jednej strony toczy się wojna, a my tu sobie pogadamy, czy można zabijać dla ratowania ludzkości, bo dziecko, które i tak już zabijało, nagle zaczęło mieć skrupuły. Podoba mi się, że władcy piekieł w końcu porządnie zaczęli się wybijać, tudzież tłuc. Widać, kto póki co stoi na czele wygranych. Nie dziwię się reakcji Polaris, ale zgadzam się również z argumentem, że nie należy nikogo zmuszać do kroczenia drogą, której się obrać nie chce. Tylko, jak już pisałem, Tier już na tą drogę wkroczył. Niestety, pojawienie się Jezebel wszystko psuje. Po prostu odwołuje demony? No tak, tatuś nie mógłby sam wezwać swoich podopiecznych na pomoc. No i oczywiście Madrox musiał się obudzić akurat w tej chwili i robi się wielka rozpieducha – walczą i tracą czas, zamiast połączyć siły. Longshot i Shatterstar mają krótkie i celne punchline'y – That ship has sailed oraz This is unfortunate. Ogólnie jest trochę lepiej niż ostatnio, ale to chyba tylko dlatego, że władcy piekieł w końcu wzięli się za łby i mogą zniszczyć sami siebie. I tak to się pewnie skończy – rola Tiera i drużyny będzie pewnie minimalna w ogólnym rozrachunku, a władcą zostanie jeden z Lordów dzięki własnym staraniom. Rysunki takie sobie. 6/10
S_O: A raczej "Fabolous Adventures of Mephisto featuring X-Factor", bo ci nie robią wiele poza staniem i gadaniem. I o ile zwykle w tym tkwi siła senariuszy PADa, tak teraz, gdy świat chyli się ku upadkowi, te rozmowy są trochę nie na miejscu. Kiepsko też wyszła do bólu ograna scena "nie ma czasu, by wyjaśniać, róbcie to, co mówi osoba, którą znacie jako łotrzycę!". Może to dobrze, że następna historia nosi tytuł "Koniec X-Factor"?
Krzycer: Coś w tej historii nie działa. Niby wszystkie elementy są na swoim miejscu, ale jakoś do siebie nie pasują tak dobrze, jak powinny. Może w ostatnim akcie będzie lepiej.

X-Men Legacy vol. 2 #9 avalonpulse296e.jpg
Gil: To się nazywa pulling a Watchmen. I to nawet dwa razy! Przyznaję się, że po wstępie nie domyśliłem się niespodzianki z końcówki, ale też przyznaję bez bicia, że jako tribute wypadła świetnie. Co tam, sam fakt, że Spurrier wykorzystał tutaj goldenejdżowego Visiona czyni go wielkim! Nie mówiąc już o sposobie wykorzystania go w tym kontekście. Czytało się to wszystko świetnie i przez cały czas nie mogłem się doczekać, ani tym bardziej przewidzieć, co się wydarzy na następnej stronie. A obok całego tego misternego planu, mamy jeszcze kolejny krok w rozwoju relacji między Davidem a Ruth. Relacji, która jest tak samo świetna, jak skomplikowana i komplikuje się jeszcze bardziej. I nawet nie przeszkadzało mi to, że rysunki są chyba jeszcze gorsze, niż dotychczas. Tak się skupiłem na treści, że właściwie nie zwróciłem uwagi na formę. Dlatego, mimo kiepskich rysunków i tak wystawię 8/10 i dam tytuł numeru tygodnia.
jdtennesse: Tytuł cały czas trzyma poziom. Randka Davida i Ruth zapowiadała się świetnie. Niestety, wiemy, jak się skończyła. Dylemat, przed którym David ją postawił, jest rzeczywiście dość poważny. Pytania takie były już podejmowane. Rozumiem motywy, które nim kierowały, ale wątpliwości Ruth też nie są mi obce. Jest to dylemat moralny, aczkolwiek komiksowy. Problem, przed jakim go postawiono jest ciekawy, postać Aarkusa zbyt przerysowana. Decyzję Davida trudno jest jednoznacznie ocenić. Chciał pomocy ze strony Ruth i jednocześnie jej aprobaty, a nie pozwolenia. Fajnie rozwijają się te dwie postacie. Jemu łatwiej jest znaleźć równowagę właśnie dzięki niej. Widać, że jeśli ma się dobry pomysł na postać, to nie potrzeba całej drużyny na stworzenie ciekawego komiksu. Aha, no i na początku smaczek – nawiązanie do Watchmen. Rysunki są, jakie są, na szczęście niedługo się zmienią. 8/10
S_O: Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że długowieczna istota, która żyła na Ziemi co najmniej od czasu Drugiej Wojny Światowej, dała się przekonać jednej książce, że mutanci to zło wcielone, które należy tępić jak karaluchy. Z drugiej strony, jakby nie był szalony, to by nie siedział na Księżycu.
Mamy tu małą dyskusję moralną na temat zabijania Hitlerów, i wychodzi to całkiem ciekawie, choć też fakt, że wbrew temu, co twierdzi David, co i rusz przerabiamy ten temat, ZWŁASZCZA, gdy chodzi o mutantów. No i smutne rozwiązanie, bo się fajna para z obu wariatów robiła.
Swoją drogą, czy ktoś używa tej aplikacji do czytania cyfrowych dodatków? Bo jeśli po jej użyciu na jednej z pierwszych stron nie pojawiła się jedynie notka "She's talking about 'Watchmen'. Read a book, people", będę zawiedziony.


Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0295a.jpgX-Men: Legacy vol. 2 #9
Autor:
Mike Del Mundo

Hotaru:
Wprawdzie jakiś czas temu przestałem czytać o przygodach Legiona, ale ta okładka przyciągnęła moją uwagę. Uwielbiam, kiedy artysta wkomponowuje w okładkę logo serii, a Del Mundo dorzucił jeszcze nazwiska twórców. Kontynuuje wątek psychoanalizy i bawi się w przedstawienie schematu wyciągniętego niby z podręcznika do medycyny. W kontekście klimatu tej serii - strzał w dziesiątkę.







Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.04.17
Redaktor prowadzący: S_OKorekta: S_ORedaktor techniczny: S_O
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.