Avalon » Publicystyka » Artykuł

Zvalony 2012

Jak co roku, głosowaliście na najlepszych i najgorszych 2012 roku. Może czasami wypada przemilczeć to, co złe, ale nie tym razem. Marvel dba o to, by było tego tak dużo, że trzeba innym wskazać, od czego trzymać się z daleka. W roku 2012 szczególnie, o czym świadczyć mogą w tej edycji nad wyraz liczne remisy. Jeśli nie czytaliście poniższych "wygranych", to nie podchodźcie na odleglość kija od miotły. Jeśli już się z nimi zapoznaliście... nasze szczere kondolencje.

Zvalony 2012

Przypominamy, że w tym roku po raz pierwszy mieliście możliwość głosowania na pozycje nie nominowane przez Redakcję Avalon Marvelcomics.pl. Cieszy nas, że rzadko korzystaliście z tej opcji - oznacza to, że w większości podzielacie nasze kolektywne zdanie.

Jeśli chcecie przypomnieć sobie wszystkich nominowanych w poszczególnych kategoriach, odsyłamy tutaj.


Najgorszy ongoing


amazing_spider-man.jpg
wolverine_and_the_x-men.jpg

ongoing.jpg

Pierwsza kategoria i od razu remis. Widać nie mogliście się zdecydować, co bardziej działa Wam na nerwy - "odważne i nieortodoksyjne" podejście Dana Slotta do postaci Spider-Mana (czy też teraz Spider-Octo-Mana), czy może "oryginalne i przewrotne poczucie humoru" Jasona Aarona. Na trzecim miejscu zaś jedna z serii o Mścicielach, z którą pod koniec roku pożegnal się Brian Bendis. Co ciekawe, druga z nich nie zdobyła żadnego głosu. Czyżby jednak nie była, kiepska, czy może całą frustrację wylaliście na pierwszej z nich?

Archie: Zapominając o potwornym Amazing Spider-Man w wykonaniu Slotta zagłosowałem na Avengers vol. 4, gdyż ta seria to definicja odcinania kuponów. Miała być drużyna pełna wymiataczy, która ma przygody na wielką skalę (w domyśle Mighty Avengers 2 bez wątku humorystycznego), a wyszło tak siermiężnie, że to głowa mała. Bendis kompletnie nie sprostał oczekiwaniom, a i kadra rysowników dobiła tę serię. Omijajcie szerokim łukiem.
czarny_samael: Wolverine & the X-Men. Żenada. Masakra. Słabizna. W głowie mam inne słowa, ale nie nadają się do publicznego użytku. 0/10. Nawet to, że ta seria jest ważna, nie pozwala mi na utrzymanie się przy niej. Nawet obecność Angela. Sorry, ale nie.
Catman: Amazing Spider-Man było strasznie słabe, a w najlepszych momentach mizerne. No i zostało żałośnie zakończone.
colossus28: Z tej serii wytypowałem najgorszego złoczyńcę, podobnie jak i najgorszą historię więc nie mogę postąpić inaczej jak tytuł najgorszego ongoingu przyznać Avengers vol. 4.
Globi: Wolverine & the X-Men - Głupie, infantylne, zbędne. Nie tak powinna wyglądać jedna z serii będących filarem przygód mutantów. Tym gorzej dla serii że Aaron jak chce to potrafi. Szkoda że tutaj serwuje żenujący slapstick.
grzgrzegorz: Amazing Spider-Man. Metodyczne niszczenie Pająka od... no właśnie, od ilu to już lat? Nie mam nawet siły o nim myśleć, a co dopiero czytać... na drugim miejscu Avengers vol. 4.
Krzycer: Ostatecznie głos poszedł na X-Men Legacy. Nic tam nie było szczególnie głupie (jak w paru innych nominowanych seriach, *ekhu*ASM*khe*WatXM*apsik), ale z numeru na numer mieliśmy drewniane postacie, całe strony maszynopisu drętwych dialogów w których Rogue raz po raz, z numeru na numeru powtarzała tę samą gadkę-szmatkę. "Miałam problemy, problemy są ciężkie, ale każdy ma wewnętrzną siłę i ludzi, którzy mogą pomóc, i wtedy nawet największe problemy da się pokonać, więc nie mów mi o swoich problemach, tylko z nimi walcz, ale poczekaj, najpierw ja ci opowiem o swoich problemach, które pokonałam..." i tak ad morte defecatio. Innymi słowy - Gage zajeździł mój ulubiony obok X-Factor mutanci tytuł i niemal obrzydził mi jedną z ulubionych postaci. Cudotwórca. (A ponieważ ongoing ma ten sam tytuł czuję się zobowiązany wspomnieć, że głos na X-Men Legacy Gage'a nie ma nic wspólnego z X-Men Legacy vol. 2 Spurriera, który, jak na razie, radzi sobie ładnie.)
Undercik: Mój głos leci na Avengers Academy. Może nie był to najgorszy ongoing, ale zaliczył chyba największy regres, w końcu w zeszłym roku nominowałem go do Avalonów. X-Men Legacy się nie liczy, bo poziom się obniżył ze względu na zmianę scenarzysty. Academy cały czas było pisane przez Gage'a, przez co znakomicie widać, że ten tytuł mógł być dobrze pisany, a stał się jedną z największych kup zeszłego roku.
Arachnid: Wolverine & the X-Men. Za niezmierzone pokłady idiotyzmów w tej serii. Za "ciężarną" Kitty oraz cofniętego w rozwoju, hipisowskiego Angela. Za Hellfire Kids. Za powodujące ból oczu rysunki Chrisa Bachalo i Nicka Bradshawa. Ogólnie za całokształt, dzięki któremu pożegnałem się z tą serią.
Łukasz: Wolverine & the X-Men. Za durnowate scenariusze Aarona, w których moja ulubiona mutantka, czyli Kity Pryde, została "zapłodniona" przez Brood. I za romans tejże postaci z Icemanem, bleh!
Hotaru: Rozważałem głos na X-Men Legacy Christosa Gage'a, ale w końcu karnego bata dostaje ode mnie Avengers vol. 4 Briana Bendisa. Zgoda, Gage przyssał na całej linii, ale chociaż rysownicy mu dopisali. U Bendisa popisywał się Walter Simonson. Na dodatek w tej serii nie było w ubiegłym roku ani jednej dobrej historii. A tego, że Bendis sprowadził Storm tylko po to, by się przez jeden numer śliniła, przez dwa kolejne robiła za tło, a w czwartym odeszła bez słowa. Że o "End Times" nie wspomnę...
Darth: Ileż to fatalnych serii było w tym roku, ileż rozczarowań, ileż wyplutej żółci. Co prawda wybór Amazing Spider-Man jest najbliższy memu sercu, to rozum przekonuje mnie abym oddał głos na: Wolverine & the X-Men. Powód nie jest taki prosty. Reszta rozczarowała mnie w wiekszym lub mniejszym stopniu, natomiast do tej serii, w tym roku podchodziłem już na zasadzie: czym głupim uraczy nas w tym miesiącu Aaron. I tak reguralnie: żenada, głupota, idiotyzmy, chore pomysły, kiepskie dialogi oraz warstwa graficzna pokazywała nie wiadomo co (scenarzysta ma chyba kontakty z jakimś dilerem i stąd bierzę fabułę). Czasem nawet w takim stopniu, ze poziom komiksów przerósł moje wszelkie oczekiwania. Nie mam do tej serii jakiś wiekszych żalów, bo czytałem dla durnoty i durnotę dostawałem, chociaż to nie była fajna durnota. Gdy jednak o niej pomyślę, to nie znajduje w niej nic, co by usprawiedliwiało jej istnienie. Po prostu historie, jak i cała reszta, nic sobą nie reprezentują i nie ciekawią, są po prostu głupie. Zero pozytywów, brak jakiegokolwiek potencjału, po prostu nic. Zwykła durnota. Tak więc, choć nie wspominam serii źle, to jednak oddam na nią głos w kategorii Zvalonów, bo naprawdę nie widzę powodów aby istniała.
Sc0agar4k: Nie podobała mi się ta seria w 2011, nie podobała mi się w 2012 i wszystko na to wskazuje, że nie będzie mi się podobać również w 2013. Chodzi oczywiście o Wolverine & the X-Men.
Xavier83: Krótko i na temat wybieram Avengers vol. 4. Za odcinanie kuponów.
S_O: X-Men Legacy, albo, jak powinno się nazywać, "Look at me choking on Rogue's giant cock, it's so delicious, gargle, gargle".
Last: Głos na Avengers vol. 4, bo przynajmniej przy reszcie serii śmiałem się z głupoty scenarzystów. Tu nawet tego nie było.


Najgorsza miniseria


first_x-men.jpg

miniseria.jpg

Mamy zdecydowanego zwycięzcę. First X-Men, zachowałby niechlubne pierwsze miejsce nawet wtedy, gdybyśmy posumowali głosy dwóch kolejnych miniserii i wystawili je pod zbiorczym szyldem AvX. Widać magia Wolverine'a nie jest aż tak silna, by zamydlić oczy czytelnikom - w Waszych oczach ten tytuł nie trzyma się kupy, a co gorsza miesza w już raz opowiedzianych historiach bohaterów. Tak się nie robi.

Krzycer: Muszę być masochistą, bo przeczytałem wszystkie kandydatury. Z wyjątkiem jednej. Nie byłem w stanie przebić się przez First X-Men. Tolerancję na bullshit, Bunnshit i inne mam, jak widać, wysoką, więc First X-Men musiało się zasłużyć. Mój zwycięzca!
czarny_samael: AvX: Versus. To było tak głupie jak tylko być mogło. Do dziś nie wiem, jak Thing wygrał z Namorem pod wodą. I nie chodzi tylko o to, że nie powinien. Ja NAPRAWDĘ nie wiem, jak on to wygrał. Namor załamał się pod tą rybą, czy co?
grzgrzegorz: Przeczytałem wszystkie (niestety). Według mnie jednak First X-Men to taki gniot, że mam nadzieję, że szybko o nim zapomnę. Przypominają się "perełki" w wykonaniu Loeba i Claremonta.
Catman: Wszystkie historie zasługuja na ten tytuł, ale głosuję na AvX: Versus. Seria miała być wielką naparzanką. Nie było by w tym nic złego, gdyby zostało to poprowadzone sensownie i brano pod uwagę możliwości postaci. Takie perełki jak Thing, który pokonał Namora pod wodą, to zwykły BULLSHIT.
colossus28: First X-Men. Ciężko znaleźć jakikolwiek pozytyw w tym komiksie. Zresztą, co słusznie zauważyli przedmówcy. Najlepsze jest to, że mam w posiadaniu pierwszy numer tego "dzieła", musiałem mieć chyba jakieś zaćmienie umysłu kiedy zamawiałem preorder. Na całe szczęście poprzestałem na tym jednym zeszycie. Może ktoś chce kupić?
Globi: Avengers vs. X-Men. Nie za poziom, bo ten był średni, nie za pomysł, bo miał potencjał. Za jednostronność w ukazaniu konfliktu i faworyzowanie od początku jednej strony, w dodatku tej która racji nie miała i sprowokowała wszystko. Jak czytałem cały czas miałem skojarzenia z wojną w Iraku. Ale cóż "this is the American way".
S_O: Versus zostało odratowane przez ostatni numer. First X-Men z każdym kolejnym tylko się pogrążało. W tej serii jest wszystko: paskudne rysunki, słaba, przewidywalna fabuła, rewelacje pasujące do reszty continuity jak pięść do nosa... Zabrali się za nią dwaj pretendenci do Zvalonów, więc jest to praktycznie perfect shitstorm.
Arachnid: First X-Men. Przyznam szczerze, że nie przeczytałem ani jednego numeru tej mini. Pozostałe przeczytałem wszystkie, choć nie pamiętam czy zdołałem zmęczyć X-Sanction. Do First X-Men nawet nie próbowałem podchodzić. Co więcej, nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby się za to zabrać. Kiedy odrzuca mnie od samych zapowiedzi, to jest coś na rzeczy. I jak czytam opinie osób, które jednak zdecydowały się to przeczytać, to wcale nie żałuję swojej decyzji.
Łukasz: Avengers vs. X-Men. Najgorszy event Marvela jaki czytałem od 10 lat! Nie można nad takim wyczynem Domu Pomysłów przejść obojętnie, co też czynię oddając głos na tą kupę.
Undercik: Na początku roku myślałem, że zagłosuję na X-Sanction. Potem jednak zobaczyłem, że Avengers vs. X-Men było równie durne, co nie najlepiej świadczy o Evencie 2012 roku. Muszę jednak wspomnieć o jednym pozytywie. Ha, nie czytałem First X-Men. Tyle wygrać!
Darth: Wiecie co? Gdy pojawiło sie po raz pierwszy pomysły First X-Men broniłem go przed przedwczesną krytyką. Wierzyłem, że może wyjść z tego coś ciekawego i interesującego. Jakże się pomyliłem!!!! O mocy wyzwolona, czemuś nie sprawiła, że nie wykryłem za wczasu zakłóceń i nie ostrzegłaś mnie przed tym... czymś? Scenariusz jest przewidywalny, postacie nieciekawe, główny zły głupkowaty, dialogi okropne, warstwa graficzna fatalna, a tusz niedbały. A Wolverine dobrowolnie dołącza do Weapon X! Śmiecie gwałcić kanoniczne fakty podane chociażby w kultowym "Weapon X" Mega Marvela? Adams! Gage! Moje najszczersze gratulacje, udało wam się pokonać nie lada przeciwników. Avengers vs. X-Men: Versus, które nawet sensownego mordobicia nie potrafiło pokazać, Avengers: X-Sanction reprezentujące wszystko co najgorsze u Loeba w ostatnich czasach, Avengers vs. X-Men w którym z czasem nie wiadomo było o co chodzi albo dalszy ciąg wydarzeń był przewidywalny oraz nudnawe i przeciągane Fear Itself: The Fearless (jedno z najlepszych dzieł Bunna, ale nie robił go sam). Oddaję wam cześć. First X-Men należy spalić i zakopać głeboko pod ziemią, a niech jedyną pozostałością po nim będzie ten Zvalon.
wolvie111: Może nie będe do końca obiektywny, bo nie przeczytałem całej serii, ale takiego śmiecia jak First X-Men dawno nie widziałem. Nie podoba mi się wrzucanie na siłę wszędzie Wolverine'a, nawet umieszczać go w genezie X-Men, na siłę robienie z niego centralnej, najważniejszej postaci świata mutantów. Niech Zvalon będzie dla Domu Pomysłów takim ode mnie hamulcem.
Archie: Na szczęście nie czytałem First X-Men oraz Fear Itself: The Fearless, ale za to miałem nieprzyjemność sięgnąć po rzeczy związane z konfliktem między Avengers i X-Men. Rozważałem głosowanie na Avengers: X-Sanction, bo Loeb w idiotyczny sposób przywrócił Cable'a, a sama miniseria polegała na nawalance i nie niosła niczego ciekawego. Natomiast głos oddałem na coś gorszego, a mianowicie Avengers vs. X-Men. Poza jednym numerem nie było w tej serii nic dobrego. Captain America był zwykłym najeźdzcą twierdzącym, że ma monopol na prawdę, a Summers i reszta świty nie mogli w spokoju naprawiać świata bo przecież stanowią zagrożenie. Avengers postanowili być prewencyjną siłą, która równie dobrze mogłaby zjawić się w każdej kuchni i zakuć w kajdanki zwykłych obywateli z nożami do krojenia, bo przecież ONI MOGĄ KOGOŚ ZABIĆ!!!11oneone! Nie czekano aż Phoenix Five zacznie przejawiać oznaki niekontrolowania mocy. Po co? Lepiej było od razu starać się ich spacyfikować mimo, że w krótkim okresie czasu pomogli planecie bardziej niż najmądrzejsi ludzie świata i Avengers razem wzięci. Co lepsze Avengers do chwili obecnej uznają, że to oni mieli rację i nie zauważyli, że przez swoje działania doprowadzili Summersa do zostania Dark Phoenixem, a w efekcie do kataklizmów i strat w ludziach, które były spowodowane ich walką. Sprawny scenarzysta dowodzący całym przedsięwzięciem zostawiłby miejsce na refleksję i może nawet pokazałby krytykę obecnej polityki USA. Niestety tu nie pojawiło się coś takiego i cały event jasno dał do zrozumienia, że Avengers to ci dobrzy, a Phoenix Five to zło, mimo że fakty temu przeczą. Beka z Marvela.
Hotaru: "Zero procent fabuły, sto procent nawalanki"? Proszę, raczej "zero procent fabuły, sto procent bezsensu". Thing pokonujący Namora w wodzie, Iron Man pokonujący Magneto grawitacją Jowisza, cameo Red Hulka na Księżycu, brak rozstrzygnięcia między Psylocke a Daredevilem... mógłbym tak wymieniać bez końca. Tylko Black Widow vs. Magik prezentowało jakiś poziom, ale to na zasadzie wyjątku potwierdzającego regułę. Głos na AvX: Versus.
Lotar: Nie będę się silił na bycie oryginalnym. Zwycięzca może być tylko jeden: First X-Men. Tak debilnego komiksu dawno nie czytałem. Nawet najgorsze mavelowskie eventy jawią się przy nim jako arcydzieła światowego formatu. Logan i Creed jedzący sobie z pyszczków? Muszę mieć chyba skłonności masochistyczne skoro przeczytałem wszystkie numery. Najgorsze, że autorzy usilnie starają się nam wmówić, że ta mini dzieje się w podstawowym uniwersum. Dodatkowo Logan sam się zaciąga do projektu Weapon X! Kto to zatwierdził do druku?! Czy wspominałem już, że rysunki także są koszmarne?
Xavier83: Bezsensowne dno totalne - First X-Men.
jdtennesse: First X-Men, bo pamiętam że chyba czytałem, ale nie pamiętam o czym i potem było tylko gorzej.
mat789: Głos dla First X-Men. Słabe, durne i o niczym.
Sc0agar4k: First X-Men. Szkoda nawet mówić coś więcej na temat tego "dzieła".


Najgorszy zeszyt


Amazing Spider-Man #700
Amazing Spider-Man #700

zeszyt.jpg

Cóż, okazało się, że - zgodnie z zapowiedziami Marvela - Amazing Spider-Man #700 rzeczywiście okazał się numerem roku. Idziemy jednak o zakład, że nie o to wydawcy chodziło. Napisany przez Dana Slotta ostatni numer klasycznej pajęczej serii zdeklasował konkurencję - pięć kolejnych zeszytów musiałoby połączyć siły, by mieć szansę go pokonać.

Demogorgon: Myślałem, że będę miał dylemat, ale Avengers Arena nie przetrwała eliminacji (trochę ironiczne), wiec głos na kandydata numer dwa - Amazing Spider-Man #700. Bo Spock chcący przelecieć MJ jest creepy, policjanci są przedstawiani jak debile, Carlie Cooper jest w tym komiksie, fabuła jest bezsensowna, rysunki paskudne, touching scene z previewa zerżnięta z poprzedniego komiksu tego samego scenarzysty, z tej samej serii zresztą, plot zerżnięty z najlepszego komiksu roku, tylko bez jakiegokolwiek talentu bo Slott to nie Gillen, a monolog końcowy Spocka tak in your face, że to aż śmieszne. byłbym jeszcze bardziej wkurzony, jakby to było pożegnanie z jakąś fajną postacią, ale to Spider-Man, więc, jak to mawiają anglojęzyczni, good riddance to bad rubbish.
Krzycer: Avengers vol. 4 #21. Amazing Spider-Man #700 ma wady, ale ma też dramaturgię. A Avengers #21 to szczyt bendisowego chłamu, rozciągający cliffhanger poprzedniego numeru do rozmiarów całego komiksu.
Gamer2002: Z kandydatów dla tych co nie lubią Alphy zamiast Amazing Spider-Man #694 dałbym numer poprzedni, definitywnie nie ten, w którym Spidey udowadnia nawet Jemesonowi, że jest bohaterem. #700 zaś ma spore problemy, ale miał też dobre strony. Mój głos idzie na Avengers vs. X-Men #11, z dwojga powodów. Po pierwsze, wszyscy bohaterowie, łącznie z "wciąż kochamy Scotta" X-Men i Xavierem, są gotowi lobotomizować Cyclopsa, a takie działania wobec znacznie, znacznie gorszych złoczyńców było wcześniej be. Po drugie, śmierć Xaviera i to nie tylko z powodu jej miałkości spowodowaną tym, że niedawno co wrócił zza grobu oraz powinien podczas crossa zrobić ZNACZNIE więcej. Xavier był obrzydliwie wyświętoszkowany, pomimo dawnych brudów na koncie. Moment jego odejścia mógł być okazją by pokazać, że mimo wad wciąż był wielkim człowiekiem, ale zamiast tego wciskano nam wyłącznie jego wielkość.
Catman: Avengers vs. X-Men #12. Podsumowanie eventu wyszło fatalnie. Hipokryzja, bucowatość i debilizm postaci, wszystkiego było w tym numerze pod dostatkiem.
colossus28: Avengers vol. 4 #30 - kwintesencja wszystkiego, co złe w Bendisie. Jakiś niedorzeczny atak Negativa na magazyn, kłótnie Hawkeye'a i Spider-Woman podczas walki fatalnie narysowanej przez Simonsona i pozbawione większego sensu motywy Madame Hydry.
jdtennesse: Amazing Spider-Man #700 - wszystko zepsuli. Mimo że regularnie nie czytałem Pająka, to lubiłem go i uważam że miał wartościową historię (całokształt) za sobą (z wyjątkami oczywiście).
S_O: Naprawdę ciężki wybór, bo to wszystko był jeden wielki CHŁAM. Ale zagłosuję na Avengers vol. 4 #30, bo nie dość, że to chłam, to jeszcze zupełnie niepotrzebny.
Arachnid: Avengers vol. 4 #21. Zastanawiałem się jeszcze nad #30 z tejże serii, ale tutaj przynajmniej fajnie przedstawiono relacje Spider-Woman i Hawkeye'a. I to chyba jedyny pozytyw jaki znalazłem w tym numerze. Bo poza tym był to tylko niepotrzebny nikomu zapychacz z heilującą (albo przeciągającą się, do dzisiaj nie jestem pewien) Viper. Mój głos otrzymuje jednak #21, gdyż tam pozytywów nie znalazłem żadnych. Beznadziejne rozwleczenie wątków z poprzedniego numeru. Akcja nie posuwa się nawet o milimetr. Storm, która na okładce wygląda imponująco, w środku numeru leży i się ślini, i to tylko na czterech kadrach, o ile mnie pamięć nie myli. Numer rozwleczony, w którym nie dzieje się kompletnie nic. Nuda, nuda, po trzykroć nuda. Beznadzieja i słabizna.
Archie: W ankiecie zagłosowałem na Amazing Spider-Man #700 z wiadomo jakiego względu, ale osobiście do oficjalnego głosowania dorzuciłbym Amazing Spider-Man #699 i oddał głos na właśnie ten zeszyt za scenę wspomnienia dotyczącego May. Slott w tak krótkim czasie dokonał czegoś nieprawdopodobnego i stworzył dwa najbardziej odpychające mnie zeszyty.
Undercik: Ta nieliczna grupka z was, którą mam w znajomych na Facebooku, pewnie już to widziała. Dlatego nie mogę na ten tytuł nie zagłosować. Szczególnie, że jedyna jak dla mnie konkurencja - Wolverine & the X-Men #16 - odpadła na szczeblu redakcyjnym. Głos na Amazing Spider-Man #700. Shame on you Slott!
Hotaru: Niestety, naprawdę ciężki wybór. Marvel hojnie obdarował nas głupimi nie trzymającymi się kupy komiksami, ilustrowanymi techniką "lewą ręką przez prawe ucho zahaczając o kolano". A ponieważ nie czytam Amazing Spider-Mana, nie chcę dobijać DnA, bo nadal pamiętam ich kosmos, a na Versus zagłosowałem w innej kategorii, zostają mi zeszyty, w których palce maczał Bendis. Najbrzydszy bez wątpienia jest ten ilustrowany przez Waltera Simonsona. Stąd głos na niego - Avengers vol. 4 #30.
Darth: To po prostu musi być Amazing Spider-Man #700. Inne komiksy może i miały gorszy, scenariusz i oprawę graficzną, ale to właśnie ten numer wkurzył mnie najbardziej ze wszystkich. Gdybym miał krótko podsumować to co w nim widziałem, powiedziałbym: This is stupid. Ale żeby nie było, zwyczajnie wk*rwia mnie to, jak pozbyto sie jednej z flagowych postaci Marvela (uśmiercono to złe słowo. Notabane chyba ustanowił rekord powrotu zza grobu), w sposób który w ogóle mnie nie poruszył (a to jeden z mych ulubieńców), a jedynie wkurzył swą nieprawdopodobnością. W ramach zasady "It's science", które zastąpiło niesławne "It's a magic". Wszystkie postacie z MJ na czele to kretyni. Co tam, Peter nie próbując porozumieć się z Avengers czy innymi herosami do dopiero kretyn. A finałowe starcie? To jest najlepsze, Parker przesyła Octopusowi swoje wspomnienia, w ten sposób go nawracając! Serio? Może w ramach resocjalizacji, powinno się transferować przestepcom wspomnienienia Petera Parkera? Pozytywne skutki pojawiają się niemal natychmiast i to bez większych przymyśleń. Dodajmy jeszcze do tego oprawę graficzną, która pasuje do powagi (teoretycznie) całej sytuacji jak pieść do nosa i możecie już zrozumieć, czemu akurat wybrałem ten numer, a nie inny.
Antarsan: Ostatni numer Amazing Spider-Man. Bo to szczyt kretynizmu.
Last: Losowo wybrałem Avengers vs. X-Men #12 jako podsumowanie eventu.
czarny_samael: Avengers vs. X-Men #12, za podsumowanie całości.
Xavier83: Avengers vol. 4 #30 - naprawdę szkoda tej serii.
Globi: Amazing Spider-Man #700 za najgorszą scenę roku.
grzgrzegorz: Głos przeciwko Octo-pająkowi.
Łukasz: Amazing Spider-Man #700. O Jezusie świebodziński, kto to dopuścił do druku?
Sc0agar4k: Avengers vol. 4 #30. Jaki to niby miało związek z AvX? Nie wiem do tej pory. A ten kadr mówi wystarczająco odnośnie rysunków.


Najgorsza historia


"Avengers Vs. X-Men"
Avengers Vs. X-Men #1-12
Jason Aaron, Brian Michael Bendis, Ed Brubaker, Matt Fraction, Jonathan Hickman

historia.jpg

Kilka miesięcy, które minęły od zakończenia "Avengers vs. X-Men", nie ostudziły Waszego oburzenia na to "wydarzenie roku". Marvel miał wizję epickiego eventu. Wizję, której nigdy nie zobaczyli czytelnicy, bo zrealizowano coś kompletnie innego. Wielki powrót Carnage'a też nie przypadł Wam do gustu. Trzecia najgorsza historia, "Alpha", ma mieć w tym roku swój spin-off. Ciekawe, jak wyglądał proces decyzyjny, kiedy zapadła decyzja o jej wydaniu. Zgadujemy, że Marvel nie konsultował się z nikim z głosujących.

Antarsan: "Dying Wish" (Amazing Spider-Man #698-700) - Otto i Peter zamieniają się mózgami, po czym Parker przed śmiercią w ciele Octopusa "wstrzykuje" mu swoje wspomnienia, bo najwyraźniej w uniwersum Marvela wspomnienia można zamienić w ciecz, jak w Potterze.
Krzycer: Postanowiłem docenić tony zmarnowanego potencjału i ogłupianie bohaterów, które obserwowaliśmy w "Avengers vs. X-Men" - choć konkurencja jest ostra.
czarny_samael: "Avengers vs. X-Men" oczywiście. Gdzie tylko można. Aha, a "Circle of Four" to byłby dla mnie kandydat to miana najlepszej historii (choć przegrałby z innymi), a nie tu. Rulko-Rider mnie kupił i był tak epic jak Franklin Richards jako trener pokemon.
Catman: "Avengers vs. X-Men" - za zmarnowany potencjał, ogłupianie bohaterów i robienie z Wolviego i Capa i reszty bezmyślnych buców.
Wilsonon: 11 numerów ścierwa, przez które musieliśmy przebrnąć. Z każdym kolejnym numerem nienawidziłem coraz bardziej poszczególnych rysowników i scenarzystów. "Avengers vs. X-Men".
grzgrzegorz: "Avengers vs. X-Men" - bo było strasznie głupie, pojedynki żałosne, a jak teraz pomyślę o Phoenixie to mi się kojarzy tylko ta kura z A-Babies vs. X-Babies.
colossus28: "End Times" (Avengers vol. 4 #31-34) - powinienem wybrać coś z Aaronowego Hulka, ale tam wszystko było beznadziejne więc najgorszą historią uraczył nas Bendis. Główny tytuł o Mścicielach, flagowy ongoing pisany na kolanie przez wypalonego scenarzystę. 34 numery - włodarze Marvela mieli anielską cierpliwość, że pozwolili mu aż tyle napisać.
jdtennesse: "Avengers vs. X-Men" - bez dwóch zdań strata czasu i papieru, potencjału i jeszcze raz czasu. Bełkotliwe dialogi, zróżnicowane rysunki, ale nielogiczne posunięcia bohaterów.
Globi: "Avengers vs. X-Men". Z tych samych powodów, dla których uważam z najgorszą miniserię. Za jednostronność w ukazaniu konfliktu i faworyzowanie od początku jednej strony, w dodatku tej która racji nie miała i sprowokowała wszystko. Jak czytałem cały czas miałem skojarzenia z wojną w Iraku. Ale cóż "this is the American way".
Archie: "Avengers vs. X-Men" było masakrycznie słabe i miało masę błędów, ale prawdziwą kiłą okazało się Minimum Carnage. Ta historia okazała się tak zła, że nie dałem rady jej zmęczyć do końca.
S_O: Naprawdę powinienem był zagłosować na "Avengers vs. X-Men", skoro napisałem cztery strony maszynopisu o tym, czemu jest do bani... Ale głos idzie na "Minimum Carnage", która nie dość, że była kiepska, to w dodatku całkowicie niepotrzebna, nie wnosząca niczego do niczego i jedynie cofająca tytułową postać w rozwoju.
GrayFox: Mój głos powędruje na "Minimum Carnage" bo to niezmywalny brud z fajnej serii jaką jest Scarlet Spider. Absolutnie zbędny cross o fatalnych podstawach, nieciekawych pomysłach i fatalnym Bunnem. Oby nigdy więcej coś takiego nie wpadło nam w ręce.
Arachnid: "End Times" (New Avengers vol. 2 #31-34). Bendis niejednokrotnie udowodnił, że kompletnie się wypalił, jeżeli chodzi o Mścicieli. Zakończenie tych dwóch flagowych serii, utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Bo zakończenia tych serii są bardzo do siebie podobne. Nawet tytuł jest ten sam. Służą temu, aby Bendis posprzątał po sobie. I tak w jednej serii przywraca do życia Wasp, a w drugiej Doctor Strange ponownie otrzymuje tytuł Sorcerer Supreme. Zakończenie zarówno jednej jak i drugiej serii jest bardzo słabe, więc o moim głosie zadecydowały rysunki. I tutaj zdecydowanie gorzej wypada seria New Avengers.
Bushiken: Mój głos w tym wypadku idzie na zupełnie nie przemyślaną miniserię "Minimum Carnage" będącą połączeniem 2 ciekawych serii. Od pomysłu po wykonanie jest bardzo słabo.
Łukasz: "Otherworld" (Uncanny X-Force #20-23). Strona graficzna opowieści popsuła wszystkie pozytywne odczucia, które można by było wysnuć z lektury, jakość rysunków, znaczy bazgrołów, wpłynęła też odmóżdżająco na scenarzystę, ponieważ były to najgorsze numery jego runu w tej serii!
Undercik: Taki potencjał, tak zmarnowany. O ile jeszcze rozczarowujące "Minimum Carnage" było dla mnie średnie, to "Circle of Four" nadaje się co najwyżej do wytarcia tyłka, lub do sprzedania komuś (jak ktoś by chciał ode mnie kupić, piszcie na maila lub PW, gorąco polecam zakup). Nie dość, że Venom Event tak mnie rozczarował, to jeszcze brały w tym udział postacie które lubię, a całość okazała się tak zła, jak to tylko możliwe. Do końca nawet nie doczytałem, a zrobiłem to ze wszystkimi pozostałymi historiami, oprócz "Otherworld", którego nie czytałem.
Hotaru: Na minutę przed zagłosowaniem byłem pewien, że wskażę "Avengers vs. X-Men". Ten komiks przeczytałem jednak cały. I od czasu do czasu miał dobre rysunki. Zaś "End Times" (Avengers vol. 4 #31-34) był masakryczny na całej linii. Wprost tragiczny, nawet nie mając na uwadze tego, że miał być ukoronowaniem wieloletniej pracy Briana Bendisa nad Mścicielami. To wprost niesamowite, jak kompletny brak weny, a nawet rzemieślniczej dokładności epatuje z tej historii. Gdybym był redaktorem, nie puściłbym tego w eter.
Darth: Pewnie wszystkich zaskoczę, ale zamiast historii z Amazing Spider-Mana czy Avengers Bendisa wybiorę główną miniserię: "Avengers vs. X-Men". Dlaczego? Bo jak tak przeglądam swoje typy, to AvX ciągle ucieka sprzed mego topora, korzystając na mojej złości na innych (Amazing Spider-Man Slotta przykładowo). Może to dać mylne wrażenie, że historia mi się podobała, ale to nieprawda. Nie oczekiwałem po niej wiele, prostej nawalanki między dwoma stronami. A dostałem absurdalne rozwiązania fabularne, zażenowanie kolejnymi zwrotami akcji, niewykorzystany potencjał zagrożenia, nierówną ale ogólnie chaotyczną warstwę graficzną, zachowanie postaci szokuje, ale pod wzgledem sprzeczności z ich charakterami oraz bezmyślnością, i pewnie jeszcze wieloma innymi rzeczami, których nie chce mi się już wymieniać. Czy było słabsze od innych nominowanych historii? Kwestia dyskusyjna. Tylko ze naprawdę miałem w stosunku do niej niskie oczekiwania i nawet te nie zostały spełnione. Niech ten głos na Zvalona będzie moją antylaurką dla tego eventu.
Sc0agar4k: Jak zwykle wielkie zapowiedzi, wielkie emocje i po raz kolejny wielkie rozczarowanie. Oczywiście mowa o "Avengers vs. X-Men".
Last: "Avengers vs. X-Men", bo na 12 numerów tylko jeden był znośny.
Xavier83: "End Times" (Avengers vol. 4 #31-34). Tak nie powinno się prowadzić flagowego tytułu.


Najgorszy scenarzysta


Dan Slott
Amazing Spider-Man

scenarzysta.jpg

Brian Bendis, człowiek który tworzył wybitnie nienatchnione i zwyczajnie nudne dwie flagowe serie o Mścicielach, musiał uznać "wyższość" Dana Slotta. Ten nie miał do dyspozycji dwóch drużyn bohaterów, wystarczył mu jeden. Spider-Man. A jak się nim znudził, to ubił zabawkę i zabrał się za ulepszanie truchła. Taki wydźwięk mają Wasze opinie.

Demogorgon: Dan. Slott. Dan-"Kobiety które lubią seks muszą zginąć"-Slott. Dan-"Podziwianie bohaterki za to, że była wojowniczką i zginęła by ratować świat jest nierealistyczne, napiszę jak to była tak naprawdę słaba, nie chciała być silna i zależało jej tylko, aby mieć faceta, to o wiele lepszy powód, aby mógł jej żałować człowiek, któremu uratowała życie"-Slott. Dan-"Po to wymazaliśmy małżeństwo Spider-Mana, aby zamiast odmawiać kobietom, bo jest żonaty, mógł odmawiać, bo kiedyś miał dziewczynę"-Slott. Dan-"To zupełnie zrozumiałe, że Mary Jane nic nie podejrzewa, gdy nagle Peter zaczyna ją traktować na zasadzie »kobieto, przynieś mi piwo«, bo widzicie, kobiety są głupie"-Slott. Dan-"Wszedłem na temat o tej c-listerowej serii Gillena na 4chanie, zobaczyłem te wszystkie feels i uznałem, że tak nie może być, tylko serie z Wielkimi I Znanymi bohaterami powinny mieć takie momenty, ukradnę fabułę i dam ją Spider-Manowi, chociaż nie ma to żadnego sensu, będzie o wiele lepiej"-Slott. Dan-"Hej, ludzie nie lubią Carlie Cooper, może zrobię z niej skończoną idiotkę, to wydaje się lepsze niż posłuchać ich krytyki i wyeliminować co im się nie podoba"-Slott. Mam kontynuować? A przy okazji to też okropny człowiek, biorąc pod uwagę jego komentarze z twittera.
Krzycer: Daniel Way. Slott wciąż ma momenty (choć gdzie te czasy, gdy go uwielbialiśmy? Były takie czasy!), Bunn przynajmniej się stara (choć nic mu nie wychodzi), ale Way to dalej Way. Pisze rzeczy tak głupie, że aż mnie boli, jak to czytam. A przeczytałem dosłownie trzy jego komiksy w zeszłym roku (jeden numer Deadpoola i dwa Thunderwayboltów).
Catman: Dan Slott. W tym przypadku jest bezkonkurencyjny. Po pierwsze zabił Petera Parkera w jeden z najgorszych sposobów, jakie można było wymyslić. Po drugie miał kilka ciekawych postaci, które mogły by zastąpić Parkera, a wybrał Otto Octaviusa. Po trzecie wygląda na to że Asholle Spider-Man ma zamiar flirtować z MJ. Po czwarte wprowadził najbardziej irytującą postać roku - Alphę. No i na dodatek wszystkie historie, które napisał w tym roku, były słabe, a w najlepszym wypadku znośne.
colossus28: Jason Aaron. Nie wiem co facet pali, ale to musi naprawdę źle działać na jego wyobraźnię. Jego Hulk to najgorsza rzecz, jaką czytałem, a ten jego Pit-Bull to... no poprostu łapy opadają.
S_O: Kolejny twardy orzech do zgryzienia. Jestem fanbojem Aarona, więc nie on. Bendis ponoć się stara w Ultimate, więc dam mu kredyt zaufania. Gischler, poza tym, że ma hard-ona na wampiry, nie jest najgorszy. Ale reszta... Za co by się nie wzięli, to spieprzą - albo piszą jedną, dwie, ale WAŻNE serie, jak Slott lub Fraction (Hawkguy, któy jest najwyżej w porządku, go nie uchroni!), albo rozłażą się po trzecim planie i jak Manure Golemy zamieniają wszystko, czego się tkną, w łajno - Gage, Bunn. Ale jest jeszcze Daniel Way, który jest ligą samą w sobie.
Globi: Skoro nie można kolektywnie ukarać wszystkich zamieszanych w AvX, to niech będzie Slott. Za spartaczenie Spider-Mana i zrobienie z Petera Parkera głupiej, samolubnej, użalającej się nad sobą, bezjajecznej łajzy. Tak Slottowi się udało go spartolić, że chyba sam uznał, że jedyną metodą na naprawę Parkera jest jego ubicie.
Volf: Slott ma niezłe pomysły, tylko sobie już totalnie nie radzi z ich wykonywaniem i wychodzi dziecinna chała. A Brian Bendis już nawet przestał udawać, że ma jeszcze jakieś pomysły na Avengers i męczył nas bezsensownymi zapchajdziurami.
Arachnid: Jason Aaron. Swoimi świetnymi scenariuszami zniechęcił mnie do Wolverine and the X-Men. A i jego Hulka nie dałem rady skończyć. Zastanawiałem się jeszcze nad Gage'em, ale przez jego Legacy i Avengers Academy udało mi się jakoś przebrnąć. Z trudem, ale udało się. Przy historiach Aarona nie dałem rady.
Łukasz: Dan Slott, bo uśmiercił mojego ulubioną postać komiksową (lubię ją od 2 dekad), i to "na łapu capu".
Archie: Szkoda, że w tak negatywnej kategorii mam tak duży wybór. Aaron prowadził serię o Hulku w sposób beznadziejny. Daniel Way masakrował Deadpoola i ot tak bez żadnych wyjaśnień ożywił Black Swana, który dawno temu umarł i został wypchany w Agencie X. Brian Bendis na łapu capu postanowił cofnąć wszystkie zmiany jakich dokonał w Avengers, a w dodatku zrobił to w tak złym stylu, że głowa mała. Nawet historia z Osbornem była słabym recyclingiem pomysłu zaprezentowanego w Dark Reign. Plusem jest to, że radzi sobie z Milesem, więc porażkę z Avengers wpisuję na konto zmęczenia materiałem. Nie zmienia to faktu, że sam powinien to wyczuć i odejść zawczasu. Jest jeszcze ostatni kandydat - Dan Slott. Kiedyś był dobrym scenarzystą, ale dziwnym trafem nagle postanowił zrobić ze swojej twórczości karykaturę, która napawa obrzydzeniem. Co gorsza miało to miejsce na łamach Amazing Spider-Mana w efekcie czego ta seria stoczyła się do rynsztoku. Jakby tego było mało Slott zakończył ją z hukiem, który zamiast przynieść radość i ulgę to wprowadził jeszcze większą odrazę. Głos oddałem na niego i Danowi mogę przekazać tylko jedno: GTFO.
Undercik: Mój głos poszedł na konto Christosa Gage'a, choć przyznam, że wybór nie był łatwy. Jednak ostatecznie zdecydowałem się na Christosa za to, że nagle w 2012, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczął pisać kiepskie komiksy. Może wcześniej nie był jakimś geniuszem, ale często wypuszczał solidne fabuły. Kompletnie nie wiem, co się stało w zeszłym roku.
Hotaru: Do tej pory jechałem raczej po potwornych wytworach rąk Briana Bendisa, ale nie mogę przymknąć oczu, że pisze też świetny Ultimate Comics Spider-Man vol. 2, więc w tej kategorii zagłosowałem na Jasona Aarona. Za Hellfire Kids, za sparowanie Kitty i Bobby'ego, za kuriozalne i niekonsekwentne przedstawianie relacji Ororo i T'Challi. I za brodę.
Darth: Konkurencja jest bardzo silna. Aaron, Gage, Way, Bendins - oni wszyscy radzili sobie fatalnie, ale byłem na to przygotowany, a ten ostatni podwyższa nieznacznie swą ocenę, niepozbawionym wad All-New X-Men (Spider-Men nie czytałem). Bunn... o mocy wyzwolana ześlij na niego piorun, za to co robi z Venomem. Ale w tym roku mu podaruje, bo jego czas, biorąc pod uwagę planowaną listę jego skryptów, będzie murowanym faworytem do zwyciestwa w Zvalonie 2013. Mój łos idzie na Dana Slotta. Główną serię mu podarowałem, historię też, ale okazji by wyrzucić z siebie wszystkie swoje żale pod jego adresem, nie przepuszczę. Co się z tobą stało do cholery? Kiedy ze scenarzysty inteligentnych i zabawnych przygód (She-Hulk - to idealny przykład) zacząłeś tworzyć komiksy w sposób dziecinny, nieprzekonujący, a z postaci robić skończonych idiotów, które wydają się mądre, bo cała reszta jest głupsza? Mało tego, jak jakaś historia miała potencjał, a wiele takich było, to ty je zarzynałeś fatalną realizacją, dając mi tylko pasmo kolejnych rozczarowań. "Miałeś uzdrowić przygody Pająka, a nie je zniszczyć". "Miałeś wytępić żenadę i prymitywizm w pajęczej serii, a nie stać ich akolitą". "Byłeś mym ulubieńcem Slott, ceniłem cię". Na Zvalona dla scenarzysty w tym roku typuje Slotta. Albowiem niewykorzystany potencjał przygód jednego z moich ulubionych bohaterów bolał mnie bardziej, niż jego brak w innych seriach.
Sc0agar4k: Jason Aaron. Od początku pisania Wolverine and the X-Men ta seria jest u mnie pod kreską, no i to on wymyślił najgorszych złoczyńców w historii (ale o tym w odpowiednim dziale).
Antarsan: Dan Slott. Za zniszczenie Spider-Mana.
czarny_samael: Brian Bendis. Za całokształt.
Xavier83: Brian Michael Bendis utracił talent do pisania Avengers ostatecznie.
grzgrzegorz: Dan Slott - that is shiii...t.
Last: Christos Gage za Avengers Academy i X-Men Legacy. Reszta w tym roku napisała przynajmniej jedną dobrą rzecz lub ich nie czytam.
wolvie111: Christos Gage za spartolenie Rogue... nawet dostała nominację do Zvalona.


Najgorszy artysta


John Romita Jr.
Avengers vs. X-Men, Captain America vol. 7


artysta.jpg

Szczerze mówiąc jesteśmy zaskoczeni tym wynikiem, a to dlatego, że w swoich komentarzach mało kto przyznawał się to wytypowania do odstrzału ubiegłorocznego zwycięzcy, Johna Romity Jra. Albo uznaliście, że jego rysunki nie wymagają komentarza, albo nie chcieliści potarzać zeszłorocznych wywodów, albo... nie mieliście argumentów? Po piętach depcze mu Greg "Photoshop" Land. Ostatni na podium znalazł się Walter Simonson, od lat związany z komiksami. Czyżby stracił już do tej roboty serce?

Demogorgon: Greg Land, bo jak nawet twój własny scenarzysta jasno daje w komiksie do zrozumienia, że ma cię za kretyna, to znak, że czas połamać kred... odinstalowac Photoshopa i znaleźć inną pracę.
GrayFox: Steve Dillon, bo tak. Wystarczy spojrzeć na byle jaką jego pracę. Jego rysunki, o ile tak można to coś w ogóle nazwać, powodują, że chce mi się rzygać, przestać czytać komiksy i zaszyć się pośrodku lasu. Nie wiem z czyją córką on spał, że dali mu tą robotę, bo niczym innym facet sobie nie zasłużył.
tig3000: John Romita Jr. jak zawsze. Nie cierpię jego rysunków, nawet bardziej od Dillona. Klocki zamiast części ciała, buty, spodnie, ludzie, jak ja na to patrzyć nie mogę. No po prostu nie mogę i koniec. Przez to nie mogłem przeczytać Avengers vs. X-Men. Przynajmniej tego początku. Podziękowałem i pewnie mimo wszystko do tej historii nie wrócę.
Catman: Mimo wielu konkurentów, według mnie najgorszym rysownikiem roku jest Humberto Ramos. Po prostu nie cierpię jego stylu. Nie cierpię tych karykaturalnych postaci. To już nawet nie jest kreskówkowy styl, to poprostu gwałt na anatomii. I na dodatek udziela się przy Asholle Spider-Manie.
colossus28: Po raz kolejny wybiję się z szeregu i wciskam opcję "Inny" - John Cassaday. Oczywiście nie mogę zaprzeczyć że wszyscy rysownicy, których zaproponowali redaktorzy serwisu do wyboru to mistrzowie w partaczeniu wszystkiego czego się dotkną (szczególnie mistrz nad mistrzami Dillon <rzygi>) ale w mojej opinii te wszystkie "ochy" i "achy" nad kreską Cassadaya są mocno przesadzone. Facet rysuje bardzo średnio, wystarczy spojrzeć na te twarze, nie umie narysować normalnej twarzy. No i te "wilcze" oczy... A już najbardziej frustruje mnie zarost Logana. Wygląda jak - za przeproszeniem - "łonówki". To oczywiście tylko moja opinia. Pewnie większości się podoba i bardzo dobrze. Good for you.
S_O: Trudno wybrać. Dillon ma ten plus, że jego rysunki, a zwłaszcza jego Frankface, zapewniają godziny zabawy. Reszta to najgorsi z najgorszych, a i proponowany przez wielu Ramos ma wiele na sumieniu. Z dziewięciorga złego wybiorę więc tego, który swoimi bohomazami psuje nie tylko moje oczy, ale też dobry skrypt. A tu Greg Land, poprzez Kierona Gillena, wygrywa w cuglach.
czarny_samael: Jak raz zgodzę się z userem Avengers. Chris Bachalo był masakryczny. Nie dość, że cała seria jest o kant tyłka potłuc z uwagi na treść, to jeszcze te wymiotne rysunki. Jak na to patrzyłem to dosłownie miałem wrażenie, że on oddał na nie swoje posiłki, a potem próbował poprawiać. Straszne. Rysunki Landa przynajmniej są czytelne, wiem o co chodzi, widzę co się dzieje i ogólnie nie zwracam uwagi na jego fetysze. To się da przełknąć. Bachalo nie.
Łukasz: Whilce Portacio bije na głowę Bachalo, jeśli chodzi o masakryczność popisów rysowniczych, te kilka numerów Journey into Mystery, które rysował, woła o pomstę do niebios! Ludzie tam wyglądają pokracznie, jakby wyciosane z drewna ręką nie wprawnego rzemieślnika okropne monstra.
Undercik: Walter Simonson! Od oglądania jego prac bolały mnie oczy. Pozostałych mogę jeszcze przeboleć. Ba, niektórych prace mi się czasem nawet podobają. Simonson za to oszpecił Avengers, które dodatkowo było krzywdzone już scenariuszem Bendisa. Plus jeszcze musi być kara za to, że Walter zastępuje Yu przy rysowaniu Hulka Marka Waida.
Hotaru: Każdy z nominowanych panów znalazł się na tej liście nie bez powodu. Często wkurzałem się na ich prace, klnąc że nie dają z siebie wszystkiego. Ale legendarnego Waltera Simonsona nie próbowałem bluzgami zachęcić do wytężonej pracy. Nie, jemu życzę powrotu na emeryturę.
Darth: Konkurencja ostra, zaiste. Bohomazy, karykatury i rózne niewiadomo co owych "artystów" do dzić mnie przerażają. Jeśli mam jednak wybrać jednego, to niech to będzie Walter Simonson. Na moc, co to miało być? Co się stało z twoimi pracami? To co wyprawiałeś w Avengers było okropne, przykładowo Thor przeciwko Phoenix. Przykro mi że to mówię, ale szkoda że nie zostałeś na emeryturze.
Arachnid: Greg Land. Bardzo trudny wybór, ale skoro nawet scenarzysta nabija się z jego rysunków, to coś jest na rzeczy.
Sc0agar4k: Przedstawiłem już jego grafikę przy okazji nominowania najgorszego numeru więc tylko w kwestii podsumowania: Walter Simonson.
Archie: Głos na Waltera Simonsona za to co wyprawiał w przygodach Avengers. Co za regres!
Last: Greg Land za psucie mutantów i zmuszanie do zastanawiania się kto powinien być na ilustracji.
bastek66: Steve Dillon za World of Franks.
Pietro: Humberto Ramos. Prawdopodobnie najgorszy rysownik w historii.
Xavier83: Walter Simonson nie przekonał mnie do swojej pracy w ubiegłym roku.


Najgorsza postać męska


alpha.jpg
Alpha

mezczyzna.jpg

Ubiegłoroczny zwycięzca tej kategorii, Wolverine, przegral o włos. Pokonał go chloptać, który wystąpił w bodajże 4 numerach. Ale Dan Slott napisał go w taki sposób, że nie dało rady go nie znielubić. To chyba wyczyn. Na trzecim miejscu Captain America, któremu oberwało się za Avengers vs. X-Men, gdzie - delikatnie mówiąc - nie został ukazany w najkorzystniejszym świetle.

Demogorgon: Spider-Man. Trochę moja opinia może być zabarwiona, bo w tym roku znienawidziłem tego samolubnego, tchórzliwego i nieodpowiedzialnego hipokrytę za całokształt, ale Parker mnie wkurza. Powiem wam, patrząc na całokształt jego dokonań, cieszę się, że zginął. Oby Otto naprawdę był Lepszym Spider-Manem. Nie, żeby to było trudne, małpa w zoo by potrafiła być lepsza od Parkera.
Krzycer: Wolverine. Schism wmanewrowało go w nie-do-końca wiarygodną pozycję obrońcy dzieci przed złem tego świata, co przełożyło się na jego działania w Avengers vs. X-Men. Wydał Utopię Avengers, od samego początku dążył do konfrontacji z dawnymi przyjaciółmi i co jeszcze, mam wrażenie, że o czymś zapominam... A tak, miał zamiar chronić dzieci wypruwając flaki Hope. My hero.
czarny_samael: Wolverine. Alpha może i jest niepotrzebny, nie wiem, nie zajmuję się tym. Ale Wolverine jest czymś więcej niż niepotrzebną postacią. Jest zdrajcą i hipokrytą. Do tego idiotą. I to właśnie za jego sprawą mieliśmy prawie wszystkie żenujące momenty w Avengers vs. X-Men. Gdyby nie on, Avengers nie zaatakowaliby Utopii. Sam Cap to potwierdził.
colossus28: Nie zagłosuję na Wolverine'a bo bodajże w tamtym roku dostał mój głos i jeśli nawet na niego zasłużył postawię krzyżyk przy Captain Britain. Nigdy nie lubiłem tej postaci, ale w tym roku przewinęła się przez dwa ważne tytuły i już wiem, że mój stosunek do niej się nie zmieni. W historii "Otherworld" w Uncanny X-Force razi jego bucowate zachowanie nieskazitelnego harcerzyka, brak wyrazistości i niemożność podjęcia ważnych decyzji. Gdyby nie Betsy, która "miała jaja" zrobić co trzeba, to wszystko skończyłoby się zgoła inaczej. Taki "Superman dla ubogich" z czystymi rączkami. Zresztą w Secret Avengers nie jest lepiej. Zasłużony głos IMO.
Last: Wolvi albo Cap. Tegoroczne występy Logana świadczą bardzo na jego niekorzyść. A Cap zachowuje się jak buc. Niemniej mutanci mają u mnie +1, więc głos ostatecznie idzie do Polsatowego Wilka.
grzgrzegorz: Człowiek Pająk. Nie lubię go. Głupi, bucowaty prawie jak Cap, i to jego chore wręcz podejście do May. Alphy nie znam, Ultimate Cap mi pasuje, Deadpool... dlaczego znalazł się w tym rankingu? Wolvie - bo nie. Reszta jest jakaś mało wyraźna i szkoda głosu na nich.
Czupcza: Mój głos na Kanadyjskiego knypka. Nikt mnie tak nie denerwował w zeszłym roku, jak ta postać. Buc który wybił tyle ludu, że trudno zliczyć, robi się na świętego i wszystkowiedzącego. Gdzie jest ten Wolverine którego tak uwielbiałem w młodości??? Gdzie??? Niech ktoś go wreszcie ubije.
Gamer2002: Alpha to tylko dopiero wprowadzona średnia postać (która zresztą swą rolę spełniła), Spider-Man miał swoje momenty nawet u Slotta, Deadpool też w X-Force, Cap jest bucem ale lepiej nie wiedział... Pozostaje Sniktbub który wszystkich rujnuje swą popularnością. Przytoczę tu opinię którą wyczytałem na /co/ z którą się zgadzam: Sniktbub zrujnował Wolverine'a. Logan był interesującą postacią, anty-bohaterem z wadami które przezwyciężał. Sniktbub jest żartem. Jest tym pokojowym dyrektorem prowadzącym sekretną drużynę zabijaków, samotnikiem będącym w każdej istniejącej drużynie, człowiekiem bez przeszłości wpisywanym w najważniejsze wydarzenia historii Marvela. Jest żartem.
Catman: Według mnie Alpha. Postać irytująca. Prowadzona w idiotyczny sposób. Zupełnie niepotrzebna. No i zadebiutowała w nojgorszej serii roku Amazing Spider-Man.
S_O: Spider-Man, mimo tego, że był molestowany przez Slotta i prawie doprowadził do końca świata na łamach Avengers vs. X-Men, miał też dobre występy, głównie w Avenging Spider-Man i innych tytułach, gdzie występował gościnnie. Ale z jego serii wyszedł też Alpha - nie chodzi o to, że jest postacią niepotrzebną, ale o to, że został stworzony po to, żeby go nienawidzić, a przez to nie ma żadnych pozytywnych cech, niczego godnego odkupienia. Jest całkowicie jednowymiarowy i to jest najgorsze.
Arachnid: Wolverine. Historię z Alphą sobie odpuściłem, więc jeszcze nie zdążyłem go znielubić. Cap jest bucem i tego nie da się ukryć. Natomiast Wolverine w roku 2012 pokazał się jako zdrajca i hipokryta. Poza tym nadal nie kupuję go jako dyrektora szkoły. Co więcej jego seria Wolverine and the X-Men, tak mnie zniechęciła, że na dobre dałem sobie z nią spokój. Ponadto jego zdolności do bycia w kilku drużynach i w różnych możliwych seriach jednocześnie nadal jest mocno irytująca. Jednakże najważniejszym powodem, dla którego zdecydowałem się na niego zagłosować, była ta scena.
Łukasz: Alpha, postać wprowadzona chyba od niechcenia, coś wykiełkowało w główce Slotta, przekuł to na pomysł nowej postaci, wrzucił w uniwersum Pająka... z marnym skutkiem. Szybko o tej postaci zapomnimy, a może już nie pamiętamy?
Darth: Donald Blake? E tam, wypada przyjemnie na tle konkurencji. Ultimate Captain America nie znam. Wonder Man? Na jego szczeście za dużo go nie było, no ale przynajmniej powiedział "przepraszam". Przyznał się do błędu. Deadpool wychodzi na zero dzięki Uncanny X-Force. Została czwórka Alpha, Spider-Man, Captain America i Wolverine. Dwaj ostatni padli "ofiarami" AvX, a Wolvie dodatkowo Schism, które zrobiło z nich buców / hipokrytów / drani / dupków (niepotrzebne skreślić). Uczciwie mówiąc denerwowali mnie, ale tak samo jak Deadpool, mieli całkiem przyjemne występy w innych seriach i to dzięki temu złość na nich mi przeszła. Spider-Man... chłopie co oni z tobą zrobili? Twoja postać "tonęła" już od dawna aż w końcu Slott posłał cię na dno. Jak mogli cię tak obrzydzić? Sprawić że stałeś sie taki denerwujący? Ty, flagowa postać Marvela. Tak mi cię żal, że nie potrafię na ciebie zagłosować. Albo nie, chwila, powód jest inny. Bo wśród kandydatów jest Alpha! Najbardziej irytujący, denerwujący, zapatrzony w siebie, nie przjmujący się innymi, egoistyczny samolub, jakiego dane mi było spotkać. Przy nim X-Statix to była grupa fantycznych altruistów! Takie mam o nim zdanie, tak został nam pokazany, a Slott nie zrobił nic, aby to zmienić. Zresztą sam fakt że pozbył się go szybko i z zastosowaniem niesamowwitych zbiegów okoliczności (jakie to było żałosne). Pomysł na pomocnika nie był zły i nadal ma potencjał, ale na razie Alpha nie jest niczym innym jak mega-wkurazającym, zapatrzonym w siebie gnojkiem, wymyślonym bez żadnego planu. I dlatego to właśnie on jest moim typem w kategorii tegorocznych Zvalonów. Głos na Alphę, rzekłem.
wolvie111: Jak dla mnie na 1 miejsce zasługują ex aequo Captain America i Wolverine. Przez całe AvX byłem wściekły na te postaci. Wolverine może wciskać jaki tylko kit chce, ale jak dla mnie to wygodnie usadził swoje dupsko w gronie Avengers i całkiem sprzeniewierzył się mutantom. Steve natomiast to totalny buc, jak już większość powiedziała. Generalnie świat nie może być naprawiony, jeżeli dokona tego ktoś z X-Men, on nie położy na tym łapy i co gorsza nie ma nad tymi osobami swojego zwierzchnictwa. Jakkolwiek to potem próbowali tłumaczyć, wyszedł dla mnie na zadufanego idiotę... co tu dużo mówić - Cyclops miał rację! Mam nadzieję na podzielenie pierwszego stopnia podium przez tę dwójkę, ale głos ostatecznie na Captaina. Trzecie zafunduję Spider-Manowi. Nie czytuję jego serii, ale dostać może ode mnie również na AvX... jego sposób pokonania rodzeństwa Rasputin - bez komentarza.
Undercik: To już nie chodzi o to, że samotnik jest w każdej możliwej drużynie, bawi się w dyrektora szkoły i do tego jeszcze ma czas na indywidualne wojaże. Każdy do tego przywykł wiedząc, że bilokacja jest jedną z jego mutanckich zdolności. Naprawdę, można to zrozumieć, bo "popularność i trzeba klepać kasę". Naprawdę nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby wykorzystanie tej postaci było na poziomie chociaż przeciętnym. Niestety, tu już nawet nie chodzi o poziom historii w których bierze udział, ale o to, jak jest pisany. Strzela focha, że dzieci są wysyłane do walki, mimo, że wcześniej z "dzieciakami" latał i nie robiło to dla niego nigdy problemu. W związku z tym zakłada szkołę w której jest dyrektorem. Może i Aaron lubi pisać najdziwniej jak się tylko da, ale bez przesady. Dalej. Pokłócił się z Cyclopsem - spoko zawsze były między nimi tarcia - ale żeby wykorzystać pierwszą lepszą sytuację aby nasłać na niego (i przy okazji swoich przyjaciół) Avengers? Dzięki temu dochodzimy do momentu, chrońmy dzieciaki, aby te nie musiały ginąć, ale Hope mogę zabić, bo może w nią wejść Phoenix i będzie źle. Ech, szkoda gadać, a można jeszcze długo. Inni nominowani jeszcze chociaż się czymś bronią. Alpha miał być z założenia taką postacią i zniknął szybciej niż się pojawił, a w najbliższym czasie będzie szkodzić tylko w swojej miniserii której nikt nie musi czytać. Captain America był przynajmnije dobrze prowadzony przez Brubakera. Deadpool dostał nowy ongoing, w którym znów da się lubić. Z Donaldem przeczytałem tylko trzy numeru Mighty Thora, gdzie ostro przyfrajerzył, ale można było zrozumieć jego motywacje. Wonder Man w tym roku ograniczył się chyba tylko do przyjścia i przeproszenia Avengers. Ultimate Captain America mi nie przeszkadzał specjalnie, zważywszy na to, że poza Ultimate Spider-Mana niespecjalnie wyglądam. Zasłużony głos na Wolverine'a.
Hotaru: Ultimate Captain America jest wprawdzie najgłupszym z prezydentów, ale to Alpha jest tak wyjątkowo niesympatyczną postacią, że aż mi się to w głowie nie mieści. Zachęcony zapowiedziami sięgnąłem po tą historii w Amazing Spider-Man i nie wierzyłem własnym oczom. Jak Dan Slott mógł myśleć, że wprowadzenie tego buca i zestawienie jego durnych perypetii z początkami Petera Parkera to dobry pomysł - nie wiem.
Sc0agar4k: Tutaj nie muszę nawet posiłkować się opiniami innych, bowiem najgorszym co nas spotkało w minionym roku w tej kategorii, to pojawienie się Alphy. Bardziej irytujące postaci chyba się już nie dało wymyślić.
Fortepian: Spider-Man, ponieważ jego śmierć stanowiła dla mnie prawdziwą ulgę. Niezależnie od tego co zrobi Potto zawsze to coś innego niż zniszczony przez OMD Parker, który nawet do pięt nie sięga sobie samemu z czasów Straczynskiego. Co gorsza, ulga minęła praktycznie natychmiast, bo czytałem Amazing Spider-Man #700 i Superiora #1 jednym ciągiem.
Antarsan: Zdecydowanie Alpha. Kompletnie niepotrzebna, idiotyczna postać.
Xavier83: Alpha jest dla mnie niepotrzebną postacią jak na razie.
jdtennesse: Captain America, bo to buc. To wystarczy. Ale wybór trudny, bo wielu bohaterów jest kiepsko napisanych.
Globi: Captain America - za bycie dupkiem w AvX i "prewencyjną" napaść na X-Men.
Archie: Głos na Alphę, bo jest idiotyczny, irytujący i niepotrzebny.


Najgorsza postać żeńska

postac7%20%5B700%5D.jpg
Hope Summers

kobieta.jpg

Dziwnym zbiegiem okoliczności, dwie bohaterki szły w tej kategorii łeb w łeb. Zarówno Hope Summers, jak i Scarlet Witch, stanowić miały osie fabularne "eventu roku", "Avengers vs. X-Men". Co więc poszło nie tak? Odpowiedź na to pytanie powinni przygotować redaktorzy Marvela, żeby nauczyli się czegoś na własnych błędach. Na trzecim miejscu ubiegloroczna tryumfatorka w tej kategorii - dziewczyna Spider-Mana, Carlie Cooper.

Krzycer: Bendis się zasłużył, głos na Daisy Johnson. Inne kandydatki miały swoje lepsze i gorsze chwile, były pisane przez lepszych i gorszych autorów. Jedyne dokonanie weteranki Secret Warriors w ubiegłym roku to pissing contest z Marią Hill.
czarny_samael: Rogue? Nie czaję. Głos na Hope bo jest przeraźliwie irytująca. I czy "nie wygrała" tej nagrody w zeszłym roku?
colossus28: Miałem wysnuć własną kandydaturę Janet van Dyne i jej nieoczekiwany powrót w ostatnich numerach Avengers vol. 4, ale jednak zdecydowałem się na Rogue. Powód prosty i prozaiczny - Christos Gage. To co się udało zbudować dookoła Anne Marie Careyowi, Gage zniszczył w kilka miesięcy swoimi wypocinami w X-Men Legacy. Potrafił zniechęcić do jednej z najlepszych żeńskich postaci w komiksach Marvela (nie bez kozery Rogue wygrała avalonową Arenę, prawda?), wyżął ją z wszystkiego co najlepsze do ostatniej kropli. Na szczęście Anne Marie doczekała lepszych czasów, Remander na razie ładnie ją pisze, ale za ubiegły rok niestety głos na nią.
grzgrzegorz: Głos na Scarlet Witch. Za całe to wymądrzanie się i moralizatorstwo w jej wykonaniu. Byłem za tym żeby ją odstrzelić po "House of M", albo przynajmniej zapomnieć, a tak... Nie znam tych wszystkich "kobiet Spider-Mana" więc nie głosuję na żadną.
Catman: Głos na Hope. Nigdy jej nie lubiłem i zawsze mnie irytowała. Blisko była Carlie Cooper, ale do Hope mam taki sentyment, to pierwsza postać której od początku nie cierpiałem.
chimp: Ja niestety w tym roku zagłosuję na X-23. Większość rozwoju postaci w ostatnich latach zostało wyrzucone do kosza i to tylko dlatego, że debile w Marvelu postanowiły przenieść ją do Avengers Academy i kilku miniserii, gdzie pisarze nie mieli zielonego pojęcia o tej postaci.
jdtennesse: Scarlet Witch. Wyróżniała się w Avengers vs. X-Men, ale negatywnie. I jej chwile w Uncanny Avengers. Kitty w Ultimate też jest nudna. No i Storm, ale jej to nawet w sumie nie ma, więc nie może być najgorsza. Nie ocenia się nieobecnych.
S_O: Mimo, że włochate lwołaki aż się o siebie potykają, by jej dogodzić w łóżku, Rogue w wykonaniu Gage'a jest boleśnie wręcz nijaka, a i banalne próby moralizatorstwa też nie pomagają.
Gamer2002: MJ jest ślepa, ale tylko tyle można jej zarzucić i nie mam pojęcia co tu robi Emma. Hope... Wyraźnie nie myśleli zbytnio o pomyśle na nią, ale wciąż miała swoje momenty. Ale na Scarlet Witch nikt nie miał żadnego pomysłu, w zapowiedzi AvX nakreślili ją jako bohaterkę cierpiącą za błędy i chcącą je naprawić, a w całej reszcie eventu była kompletnie wyprana z osobowości. Głos na Wandę.
Arachnid: Scarlet Witch. Jak na postać, która była zapowiadana jako jedna z głównych bohaterek AvX, to było jej bardzo mało. A jak się już pojawiła to była strasznie nijaka. Zastanawiałem się też nad Hope, ale ta przynajmniej miała kilka niezłych momentów, jak choćby podpalenie Wolverine'a. Natomiast na Scarlet Witch nie było żadnego konkretnego pomysłu. W sumie to z jej występów podczas AvX najbardziej zapamiętałem to, jak dała sobie złamać nos.
wolvie111: Po namyśle ostatecznie zdecydowałem się na Hope. Obie z Wandą miały pokazać tak wiele w tym minionym roku, miałem ogromne nadzieje na coś wielkiego, przede wszystkim ze strony Hope, dlatego też głos na nią, bo przyniosła mi większy zawód. Oddała moc Phoenixa, zakumplowała się ze Mścicielami, czym dla mnie tak na prawdę zdradziła mutantów i koniec końców po tym wszystkim zapragnęła być normalną nastolatką. Błagam! Nie można było bardziej zmarnować jej potencjału... Mesjasza Mutantów stać na więcej. Druga, bardzo blisko Scarlet Witch i gdzieś na nią Rogue. Wciąż czuję sympatię do tej postaci, to bardziej upomnienie dla Christosa Gage'a.
Archie: Carlie Cooper u Slotta jest niesamowicie denerwująca, ale u Rucki wypadła sympatyczne i aż byłem w szoku, że ją tam polubiłem. Za to Hope Summers irytuje mnie wszędzie tak samo i za to ma mój głos.
Darth: Carlie Cooper! Umrzyj! Zdechnij! Niech cię ktoś z mostu zrzuci! Albo nie zwyczajnie odejdż! <olbrzymim wysiłkiem woli, powstrzymuje się od odruchowego zagłosowania na Carlie Cooper> Masz jednak szczeście bo byłaś jedynie postacią poboczną, a bardziej zirytowały mnie postacie głównego planu. I nie należy do nich Rogue. No dobra w wykonaniu Gage'a wogóle nie przypomina siebie z poprzedniego roku, ale to było do przewidzenia. Za to Hope Summers oraz Scarlet Witch zdzierżyć nie mogę za ich wystep w AvX. To miały być centralne postacie, mieć ważny wpływ na fabułę, a tymczasem? Zmarnowany potencjał, od co. Jeszcze Hope coś tam robiła, była choć przez chwilę w centrum, miała też swoje momenty, tylko że była przy tym strasznie nudna i irytująca. Natomiast Wanda. No ta, to nie ma nic na swoją obronę. Nie dość że praktycznie nic nie robi, a powinna bo ma ku temu możliwości, to jeszcze jest nudna i prawi drętwe moralizatorstwo, które jeszcze traci na wydżwięku w okresie jej szaleństwa (tak, tak, wiem rzekomo to sprawka Dooma, ale coś mi sie zdaje że niedługo powrócą do tego motywu). Tak więc głos na Scarlet Witch i lepiej niech scenarzyści wezmą się do roboty.
Hotaru: Wytypowałem Hope Summers. Mając na uwadze, że wokół niej kręcił się "event roku", to naprawdę wielkim wyczynem jest, że w moich oczach pozostała irytującym, rudowłosym i niepotrzebnym klonem innego rudowłosego klona. Do Limbo z nią!
Undercik: Wyciągnięta tuż przed AvX, aby być postacią, wobec której kręci się fabuła ostatniego eventu. Ograniczyło się to do postraszenia Phoenix Five i przyłożeniu pięścią - wraz z Hope - Dark Phoenixowi. Dobra, trochę jeszcze poprzewijała się w tle. Blado to wygląda, oj blado. Scarlet Witch.
Antarsan: Hope Summers. Nigdy jej nie lubiłem.
Last: Głos na Gage'a... znaczy się Rogue. Carey wróć.
Xavier83: Spodziewałem się dużo więcej po Scarlet Witch w 2012 roku.
Łukasz: Carlie Cooper pasuje (pasowała) do Petera jak pięść do nosa!
mat789: Głos dla Hope. Postać słaba, wkurzająca od początku i pewnie przez jeszcze jakiś czas.
Sc0agar4k: Last year I lost all my hope for Hope.


Najgorszy złoczyńca


m3.jpg
Hellfire Kids

zloczynca.jpg

W tej kategorii zaobserwowaliśmy miażdżącą przewagę ubiegłorocznych zwycięzców - Hellfire Kids. Żeby było zabawniej, irytujące bachory, zgniłe owoce wyobraźni Jasona Aarona, otrzymały taki sam procent głosów, co rok temu. Nawet Norman Osborn, zdegradowany z pozycji władzy do tępego hulkowania w slipkach, i Doctor Octopus, który przyłożył się do - Waszym zdaniem - zniszczenia Pająka, nie mogli nawiązać z nimi równej walki.

Krzycer: Norman Osborn. Nie cierpię Hellfire Kids, ale Aaron przynajmniej coś z nimi robi, mają jakąś dynamikę. A Osborn - którego Ellis i Dark Reign katapultowało do bycia marvelowym Luthorem, zagrożeniem dla wszystkich kostiumowców - w tym roku zrobił się fioletowy i występował w rozciągliwych slipkach. Hail Bendis!
czarny_samael: Po raz kolejny zgadzam się z opinią Krzycera. Osborn był żenujący, jak cała historia w której występował. Jest jej symbolem i za to ma głos. Poza tym to w tej kategorii widziałbym Wolverine'a...
colossus28: Lord Gouzar. Pit-Bull wymyślony przez Aarona to chyba gorszy złoczyńca, ale głos wędruje do Gouzara, bo wykreował go Bendis i choć to było apogeum jego upadku w Avengers vol. 4, to wymyślenie centaura to był cios poniżej pępka.
Catman: Obraza dla starego Hellfire Club. Banda dzieciaków ma byc groźnymi przeciwinikami. Jakby X-Men ich dopadło, wystarczył by Człowiek Krewetka by ich zniszczyć raz na zawsze. A'propos, ja nie wiem co Aaron bierze, że wymyślił Hellfire Kids i Człowieka Krewetkę, ale niech się przynajmniej podzieli, może wtedy jego pomysły staną się wręcz genialne.
Arachnid: Norman Osborn. Hellfire Kids dostali mój głos przy poprzednich Zvalonach i nadal ich nie znoszę, ale Aaron zniechęcił mnie do swojej serii, więc nie czytałem historii z ich udziałem. Natomiast Osborn w tym roku, dzięki panu Bendisowi osiągnął dno totalne. Począwszy od bezproblemowego poniewierania takimi bohaterami jak Vision czy Luke Cage, poprzez heilowanie na prawo i lewo, a kończąc na przemianie w fioletowego Hulka, czy też jak go tam nazwali Super Adaptoida. Całkowite zmarnowanie postaci.
wolvie111: Wszystko co związane z Wolverine & the X-Men koniec końców jest porażką. Spójrzcie jakiego złoczyńcę dostała ta seria! Nie znoszę tej dziecinnej wersji Hellfire Clubu i dostaje ode mnie drugi rok z rzędu głos... nie znoszę!
Łukasz: Norman Osborn, zbyt szybki i zbyt debilny powrót tej postaci do bycia złoczyńcą, poprowadzony w sposób żenujący! To postać z panteonu wrogów Pająka a nie Avengers, tam powinno być jej miejsce. Ot, tyle w tym temacie.
Archie: Głos na Doctora Octopusa, bo mimo wszelkich starań Slotta ten złoczyńca nie jest odbierany jako zagrożenie dla całego świata. Postrzega się go jedynie jako żenujący żart.
Hotaru: Głos na Hellfire Kids. Te nieznośne bachory są symbolem wszystkiego, co z x-tytułami jest nie tak już od czasów "Schism". W głowie mi się nie mieści, jak Jason Aaron mógł przekonać redakcję, że to dobry pomysł. Pewno ukrył ironiczny uśmieszek w swojej gęstej brodzie. Tak, to musi być to...
Darth: W pierwszej kolejności, odstrzelę tych złoczyńców, o których łatwo zapomniałem, a więc nie byli tacy tragiczni, a jedynie nijacy: Blackheart, Kashmir Vennema, Cypher z przyszłosci, Sin oraz Mach Two (przy okazji, kto to jest? Coś z Ultimate?). Kto zostaje? Hellfire Kids. Nadal ich nie cierpię i załuję, że zmarnowano taką dobrą okazję, do ich unicestwienia za sprawą Phoenix Five. Nic się nie poprawili od zeszłego roku, ale też się nie pogorszyli (aczkolwiek nie wiem, czy można ich bardziej nie lubić). Ale tegoroczna walka odbedzie się pomiędzy dwoma wrogami Spider-Mana: Dr. Octopusem i Normanem Osbornem, którzy w tym roku wkurzyli mnie niemiłosiernie. Ten pierwszy miał cel dość klasyczny i przewidywalny, ale i tak wypada lepiej, niż zmianiajacy się w Adaptoida Osborn (kryzys tożsamości?). A jak wyglądąła ich realizacja? Dr. Octopus posłużył sie wielkim szkłem powiekszającym, który nie miał prawa zadziałać w sposób, jaki pokazano w komiksie. W dodatku cały świat od przeciętnego, tępego zajadacza chleba po rządy państw, nagle mu przyklaskują i łapią się na jego gadki, zapominając o jego kryminalnej przeszłosci. Nawet Avengers gotowi są z nim porozmawiać, choć zwłaszcza po Dark Regin, powinni być nieufni wobec tego typu wystąpień. A sam Otto? On w pewnym momencie przerywa walkę swoich własnych podwładnych, pozwalając swemu wrogowi na ucieczkę! Zgodne z charakterem? Trochę tak, ale nadal nie świadczy o nim dobrze. Teraz Osborn. Zjednoczenie organizacji terrorystycznych, nowi Dark Avengers oraz oczernianie Mścicieli nie było złym pomysłem. Chociaż jego realizacja momentami zachaczała o kuriozum (hailowanie przed kamerami i Spider-Hulki). Co prawda ciemny lud (Amerykanie to ketyni) znowu coś dziwnie łatwo mu wierzy po Siege, ale tutaj przynajmniej są podstawy w postaci, jego działalności w okresie Secret Invasion. No i rząd USA mimo wszystko nie zgadza się na układanie z nim, a Avengers też konsekwentnie przede wszystkim chcą mu wlać. Octopus ma jednak tą przewagę nad Osbornem że wygrał... ale chwila czy na pewno? Pomijamy już fakt, że ten cały mind-transfer zostął praktycznie wyciągniety z pupy (It's science, zastąpiło magic). Bedąc jednak w ciele Petera, zachowuje kompletnie jak nie on, dziecinnie, a w obliczu zagrożenia ucieka do Europy i jedynie kolejnemu ogłupieniu Avengers oraz reszty otoczenia, które winno znać go na wylot, nikt się nie orientuje, że coś jest nie tak. A finałowe starcie? To jest najlepsze, Parker przesyła mu swoje wspomnienia, w ten sposób go nawracając! Serio? Jak na złoczyńcę z wieloletnim doświadczeniem zbyt łatwo sie wyrzekł swoich postępowań. Może w ramach resocjalizacji, powinno się transferować przestepcom wspomnienienia Petera Parkera? Pozytywne skutki pojawiają się niemal natychmiast i to bez większych przymyśleń (w duzej mierze powtarzam to co przy okazji numeru 700, wiem). Rezultat wydaje się przejrzysty. Dr. Octopus to najgorszy, budzący żal i najbardziej denerwujący złoczyńca tego roku, bo wszystkie sukcesy osiągnął, nie dlatego że był sprytny i mądry, ale dlatego że ludzkość zidiociała, a podstawowe prawa świata nagięły się do jego zasad.
Sc0agar4k: Hellfire Kids. Za bezczeszczenie pamięci o prawdziwych złoczyńcach, jakimi byli członkowie Hellfire Club. I za to też, panie Aaron, dostał pan mój głos w stosownej kategorii.
Last: Głos na dzieci (Hellfire Kids), ale bez przekonania.
grzgrzegorz: Hellfire Kids. Za całokształt. Dzieci powinny siedzieć w domu i oglądać dobranocki.
Xavier83: Za utratę tego co zyskał jako postać dzięki Mrocznym Rządom, czyli Norman Osborn.
jdtennesse: Hellfire Kids. Bo wykorzystali (niegdyś) świetną drużynę złoczyńców i przerobili ich na papkę; takie Hellfire-Babies.
Globi: Hellfire Kindergarten. Za sam pomysł który chyba miał być śmieszny a jest po prostu żałosny.
S_O: Głosy mnie przekonały: Norman Osborn +1.
Lotar: Nowy Red Skull. Beznadziejny jak seria, w której się udziela.
Undercik: Norman Osborn. Matko, co Bendis z nim zrobił w tym roku.
Fortepian: Norman Osborn, bo upadek z takiej wysokości do takiego dołu jest bardzo bolesny.


Wydarzenie roku

Odejście Bryana Hitcha, Grega Rucka, Eda Brubakera, Mike'a Careya - Marvel nie potrafi utrzymać talentów

wydarzenie.jpg

W tej kategorii mamy największą jednomyślność. Świetni twórcy opuszczają Marvela. Dlaczego? Do tej pory model był dość prosty: artyści tworzyli, redaktorzy koordynowali, czytelnicy czytali. Dom Pomysłów zdecydował się zmienić ten stan rzeczy. Kilku twórców z zacięciami redaktorskimi nazwano "architektami", redaktorów spuszczono ze smyczy, a artystów zamieniono w narzędzia, które mają robić to, co "architekci" i redaktorzy im każą. No i oczywiście wdzięczni czytelnicy mają ten produkt kupować. Nie zaczęło się to w 2012 roku, bo już rok wcześniej rozgoryczony Marko Djurdievic odszedł z Marvela z tych samych powodow, co teraz Greg Rucka i Bryan Hitch. Teraz jednak nastąpiła eskalacja. Czy Dom Pomysłów się w porę opamięta?

Demogorgon: Odejście Bryana Hitcha, Grega Rucka, Eda Brubakera, Mike'a Careya. O ile jeszcze Careya rozumiem, chciał się skupić na książkach, o tyle Rucka i Hitch odeszli, bo mieli dość bycia traktowanymi jako "zatrudniona pomoc", czytając ich wypowiedzi jest jasne, że edytorzy nie chcieli im pozwalać tworzyć ich historii, widzieli ich tylko jako pomocników do pisania, co sami sobie wymyślili. Edytorzy są po to, by wytykać błędy, nie by decydować o czym jest historia. Marvel oficjalnie zniżył się do poziomu DC z czasu Countdown, a biorąc pod uwagę jak bardzo DC zdołało jeszcze upaść od tego czasu, lękam się jak będzie wyglądać przyszłość Domu Pomysłów (Ale Tylko Edytorów).
Krzycer: Uncanny Avengers. Na jakość nie narzekam, podoba mi się, ale to zakrawa na kpinę, że tytuł, który miał być tzw. flagshipem Marvel NOW z miesiąca na miesiąc nie może się ukazać.
S_O: Marvel NOW! to interesująca rzecz, bo nominowałem ją tak do Avalonów, jak i Zvalonów. Czemu? Z jednej strony mamy wysyp głównie dobrych i bardzo dobrych (jak na razie) tytułów, zakończono kilka kiszek stolcowych... Z drugiej jednak, oderwano takie tuzy, jak Kieron Gillen, Greg Rucka (który wskazuje to za jeden z powodów, dla których odszedł, jeśli dobrze pamiętam, więc mamy kinda twofer) czy, jak podejrzewam, Rick Remender, od serii, które pisali przed relaunchem, zmuszając ich do szybkiego zakończenia wątków, co w niektórych przypadkach (khem, Uncanny X-Men, khem), kończyło się wielkim bałaganem. Jakbym chciał, to mógłbym też na siłę podciągnąć pod ten punkt hecę z Uncanny Avengers, BMB kierującym losami mutantów i AvX, które po to było, żeby do MN! doprowadzić.
Hotaru: Odejście Bryana Hitcha, Grega Rucka, Eda Brubakera, Mike'a Careya - Marvel nie potrafi utrzymać talentów. To znak kierunku, w jakim zdecydował się podążać wydawca. Kierunku, który w moich oczach prowadzi na skraj klifu. Dom Pomysłów przestaje tworzyć, zaczyna produkować. Bo tak bezpieczniej. Niestety, tylko na krótką metę.
Sc0agar4k: Odejście znakomitych scenarzystów z Marvela. Jeszcze trochę i każdy z obecnych scenarzystów dostanie do pisania po 5 serii (a dlaczego by nie? skoro i tak nie będzie komu ich dać) i poziom dopiero sięgnie dna.
Undercik: Oczywiście, że nie utrzymanie w Marvelu talentów. Co prawda Punishera Rucki nie czytałem, a Legacy Carey'a nie robiło u mnie takiego szału, to odejście Hitcha, a szczególnie Brubakera jest smutne.
Antarsan: Avengers vs. X-Men. Głównie za to, że spowodowało Marvel NOW, które nie przypadło mi do gustu, oraz za pomysł Phoenix Five - moc Phoenix według mnie powinna być "zarezerwowana" dla Jean Grey oraz postaci bezpośrednio z nią związanych (córka, klon itp).
GrayFox: Przyznam szczerze, że nie słyszałem o odejściu Johna Cassadaya z Uncanny Avengers, ale to nie jest taki problem - Marvel zatrudnia wielu artystów, którzy dorównują mu talentem, bądź są nawet od niego lepsi. Ale nie potrafię się cieszyć faktem, że takie tuzy światowego komiksu tam pracują, skoro Marvel nie potrafi utrzymać ich w swoich szeregach. To jest jawna kpina, że szanująca się firma, gigant amerykańskiego komiksu traktuje swoich pracowników jak śmieci. Takie coś nie powinno się nigdy wydarzyć.
Last: Brakuje mi Careya w Legacy, a więc głos na jego odejście.
czarny_samael: Avengers vs. X-Men. Gniot. I to niezwykle denerwujący gniot. Nie wiem ile razy dostawałem spazmów wściekłości patrząc jak Marvel daje wygrywać Capowi i Loganowi.
Catman: Bez wątpienia odejście Bryana Hitcha, Grega Rucka, Eda Brubakera, Mike'a Careya. Samo odejście tych ARTYSTÓW można by przełknąć (z cięzkim bólem serca, ale jednak). Ale to, jak Marvel traktuję utalentowanych artystów jest po prostu karygodne. Artyści komiksowi to mimo wszystko artyści traktowanie ich jak zwykłych służących edytorów jest bardzo przykre. Brak wolności twórczej jest bardzo uciążliwy dla pomysłowych artystów. Marvel powinien w końcu pomyśleć o poziomie historii, a nie o tym ile $$$ one przyniosą. Jak Marvel chce, to niech sobie będzie bezduszną korporacją, ale niech nie odbija się to na poziomie serii!
colossus28: Odejście Bryana Hitcha, Grega Rucka, Eda Brubakera, Mike'a Careya - Marvel nie potrafi utrzymać talentów - nuff said, najlepsze co Marvel mógł nam zaproponować zostało zaprzepaszczone. Wielka szkoda.
Xavier83: Odejście Bryana Hitcha, Grega Rucka, Eda Brubakera, Mike'a Careya - naprawdę Marvel powinien mocno się starać by nie tracić takich ludzi.
jdtennesse: Uncanny Avengers - początek mi się podobał, a jeśli chodzi o kontynuację to jej brak... To żart, żeby tak traktować tak głośno reklamowaną nową serię. A o odejściu Cassadaya też nie słyszałem, ale jeśli to prawda, to kolejny powód mojego głosu. Wprawdzie nie uważam jego rysunków za genialne, ale lubię poczytać jedną historię jako całość, a rysunki są integralnym elementem całości.
Darth: Opóżnienia Uncanny Avengers oraz odejście Cassadaya mnie nie ruszają, bo szczerze - to było do przewidzenia. Bendis jako flagowy artysta o mutantach budzi wątpliwości, ale jeszcze ma szansę się wybronić, jeśli tylko będzie mu się chciało. Szybkie cofanie zmian? Taaaa, to jest strasznie irytujące, ale konsekwetnie pokazywane co roku (jeśli nie krócej), i nie wiem, jakoś przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Ale to nadal irytujace. Avengers vs. X-Men? No słabe to było. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nie udało się twórcom najważniejsze, czyli pojedynki! Ale co bedziemy sie przejmować marnym eventem? Mało takich było? Dużo ważniejsza kwestia powinno dotyczyć ludzi! Hitch, Rucka, Brubaker oraz Carey, to jedni z najlepszych artystów jacy pracowali w Marvelu i znacznie zwiekszyli ich jakość. A co robi wydawnictwo? Pozbywa się ich! W dodatku Ruckę i Hitcha w niezbyt przyjemnej atmosferzę. Chrzanić poziomy komiksów, sytuacje w uniwersum czy opóznienia. To że Marvel nawet nie stara się utrzymać swoich czołowych twórców i jeszcze (jeśli wierzyć pokrzywdzonym, ale to wielce prawdopodobne) traktuje ich wręcz instrumentalnie, zasługuje na Zvalona. Bo jeśli ktoś wykonuje swą robotę należycie, powinno się go szanować.
Archie: Marvel nie potrafi utrzymać talentów i to jest smutny fakt. Ci twórcy nie postawili kosmicznych wymagań. Nic z tych rzeczy. Oni po prostu chcieli tworzyć dobre komiksy, a zamiast tego dostali kopa. Nie podoba mi się takie podejście, bo nie dość, że Marvel potraktował ich po chamsku, to przez tego typu działania mamy mocno obniżaną jakość historii, które czytamy, a persony pokroju Dana Slotta i Daniela Waya, które serwują marne jakościowo scenariusze, mogą się spokojnie panoszyć zamiast zostać zwolnione. Przecież to jest bez sensu. Komuś tam się chyba sufit na łeb obsunął.
Arachnid: Odejście Bryana Hitcha, Grega Rucka, Eda Brubakera, Mike'a Careya - Marvel nie potrafi utrzymać talentów. A co za tym idzie, na własne życzenie obniża jakość swoich historii. Ale po co stawiać na jakość, skoro można na ilość? I tak się sprzeda. Smutne, ale prawdziwe.


Najgorsza okładka


Amazing Spider-Man #698
Amazing Spider-Man #698 - 5

Wolverine & the X-Men #5 - 4
Avengers vol. 4 #28 - 3
Uncanny Avengers #1 - 2

Globi: Uncanny Avengers #1 - seria miała być jedną z flagowych i już na dzień dobry taki potworek miał zachęcić czytelników. Zastanawiam się jak Cassaday łapie takie opóźnienia skoro rysuje bohomazy na kolanie? Gdzie się podział talent widoczny ongiś w Astonishing X-Men?
Łukasz: Avengers vol. 4 #28. O ile kreska Simonsona nie odstrasza mnie bardzo wewnątrz zeszytów, to okładki powinny zachęcać do zakupu tego zeszyty, a ta tego nie robi - wręcz odstrasza!
Arachnid: Okładka Amazing Spider-Man #698. Pomijając paskudny wygląd Octopusa, do którego nigdy się nie przyzwyczję, tutaj na dodatek autor okładki (Paolo Rivera) uraczył nas zbliżeniem na wszystkie jego chrosty, zmarszczki oraz wydzieliny z nosa, ust i uszu. Jestem pełen podziwu, że ta okładka nie odstraszyła czytelników.
Hotaru: Avengers vol. 4 #28. Wszystko, co mi się nie podoba w "stylu" Waltera Simonsoa w jednym walącym po oczach tak, że dzwonią zęby, szkaradnym koszmarnie pokolorowanym obrazku. Na dodatku z Rulkiem. Ohyda.
S_O: Chciałem zaproponować coś od siebie, ale czas tak szybko płynie... Z zaproponowanych najbardziej odrażająca jest ta z Amazing Spider-Man #698. Paskudny Rulk z Avengers vol. 4 #28 był blisko, ale "nołsygar", jak to mawiają Jankesi.
colossus28: Uncanny Avengers +1.
Catman: Jak dla mnie: Amazing Spider-Man #693.
Darth: No to będzie remis. Wolverine and the X-Men #5 oraz Amazing Spider-Man #698. Obie są takie... obrzydliwe.
Sc0agar4k: Dopisuję się do tego (wyżej), bo to jest naprawdę trudny wybór.
Last: Wolverine and the X-Men #5 za sam pomysł.


Najgorsza scena


Red Skull z zaimplantowanym mózgiem Charlesa Xaviera
(Uncanny Avengers #1) - 6
Dark Phoenix vs. Scarlet Witch i Hope Summers
(Avengers vs. X-Men #12) - 6

Peter Parker i wspomnienie cioci May i Dr. Octopusa (Amazing Spider-Man #699) - 3

Demogorgon: Najgorsza scena? To proste. "It's time to shit. Ale to DC. Pomyślym z czego się śmiałem w tym roku często... a tak, to może być. With Charles Xavier's brain, THE RED SKULL will eliminate mutant menace! Uncanny Avengers #1.
colossus28: Tutaj będzie scena z najgorszej serii ubiegłego wieku autorstwa Aarona Incredible Hulk vol. 4 kiedy Sałata prosi Punishera żeby strzelił mu w twarz bo musi pozostać wściekły. Może i znajdźie się jeszcze gorszą scenę ale jeśli jest narysowana tak, to ciężko to zrobić.
Arachnid: Amazing Spider-Man #699. Peter, uwięziony w ciele Octopusa, odkrywa pewien sekret z przeszłości Cioci May oraz samego doktora. Po czym jak większość czytelników, oglądających ten kadr pragnie o nim na zawsze zapomnieć.
Archie: W Amazing Spider-Man #699 scena z Peterem przeżywającym wspomnienia Octaviusa związane z May jest absolutnie najgorszą sceną komiksową jaką znam.
Hotaru: Zapowiadając szumnie Uncanny Avengers szumnie zapowiadano też "szokujące zakończenie" pierwszego numeru. Cóż, rzeczywiście byłem zszokowany. Jego głupotą. I to napisał Rick Remender, wielokrotny zwycięzca Avalonów 2011. Upadek wielkich boli dotkliwiej.
Dzizys: Zdecydowania ostatnia scena z Uncanny Avengers #1. Ja rozumiem, że komiks, że mają tam "kosmiczne" technologie, ale wyciąganie mózgu (i jeszcze uruchamianie go w czaszce innego) to przegięcie.
S_O: Zadziwiające, że w roku tak po brzegi wypełnionym złymi historiami, tak trudno przypomnieć sobie jakąś naprawdę koszmarną scenę. Tym niemniej jednak, chciałem nominować (choć wiele to nie da, bo mam jakieś pięć minut do deadline'u) rozmowę Deadpoola z Agentką Kemp, w której stwierdza on, że ścigająca go żeńska wersja Stephena Hawkinga - której paraliż sam wywołał - powinna dać sobie spokój z próbami zemszczenia się, bo to nie była jego wina i w ogóle jest dziecinna. I to działa. Seriously, Way, screw you.
Lotar: Wanda o Hope dają w gębę Dark Phoenix. W Marvelu to umieją rozpisywać epickie walki.
Wilsonon: Mega walka Dark Phoenix vs. Scarlet Witch & Hope.
Last: Wybrałbym wszystkie walki w głównej Avengers vs. X-Men ale skoro trzeba konkretną scenę, to głos idzie do Dark Phoenix vs. Hope & Scarlet Witch.
Catman: Niech będzie walka Hope i Wandy przeciw Dark Phoenix.
bastek66: Ostatnia strona Uncanny Avengers #1. Jest po prostu skandaliczna.
Łukasz: Durnowate zakończenie Ucanny Avengers #1.
jdtennesse: ostatnia strona Uncanny Avengers #1. I kropka.
Sc0agar4k: Scarlet Witch i Hope kontra Dark Phoenix.

Hotaru
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.