Avalon » Publicystyka » Artykuł

Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #4-5 (12.02.2013)

WKKMlogoA.JPG
Wtorek, 12 luty 2013Numer 2/2013 (2)


Przedstawiamy drugi numer poświęcony Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Podobnie jak to było w pierwszym numerze, dziś również przyjrzymy się Pająkowi oraz jednemu z mutantów. Zapraszamy.

WKKM04%20%5B1600x1200%5D.jpgWielka Kolekcja Komiksów Marvela #4 - "Wolverine"
jdtennesse: Wprawdzie kilka dobrych lat temu czytałem już ten komiks po polsku, to zamierzam ocenić obecne wydawnictwo. Najlepszą stroną jest oczywiście wydanie – twarda okładka, papier, cena etc. Minusem jest bardzo mała ilość stron, ale o tym wiedziałem wcześniej, więc zaskoczenia nie było. Mogli coś dołożyć na osłodę, ale… Dodatki też są w porządku, zabrakło mi tylko sylwetki Millera. Historia jest bardzo fajna, ale na pewno nie pozbawiona wad. Ale po kolei.
Jeśli chodzi o tłumaczenie to jest chyba ok, czasami nie podoba mi się szyk zdań, ale może się czepiam. Literówki doszukałem się jednej i to nie w komiksie tylko w dodatkach („zgrubny”). No i oczywiście nie podoba mi się tłumaczenie nazw własnych typu "Dłoń", czy w zapowiedziach kolejnych numerów na tekturce "Mroczna Phoenix". Ale co zrobić.
Rysunki mogą się wydawać nieco przestarzałe, ale pamiętajmy, że minęło 30 lat od wydania komiksu. Szczególnie mi one nie przeszkadzają, ale tak wspaniałe też nie są. Podobają mi się momenty walk z ninja oraz ukazywanie Logana w cieniu, gdzie widać tylko białe oczy, a właściwie ich zarys w masce. Sceny walk są nieco statyczne, chociaż Miller bardzo się starał.
Historia sama w sobie jest interesująca. Poznajemy Logana z innej strony niż "bezmyślnego zabójcy". Przede wszystkim przeważa ukazywanie jego myśli, wewnętrznych rozterek, gdzie mogłoby się wydawać, że Logan jest człowiekiem niewielu słów. I tu dochodzimy do Claremonta, który znany jest z tego, że lubi słów nadużywać, co w komiksach jest raczej niewskazane. Jest dużo scen bez tekstów, dzięki czemu rysunki mogą się bronić samodzielnie. Jedyne co irytuje, to powtarzanie w każdej części opowieści tego "jakie to ja mam moce i czego to ja nie potrafię". Ale pamiętajmy, ile czasu minęło od premiery, wtedy Claremont często stosował ten zabieg u X-Men. Zresztą dziś mamy coś podobnego – pierwsza strona komiksu to zawsze recap ostatnich numerów, więc można to zrozumieć i wybaczyć. W samej historii dopatruję się kilku nieścisłości – przede wszystkim zakochanie się w Yukio, dość szybkie jak na Logana, moim zdaniem. Następnie, scena kiedy Logan zatacza się po alkoholu. Wiemy, że jego zdolność regeneracji utrudnia upijanie się więc albo sporo musiał wychylić, albo Claremont wtedy o tym nie wiedział/nie pamiętał. Bardzo podoba mi się postać Yukio, którą znam również z X-Men (to dzięki niej Storm przeszła pierwszą i chyba najpoważniejszą zmianę w swoim życiu – zarówno wyglądu, jak i charakteru). Fajnie przedstawiono zachodniemu czytelnikowi środowisko i kulturę egzotycznej Azji, wiele decyzji i czynów niektórych bohaterów może się wydawać dziwne i niezrozumiałe, ale wynika z silnie zakorzenionego poczucia obowiązku i tradycji.
Polecam komiks i polecam kolekcję :) . 8/10.
Simon: Woverine Claremonta i Millera ma opinię ważnego komiksu w historii Marvela. Czy dziś wciąż jest to opinia uzasadniona? Według mnie, jedynymi przesłankami, zgodnie z którymi możemy uważać ten album za tak istotny, są rysunki Millera, który zrobił wielką karierę na różnych polach oraz nowe spojrzenie na postać Rosomaka. Ale po kolei.
W pierwszej chwili patrząc na kreskę Millera miałem wrażenie, że jest już zbyt archaiczna i zwyczajnie się zestarzała. Jednak po przeczytaniu albumu stwierdzam, że ascetyczny styl bardzo dobrze pasuje do historii dziejącej się w Japonii, dla której minimalizm jest ważnym elementem nie tylko w kulturze. Należy również zwrócić uwagę na oszczędną kolorystykę, która również świetnie się sprawdza.
Sama historia natomiast to typowa pulpowa opowieść, bardzo przypominająca storyline z dowolnego azjatyckiego filmu kung fu, gdzie pretekstowy scenariusz ma prowadzić do kolejnych efektownych walk. Podobnie sytuacja wygląda w Wolverine. Na pochwałę zasługuje osadzenie jednej ze scen w teatrze kabuki i przywołanie słynnej w Japonii opowieści o "47 Roninach" oraz scena rozgrywająca się w ogrodzie zen. Świadczą one o dobrym i pomysłowym wykorzystaniu dalekowschodnich elementów przez twórców.
Natomaist całkwicie niepotrzebne jest powtarzanie tych samych kwestii przez Logana na początku każdego rozdziału. Rozumiem, że scenarzysta chciał przypomnieć co działo się wcześniej, jednak mam wrażenie, że powtarzanie ciągle tych samych przemyśleń bohatera miało spotęgować efekt wspomnianego na początku nowego spojrzenia na Wolviego.
Jeżeli mówmy o dziele ważnym dla Marvela, to na pewno nie z powodu scenariusza. Nie jest on w żaden sposób odkrywczy czy nowatorski. Jest zgrabnym wejściem w konwencję znaną z filmów z Sonnym Chibą czy Brucem Lee.
Wydanie komiksu nie może budzić większych sprzeciwów, gdyż zwyczajnie jest świetne. Jeśli chodzi o tłumaczenie razi nazwa "Dłoń" oraz pojawia się literówka w imieniu Japońskiej bogini AMATERASU. Pozostałe kwestie są bez zarzutu.
Ocena 6-/10.

WKKM05%20%5B1600x1200%5D.jpgWielka Kolekcja Komiksów Marvela #5 - Amazing Spider-Man: "Narodziny Venoma"
jdtennesse: Mam wrażenie, że czytałem kolekcję kilku komiksów, które łączy wprawdzie wspólny mianownik symbionta, ale jednak tylko zbiór kilku historii, a nie jedną całość. Jest jednak wspólny cel - opowiedzenie historii narodzin Venoma. Wiem, co wydawca napisał w notce do czytelników ("Aby opowiedzieć kompletną historię, potrzebowalibyśmy tomu 10 razy grubszego niż ten!") więc wiadomo czego można się spodziewać. Nie uważam, żeby był to ogromny minus, czyta się w miarę dobrze, nie mam wielkiego poczucia braku, nie ma luk logicznych, więc chyba damy radę. Dlatego recenzując ten album, napiszę o każdym zeszycie kilka zdań. Pierwszy zeszyt (ASM #252) sprawia wrażenie nieco naiwnego i pałającego optymizmem, którego Peter był pełen po powrocie na Ziemię. Nie czuję, że brakuje nam początku historii, gdyż na początku mamy mały recap tego co było wcześniej, a poza tym (pełen optymizmu) czekam na wydanie Secret Wars w naszej wspaniałej kolekcji, która to historia uzupełni nam tutejsze braki. Niestety, już przy drugim zeszycie (ASM #256-257) widać małe braki – Peter rzucił studia i pokłócił się z ciocią May – ważne wydarzenia, ale czy ważne dla historii symbionta? Nie. Pojawia się nowy przeciwnik – Puma. Jest ciekawie, bo to kolejna (przynajmniej wtedy) postać do galerii zwierzęcych przeciwników Pająka. Walka jest dość brutalna i odnoszę wrażenie, że Peter nie dałby rady bez nowego kostiumu, a właściwie symbionta i jego mocy. No i pojawia się Black Cat jako (u)kochan(k)a Petera, plus MJ słania się w tle. Smaczna historia. Zakończenie trochę rozczarowuje, bo Spiderowi się po prostu upiekło w walce z Pumą. Kolejny zeszyt (ASM #258) jest interesujący ze względu na pokazane prywatne rozterki i interakcje między bohaterami. Szczególnie znaczące są chyba wątpliwości Petera co do panowania nad własnym życiem. Co więcej, w końcu Peter dowiaduje się prawdy o symbioncie i pozbywa się go. Jest też Hobgoblin, na razie na drugim planie. Średnio natomiast podoba mi się nowy kostium Spidera, hehe. Kolejny zeszyt (ASM #259) to ładunek emocjonalny – szczera rozmowa z MJ, a właściwie zwierzenia dotyczące jej trudnego dzieciństwa i rodziny, które miały wpływ na jej późniejsze życie. Drugim wątkiem tej części jest Hobgoblin siejący strach w mieście i decyzja Petera o ostatecznej rozgrywce z nim. Na końcu scena, w której symbiont ucieka z laboratorium FF. I tu następuje najbardziej widoczne cięcie, gdyż nie mamy (zakończenia) walki Petera z Hobgoblinem, jest za to małe streszczenie wydarzeń jakie nastąpiły między jednym a drugim zeszytem jakie czytamy w tym albumie. Kolejny zeszyt (WoSM #1) to ostateczna rozgrywka Petera z symbiontem. Zmieniły się rysunki i ton historii. Trochę mi się ten zeszyt nie podoba, walka Petera z samym sobą/symbiontem wygląda głupio, a Vulturioni też nie są godnymi przeciwnikami. Ale cóż… Najgorsze jest zakończenie, po co symbiont uratował Petera? Wydaje mi się to nielogiczne, również w świetle kolejnego odcinka. Potem znowu mamy mały recap, skok w czasie i chyba pojawiają się jakieś trzy strony z nie wiadomo jakiego komiksu, jest już Brock i jest tez symbiont. Jak i kiedy się spotkali? Nie wiemy. Potem mamy kolejny zeszyt, jubileuszowy (ASM #300). I tu na szczęście wszystko się wyjaśnia. Jest to świetny odcinek, mamy tu zarówno elementy codziennego życia Parkera (np. przeprowadzka oraz nowe małżeństwo), jak również walkę superbohatera ze złoczyńcą. Podobają mi się rysunki McFarlane'a, a także rozłożenie paneli – jest dynamiczniej niż w pierwszych zeszytach, widać wyraźnie zmianę na nieco dojrzalszy ton (również w rysunkach i historii – MJ i jej stroje oraz kokietowanie…). Zakończenie też jest ok, przynajmniej Peter nie uciekł i nie odłożył walki na później. Wiemy już, że Eddie połączył się z symbiontem na stałe. I tak oto narodził się Venom.
Czułem ogromny sentyment czytając ten album. Rysunki przywodzą na myśl stare dobre czasy TM-Semic. Zresztą historia też. Fajnie się ogląda rysunki pozbawione kropek w druku, co miało miejsce w wielu (wszystkich?) komiksach TM-Semic. Fajne są okładki poszczególnych zeszytów, dodatki też niczego sobie. Przyjemnie poczytać sobie kilka klasycznych już chyba historii z klasycznym Spider-Manem (a nie z Octo-Manem czy tam Spider-Octem czy whatever). Chwilami przeszkadzają braki kilku historii, ale są uzupełniane wyjaśnieniami na stronach zeszytów lub na dodatkowych czarnych stronach. Rzeczywiście mylące jest podanie jako autorów tylko dwóch nazwisk, gdy więcej stworzyli w tym albumie inni, ale z drugiej strony nie wyglądałoby to estetycznie, gdyby było tam np. sześć nazwisk. Zresztą w oryginalnej kolekcji było tak samo. Album jest świetny, opowiada historię narodzin Venoma i myślę że jest w miarę spójny. Polecam! 8/10.

Kolejne wydanie kolumny już za miesiąc - 12 marca. Wtedy też będziemy podsumowywać numery #6 i #7 Kolekcji (które ukażą się odpowiednio 13 i 27 lutego). Jeżeli chcesz, by i Twoja opinia znalazła się pośród innych, zapraszamy do tego działu na naszym forum. Jeżeli natomiast masz pytania odnośnie WKKM, nie krępuj się i zadawaj je tutaj.

Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.