Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #293 (01.04.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 1 kwiecień 2013Numer 13/2013 (293)


Zasłonięte okno, słychać pukanie. Ty: Kto tam? Ona: Wiosna. Ty: Ku..a nareszcie! Odsłaniasz okno. Zima: Prima Aprilis.

2000AD #1825
Undercik: Sięgnąłem po ten tytuł, aby nabić liczbę opinii do nowego Pulse'a, ale ku mojemu rozczarowaniu prawie wszystkie historie to części drugie. Tylko ta ostatnia - "Zombo in Planet Zombo" to początek arcu, dlatego też tylko o tej części 2000AD #1825 się wypowiem. Za dużo tego jednak nie będzie. To zaledwie kilka stron, które nie zwróciły mojej uwagi na tyle, by sięgnąć po kolejną część historii. Za to rysunki były całkiem całkiem.
Właśnie, strona graficzna - o niej mogę się wypowiedzieć. Dredd - lepiej przemilczeć, Dandridge - nawet mi się podobały, Tharg's 3rillers - przeciętnie, Stickelback - WOW, jestem pod wrażeniem i może się nawet skuszę, aby sięgnąć po poprzedni, jak i następny numer, aby przekonać się jak prezentuje się warstwa fabularna.
avalonpulse0293d%20%5B1600x1200%5D.jpg

Asteriks i Kleopatra
Krzycer: Muszę przyznać, że ten komiks jest całkiem zabawny. Choć humor opiera się w dużej części na dziecinadzie - slapsticku i banalnych grach słownych - to jest to przyjemna dziecinada. Trochę gorzej wychodzi kreślenie bohaterów - główne postaci mają po dwie cechy charakteru na krzyż, a drugoplanowe są płaskie jak papier, na jakich je wydrukowano. Ale najgorzej jest z fabułą. Nie wiem, czy scenarzysta nie odrobił pracy domowej, czy po prostu zignorował fakty historyczne na korzyść swojego "dzieła", ale na litość boską, akcja toczy się w 54 r. p.n.e. - Juliusz Cezar wtedy nawet nie znał jeszcze Kleopatry, nie mówiąc o tym, że nie był jeszcze cezarem w dzisiejszym znaczeniu tego słowa... W gruncie rzeczy to do samego końca nie był cezarem, dopiero późniejsi zaczęli... a, nieważne, wróćmy do komiksu.
Chciałbym napisać o nim dla odmiany coś jednoznacznie pozytywnego, tylko, kurczę, fabuła nie daje mi spokoju. No bo tak: magiczny napój rozwiązuje prawie wszystkie problemy. Bohaterowie nigdy nie znajdują się w prawdziwym zagrożeniu - co prawda chwilowy brak eliksiru jest ich kryptonitem, ale przecież nie dla Obeliksa. To jak z Supermanem - jeśli nic go nie może ruszyć, czemu mam się przejmować? W każdym razie, czemu - mając magiczny napój - Galowie nie oswobodzą swojej wioski raz, a dobrze? Zburzyć i zaorać obozy Rabarbarum, Akwarium, Relanium i Delirium, rozpocząć produkcję napoju na masową skalę, wywołać wszechgalijskie powstanie i raz na zawsze rozprawić się z Rzymianami? No, ale wtedy autorzy musieliby się wysilić przy kolejnym tomie, zamiast po prostu korzystać zawsze z jednej i tej samej formuły... Ech, nie od dziś wiadomo, że w komiksach status quo jest bogiem.
Co by tu jeszcze? Rysunki są w porządku - pełne detali, na których można zawiesić oko, często w tle poukrywane są jakieś żarciki. To niewątpliwa zaleta - choć szczerze mówiąc, kreska jest dla mnie trochę zbyt kreskówkowa.
Undercik: Muszę się nie zgodzić z niektórymi kwestiami. Po pierwsze to przecież zmyślona historia, która lekko nawiązuje do historii świata i czepianie się, że czegoś nie było a coś było, mija się z celem. Twórcy zresztą często mieszają sytuacje historyczną, aby obśmiać stereotypy o narodach czy pociągnąć fabułę i mi to pasuje. Nikt przecież nie będzie się uczył historii z Asterixa.
Po drugie to, że Galowie nie zakończyli od razu sytuacji z Rzymem jest proste - wtedy nie byłoby sensu tworzyć dalszych przygód Galów, które opierają się na działaniu trójki głównych bohaterów (czasem także kilku pobocznych). Zresztą mieszkańcom osady wystarczy tylko ich wioska i obrona jej, większych aspiracji nie mają.
A Rzym podbili, co prawda w filmie, ale się liczy.
Sam Asterix i Kleopatra daje radę, jak każdy Asterix tworzony przez ten duet. Jak dla mnie zresztą jeden z najlepszych tomów, szczególnie. No i miał świetną ekranizacje.

B.P.R.D.: Vampire #1
S_O: Tym razem skupiamy się na Andersie, świeżo ze stron 1948, i kontynuujemy wątek siedzących u niego w głowie wampirów. Jak przystało na pierwszy numer, niewiele mamy tu akcji, zamiast tego jednak Mignola, Ba i Moon budują atmosferę. I świetnie im to wychodzi, przynajmniej w miejscach, w których Simon nie biadoli nad swoim losem.

Batman INC #9
Undercik: Nie interesowałem się specjalnie tą serią, ale wszędobylska śmierć Damiana zmusiła mnie do przeczytania poprzedniego numeru. Po ten numer sięgnąłem chyba z rozpędu. Cóż do połowy jest to standardowy numer reakcji na zgon suberbohatera. Potem jest już trochę lepiej, ale to zwykły średniak. Nie mniej na kolejny numer też pewnie spojrzę.avalonpulse0293c%20%5B1600x1200%5D.jpg

Batwoman #18
Krzycer: Po trochę zbyt długiej historii z Medusą dostajemy numer pośredni - niby coś się rusza w wątku dyrektora Kościstego i działań DEO, ale przede wszystkim ten komiks ma nam przypominać w jakiej sytuacji życiowej tkwią obecnie wszyscy bohaterowie i co o tym myślą. Do tego dostajemy Mr. Freeze'a, zdegradowanego do roli chłopca do bicia. Przejąłbym się, gdyby nie to, że jego zmieniony na potrzeby New52 origin odarł go z całego patosu, tragizmu i wszystkich cech, które sprawiały, że można mu było współczuć, i zamienił w kolejnego zwykłego świra w kostiumie. Świetna robota, DC.
...anyhoo, zastanawiam się, jaki przeskok w czasie miał miejsce między poprzednim, a tym numerem. Historia z Medusą kończyła się ustrzeleniem dwóch pieczeni jednym kamieniem - Kate wyznała kapitan Sawyer, że jest Batwoman, i oświadczyła jej się w tym samym dymku. Fajny cliffhanger, nie? Ciekawe, jak Sawyer na to zareagowała, nie? No cóż, ja byłem bardzo ciekaw. I w tym numerze mogłem wreszcie poczytać o tym, jak... Sawyer szuka dla nich wspólnego mieszkania. O-kay... nie tego oczekiwałem.
Tak czy inaczej, mimo mniejszych i większych potknięć po drodze i dziwacznych decyzji narracyjnych (wciąż nie wiem, czemu w pierwszych 12 numerach autorzy próbowali zrobić drugie "Pulp Fiction" i zaserwowali chronologiczny kolaż) Batwoman pozostaje moim ulubionym tytułem w gatunku Jewish-lesbian-superhero. Wciąż łudzę się, że Marvel prędzej niż później rzuci DC wyzwanie na tym polu - na razie DC jest bezkonkurencyjne.
Przy okazji: od jakiegoś czasu medytuję nad pytaniem tybetańskiego mnicha: czy jeśli kapitan Sawyer zginie, a jej zwłoki trafią do lodówki, by rozwinąć postać Batwoman, to będzie to przejaw "women in refridgerators" czy nie? W końcu WIR wymaga, by kobieta ginęła by rozwinąć męskiego bohatera...

East of West #1
S_O: Jak zwykle u Hickmana, przez zdecydowaną większość numeru jedyne, co mi przychodzi do głowy, to WTF, choć pod koniec coś się zaczyna rozjaśniać - przynajmniej wiemy mniej więcej, z czym mamy do czynienia. I jak zwykle u Hickmana, mamy wszędzie pełno symboli, kręgów wewnątrz kręgów, no i map i rozpisek pod koniec. A że do tego mamy jeszcze alternatywną historię i zaawansowanych technologicznie kowbojów budzących miłe skojarzenia z Firefly... I'm hooked.
Undercik: Jakie ładne rysunki. Nie. Lepiej to określi nierówne. Kilka paneli rzeczywiście zapierało dech w piersi, a niektóre chciałem już pomijać. Mam nadzieje, że pod tym względem kolejne numery się poprawią. Za to fabularnie mamy standard u Hickmana. Nie mówię tu tylko o tych mapkach cytatach czy znakach, ale o tym, że na razie nie za bardzo wiadomo jaka jest stawka. Ba, nawet nie za bardzo wiadomo jak to się rozwinie. Niestety nie jest to uczucie zaciekawienia. Jak skończyłem czytać komiks to z moich ust wyszło tylko: "aha". Trochę więcej spodziewałem się po Hickmanie. Szczególnie, że ostatnie kadry jego pierwszych numerów zawsze były lepsze. Tym razem rewelacja z końcówki numerów nie wcisnęła mnie w fotel. Nie mniej będę czytać dalej, żeby zobaczyć jak to się potoczy. W końcu mam już zamówione kolejne numery. Na tyle ufam scenarzyście, że jestem w stanie dać mu jeszcze szanse.

Flash vol. 4 #18
Szczepi: Chwila oddechu po inwazji Grodda na Keystone City i Flash pomagający mieszkańcom miasta w odbudowie ich domostw, wpada na kolację do dziewczyny i dorabia w podrzędnym barze. Lubię taki obrazki, gdyż pokazują bardziej ludzką stronę superbohaterów, którzy faktycznie się troszczą o zwykłych obywateli. Ale oprócz tego mamy tajemnicze włamanie, w którym ginie strażnik, a o wszystko oskarżony jest Trickster. Barry oczywiście nie wierzy w to, by złoczyńca to zrobił i rozpoczyna własne sledztwo. Przy okazji wplatując się w większą awanturę, w którą wmieszani są nowi przyjaciele Trickstera, a i para nowych superbohaterów obdarowana podobnymi mocami co główny bohater, dopiero co ucząca sie nimi posługiwać, również ma mały epizodzik. Ostatnia strona jest dość zaskakująca i zachęcająca do siegnięcia po następny numer. Mnie w każdym razie zachęciła.

 
Green Hornet vol. 5 #1
S_O: Za nowe wcielenie GH wziął się tym razem Mark Waid i trzeba przyznać, że na razie udaje mu się to całkiem nieźle. Nie męczy się z przedstawianiem originu poraz n-dziesiąty (w każdym razie poza flashbackami) i od razu wskakuje na głęboką wodę. Do tego sprytnie wprowadza większą konspirację, która będzie pewnie napędzać fabułę przez następnych kilka numerów. Oprawa graficzna, nieco "brudna", też świetnie pasuje.
Undercik: Strasznie dłużył mi się ten numer. Długo czekałem, aby się wciągnąć w ten komiks. Z każdą kolejną stroną coraz ciężej mi się czytało. Na szczęście w końcu coś zaskoczyło i dalej już przyjemnie się czytało. Mimo to, póki co jest najwyżej dobrze. Mam nadzieję, że w drugim zeszycie będzie już tak jak w końcówce pierwszego numeru.
avalonpulse0293b%20%5B1600x1200%5D.jpeg
Justice League Dark #19
Krzycer: Jakież mnóstwo wydarzeń znajdziemy w środku! Ileż postaci i zwrotów akcji! I jak zupełnie mnie to nie obeszło! Po pierwsze - alternatywny świat, nobody cares. Niby widziany w nim konflikt zagraża "naszemu" światu, ale jest to zagrożenie abstrakcyjne, bo za nadciągającą zagładą nie stoi żaden Destrukto, Lord Zniszczenia, tylko magiczna klęska urodzaju. Przerażające zło.
Po drugie - w drugim świecie nasi bohaterowie stoją w obliczu niewiarygodnego zagrożenia! Xanadu starzeje się szybciej, niż internetowy mem! Black Orchid (a może Purple Orchid? Nie pamiętam, a kostium ma fioletowy...) zamieniła się w potwora! Constantine nie może kłamać! ...że co? Ale... ale co to ma do rzeczy? A Deadman ożył! A kadr później zginął! I dokładnie w tym momencie autor zamienił całą sprawę w farsę, i od tego czasu nic, tylko czekałem, aż to się skończy. No i wreszcie się skończyło. Huzzah.
Po drodze były jakieś odkrycia na temat Tima Huntera - nie czytałem Books of Magic, ale w ciemno strzelam, że zawartość BoM nie miała wiele wspólnego z tym, co tu widzieliśmy.
Jeff Lemire jest ponoć dobrym scenarzystą - nie wiem, znam tylko jego dokonania z JLD, ale tutaj radzi sobie w najlepszym wypadku przeciętnie.

Kajko i Kokosz: Zamach na Milusia
Szczepi: Uwielbiam humor, jaki jest obecny w historiach o wojach z Mirmiłowa autorstwa Janusza Christy. Nie inaczej jest i w tym komiksie, w którym główni bohaterowie przypadkowo znajdują jajo, które wiecznie głodny Kokosz chciał zjeść. Niestety, mieszkańcem owego jaja okazał się niekoniecznie jadalny smok, którego rycerze postanowili wychować. Oczywiście, wiązało się to z licznymi zabawnymi sytuacjami i kłopotami dla Kajka i Kokosza, na czym z resztą opiera się cały numer. Rozwalił mnie zwłaszcza motyw smoka bojącego się gryzoni i ziejącego na nich ogniem. Podsumowując, to jeden z moich, po Dniu Śmiechały, ulubionych komiksów o perypetiach dzielnych wojów rodem z dawnej Polski.


Mass Effect: Invasion #1
AGN: Źle się dzieje na Omedze. Cerberus panoszy się po układzie, z tajnych labolatoriów uciekają eksperymenty o silnie morderczym instynkcie. Człowiek Iluzja rozsyła agentów na lewo i prawo. Posród tego chaosu Aria T'Loak próbuje utrzymać kontrolę nad sytuacją. A dodać należy, że błękitno skóra uścisk ma niesamowity, dodatkowo wspomagany biotyką. Czarują, strzelają, zdradzają. Prawie jak w grach. Ale nie ma w komiksie związków homoseksualnych. I tu pojawia się największa wada komiksu, jest homofobiczny. Co prawda główna bohaterka jest biseksualna, ale jak wiadomo, takie bohaterki to tylko pożywka dla nastoletnich nerdów, śliniących się na pół cycka wyskakującego z dekoltu. Dodatkowo pośród wszystkich przedstawicieli gatunku ludzi pojawiają się tylko członkowie rasy białej. Ten setting ciągnie komiks na dno, zdecydowanie nie polecam! Fabularnie to oczywiście wydmuszka, ale dobry biodron łyknie wszystko.

My Little Pony: Friendship is Magic #5
S_O: Początek nowej historii i od razu jest grubo. Wygląda na to, że w końcu doczekamy się odpowiedzi na pytania na temat NMM, zadawane od pierwszego dwuodcinkowca. Na razie mamy utratę jednej z bohaterek i obietnicę walki z najgorszymi koszmarami reszty. Ciekawe, co Nuhfer wymyśli.

NavalonY #9
Undercik: Świetny zespół scenarzystów wraz ze świetną oprawą graficzną. Czego chcieć więcej? Znakomity zwrot akcji, który tłumaczy wydarzenia z przeszłości. Teraz tylko czekać na kolejny numer. Oby już bez takiego opóźnienia. Co by nie mówić, przerwa między #8 a #9 dobiła tą serię.

One Piece (tom 20): Wszystko rozstrzygnie się w Alubarnie
Szczepi: Niecnych knowań Sir Crocodile'a ciąg dalszy. Armia rebeliantów szybko się zbliża do pałacu królewskiego i tylko od załogi Słomkowych Piratów zależy los królestwa Alubarny. Niestety, na swojej drodze spotykają elitę Baroque Works, która zrobi wszystko, by nie dopuścić do spotkania księżniczki Vivi z przyjacielem z dzieciństwa, obecnie dowódcą rebeliantów. Tomik ten trzyma poziom poprzednich odsłon przygód Luffy'ego i spółki, jest akcja, drobne napięcie, dużo scen walki oraz charakterystyczny humor autora Eiichiego Ody - krab łasy na wdzięki płci pięknej, diugony-karatecy oraz oddział olbrzymich kaczek pstrodziobych to moje ulubione motywy w tej mandze. Polecam ją wszystkim fanom przygody i zwariowanego poczucia humoru.


Pisu Hame Chapter #15
AGN: Wielka kulminacja! Na ten moment czekali fani serii. Ostateczne rozwiązanie. Bardzo zły Szef samorządu szkolnego już trzeci numer z kolei obija na ringu głównego bohatera. Nie ma szans na wygraną, bo jak chłopiec wzrostu metr trzydzieści w kapeluszu miałby pokonać trzymetrową masę mięśni? Wokół ringu studenci zachowują się nad wyraz dziwnie, to pewnie gaz-afrodyjak, rozpylany przez tchórzliwych sługusów! Ach ci nikczemni sługusi, nie dość, że podtruwają bogu winnych uczniów, to jeszcze część z nich gwałci publicznie wszystkie przyjaciółki głównego bohatera. Z którymi naturalnie uprawiał wyuzdany seks robiąc im przy okazji zdjęcia do szkolnego albumu. Nie ma szans na zwycięstwo, lada moment ukochanej bohatera zostanie odebrane dziewictwo... Nie, nie zdradzę wam drodzy czytelnicy rozwiązania, zachęcę jedynie do zapoznania się z najnowszym numerem, ubaw po pachy gwarantowany!

Red Lanterns #18
Xavier83: Świetny komiks. Nie spodziewałem się tego po tej serii. Wizje Atrocitusa, w której nie doszło do masakry jego planety, a następnie on stał się tyranem pokroju Hitlera - po prostu miodzio. Los jaki go spotyka z rąk własnego syna w tej alternatywnej wizji równie udany. Volthoom w końcu pokazuje co może zaoferować. Prawdziwy pakt z diabłem. Wątek Wielkiego Serca, skrywającego emocje Strażników, zaskoczył mnie pozytywnie. Potęga Volthooma jest teraz doprawdy nieograniczona. Równocześnie Atrocitus wydaje swoim Latarnikom rozkaz, który w ten lub inny sposób, zamknie bolesną historię planety Ryutt. 8/10.avalonpulse0293a%20%5B1600x1200%5D.jpg

StarCraft #0
AGN: Świnie Wojny to oddział najemników. Od zwykłych kosmicznych żołnierzy odróżnia ich kolor pancerza i bonus + 3 do obrażeń. Nim jednak doczekali się takiej gloryfikacji, byli jak inni marines. Ale mieli pecha. Bo zdradzeniu Kerrigan i zostawieniu jej na pastwę zergów Arcturus Mengsk zasmakował w tej rozrywce. Padło na Świnie. Zaczęła się ślicznie narysowana jatka. Ktoś zapyta o fabułę ? Tak, jest, są również uczucia, poświęcenie, i ważne decyzje. I wszystko zamyka się w tym one-shocie. Komiks ma same plusy, i dodatkowo świetne dodatki, profile bohaterów, wywiady i brak reklam. Bonusowo, wiecie że w pancerzach marines siedzą również kobiety ? Tylna okładka Carlosa D'Andy to mistrzostwo [patrz zdjęcie]. Szturmujcie kioski, lepiej już nie będzie.

Star Wars: Dawn of the Jedi: podtytuł podtytułu: Prisoner of Bogan #4
Krzycer: Czekałem na cykl Dawn of the Jedi, kiedy jeszcze zapowiadano go jako Dawn of the Force - o pierwszych użytkownikach Mocy, korzystających i z Jasnej, i z Ciemnej strony. Wydawało się to ciekawe... a potem dostaliśmy pierwsze numery, gdzie okazało się, że nasi bohaterowie - członkowie zakonu Je'daii - w gruncie rzeczy różnią się od Jedi jednym apostrofem i krótkim "i". A, no i nie znają mieczy świetlnych. Uuu, rewolucja. Na domiar złego autor zalał pierwszą miniserię tonami przepełnionej patosem ekspozycji. Tutaj mamy trochę więcej akcji, ale patos nie zniknął. Efekt jest ciężkostrawny. Jako gwiezdnowojennego purystę rażą mnie również portale teleportacyjne - szczęśliwie występujące tylko w retrospekcjach - bo w SW teleportacji, ogólnie rzecz biorąc, nie ma (kojarzę dwa pojedyncze przypadki w innych źródłach).
W każdym razie - spośród wszystkich postaci jeden Lok (obecnie przeciwnik, za moment może sprzymierzeniec) ma cień głębi, reszta postaci jest papierowa, fabuła sztampowa, nic nie zaskakuje. A i rysunki nie zachwycają - statyczne, w scenach akcji przeciwnicy przybierają nienaturalne pozy i dziwne pozycje względem siebie. Pozostaję przy tej serii tylko dlatego, że liczę, że coś jeszcze z niej będzie...

Superman vol. 3 #18
Undercik: Ostatnio na forum DC Multiverse ktoś napisał, że w Pulsie są sami wredni malkontenci. Dlatego, żeby zmienić tą opinie, powiem, że do tego komiksu nie mogę się przyczepić pod żadnym względem. To, że go nie czytałem, to już inna kwestia.


The Answer! #3
S_O: Z każdą chwilą fabuła robi się coraz bardziej zwariowana, zwłaszcza, gdy pojawiają się wybrakowani geniusze. Nie mam pojęcia, jak Hopeless z Nortonem będą w stanie to wszystko wyjaśnić w ostatnim numerze bez obniżania poziomu i stosunku szaleństwa do liczby stron, ale na razie bawię się przednio, tak dzięki perypetiom sparaliżowanego Answera, jak i dzięki pogawętkom Devin z innymi mądralami.

Transformers: Robots in Disguise #15
Szczepi: Megatron nie pozwala na długo o sobie zapomnieć. Nie dość że porywa trójkę Transformerów, którzy starają się zaprowadzić pokój na Cybertronie, to jeszcze używa jednego z najbardziej zdolnych strategów, Prowla, jako broni masowego rażenia, by unicestwić opierające mu się wojska Autobotów. Na szczęście w szeregach Decepticonów pojawia się ktoś, kto przechyla szalę zwycięstwa na stronę heroicznych robotów. A gdzieś tam w tle trwa wewnętrzna walka Prowla z z oprogramowaniem narzuconym mu przez Megatrona, a która kończy się w dość nieoczekiwany sposób. Nie ukrywam, że bardzo lubie tę jak i inne serie związane z uniwersum Transformerów i wiem, że w dalszym ciągu, jak za czasów dzieciństwa, będę je śledzić z zapartym tchem. Autobots, roll out!


Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie: o tutaj :) .

Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: S_ORedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.