Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #292 (25.03.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 25 marzec 2013Numer 12/2013 (292)


Pierwszy wiosenny (choć za oknami nadal króluje zima) Pulse zdominowały komiksy z pod szyldu Marvel Now!. Zarówno te dotyczące mutantów, jak i Mścicieli. Co najważniejsze, na pewno nie zabraknie lektury do czytania.

All-New X-Men #9
Hotaru: Immonen jest świetnym rysownikiem, ale nie zawsze się przykłada. Jak na połowie stronic z tego numeru. Chyba wolałbym, żeby trochę spuścił z tonu przy tych zapierających dech w piersi kadrach, ale dzięki temu podciągnął poziom tych szkaradnych. Fabuła? W porządku, ale nadal mam wrażenie, że ten pociąg pędzi w kierunku klifu.
Szczepi: Numer nieco wyciszony, choć nie jest to jego wada. Ciekawie poprowadzony został trening pierwszych X-Men z Kitty, wraz z wszystkimi późniejszymi konsekwencjami - Jean czytająca myśli innych bez pozwolenia i zdradzenie tajemnego spotkania Scotta z Mystique. Podobały mi się też komentarze Icemana na temat współczesnego świata i wzmianka o zmianach w Danger Roomie. Miło też, że Bendis przypomniał sobie o Lady Mastermind, której nie widziałem od czasu runu Careya w X-Men. No i oczywiście ostatnia strona, która szczerze mnie zaciekawiła, jak to zostanie rozegrane. Ogólnie, bardzo fajny numer.
avalonpulse0292b%20%5B1600x1200%5D.JPGGil: Sytuacja nam się rozwija konsekwentnie i to samo w sobie jest dobre. Zachowania Jean mają swoje skutki, włóczęgi Scotta też, a Warren zadaje właściwe pytania. Do tego naprzód posuwa się wątek Mystique, chociaż tutaj niezbyt jestem zadowolony, bo przeszła od rewolucjonistki, przez antybohaterkę do filozofii „let’s break stuff and get rich”. Ale rekrutacją Lady Mastermind punktuje na plus. Bardzo fajnie wypada też początkowa scena, chociaż błyskawicznie można się domyślić, że to sesja w Danger Room. I rysunki również dobre. Innymi słowy: seria kontynuuje swoją fajność, a ja konsekwentnie dam jej takie fajne 6/10.
Simon: Historia jest coraz lepsza i nie wiem jak Was, ale mnie wciąga i z niecierpliowścią czekam na rozwój wydarzeń. Jean Grey jest coraz pewniejsza i konsekwentie rozwija swoją moc i wciąż zastanawiam się jaką rolę w tej opowieści wymyślił dla niej Bendis. Mam wrażenie, że bedzie to coś dużego. Moim zdaniem ANX to obecnie najlepsza seria z mutantami w roli głównej. Wciąż pozostają jednak moje obiekcje odnośnie koncepcji tego tytułu. Boję się, że za kilkanaście numerów scenarzysta zacznie odcinać kupony, gdyż trudno jest mi sobie wyobrazić stałą obecnosć oldschoolowej piatki X-Men w teraźniejszości. Ale nie martwię się na zapas tylko cieszę się tą świetną historią.
jdtennesse: "To me, my X-Men" to chyba nowe “Avengers Assemble”. Ale po kolei. Kitty w roli nauczycielki wydaje się nieco zabawna, chociaż trzeba przyznać, że udaje jej się to. Podoba mi się w tej roli, jest poważna i bardzo się stara. Bardzo przypomina mi w tym… Emmę z pierwszej lekcji w Astonishing. Lekcja w sali ćwiczeń pokazała, że młodzi X-Men nie są jeszcze drużyną. Co więcej, nie zostaną nią, jeśli będą walczyć każdy na własną rękę. Iceman jest prawie uroczy. A najbardziej podoba mi się Angel, bo znowu zadaje niewygodne, ale jakże uzasadnione pytania. Jean czytająca innym w myślach na prawo i lewo jest chyba specjalnie tak pisana, żeby mogła, na przykład, odkryć tajemnicze spotkanie Scotta z Mystique. I nie wiem po co uwolnienie Lady Mastermind, ale na pewno się dowiemy w następnym numerze. Plus Sabretooth – chyba zbieramy jakieś złe bractwo czy coś… A scena z zombie nie spodobała mi się, poza oczywistym faktem nawiązania do Avengers. Rzeczywiście, bardzo straszne. Czemu akurat Lady M. miałaby wpaść na tak „straszny” pomysł? Chyba, że coś mnie ominęło lub czegoś nie pamiętam. No i kończy się kolejnym spotkaniem X-Men z X-Men. Czy coś jeszcze z tego wyniknie? Zaczynam wątpić. Rysunki znośne. 4/10.
Gamer2002: Musiałem looknąć w wypowiedzi innych, by przypomnieć sobie, co się wydarzyło. Nie jest tak źle, mamy dobry rozwój postaci, po prostu niewiele się dzieje poza (niestety dość oczywistą) akcją Mystique oraz ostatnią stroną z Uncanny X-men. Tak samo jak w Nowych Mścicielach, jet to bardziej set-up. 7/10.
 
Avengers vol. 5 #8
Hotaru: Czytało się świetnie. Scenariusz Hickmana w końcu zaczyna nabierać rumieńców i scenarzysta zaczyna ostrożnie dawkować odpowiedzi na zadane wcześniej pytania. Rysunki Dustina Weavera to poezja - te małe detale są ucztą dla moich oczu. Gdyby nie Ultimate Spidey, to byłby mój numer tygodnia.
Gil: Pierwszy raz poczułem wyraźny zgrzyt fabularny, ale też odczucie to zostało wynagrodzone czymś super-awesome. Ale po kolei. Zaczyna się dobrze, bo w końcu Avengers podchodzą do sytuacji w sposób logiczny: najpierw rozmawiając z chłopakiem i wyjaśniając, co i jak. Oczywiście sytuacja szybko eskaluje, bo młody nie bardzo panuje nad swoją nową mocą, więc w tym kontekście atak Hulka mogę zrozumieć – w końcu przyjął na siebie uderzenie, żeby nie pogorszyć sprawy. A potem Thor robi coś absolutnie głupiego i wszystko pogarsza. I to jest ten zgrzyt, bo wzięło się to znikąd i było po prostu najgłupszą rzeczą, jaką mógł zrobić. Ale też zaraz potem mamy zadość uczynienie: the mother of all fastball specials! Karolka rzuca Hulkiem z orbity i to jest po prostu AMESOME!!! A dalej mamy obowiązkowe przerwanie akcji i przejście do aktu drugiego, czyli komplikacji. I to też jest fajne, bo Captain Universe opuszcza Tamarę, dowiadujemy się czegoś więcej o Evencie i Ex Nihilo wraca na scenę. Tak więc, mimo zgrzytu, nadal jestem nastawiony pozytywnie i czekam na więcej. Żeby jeszcze udało się więcej wyciągnąć z rysunków, bo wydają się na pół gwizdka. Wciąż jednak daję 7/10, chociaż może trochę na kredyt.
Gamer2002: Początkowo miałem rzucić ironiczne "Co się dzieje gdy ktoś ignorowany otrzyma wielką moc? Obrywa za samoobronę przed wściekłym Hulkiem!". Ale na /co/ anon zwrócił mi uwagę na panel przed bijatyką w którym Hulk chwyta się za głowę oraz słowa Universe ze ktoś inny się angażuje w wydarzenia, co sugeruje mind control. Miałem dać 7/10 bo wciąż to było dobre czytadło pomimo głupiej bójki, ale skoro tak to daję 8/10.

Cable And X-Force #6
Gil: Tym razem zaczęło się nawet nieźle, ale niestety szybko znów uderzyło w swój głupawy ton. Gdy już się wydawało, że Colossus postępuje rozsądnie, to w najważniejszym momencie znów trzyma gębę na kłódkę i z jakiś niepojęcie głupich przyczyn nie chce powiedzieć, o co Kabelkowi chodzi. I nawet Wolverine zauważa, że to nie ma sensu. Nawet fajna jest scena z Kitty, wesoła kompania poszukująca kosmicznej technologii („it’s bigger on the inside” hehe :D ). A potem Domino i Boom Boom robią włam do Raft i znów nie mogę się nadziwić głupocie, tym razem strażników. Mają tam nie wiadomo ilu super-łotrów, których średnio raz na tydzień ktoś próbuje odbijać, a łykają ten blef jak młode pelikany i dają się zrobić w ciula. Aha, żeby było zabawniej, wciąż mamy tu piękny pokaz braku odpowiedzialności w różnych pozach. A na koniec zagadka: ile komiksów można zakończyć nagłym pojawieniem się Summersa? No, a jeśli chodzi o rysunki, to mamy typowego plastikowego Larrocę. Czyli nadal poniżej średniej i tym razem 4/10.
jdtennesse: Najbardziej(a właściwie tylko) podobało mi się nawiązanie do odwiecznie trudnej relacji Piotr/Katya. Cała reszta jest bez sensu. Po co skradać się na wyspę, a potem robić rozpierduchę, skoro „real cops” przybędą w przeciągu siedmiu godzin. No i znowu pojawia się Cyclops. Żeby porozmawiać z synem. Nie chce mi się tego pisać, tak jak nie chce mi się tego czytać. Ale Larocca jakby zaczął się starać, albo ja przestałem się przejmować. A liczyłem, że ta seria może się fajnie rozwinąć. 3/10.

Captain America vol. 7 #5
Gil: O kurde, przez chwilę myślałem, że Cap będzie walczył z Maga Zoldem! Ale nie, fałszywy alarm - to tylko brak proporcji u Romity. Właściwie ta scena i straszliwie szokujący cliffhanger, to wszystko, co z tego zeszytu zapamiętałem. No i jeszcze tę śmieszną scenkę, kiedy wojownicza córeczka się rozbiera do walki. Bo wiadomo, że skąpy, acz obcisły strój jest do tego celu idealny. I na szczęście nie było tym razem retrospekcji z dzieciństwa Steve’a. Tym razem moralizował osobiście. Aha, zapytacie pewnie, cóż to za szokujące zakończenie? Otóż Capek wyciął sobie z klaty telewizor. To pewnie będzie teraz hasał z żebrami na wierzchu… Swoją drogą, to dziwne, jak niewiele potrzeba, żeby postać z takim dorobkiem spuścić w toalecie i trochę to smutne. Cóż, pozostaje mi powtórzyć za Kotem: Remender skończył się na Kill’em All. Ten komiks to kupa. Bzdur. I dostanie 1/10.

Captain Marvel vol. 5 #11
Hotaru: Podobają mi się rysunki Filipe Andrade, ale nie jestem pewien, czy odpowiada mi fabuła. Zgoda, Kelly Sue DeConnick przestała drążyć podróże w czasie i wątki kobiet-pilotów, ale nadal nie czuję się zaintrygowany tym, co ma do zaoferowania. Czytam ten komiks, ma pod skórą czuję, że coś dobrego czai się tuż za rogiem. Ale jak na razie to nie nadchodzi. A może zaplanowany na ten maj crossover z Avengers w końcu przekona mnie, że nie tracę z tą serią czasu?
Gil: Okay, już chyba trochę przyzwyczaiłem się to tych fikuśnych (bo to chyba najwłaściwsze słowo) rysunków i nawet zaczynam dostrzegać w nich jakieś fajne elementy. Co nie zmienia faktu, że perspektywa jest fatalna, a ludziom znikają dłonie. Anyways… historia nam się rozkręca. Zaczynam podejrzewać, że za inicjatywą Marvel NOW! kryje się hasło „now everybody gets cancer!” Nawet jeśli nie jest to cancer per se. Przynajmniej coś się wyjaśnia w tym względzie. Tak samo jak w kwestii Deathbird, która okazuje się być Fakebird. No, ciekawe, co z tego wyniknie i kim okaże się być tajemniczy osobnik stojący za wszystkim? Niestety, nie obyło się bez zgrzytów. Karolka po raz drugi dostaje ten sam motór, nie wiem skąd się tu wzięła Dakota i czemu u diabła ta siwa kobita ciągle drze mordę? Ale dobra, powiedzmy, że to niewielki zgrzyty wobec większych plusów. Niech więc będzie 6/10.

Daredevil vol. 3 #24
Gil: Dalszy ciąg historii, która pokazuje nam bardziej ludzką stronę Daredevila. Oprócz troski o Foggy’ego załatwia także skomplikowane sprawy z byłą dziewczyną i prokuratorem zarazem. Muszę przyznać, że był to chyba najlepszy i najbardziej naturalny dialog, jaki czytałem od… sam już nie wiem jak dawna. Każdy argument na miejscu, każdy ma sens i trafia w sedno, aż wydaje się, że jest z życia wzięty. Wielki kudos dla Waida. A w tej bardziej heroicznej sferze fabuły również dzieje się ciekawie, bo staje się jasne, że za całą serią ostatnich wydarzeń stoi jeden człowiek. Jestem bardzo ciekaw. Oby tylko poprawne nie było moje skojarzenie z zajawką okładki następnego numeru, bo ten kostium przyciąga mi na myśl D-Mana. Tymczasem raz jeszcze pochwalę jakość fabuły i dodam, że rysunki również dobre były, a na koniec wystawię 7/10.

Dark Avengers vol. 2 #188
Gil: Czas na minutę szczerości: Wszyscy wiemy, że seria już padła i to ostatnie podrygi zdychającej ostrygi. I wcale się nie dziwię, bo od zmiany tytułu coraz mniej chciało mi się ją czytać. I też nie specjalnie chce mi się o niej pisać, bo nie bardzo jest o czym. Fabuła pojechała sobie w puszczę i tam buduje osadę. I niech se buduje, mnie to już nie interesuje. Próbowałem przez chwilę, a wątek i tak nie dał rady mnie zahaczyć. Za to zauważyłem, że poprawili literówki i to chyba jedyna dobra rzecz, jaką mogę tutaj powiedzieć. Dam 4/10 spod znaku „nie moja bajka”.

Deadpool vol. 3 #6
Szczepi: Komiks zaczął się dość dramatycznie i przez chwilę wyraźnie było czuć powagę zaistniałej sytuacji, nie licząc żartów Wade'a dotyczących amerykańskiej popkultury i historii. I wszystko skończyłoby się dość ponuro, gdyby nie pojawienie się Avengers oraz nowego głosu w głowie Deadpoola :) . Nie ukrywam, że to dość dziwaczne zakończenie pierwszej historii, ale mogę przymknąć na nie oko i śledzić dalej co duet Posehn i Duggan znów wymyślą dla Pyskatego Najemnika.
Gil: Koniec parady nieumarłych prezydentów, a pierwsze słowo, jakie ciśnie mi się na myśl brzmi: wreszcie! I widać, że było to już trochę na skróty zrobione, bo paru wyeliminowano właściwie zaocznie. A potem łup, cup, dup i po sprawie. Cóż, przynajmniej dowiedziałem się, o co chodziło z tą wanną… No i końcówka była całkiem fajna… aż do ostatniej strony. Skorzystajmy więc z okazji i zróbmy małe podsumowanie przy okazji końca pierwszej historii. Treści nie było w niej za wiele i cały czas miałem wrażenie, że twórcy bawią się lepiej niż czytelnicy, bo tylko oni wiedzą, w którym momencie się śmiać. Nie dostrzegłem też żadnych wyraźnych konsekwencji, poza wstępem do następnej historii, która jakoś nie wygląda zbyt obiecująco. Mam nadzieje, że się nie mylę. A tymczasem 5/10.

Indestructible Hulk #5
Gil: Finał wielkiej podmorskiej rozpierduchy przynosi nam przede wszystkim taki jeden mały element, który łatwo można by przeoczyć: ten zwój, który zgarnął Banner jest początkiem jakiegoś większego wątku, który urośnie nam niedługo. No wiecie, jak było z tym dyskiem w Daredevilu. I wcale nie implikuję tutaj, że Waid się powtarza, bo jestem jak najbardziej dobrej myśli. A co wydarzyło się poza tym? Attuma jak zwykle dostał bęcki, jego wielki morski potwór też. Było parę fajnych motywów i momentów z udziałem niebieskiej panienki (hm, to chyba też jakaś prawidłowość ostatnio). Zabrakło mi trochę interakcji Bannera z ludzkim otoczeniem, ale cóż począć, jak nie było na to miejsca. Natomiast inna wpadka jest już chyba winą rysownika i mam tu na myśli końcówkę, w której to Banner rozmawia z rebeliantami w wodzie, bez hełmu. Hm… jakby tak się zastanowić, to w tym momencie ciśnienie powinno go zabić… Oj, to jednak większa wpadka. No cóż, i tak numer załapie się na 6/10. Za to drżę przed nadchodzącą zmianą rysownika.
avalonpulse0292c%20%5B1600x1200%5D.JPG
New Avengers vol. 3 #4
Hotaru: To mnie Hickman ostatnią stroną zaskoczył. Po całym monologu Terraxa pomyślałem, że nasi bohaterowie będą musieli uznać porażkę i już zastanawiałem się, jak to wpłynie na ich morale. Jakże się myliłem, bo zespół składający się w większej części z geniuszy, zachował się... głupio. Wątek Stephena bardzo mi się za to spodobał. I kolory Franka d'Armaty.
Szczepi: Fajnie przedstawione zostały alternatywne przygotowania poszczególnych członków Illuminati na nadchodzącą zagładę Ziemi. Ciekawy jest zwłaszcza przywoływany już przez pozostałych pomysł Strange'a na przyzwanie Cthulhu-podobnego stwora, by powstrzymać kataklizm. Ale prawdziwym zaskoczeniem było odkrycie przez drużynę źródła destrukcji poszczególnych uniwersów oraz walka tychże z nową, oświecona wersją Terraxa. Napiszę krótko - czekam na dalszy rozwój wypadków.
Gil: Czas na rozwalanie światów! Ale najpierw potrzeba nam planu i każdy ma coś w rękawie. Bardzo fajnie się czyta ten przegląd desperate mesures. Tosiek zaimponował mi faktem, że zabrał się za budowę Dyson Sphere, chociaż zastanawia, jak udało mu się to ukryć? Ale i tak najbardziej zaciekawił mnie plan Stefana. Jakiego Cthulhu on tam chowa za pazuchą? Chętnie bym to zobaczył. Oczywiście, jak przychodzi co do czego, to plany idą w odstawkę, ale to co dostajemy w zamian również jest niezłe. Alternatywny Galaktus i jego herold – Terrax Jaśnie Oświecony. Fajny pomysł, więc i fajna rozwałka się zapowiada. Zobaczymy też, kto pierwszy zmieni zdanie i pozwoli zniszczyć drugą ziemię. Czekam niecierpliwie i doliczam punkty za dobre rysunki, więc będzie kolejne 7/10.
Gamer2002: Radosne przygotowanie broni zagłady się zaczęło (czy Namor cokolwiek w tym kierunku pichci?), tak jak przewidział Cap. Mimo wszystko Illuminati wciąż stara się znaleźć trzecie wyjście, nawet mimo tego że rozwiązanie zostaje im podane na tacy. Mimo wszystko, czegoś mi tu brakuje w zeszycie. Chyba mimo wszystko, aż tak wiele się tu nie wydarzyło, za dużo (koniecznego, ale wciąż) set-upu, 7/10.

Nova vol. 5 #2
Hotaru: Cóż, zauroczenie świeżością minęło. Jakoś tak na chłodno odebrałem drugi numer tej serii i dochodzę do wniosku, że Loeb - chociaż specjalnie nie przykisił - to i specjalnie niczym się nie popisał. Brak tu oryginalności, brak dramaturgii i brak haczyka, który skłoniłby mnie do sięgnięcia po numer trzeci. Wprawdzie Marvel tym haczykiem w postaci Infinity dynda mi przed nosem, ale nie ma on nic wspólnego z twórcami tego numeru.
Gil: Okazuje się, że jeden w miarę przyzwoity i stonowany numer to zbyt wiele, więc od samego początku zeszytu numer zwei zaczyna się postępująca loebizacja. Już na pierwszej stronie widać, że loebotomię przeszli Rocket i Gamora, co zaowocowało przypadkowymi zmianami charakteru. Bo niby czemu Rocket Raccoon miałby się wkurzać, gdy ktoś nazywa go szopem. W końcu jest szopem. No i zwykle to Gamora była tą bardziej wojowniczą postacią… Ale hej, to dopiero początek i cokolwiek zdawało ci się, że wiesz o kosmosie Marvela – zapomnij. To zupełnie jakby istniał jakiś drugi, zupełnie inny Nova Corps i inni Guardians w jakimś innym świecie. Hm… może to i byłaby jakaś strawna odpowiedź… Ale nie nastawiałbym się na to. Po prostu raz jeszcze nasz ulubiony inaczej scenarzysta robi co chce i wystrzeliwuje całą logikę na księżyc. A skoro o tym mowa, to mam nadzieje, że teraz Nova nie wpieprzy Watcherowi. Innymi słowy: coraz bardziej obawiam się, że to wszystko się wykolei i rozwali te dobre rzeczy, które przyniosła ze sobą Annihilation. Póki co, da się to jeszcze czytać, jeśli nie próbuje się poskładać fabuły w całość z tym co już wiemy, więc może jeszcze dostać 4/10.

Savage Wolverine #3
Gil: Nastały chyba lepsze czasy dla solówek Wolverine’a, bo niezmiennie dobrze się przy nich bawię. Frank Cho zdołał połączyć na pozór przypadkowe zdarzenia w całkiem logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy i dał tej historii podstawę, której potrzebowała. Nie zmienia to faktu, że dużo jest w niej elementów losowych, ale daje nadzieje, że i one się poukładają. Co prawda, ten pomysł z Celestianinem i ee… Monster-Man-Thingiem trochę nie pasuje do większego obrazka, ale nadal istnieje margines, na którym można to wyprostować. Dużą część numeru zajmują scenki, które są po prostu fajne i całkiem zabawne. Nawet jeśli to Amadeus i Shanna ciągną te motywy, a Wolviek tylko sieka. Jest fajnie. Tak po prostu fajnie. Czasami narzekałem na rysunki Franka Cho, ale w tym otoczeniu i kontekście wybitnie mi pasują, więc za całokształt dam 7/10.

Superior Spider-Man #6
Szczepi: No i Otto się doigrał. Nie dość, że Spider-Man po raz pierwszy, nie licząc Morluna, zabił swojego przeciwnika, to w bardzo brutalny sposób rozprawił się z Jesterem i Screwball - dwójką kawalarzy i złodziejszków. Co zwróciło uwagę Avengers, którzy zaniepokojeni dziwnym zachowaniem Pajęczaka postanawiają zainterweniować, czego będziemy świadkami w następnym numerze. Dodam nieskromnie, że przewidziałem taki rozwój sytuacji od momentu, gdy w sieci pojawił się pamiętny teaser z "Fired". w tytule. Stay tuned.
Gil: Aaaaand... he’s lost it. Nie trwało to długo. I trudno się dziwić. Cóż, przynajmniej jasno powiedzieli, że jednak Octo-Man ubił Masakratora. I Avengers wreszcie poszli po rozum do głowy. W sumie to teraz wszyscy zobaczyli, jak Pająkottowi pęka żyłka, więc już chyba po ptokach. Ale na makaronowe macki latającego spaghetti monstera, czy nie można było tego wszystkiego zrobić inaczej?!? Nagromadzenie campu, kreskówkowości i czystego idiotyzmu w tym zeszycie jest tak duże, że wygląda jakby za wszelką cenę chcieli zrównoważyć przyciężki klimat poprzedniej historii, żeby się dzieciaki nie zniechęciły. I jeszcze ta wata koledżowa… No dobra, jeszcze Otto odreagowujący traumę z dzieciństwa wychodzi dobrze, ale to łyżka miodu w beczce dziegciu. A nade wszystko Screwball… jak ja jej nie cierpię… Tym razem najwyżej 4/10.
jdtennesse: No cóż, trudno nazwać Jestera i Screwball łotrami. Na pewno są złodziejami, a JJ na pewno musi trochę zainwestować w lepszą ochronę, ale ogólnie to chyba jestem rozczarowany. Niby są fajne momenty – JJ w gaciach i z tortem na twarzy. No i Avengers w końcu się czegoś domyślili. Poznajemy też trochę wydarzeń z przeszłości Otto, mamy również życie codzienne Spocka, ale mam wrażenie, że już tylko czekamy na powrót Petera(jeśli nie czekaliśmy na to od samego początku…). A najgorsze chyba jest to, że gdyby nie nagrywanie filmiku ze Spockiem masakrującym dwóch zgrywusów, to pewnie nadal nikt by się niczego nie domyślił. Było lepiej, jest gorzej. Rysunki są ok. 4/10.

Ultimate Comics: Spider-Man vol. 2 #21
Hotaru: Sara Pichelli narysowała w tym numerze kilka zapierających dech w piersi kadrów. Co ciekawe, większość z nich jest kameralna, ujęcia na twarze bohaterów, a nie sceny akcji. Bo i akcji w tym numerze nie ma za dużo. Ale co z tego! Team-up Gwen i MJ a także Maria Hill wynagradzają to drobne niedopatrzenie. "Venom War" jest jak na razie świetną historią i nie mam powodów sądzić, że zawiodę się na finale.

X-Factor #253
Hotaru: Chyba coś poszło nie tak, kiedy najbardziej interesuje mnie nie tytułowa piekielna wojna, ale wątki M i Guido? A może PAD tak to planował od początku? Nie będę jednak tego roztrząsał, bo koniec końców bawiłem się przednio. Leonard Kirk przyłożył się jeszcze bardziej i narysował kilka naprawdę ładnych kadrów. X-Factor w dalszym ciągu nie schodzi poniżej pewnego wysokiego poziomu.
Gil: A teraz niech mi ktoś powie, dlaczego zamiast Pierdów Ultrona nie dostaliśmy Hell War jako wiosenno-letniego eventu? Mogłoby być tego drugie Inferno, a umieszczenie X-Factor w centrum czegoś tak dużego wywindowałoby serię na szczyt. Niestety, dostaliśmy tylko jednego splasha, który ma nas nieśmiało poinformować, że wszyscy herosi walczą z demonami. I tak jak w przypadku niedawnej robocalipsy w Secret Avengers jest to zdecydowanie za mało, żeby ktokolwiek uwierzył w epicki rozmach wydarzeń. Pozostaje nam skupić się więc na naszych bohaterach i ich jednostkowych zmaganiach z kolejno wyskakującymi zza krzaka Hell Lordami. Wobec takiego potencjału, wykonanie – chociaż dobre – jest trochę rozczarowujące. No i z góry wiadomo było, że Satanna zginąć nie może, więc trochę to było zbędne. Ale przynajmniej teksty nie zawodzą, a zwłaszcza Maphisto tutaj rządzi. Tym razem muszę trochę naciągnąć, żeby było 6/10.
jdtennesse: No i ciąg dalszy rozmemłanej historii, którą można by skrócić do 3 zeszytów, byłoby ciekawiej, szybciej i może lepiej. A tymczasem co mamy? Avengers i FF walczą z demonami, a X-Factor siedzą i rozmawiają co by tu zrobić. Coś tu chyba jest nie tak. I wszyscy dochodzą do wniosku, że to właśnie Tier jest zdolny do zakończenia wojny. I niespecjalnie przejąłem się losem umierającej M(nie daje się lubić). Chcę powrotu tego co czyniło tą serię najlepszą, a ostatnio w ogóle zniknęło. 4/10.

X-Termination #1
Hotaru: Zawiodłem się. Zarówno na nienatchnionych rysunkach Davida Lopeza, po którym spodziewałem się o wiele więcej, jak i po fabule, która mnie - jako nie czytującego Age of Apocalypse i X-Treme X-Men vol. 2 - wydała się mało spójna. Szykuje się event dla czytelników wszystkich trzech serii, a ja się do nich nie zaliczam.
Szczepi: Szykuje się następny marny cross-over pokroju " Minimum Carnage" pomiędzy trzema dość słabymi tytułami. Oto AoA Nightcrawler, przy pomocy dawnego przeciwnika chce wrócić do rodzinnego uniwersum, jednak sprawy nieco się komplikują. Pojawia się wyrwa w multiwersum, na którą oprócz głównych winowajców wpadają bohaterowie Astonishing X-Men vol. 3, Age of Apocalypse i X-Treme X-Men vol. 2. Ci ostatni przyciągają za skrzyżowanie Guardians of The Universe i Manhunters, którzy dezintegrują jednego z X-Treme i następuje cliffhanger. Myślę, że na tym numerze poprzestanę i swoją przygodę z tym crossem zakończę. Wam tez radzę.
Gil: Wow... that was useless... Raz jeszcze wrócę do opinii powyżej i podkreślę jak bardzo niesprawiedliwy jest fakt, że wydarzenie takie jak Hell War jest spychane na margines, podczas gdy ten crap urasta do miana eventu. Wypociny z trzech marginalnych serii, wyciśnięte do jednego kubka i sprzedawane jako soczek. Tak – z trzech. Nie oszukujmy się i przyznajmy, że Astonishing X-Men vol. 3 straciła swój swag wraz z odejściem Ellisa. AoA miała na początku fory tylko jako spinn-off Uncanny X-Force, a X-Treme nie miała od początku nic. A teraz przyszło to coś i macha chorągiewką „wszystkie zapomniane wątki zebrane do kupy, by jakoś bez sensu je zamknąć”. Aha, żeby nie było wątpliwości: jeśli ktoś myślał, że historia skupi się na powrocie AoA-Crawlera do domu i porządkach tam… gruuuubo się mylił. To coś na początku udaje, że tak będzie, a potem wyciąga z… ehm… czapki jakiś niebieskich stworów. Szkoda, że nie wyszli czerwoni, bo moje skojarzenie z konkurencyjnymi Monitorami i tragedia, jaką było Countdown, byłoby całkowicie na miejscu. W tej chwili, jedyny powód, jaki może mnie skłonić do przeczytania całości tej historii, to ciekawość tego, jak bardzo okaże się zła. A na „dobry” początek dostanie 3/10.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0292a.jpgNew Avengers vol. 3 #4
Autor:
Jock

Hotaru: Zatrudnienie Jocka do rysowania okładek New Avengers było dla Marvela natchnioną decyzją. Artysta ma pomysł, nie stosuje nudnych scenek, każda z jego kompozycji przekazuje odpowiednią dramaturgię. Ta nie jest wyjątkiem. Gdyby jeszcze trochę bardziej subtelnie wkomponowano tu logo serii, nie miałbym się kompletnie do czego przyczepić.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.03.20
Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: S_ORedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.