Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #19 (26.11.2007)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 26 listopada 2007 Numer: 19/2007 (19)


W zeszłym tygodniu otrzymaliście w prezencie grę, dziś kolejna multimedialna niespodzianka - w Pulsie film o najpopularniejszym bohaterze Marvela, Spider-Manie! Enjoy!

 


 

Zapowiedzi na luty
Gil: W tym miesiącu mamy trzy istotne wydarzenia. Po pierwsze: nowe status quo X-Men po Messiah Complex, które będziemy obserwować w kilku seriach, włącznie z debiutującą X-Force. Po drugie: debiut nowego Kapitana, który jest chyba najbardziej oczekiwanym wydarzeniem fandomu (przynajmniej amerykańskiego). I wreszcie po trzecie: początek runu Millara i Hitcha w Fantastic Four, po którym wszyscy wiele sobie obiecujemy. Można dodać też debiut nowego projektu Millara, ale do niego zniechęca mnie obecność Romity Juniora. Będzie kilka dość ciekawych one-shotów (z Giant Size Astonishing X-Men na czele) i mniej ciekawych annuali. Myślę, że dość istotne wydarzenia zobaczymy też w New Avengers i pokrewnych seriach oraz Incredible Herculesie.



 

Captain America vol. 5 #32 avalonpulse0019e.jpg
Cyclop83: Bru jak zwykle w świetnej formie. Najlepszy panel w całym komiksie to oczywiście but Faustusa zbliżający się do głowy Bucky'ego i dźwięk, jaki miał temu towarzyszyć, czyli "KNNCH!". Widać, że Red Skull potrzebuje Winter Soldiera, ale równocześnie gotów jest go zabić, jeśli ten nie powróci do "bycia użytecznym". Ciekawy był również przerywnik, w którym Stark dowiedziawszy się o ciąży Sharon, każe zniszczyć wszystkie elektroniczne dowody tego odkrycia. Zastanawia mnie tylko jedna sprawa: jak rozumieć uwolnienie Bucky'ego przez Sharon? Jestem za tym, iż zaczyna pomału odzyskiwać własną tożsamość. Ostatnia strona, no cóż, można powiedzieć, że w pewnym sensie było to do przewidzenia. Już się nie mogę doczekać następnej odsłony tej historii.
Ocena: 8/10
Gil: Coś tym razem nie chwyciło i podejrzewam, że to wina zapowiedzi pojawienia się nowego Capa już wkrótce. Czyta się niby jak zwykle, ale zabrakło poczucia niepewności i jakiegoś smaczku, który by się wyróżniał. Znając przyszłość, inaczej reaguje się na dramatyczne momenty, bo zawsze można powiedzieć sobie, że i tak nic nie zmienią. Chyba właśnie po raz pierwszy pożałowałem, że czytam zapowiedzi. No cóż, źle na pewno nie jest, ale nie mogłem się wczuć. Ocena; 7/10
S_O: Wszyscy zgadli, co oznaczał cliffhanger z poprzedniego numeru, ale chyba nikt się nie spodziewał, że w spluwie będą ślepaki! Brawa dla Bru za to, że zaskoczył nas wtedy, gdy myśleliśmy, że wszystko zgadliśmy wcześniej.
A poza tym? Nadal jest świetnie - Buck kozaczy w kaftaniku, Falcon i Natasha szaleją, Tony dowiaduje się o Kapitaniątku, a Sharon chyba zaczyna odzyskiwać zmysły. No i na finał aresztowanie Winter Soldiera. W tym samym czasie, Steve Rogers nadal nie żyje.
Jaro: Capa bez Capa ciąg dalszy w ciągu dalszym poziom trzyma. Tym razem jest bardzo dynamicznie, bo numer kradną dwie rozwałki - z jednej strony ta w wykonaniu Sama i Natashy, z drugiej ta autorstwa spętanego Bucky'ego (który po raz nty udowadnia, że pod względem wyszkolenia nie ma lepszego kandydata na nowego Capa). Świetnie oddane (i narysowane) jest też zdezorientowanie mózgowo wypranej Sharon. Całość jak zwykle świetnie narysowana i jeszcze lepiej pokolorowana.
Ocena: 8/10; soundtrack: Black Label Society - Stronger Than Death.
Krzycer:
Akcja, akcja, akcja. I to w świetnym stylu. Bucky kozaczący ze skrępowanymi rękoma - dobre, akcje Sharon - lepsze. Fajny odcinek i mocne przyspieszenie po poprzednich.

Captain America: The Chosen #4
Gil: Niezmiennie, najciekawszym elementem tej serii są rysunki. W warstwie fabularnej mamy wspominki i medytacje nad szkieletem, więc właściwie nic się nie dzieje. Jeśli ktoś oglądał "Ostatni Film o Legii Cudzoziemskiej", z pewnością ucieszy go wiadomość, że Kapitan nadal żyje umierający. Ocena: 3/10

avalonpulse0019f.jpg Heroes For Hire vol. 2 #15
Gil: Czy to już jest koniec serii? Nie ma zapowiedzi kolejnych numerów, więc chyba tak. Cóż... i tak wytrzymała dłużej, niż się spodziewałem, a numery Wellsa nawet dało się czytać. Ten też, chociaż powiało "Muchą", z Jeffem Goldblumem w roli Humbuga (albo odwrotnie). Historia ma sens i swoje momenty, ale do najlepszych nie należy, o czym świadczą wszystkie znaki na niebie i ziemi. Czytadło, ot co. Ocena: 5/10
S_O: Le Grande Finale, czyli konkluzja jednego z ciekawszych ie-inów do WWH. Do końca, to znaczy, do momentu, w którym do Brood przyczłapała maska Humbuga, miałem nadzieję, że to wszystko gra i dzięki Earth-Hide'owi Robaczek pokona infekcję. Tak się jednak nie stało, Hum okazał się być zatrutym koniem trojańskim, a jego maska - większym kozakiem od niego. A reszta zespołu, mimo, że żywa, nie jest szczęśliwa i udała się w różne strony, przy akompaniamencie łzawego monologu Colleen. Szkoda, że to już koniec, bo tym numerem Wells pokazał, jak dobrze umie prowadzić te postaci.
Krzycer:
Twierdziłem i twierdzę nadal, że tie-in do WWH wyszedł temu tytułowi na dobre, bo cała ta historia wychodzi nieźle i ma dość przygnębiający klimat. A końcówka - rewelacja. Przygnębiająca rewelacja.

Thunderbolts: Breaking Point
Gil: Zaczynam podejrzewać, że Gage jest w Marvelu człowiekiem od czarnej roboty, którego woła się, jak trzeba wypełnić jakieś luki. Trzeba jednak przyznać, że jak mało kto radzi sobie z krótkimi i kompletnymi historyjkami. Znowu odstawiamy na boczny tor regularne przygody Thunderboltsów, by przyjrzeć się bliżej konfliktowi między Songbird, a Moonstone. Ta druga uknuła całkiem sprytną intrygę, ale ta pierwsza nie dała się złamać - tak w skrócie można streścić zawartość tego komiksu, ale wypada dodać, że duże znaczenie ma tutaj sposób podania, a zarówno na płaszczyźnie fabularnej, jak i graficznej, jest on na wysokim poziomie. Aha, jest jeszcze motyw z figurkami - genialny injoke! U mnie, pozytywne wrażenie wzmocnił fakt, że bardzo polubiłem Melissę, ale myślę, że nikt się tu nie zawiedzie. Ocena: 8/10
S_O: Czyli: co może zrobić wredna baba, jeśli jest zazdrosna. Witamy mamusię Songbird, tylko po to, żeby ją zaraz pożegnać (gratulacje z okazji awansu na chorążego, psze pani). O, i Songbird zrobiła się wredna.
I chcę nową figurkę Moonstone.

Ultimate Vision #5
Ozz: Mini-seria, która jeszcze bardziej niż The Loners była prześladowana przez opóźnienia. Może to i nie jest duży problem, ponieważ nie miała ona wpływu na inne wydarzenia Ultimate Marvela, a jej bohaterami były postacie, które się nigdzie indziej praktycznie nie pojawiają. Pomimo małego znaczenia dla całego uniwersum, ostatni numer, podobnie jak i cała mini-seria, to całkiem dobry komiks, z niezłymi zmaganiami z modułem Gah Lak Tusa, interesującą główną bohaterką w osobie Vision i równie dobrym złoczyńcą - Georgem Tarletonem (który w regularnym świecie Marvela byl pierwszym MODOK-iem, jakby ktoś się nie zorientował). Byłoby miło, gdyby ktoś jeszcze wrócił do tych postaci (np. sam Carey w swoim Ultimate Fantastic Four), a i Falcon mógłby się pojawiać częściej w innych komiksach.

Incredible Hulk vol. 3 #111
avalonpulse0019g.jpg
Gil: Kolejne czytadło. Przynajmniej kilka luźnych wątków z WWH się zbiegło, a akcja jest w miarę sensowna... jak na bieganie za nawiedzoną konserwą. Najbardziej wyrazistą postacią jest Hercules, który szykuje się do przejęcia tytułu "The Incredible", a nieźle sekundują mu Namora i Amadeus, za to Angel jest zupełnie niepotrzebny (jak wszędzie od jakiś trzech lat). Możemy spojrzeć z boku na wydarzenia z WWH #5, a to lepiej oddaje ich tempo i właściwie zawiera całą esencję, więc można przeczytać ten numer zamiast tamtego. Teraz czekam na Incredible Herca, bo mam dobre przeczucia. Ocena: 5/10
S_O: Nowość! Zom w puszcze! Zero kalorii, wyśmienity smak, w sam raz do śniadania lub zniszczenia dużej aglomeracji miejskiej! Czyli Renegaci team-upują się z Wongiem, żeby posprzątać po walce Strange'a z Hulkiem. Między Herciem, a Namorą pojawiła się chemia, Angel jest uszczypliwy i jak mantrę powtarza słówko "potwór", a Amadeus hakuje demoniczną zbroję Starka gameboyem. Średnie, ale jako przystawkę do Incredible Herca można to-to zjeść.
Jaro: Chyba zabrakło pomysłów na to, co jeszcze można zrobić z Renegades i tak powstała ta zapchajdziura. Nie czyta się tego numeru zupełnie tragicznie, ale zostaje uczucie, że był pisany na siłę. Najbardziej wrażenie psuje nuuudna walka z Zomem, sytuację próbują ratować dialogi i rysunki, jednak i to nie zawsze wychodzi. Co jeszcze? Herc i Namora będą fajną parką, kiedy ten pierwszy dostanie tytuł dla siebie.
Ocena: 4,5/10; soundtrack: Ektomorf - Hangok.


Iron Man: Director of S.H.I.E.L.D. Annual #1
Gil: Drugi po Daredevilu Annual, który nie ssał na całej linii. Zaleciało klimatem Bonda, czyli akcji dużo i efektownie, chociaż nie wszystko musi mieć sens. Główny zarzut, to że Viper jest dosłownie wszędzie - na inne można przymknąć oko. Antosiowi towarzyszy na wakacjach sześć sympatycznych piersi... Aj! Co ja wypisuję! Trzy sympatyczne agentki, które efektownie odciągają uwagę od jego przesadnie umięśnionej klaty (rysownik sobie pofantazjował, nie ma co...). Jest jeszcze Viper, która wreszcie nie wygląda jak facet i Tyger Tiger, która po dżungli biega w stringach (a kleszcze, dziewczyno?!?), czyli coś w sam raz na chłodny, listopadowy wieczór. Ocena: 6/10
S_O: His name is Stark. Tony Stark. Czyli Pan w Puszce szaleje po Madripoorze. Tu jest wszystko, co jest dobre w Bondzie! Kobiety, gadżety, garnitury, walki, ba, jest nawet Q! Tylko Stark w roli własnego M...
Podobnie jak inni, nie miałbym nic przeciwko, gdyby Stark trochę dłużej pobiegał w garniaku. No i genialny plan pokonania Viper, opierający się na tym, że, jak to villain, opowie o swoim planie. Heh. No nic, miło się czytało.
Hotaru:
Nie spodziewałem się tego, ale rzeczywiście dobrze się przy tym tytule bawiłem. Udało się osiągnąć znany z filmów szpiegowskich klimat. Bardzo intrygująca była współpraca Tony'ego z trzema obiecującymi agentkami, mam nadzieję zobaczyć więcej tego typu kooperacji. Fajnie, że przedstawiono tutaj bardziej ludzką twarz Starka, a nie jedynie napędzanego butą egocentryka z kompleksem władzy. Co mi się nie podobało w tym numerze, to niektóre panele i większość kolorów. Były jakieś takie wyblakłe i bez polotu. Lepszy artysta wyciągnąłby z tych szkiców o wiele więcej. Generalnie, przyjemna lektura.

Loners #6
Gil: Lekki zawód odczułem przy tym numerze, bo chociaż trzyma poziom, to jednak oczekiwałem czegoś innego. Ot, chociażby wyjaśnień kto, co i dlaczego? A tutaj, Phil poświrował sobie, pobili się, a potem rozeszli i udają, że nic się nie stało. Wyjaśniło się co prawda, że Namie to nowa wersja Red Ronina, ale stało się to w jednym dymku i właściwie nie przyniosło żadnych konsekwencji. Nie wiadomo, co dalej ze sprawą, którą prowadziła Mattie, co z Fujikawą, pancerzami Darkhawka itd. Rozumiem, że Cebulski szykuje się na ongoing, ale w tej sytuacji to wygląda, jakby chciał zmusić czytelników do jego kupienia. No i jest ewidentny zonk, czyli scena, w której Phil odlatuje z Hollow. A niby jak? Wobec powyższych, ocena: 6/10
S_O: Eee... Że niby co się tu wydarzyło? Oprócz tego, że Turbo nadal trzyma swój strój pod łóżkiem, nasza "Psylocke/Revanche/klon/wariacja" - Namie - okazała się nowym Red Roninem, a Phil jest całkiem szalony, nie dowiedzieliśmy się praktycznie nic. Za to trochę akcji się znalazło - wszyscy huzia na szalonego Darkhawkgoblina. Ten numer wyjaśnia na tyle mało, że prawie pewna jest kontynuacja. Pewnie przeczytam, ale nie obiecuję, że będę z tego zadowolony.
Ozz: Cebulski postanowił pozostawić część tajemnic na kolejną mini-serię/regularną serię (która, mam szczerą nadzieję, zostanie zrobiona), ale i tak to było dobre zakończenie jednej z najbardziej interesujących rzeczy, jakie Marvel wydał w tym roku. Postacie, które autor świetnie czuje i wie jak pisać, przekonały się, że przed nimi jeszcze daleka droga do osiągnięcia wyznaczonego przez siebie celu, i chociaż po wydarzeniach związanych z Philem muszą praktycznie zacząć od początku, to jednak nie poddają się i próbują dalej szukać odpowiedzi na dręczące ich pytania, czy to na temat kim są, czy też jakie są ich preferencje seksualne, co do których nie są pewni. Mam nadzieję, że w przypadku dalszego ciągu The Loners wciąż rysować będzie Karl Moline i będzie to robił szybciej, bo ten numer powinien był wyjść jakieś dwa miesiące temu.

avalonpulse0019h.jpg New X-Men vol. 2 #44
Cyclop83: Panie i Panowie. Oto komiks, na który czekałem od.... bardzo bardzo dawna. Aż się łezka w oku kręci. Czytając go zaczynam rozumieć, dlaczego Messiah CompleX zbiera tak dobre recenzje. W świetny, klasyczny sposób otrzymujemy crossover, który zachowuje cechy starych X-wydarzeń (jak: Mutant Massacre, Inferno czy X-Tinction Agenda) ale równocześnie jest on realizowany w świeży, nowoczesny sposób. Wkurzeni New X-Men versus Purifiers. Tak, Tak, Tak. Wyglada na to, iż nadciągający pojedynek Reavers/Purifiers versus New X-Men będzie bardzo bardzo krwawy. Nie można też zapominać o walce Marauders kontra X-Men. Wygląda na to, iż dziecka nie mają Purifiers i chyba Sinister również. Kto w takim razie pilnuje tego zbawcy/niszczyciela rasy mutantów? Madrox i Layla w ich podróży dość mroczny obraz nam pokazują. Naprawdę, ten crossover czyta się z coraz większą przyjemnością! Zdecydowanie najlepszymi ilustracjami są w tym numerze ostatnia scena z udziałem Deathstrike oraz obraz tego, co dzieje się z mutantami w rzeczywistości odwiedzonej przez Madroxa. Aż mnie ciarki przeszły. Z czystym sumieniem oceniam ten numer na 10/10. (Choć wiadomo, że można by się przyczepić do ilustracji w paru miejscach, ale treść komiksu wynagradza to w zupełności.)
Gil: No i teraz wreszcie możemy mówić, że CompleX się rozkręcił! Przyszłość nie wygląda zachęcająco, ale to, co dzieje się tu i teraz wydaje się coraz gorsze dla mutantów. Zastanawiam się, czy tych bubków, co przyszli z Deathstrike można nazywać Reaversami, ale nawet jeśli nie, to ich wejście zmienia pozornie najsłabszą frakcję w duże zagrożenie. A wiecie, co jest w tym wszystkim najlepsze? To, że znowu czuję się tak, jak podczas czytania Inferno! New X-Men odgrywają niemal identyczną rolę, jak New Mutants, jest Sinister i kilka drużyn... Po prostu udało się osiągnąć klimat klasycznego crossa. Znowu poczułem się jak X-Geek ;P Ocena: 8/10
Foxdie: Czwarta część MC za nami. Tydzień temu raczej ostrożnie twierdziłem, że może to być jeden z lepszych crossów o mutantach. Ostrożność była niepotrzebna, teraz to już praktycznie pewne. Nowi X-Mani vs Purifieres, po pierwszej połowie wynik 0:1, a zdaje się że prawdziwa masakra dopiero nadchodzi. Wiemy też, że dzieciaka na pewno nie mają nawiedzeni duchowni. Cyclops wczuł się w swoją nową rolę bezwzględnego, chłodno kalkulującego przywódcy. Layla i duplikat Madroxa zastają przyszłość, która wcale im się nie podoba, nam zresztą też nie powinna, bo oznaczałoby to koniec komiksów o mutantach. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko ładnych rysunków, niestety Ramos wciąż jest na kontrakcie z Marvelem. Byłoby 9, ale z powodu fatalnej kreski tylko 8/10.
S_O: Nie no, Hubercik, tak się bawić nie będziemy. Kto podmienił Laylę na jakiegoś cholernego skrzata z Japonii?
Ale sam scenariusz niezły. Czy to biedny, nieszanowany Xavier, apokaliptyczna przyszłość, starsze Iksy na Antarktydzie, a w końcu Młodzi biorący sprawy w swoje ręce i napotykający się na Rictora. No i na koniec mocne uderzenie w postaci jednak żywej po spin-offie Rogue Lady D. i jej ninja-robotów.
avalonpulse0019i.jpg
Jaro: Zacznę od narzekania - czy pokazywanie wcześniej okładek z Deathstrike było naprawdę konieczne? Potrafię sobie wyobrazić, o ile większe wrażenie zrobiłoby jej zupełnie niespodziewane pojawienie, a tak od mniej więcej połowy numeru jesteśmy już pewni tego, kto będzie pomagać Purifiers i nie ma tego zaskoczenia, jakie było chociażby w Annihilation #1. To jednak tylko szczegół, bo kolejna część "Messiah CompleX" jest oczywiście świetna. Mamy już wyraźny sygnał, że Xavier będzie próbował podważać decyzje Cyclopsa i wcale bym się nie zdziwił, gdyby to profesor ostatecznie zdradził X-Men. Sam Cyke dalej ewoluuje jako lider. Młodzi ruszają na swoje, co jak zwykle kończy się źle (i oby Hellion pagibł w boju, najwyższa pora na jakiegoś konkretnego trupa). Jeszcze Madrox w śpiączce, Layla i duplikat w przyszłości, Rictor infiltrator... Można jeszcze długo wymieniać mocne strony, ale to byłoby praktycznie streszczenie całego komiksu, dodam więc jeszcze tylko, że dialogi i tempo akcji są równie świetne. Rysunki Ramosa? Same z siebie są naprawdę dobre, wyraźnie lepsze niż z X-Men, jednak zupełnie mi nie pasują do tego crossovera. Tak czy inaczej - "Messiah Complex" w tej chwili mogę określić tylko jednym słowem: NERDGASM.
Ocena: 9/10; soundtrack: The Mars Volta - Inertiatic ESP.
Hotaru: Kolejny numer Messiah CompleX i z zadowoleniem odnotowuję zwyżkę formy. Nawet rysunki Ramosa nie przeszkadzały w odbiorze (w sumie tylko jego Layla woła o pomstę), a nawet przyznaję, że kilka stronic udalo mu się bardzo ładnie narysować. Co zaś się tyczy fabuły, to i tutaj nie jestem zawiedziony. Madrox Duplikat i Layla poszukują wskazówek co do losu mutantów 80 lat w przyszłości, Scott staje się coraz twardszy (chociaż odnajduję lukę w jego rozumowaniu "jest nas mało, więc nie ważne ilu z nas umrze, musimy dorwać bobasa" - co się stało z "jest nas mało, więc każde życie jest bezcenne"?). Nori wiedzie część swej drużyny do siedziby Purifiers, Anole w końcu używa zdolności stealth (a już się obawiałem, że zapomniano o tym aspekcie jego mutacji), do Nowych przyłącza się Armor, a pod koniec numeru młodzież natrafia (żeby nie powiedzieć "nadziewa się") na twardy orzech do zgryzienia, który może nie jest aż tak pozbawiony sensu, mając na uwadze X-Treme X-Men. Miodzio! Numer tygodnia!
CrissCross:
Ogólnie jest nieźle. Akcja idzie do przodu i to na kilku frontach. Widać wreszcie, że działania zastępów spod znaku "X" nie muszą się ograniczać tylko do niezwiązanych ze sobą misji prowadzonych przez różne grupy, ale mogą być serią różnych misji prowadzących do jednego celu, a więc Rictor tu, Madrox, Forge i Layla tam, Wolvie ze swoją grupą jeszcze gdzie indziej... itd. Oczywiście wolę kręskę prezentowaną w pozostałych tytułach MC. "Tutejsza" wersja Layli zupełnie do mnie nie przemawia, a Prodigy wygląda z tymi okularami jak człowiek-mucha. Niepokoi mnie tylko jedna rzecz. Ja wiem, że to tylko komiks i realizm jest trochę naginany (ludzie rzucający ciężarówkami, latający, wytwarzający różnego rodzaju energię, telepaci, itp) ale jednak możnaby chociaż trochę tego realizmu zostawić. Sygnalizowałem już ten problem przy X-Men, gdy postrzelili Rogue, a ona dalej żyła. Teraz Hellion został podziurawiony tak, że w ciągu kilku sekund powinien przestać żyć. A ja mam jakieś niejasne przeczucie, że on przeżyje mimo wszystko. Proszę tylko o trochę realizmu w takich sprawach, bo idąc tą drogą to niedługo będą bohaterom nawet urywać głowy, a oni i tak będą żyć długo i szczęśliwie. Niech nie przesadzają.

Penance: Relentless #3
Cyclop83: No dobra. Tak dziwnego komiksu dawno nie widziałem. Po pierwszych dwóch numerach spodziewałem się, iż ta odsłona "dziwnego zachowania" tytułowego bohatera popchnie akcję bardziej do przodu. A tu co? Wolverine zachowuje się tak, jakby był lepszy w gadaniu niż w okaleczaniu. Thunderbolts dają się okraść jak dzieci. Trzy razy czytałem ten komiks, by zrozumieć co Baldwin zrobił Loganowi, że ten tak się pocił. Jedyne wyjście to takie, że Wolverine jest równie dobry w zabijaniu, jak i w grze aktorskiej. Cały numer poświęcony na kradzież samolotu. Słabiutko. Mam nadzieję, iż pojedynek Nitro versus Penance będzie bardziej interesujący. Ocena: 4/10
Gil: Z każdym kolejnym numerem tej serii tracę szczyptę szacunku dla Jenkinsa. Ta część jest praktycznie o niczym. Robbie tłucze się z Loganem, żeby ukraść pojazd Thunderboltsów i tyle. Oczywiście, jest jeszcze Tosiek, który z całej serii dziwnych numerków nie mógł skojarzyć tych, które sam znalazłem w Googlach, bez Extremisa. Są wspomniani Thunderbolts, którzy wychodzą na ostatnich frajerów. Jest też Wolverine, który mianuje się "poszukiwanym zbiegiem", a ukrywa się głównie w kuchni w Instytucie Xaviera oraz Robot Master, który dla odmiany chowa się pod prześcieradło. Wszyscy wiemy, o co chodzi, więc po co to rozciągać? Ocena: 4/10
S_O: No ja wiem, że taka zasada w firmie i w ogóle, ale kto wysyła gościa z nożami wystającymi z rąk na kogoś, kto czerpie siłę z własnego bólu?
No ale sam pomysł z użyciem rakiet jako zasłony dymnej - tego się nie spodziewałem. no i Robot Master chowający się pod kołdrą - bezcenny.


She-Hulk vol. 2 #23
Gil: No, tak... To wszystko wyjaśnia. Jedna Zielona jest oryginalna, a druga to Skrull. PAD wykorzystał przeciwko nam nasze "Haha, to Skrull pewnie..." i zaskoczył nas, wstawiając prawdziwego Skrulla. Sprytne! Chociaż większa część numeru to pojedynek, należy podkreślić, że to cholernie dobry i przemyślany pojedynek. Poza tym, pojawiają się już pewne charakterystyczne elementy PADowego humoru, więc może już niedługo dostaniemy tu klimat jak w X-Factor? No dobra, może nie - ale to wcale nie jest konieczne, bo Shulkie daje radę tak, jak jest. Aha, dodam jeszcze, że rysunki się poprawiły. Ocena: 7/10
S_O: Większość numeru to walka Shulkie z Absorbing Manem, której, oprócz stwierdzenia, że ładna i fajna (Lego rulez!), nie da się skomentować, bo niby jak?
Za to koniec i zdemaskowanie drugiej Jen... OMG! Oni naprawdę są wszędzie! Ten numer nie należy może do Infiltration, ale pokazuje, że ci, których uważasz za znanych ci bohaterów, mogą się okazać kimś zupełnie innym...


What if... Annihilation
Gil: Jeśli jest coś gorszego od Annuali, to właśnie What Ify. W tym tygodniu dostaliśmy jednak jeden dobry Annual i jeden zadziwiająco dobry What If. Pamiętam, że sami zadawaliśmy sobie pytanie, czy Annihilation Wave dotrze do Ziemi i zmusi walczących w Civil War, żeby zwarli szeregi. Mamy więc odpowiedź. Bohaterowie i złoczyńcy i wszystko, co żyje na Ziemi i Księżycu, łączy siły, by pokonać Annihilusa. To ma sens, tak samo jak ma sens zachowanie Uatu, który jednocześnie chce coś zrobić i nie interweniować. Sens ma także zdrada Inhumans, w którą naiwnie uwierzyłem, ale już nieco mniej sensu, a więcej patosu jest w poświęceniu trzech walecznych liderów. David Hine pokazał, że można coś wycisnąć nawet z What Ifa i za to należą mu się brawa. Ocena: 6/10
S_O: Typowe, napchane patosem i śmiercią bohaterów "Co gdyby". Przynajmniej do końca pierwszej bitwy i wkroczenia Uatu, który wyciągnął spod swojego prześcieradła Deus Ex Machinę. Rozgrywkę ze "zdradą" Inhumans rozpisano ciekawie, nie tak bardzo ostatnią, patetyczną scenę na Księżycu.
Nie czytało się źle, ale bez rewelacji.
Hotaru: Sięgając po ten tytuł nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać. Fakt, że się zawiodłem, powinien więc być dość wymowny. Nie podobało mi się, że tak dużo zależało od Uatu - praktycznie on sam mógł załatwić Annihilation Wave, bez tych wszystkich patetycznych mów o tym, jaki to on się czuje ludzki. Wszystko odczułem jak jakąś zajawkę, wypraną z emocji. Czasami bardziej wczuwam się w paski komiksowe w gazecie, niż w ten cały numer. Rysunki dość ładne, ale to za mało. Historia była pozbawiona emocjonalnego uderzenia. Chociaż zapewne fani Annihilation i tak to przeczytają. Mi się nie spodobało.

avalonpulse0019k.jpgX-Men: Emperor Vulcan #3
Cyclop83: Z początku nie byłem przekonany pozytywnie do tej serii. Ale ten numer bogaty w bardzo ładne ilustracje wciagnął mnie. Havok widać jest lepszym szefem niż Vulcan. Potrafi dobrze przygotować plan działania. Spotkanie Rachel z Chancellor Guard po prostu cudowne. Jej błękitny Phoenix jest po prostu ilustracją tygodnia dla mnie. Do tego ilustracja obrazujaca, jaką siłą dysponują Scy'Ar - aż podskoczyłem z fotela. Numer trochę przegadany, ale w ciekawy sposób przygotowuje nas na dwa ostatnie rozdziały walki o wszystko. Ocena: 7/10
Gil: Po rewelacjach z poprzedniego numeru, pora na trochę odpoczynku, więc seria wraca do poziomu interesującego czytadła. Dominują rozmowy, przemyślenia i wewnętrzne konflikty, które na szczęście nie nudzą, ale też niewiele wnoszą, bo chyba każdy, kto zna te postacie, sam mógłby sobie to i owo dopowiedzieć. Ciekawym zwrotem jest wprowadzenie grupy Komandosów, z którymi Rachel ma na pieńku (szczerze mówiąc, nie spodziewałem się ujrzeć ich jeszcze kiedykolwiek). Teraz finałowy konflikt może rozłożyć się na cztery, albo i więcej frakcji. Chcę to zobaczyć, więc z serią nie jest źle. A jeśli miałbym się czegoś przyczepić, to rysunków, które nie zawsze są poprawne i zdają się kopiować cudze rozwiązania. Ocena: 6/10
S_O: Hmmm. Po przeczytaniu wypowiedzi kolegów zgaduję, że tylko ja uważam dialogi za drewniane? W każdym razie takie są.
Za to fabuła jako taka... no, tu się dzieje. Wprowadzenie czwartej strony - Komandosów od Claremonta - jest dobrym posunięciem, podobnie jak dobrym cliffhangerem jest magazyn z gwiazdami. Teraz tylko wypada czekać, aż Kosmiczne Brzydale, Których Nazwy Nawet Nie Chce Mi Się Przepisywać zostaną pokonane i patrzeć, kto kogo zabije pierwszy.
Hotaru:
Został zachowany poziom części poprzedniej. Rysunki nadal są co najwyżej poprawne, ale starałem się nie zwracać na to zbytnio uwagi. Na plus zaliczam walkę Alexa z kompleksami i fakt, że Rachel nadal pamięta o tym, co stało się z jej rodziną. Nie podoba mi się fakt, że nadal ciągną temat jej związku z... tym trzecioligowcem. A rewelacja pod koniec numeru ze zbiorowiskiem gwiazd jako kosmicznym magazynkiem - mooocno przegięta.
venom:
Odrobinę lepsze od poprzednich numerów, może jeszcze ta seria wyjdzie na prostą. Alex zaczyna pokazywać, że jest nie tylko dobrym dowódcą, ale również strategiem, czym przewyższa swego braciszka - Gabriela. Zresztą zawarcie sojuszu pomiędzy grupami, które chcą się nawzajem pozabijać, jest całkiem interesujące.

 

Wolverine Origins #19
S_O: Nadal mnie śmieszy, jak Logan może sobie pić gorzałkę w super strzeżonym (przynajmniej według Bru) muzeum/mauzoleum Kapitana, ukrywając się tylko co jakiś czas za manekinem. Poza tym chała straszna i współczuję temu, który będzie to musiał streszczać.
No i zdaje się, że Way sądzi, że Konia Trojańskiego wysłali... Trojanie.
...
To zdecydowanie przebija Guggenheima wspominającego o nazistach w scenach z Pierwszej Wojny Światowej (patrz Wolverine #58). Logan ma "szczęście" do niedouczonych skrypciarzy osatatnio.




Okładki tygodnia

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

 

Hity tygodnia:

 

avalonpulse0019a.jpgIron Man: Director of S.H.I.E.L.D. Annual #1
Autor: Jimmy Cheung
Hotaru: Mam słabość do prac Cheunga. Chociaż może źle to określam, bo jak może się nie podobać coś tak dobrego? Okładka do tego numeru urzekła mnie jednak nie tylko ze względu na nazwisko rysownika i styl, jaki implikuje. Co od razu rzuca się w oczy, to fakt, że idealnie oddaje klimat wnętrza komiksu. W licznych zapowiedziach tego Annuala pojawiało się stwierdzenie, że to niejako historia szpiegowska w stylu Jamesa Bonda. Proszę teraz tylko wyobrazić sobie czołowego szpiega Jej Królewskiej Mości w miejscu zakutego w zbroję Starka. Prawda, że działa? Mamy tu wszystko: piękne kobiety w bikini, spluwy, piękne kobiety w bikini, szybkie wozy, i na deser więcej pięknych kobiet w bikini. Czego chcieć więcej od komiksu szpiegowskiego? No właśnie.


avalonpulse0019b.jpgShe-Hulk #23
Autor: Mike Deodato Jr.
Gamart: Tak! Seksowana laska z Czarnej Laguny! Co my tutaj mamy? Świetnie przedstawioną She-Hulk ze słodką twarzą, na której jednak wyraźnie pokazana jest złość. Duża liczba szczegółów, świetne tło z pięknie przedstawioną wodą w nocnym świetle. W ogóle elementy wodne i gra cieni jest tu przedstawiona perfekcyjnie, szczególnie mokre włosy bohaterki. Do tego rzecz, która zawsze mi się podobała, czyli napis, który jest częścią sytuacji przedstawionej na rysunku z odbiciem bohaterki. Zreszta ona sama kipi tutaj seksem, bo kto nie zatrzyma się, żeby popatrzeć na piekną kobietę, która właśnie wyłania się z wody? Tak się robi dobre okładki.



avalonpulse0019c.jpgThunderbolts: Breaking Point
Autor:
Marko Djurdjevic
Lex: Jestem pewien, że prace Marko Djurdjevica będą często pojawiać się w naszym zestawieniu. Jakie jest zadanie okładki? Ma się wyróżniać z tłumu innych komiksów. W tym wypadku jest tak zdecydowanie - bez problemu zwrócicie na nią uwagę na pełnym sklepowym regale. Powinna też intrygować i zapowiadać fabułę, którą znajdziemy w środku - kolejny punkt dla rysownika, bo spełnia oba te warunki. Fioletowe odcienie, tajemnicze tło, oryginalny układ postaci. To wszystko zachęca czytelnika do zapoznania się z tym komiksem.

 




Gniot tygodnia

avalonpulse0019d.jpgAvengers Classic #6
Autor: Art Adams
Hotaru: Na tę okładkę aż trudno się patrzy. Chyba rozumiem, co Artysta chciał osiągnąć, w końcu to Avengers Classic, ale pomylił coś klasycznego z prymitywnym. Nie ma tu niczego, co by mogło ją uratować. Nawet dobór kolorów, czyli przebijające się róż i zgniła zieleń, dobrze nie wróżą. Tło jest nieistniejące. Na domiar złego, wszyscy członkowie Avengers mają pozy, jakby Artysta przerysowywał ich sylwetki ze spauzowanego filmu porno. Fuj!


 

 

 

 



Na koniec obiecany film - ze względów finansowych Avalon zakupił prawa do opublikowania włoskiej wersji językowej. Mamy nadzieję, że nie będzie to miało wpłwu na przyjemność płynącą z seansu.

 






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2007.11.21



Redaktor prowadzący: Lex
Redaktor techniczny: Black Bolt
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.