Avalon » Publicystyka » Artykuł

Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #1-3 (16.01.2013)

WKKMlogoA.JPG
Środa, 16 stycznia 2013Numer 1/2013 (1)


Obiecywaliśmy oddzielną rubrykę poświęconą wyłącznie Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, oto i ona. Raz w miesiącu będziecie mogli zapoznać się z opiniami czytelników na temat poszczególnych numerów kolekcji, ich wrażeniami i być może zachęci was to do kupna bądź prenumeraty, ponieważ zdecydowanie warto wspomagać tą inicjatywę. Zapraszamy do lektury.

WKKM01%20%5B1600x1200%5D%20%282%29.jpgWielka Kolekcja Komiksów Marvela #1 (Spider-Man: "Powrót do domu")
Undercik: Czy za rekomendacje historii, nie wystarczy fakt, że mam już ja w dwóch kopiach, a mimo to kupiłem i tym razem? Uwielbiam run JMSa czym już wspominałem przy okazji "Spectacular Stories". Wymieniałem też plusy "Coming Home". Dlatego bardziej skupię się na wydaniu. Jest dobrze, porządne wydanie w twardej oprawie. Za taką cenę żal nie kupić. Dodatkowy materiał który przytacza pobieżnie Spider-Mana i twórców historii na plus. Co prawda prawie nic nowego się nie dowiedziałem, ale dla osób niezaznajomionych z komiksem na pewno będzie to świetna sprawa.
Krzycer: O wydaniu nie ma co już więcej pisać: jest śliczne. Twarda oprawa, świetny papier, a to wszystko za promocyjne 15 złotych. Kupiłbym nawet, gdyby to było Fall of the Hulks, tylko po to, żeby ładnie wyglądało na półce.
Tłumaczenie miejscami jest niezgrabne do tego stopnia, że zwracałem na to uwagę. Ale ogólnie nie było tragiczne.
A sam komiks jest w porządku. Dawno nie czytałem tej historii (ostatni raz chyba w gimnazjum? Kumpel miał wydanie Fun Media?), zapamiętałem ją trochę inaczej, ale wciąż się broni. Parę rzeczy wypada dziwnie, może to dlatego, że były kontynuowane w kolejnych zeszytach, może Straczynski do nich wracał z dużym opóźnieniem - wątek podjęcia pracy w szkole nijak mi tematycznie nie pasuje do historii, nie ma również jakiegoś konkretnego zwieńczenia. Zwróciłem też uwagę na to, że choć starcie Petera z Morlunem jest dobrze pokazane i czuć desperację Parkera, to nic a nic nie miałem wrażenia, że trwała całymi godzinami (Parker zwraca na to uwagę dwukrotnie, najpierw po 3 a potem po 12 godzinach walki). Ale to detale.
Co do rysunków - nie jestem, nie byłem, i pewnie nigdy nie zostanę fanem Romity Jr, ale da się to oglądać (choć ktoś mógłby mu przypominać, żeby rysował pajęczynę na kostiumie Spider-Mana na każdym kadrze; ktoś mógłby go również zapytać, czemu jego Pająk z profilu wygląda, jakby miał pysk).
Ogólnie: fajnie, że ta kolekcja wreszcie ruszyła... Choć z pobieżnego przejrzenia zestawu zagranicznego wydania serii wyszło mi, że w tym momencie planuję zakup co najwyżej 1/5 tomów.
Catman: Kolekcja wkońcu wystartowała. Po obejrzeniu reklamy poszedłem następnego dnia do kiosku w Biedronce, a on już tam na mnie czekał. Komiks jest genialnie wydany!!! Twarda matowa okładka, połyskujący, gruby, kredowy papier, który można śmiało dotknąć bez zakładania rekawiczek, zapach świeżej farby drukarskiej, masywne szycie powtarzam SZYCIE i kilka stron dodatków. Brzmi pięknie, co nie? Co do tłumaczenia nie przykładałem większej uwagi. Żadnych rzucających się w oczy baboli nie było. Gdzie niegdzie pojawiały się niechciana kropka lub przecinek, ale można na to oko przymknąć. Co do historii. Historia jes GENIALNA. W ciągu dnia przebrnąłem przez nią 2 razy. JMS dał nowy początek Spiderowi i dzięki mu za to. Spider-Man w historii prowadzony jest bardzo dobrze. Ale jest postać, która według mnie lśniła - był to Ezekiel. Enigmatyczny oraz charyzmatyczny bogacz o podobnych mocach jak Peter, potrafił zasiać niepewność. Początki Petera jako nauczyciela były zgrabnie poprowadzone, tak samo jak wątek Morluna. Rysunki JRJR'a osobiście nigdy mi sie nie podobały, ale ten tom to jego najlepsza dotychczasowa praca. Ilustracje w oczy nie rażą a miejscami są nawet bardzo ładne. Po przeliczniu kosztów już wiem, że będe kupować tylko jeden tom. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy. 9/10.
tosca: Mimo, że znałem z polskiego DK) najlepiej ogląda się Spider-Mana. Zawsze tego rysownika lubiłem (oprócz pierwszych historii o X-Men '94 - polskie wydania). Ta późniejsza kreska mi już pasowała, ale po przeczytaniu wywiadu w pierwszym tomie Hachette znalazłem to określenie, którego mi brakowało - koleś opowiada rysunkami tak, że nie trzeba czytać tekstu. Po porównaniu tomu ze Spider-Manem z kolejnymi (X-Men i Iron Man) widać różnicę w przedstawianiu historii. Pewnie, że rysownicy mają różne style i każdy jest specyficzny (emocje u Cassadaya, realizm u Granova), ale rysunki Romity są takie gęste. Nie ujmując niczego artystom ilustrującym kolejne tomy, ich pracę są trochę ubogie. Romitę ogląda się jak film.
GrayFox:
W zasadzie numer ten kupiłem tylko ze względu na niezwykle atrakcyjną, promocyjną cenę, gdyż mam ten komiks w oryginalnym wydaniu zbiorczym, które kupiłem jakiś czas temu. Wydając 15 zł na komiks w twardej oprawie ciężko żałować, nawet jeśli to w pewnym sensie pozycja dublująca się z moimi zasobami. Ale po odświeżeniu sobie tej historii, zdałem sobie sprawę, że ten komiks wart jest każdych pieniędzy, choćbym miał mieć wcześniej kilka takich wydań.
Umówmy się, że to najlepszy z do tej pory wydanych trzech komiksów kolekcji Hachette. John Michael Straczynski wyciągnął Spider-Mana z ciemnej pupy i na powrót uczynił The Amazing Spider-Man serią flagową Domu Pomysłów. W jaki sposób to osiągnął? Paradoksalnie, w bardzo łatwy. Wystarczyło poddać w wątpliwość do tej pory niepodważalny fakt z życia głównego bohatera, fakt, który ma niebagatelny wpływ na to, kim ów bohater jest. W wypadku Spider-Mana wątków takich było kilka, Straczynski sięgnął po jeden - ugryzienie przez napromieniowanego pająka. Za pomocą wprowadzonej przez siebie postaci Ezekiela Simmsa, posiadającego podobne moce do tych Spider-Mana, przekazuje on bohaterowi wątpliwość, którą mógł wziąć pod uwagę zarówno Parker jak i każdy z nas. Tym samym rzucił pierwsze koty za płoty w sławnym już wątku totemicznym. Jednocześnie dowiadujemy się, że na tropie naszego przyjaciela z sąsiedztwa znajduje się przerażający, prawdawny byt zwany Morlunem.
Historia jest porywająca, trzymająca się kupy, Straczynski idealnie buduje napięcie i relacje między Parkerem i Simmsem, a walka Spider-Mana z Morlunem wręcz emanuje bezsilnością tego pierwszego. W komiksie jest wszystko to za co kochamy Spider-Mana, wszystko to co charakteryzuje go jako bohatera perfekcyjnego i ponadczasowego, to co widzimy to wręcz esencja jego jestestwa.
Byłoby fantastycznie, gdyby do spółki ze świetnym scenariuszem w parze szły równie świetne rysunki. Ciężko się wypowiadać na temat Romity Młodszego, bo nie ma zbyt wielu ludzi, dla których styl tegoż rysownika jest całkowicie obojętny. Osobiście uważam, że to jeden z jaśniejszych punktów w karierze tego człowieka i Powrót do Domu nie zawiera potworków jakimi pan John raczył nas choćby w czwartym voluminie Avengers. Duża w tym też zasługa kolorysty, bo dzięki temu rysunki bardzo, bardzo dużo zyskały.
Tłumaczenie polskiego wydania przebiegło sprawnie, nie pamiętam by pojawiły się tam jakieś buble. Tłumaczenie zostało więc przeprowadzone rzetelnie i starannie.
Sięgając po wydanie byłem ciekaw kwestii dodatków, gdyż jak już wspominałem, mam oryginalne wydanie, w którym za dodatek służyło kilka stron ze szkicownika J. Scotta Campbella - autora okładek. Również w wydaniu Hachette znalazło się miejsce na ten dodatek, a ponadto znalazło się w nim kilka innych, jak sposób w jaki na przestrzeni lat rysowana była postać głównego bohatera przez największe sławy amerykańskiego komiksu superbohaterskiego jak choćby Romita Sr., Mark Bagley czy Todd MacFarlane, czy artykuły przybliżające nam sylwetki twórców.
Jedyne zastrzeżenia jakie mam do pierwszego numeru Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela to papier oraz jedna z okładek, która ewidentnie rozmiarowo była sporo mniejsza niż strona, na której całej wielkości została rozciągnięta. Tylko ślepiec nie zauważy pikselozy ziejącej z tej stronicy. Co do papieru, to jestem absolutnie świadom, że w tak luksusowej cenie nie można mieć wszystkiego, ale wspomnieć wypada, że ten użyty w wydaniu Hachette drażni moje palce i jest nieprzyjemny w dotyku.
Słowem zakończenia. Zamawiać wydanie archiwalne, szukać na allegro. Cokolwiek. Na ten komiks warto wydać pieniądze.

WKKM02%20%5B1600x1200%5D%20%282%29.jpgWielka Kolekcja Komiksów Marvela #2 (Astonishing X-Men: "Obdarowani")
Xavier83: Czy trzeba recenzować współczesny klasyk? chyba nie. Jeżeli jednak nadarza się okazja by ponownie wychwalać to świetne nowe otwarcie w życiu mutantów, to zawsze to zrobię. Nowy przeciwnik jest naprawdę dobrze pokazany. Do tego lekarstwo na bycie mutantem piekielnie interesująco pokazuje trudne interakcje w samym zespole dowodzonym przez Cyclopsa. Scenarzysta w fenomenalny sposób prowadzi tego lidera mutantów. Sposób powrotu Colossusa i reakcja jego towarzysza wyborna. Zwroty akcji są solidne i nie czuje człowiek kiedy kończy czytać ten album. Podobają mi się również dodatki na początku, jak i na końcu w polskim wydaniu. Rysunki przykuwają wzrok czytelnika. 10/10.
GrayFox: O początku przygody Jossa Whedona z Astonishing X-Men pisałem już w Pulsie, teraz jednak może uda mi się napisać coś więcej. Po raz kolejny Hachette raczyło nas wyjątkowo niską ceną, która za ten numer wynosiła 30 złotych. Cena w porównaniu do oryginalnych, zagranicznych wydań jest więc nadal śmiesznie niska. Co w środku?
Obdarowani to nowy początek w historii drużyny X-Men, kiedy to Scott Summers decyduje się na nowo sformować ekipę, w skład której wchodzić będą Emma Frost, Kitty Pryde, Wolverine, Beast oraz sam Cyclops, który założy przy okazji kapitańską opaskę. Cel numer jeden - pokazać, że mutanci to nie tylko szaleńcy i terroryści. Na horyzoncie pojawia się jednak rzekome lekarstwo na gen X, a ponadto X-Men będą musieli zmierzyć się z tajemniczym Ordem.
Muszę powiedzieć, że to chyba pierwszy raz kiedy zetknąłem się z tym komiksem. I było fajnie, naprawdę za bardzo dobre pieniądze uzyskałem bardzo dobry komiks. Whedonowi ewidentnie najlepiej w historii wyszły wzajemne relacje między członkami drużyny Summersa, najlepiej poprowadzone moim zdaniem to te na liniach Kitty-Emma, oraz w nieco mniejszym stopniu te między Loganem i Hankiem. Równie wyśmienicie poprowadzony jest wątek lekarstwa, choć i to zahacza o to co Whedon potrafi najlepiej - pisać postacie. Rozterki Beasta na temat tej całej sytuacji są naprawdę przekonujące, bardzo fajnie się je czyta i wręcz odczuwałem ten sam dylemat co McCoy. To naprawdę świadczy o niebywałym talencie scenarzysty. Nieco gorzej sytuacja maluje się z głównym złym z tej historii, czyli Ordem z Breakworld. Jak dla mnie to w niektórych miejscach był wręcz komiczny, nie przekonał mnie do siebie totalnie, nie czułem do niego absolutnie żadnego respektu, a to niedobrze. Generalnie jednak intryga rozwija się w najlepsze i te relacje między członkami X-Men pozwalają mi przymknąć oko na nienajlepiej skomponowanego bad guya.
Rysunki są śliczne. Mówi się, że to co Cassaday tworzył w AXM to najlepszy okres w jego karierze. Nie znam zbyt dużo z jego późniejszego dorobku poza okładkami do Shadowlandu i do Uncanny Avengers, ale to co widziałem pozwala mi się zgodzić z tymi opiniami. Do tego fantastyczne kolory i mamy małe ponad stustronne arcydzieło zamknięte w twardej oprawie.
Tłumaczenie polskiego wydania również jak w przypadku pierwszego tomu wygląda dobrze. Poza kilkoma literówkami nie rzuciły mi się w oczy żadne większe kwiatki. A to dobrze.
Kwestia dodatków jest skromna. Tu znalazły się bodajże tylko artykuły o twórcach, a to zwłaszcza w świetle poprzedniego numeru trochę mało.
Standardowym moim zarzutem jest papier. Nic w tej kwestii się nie zmieniło - jest nieprzyjemny, drażniący moje palce i na dodatek świeci się jak światło pada nieodpowiednio. Ale nie można mieć wszystkiego.
Słowem zakończenia, uważam że warto było wydać 30 zł za komiks wydany w ten sposób, narysowany w ten sposób i napisany w tenże. Powiedziałbym, że to jeden z najlepszych komiksów jakie możecie dorwać za te prześmieszne 30 złociszy. Polecam gorąco.

WKKM03%20%5B1600x1200%5D%20%282%29.jpgWielka Kolekcja Komiksów Marvela #3 (Iron Man: "Extremis")
Thrillkiller: Komiks absolutnie warty wydania tych 4 dych. W każdym z tych 6 zeszytów składowych coś się dzieje i nie ma tego syndromu "Wow przeczytałem cały zeszyt a nic się nie stało." Siadłem sobie na chwilkę zobaczyć początek, ale nie mogłem się oderwać od niego. Ponadto zero banalnych wątków i główny zły z prawdziwego, który jest świetnie wykreowany. A jeśli chodzi o rysunki to chociaż nie jestem fanem realistycznego rysunku, bo wolę ten z tak do lat 90, to po prostu są świetne. Jeśli chodzi o dodatki to mogli do każdej zbroi napisać jakieś 2, 3 słowa o niej, ale tak po za tym ok.
10 / 10 jeśli chodzi o ten numer.
Szczepi:
Przyznam się bez bicia, że po raz pierwszy zetknąłem się z historią "Extremis" przy okazji tego wydania. I nie zawiodłem się. warren Ellis pisze świetne dialogi, bardzo dobrze czuje postacie, które pisze, a techniczny język jakoś nie uwiera oczu, co pewnie jest zasługą tłumacza. Do tego rysunki Adiego Granova to czysta poezja, podczas walki Iron Mana z Mallenem oraz podczas lotów Starka w zbroi czułem się, jakbym oglądał film, a nie statyczne obrazki. Wisienką na torcie są zbroje Tony'ego, zmieniające się przez te wszystkie lata, przedstawienie sylwetki Ellisa oraz wywiad z Granovem. Wiem, że tego typu części komiksu są w każdym wydaniu, ale niezwykle się cieszę, gdy mogę poczytać o twórcach komiksu. Dla wszystkich fanów Iron Mana i nie tylko to "musiszmieć" w kolekcji.
tosca:
Niby ciekawa historia, ale zbyt gwałtowna zmiana, jak dla mnie; chociaż dośc sensownie wyjaśniona. Wszystko się działo trochę za szybko, jak dla mnie, tzn. w zbyt krótkim czasie. A tak poza tym, to jakie były konsekwencje tego hajer lewelu Tony'ego Starka?
Granov nadaje się bardziej do "obrazowania" niż do "ilustrowania", ale znakomicie oddał "to coś", co postacie miały pod skórą. Od pierwszych kadrów przedstawiających Mayę Hansen wiedziałem, że franca coś knuła.
GrayFox: Któż nie kocha Tony'ego Starka po jego solowych filmach, czy fenomalnych Avengers? No kto? Iluż ludzi z mojego otoczenia, totalnie nie mających pojęcia o komiksach stwierdziło, że Tony Stark jest świetny nie sposób zliczyć. Można podejrzewać, że Hachette myślało podobnie, decydując się na umieszczenie w trzecim numerze swojej kolekcji historii przełomowej dla Żelaznego Człowieka. Czy historia ta broni się sama, czy potrzebna jej będzie ślepa żądza nowych fanów Iron Mana?
Extremis to nowy start w życiu głównego bohatera, a przy okazji idealne miejsce do startu dla nowego czytelnika by poznać historię jednego z pierwszych Mścicieli. Po rozwiązaniu Avengers, Iron Man zostaje wyciągnięty z z metaforycznego letargu przez nowe zagrożenie, tajemniczy specyfik będący nową wersją serum superżołnierza. Extremis, bo tak ten specyfik się nazywa, zostaje skradzione przez terrorystów i użyte. I tylko Iron Man może na to zagrożenie zareagować.
Dlaczego to wydanie jest wyjątkowe? Jednym z powodów jest Warren Ellis. Iron Man zdaje się idealnie mu pasować, techniczny bełkot jakim, wierząc z artykułu na końcu, interesuje się Warren fenomenalnie pasuje do postaci Żelaznego Człowieka. Sam wirus Extremis jest fenomenalnym wymysłem umysłu Ellisa, który zmienił Starka na długi, długi czas, a ten wątek nawet teraz powraca w serii pisanej przez Kierona Gillena. Historia rozwija się fajnie i mimo, iż Extremis nie jest komiksem nastawionym na akcję, to jednak z kartek nie wieje nudą, a wręcz przeciwnie. Główny zły po raz kolejny nie jest dla mnie przekonujący, ale tu przynajmniej wiemy, że jest on tylko tłem. To nie jest historia walki czy ataków terrorystycznych, bo choć te elementy się pojawiają to jest to przede wszystkim historia o Tonym i jego postrzeganiu samego siebie.
Drugim czynnikiem wyróżniającym Extremis jest rysownik, bo to chyba jedyna okazja kiedy Adi Granov narysował całą historię. Wprawdzie seria okupiła to gigantycznymi opóźnieniami, bo Extremis wychodziło bodajże przez półtora roku, patrząc jednak na wydanie zbiorcze - warto było troszke poczekać. Rysunki są fantastyczne, zwłaszcza zbroja Iron Mana zasługuje na uwagę. Nie bez przyczyny Granov został zatrudniony przy projektowaniu filmowej wersji kostiumu. Może to nietypowe, ale mam też kilka uwag co do rysunków Adiego i choć nigdy nie przesłonią mi one cudownego efektu końcowego i fenomenalnych odczuć z oglądania jego pracy to jednak uczciwość wymaga by powiedzieć, że niektóre kadry wyglądają sztucznie, a otwarte przestrzenie są w moim odczuciu - nie śmiejcie się teraz - czasami wręcz klaustrofobiczne i mam tu na myśli przede wszystkim kadry pokazujące Futurepharm. Można się jeszcze przyczepić do sposobu wykonania podłoża na niektórych rysunkach, wygląda to czasami jakby było robione w pośpiechu, bez takiej staranności jak reszta elementów.
Co do tłumaczenia to generalnie wygląda ono bardzo solidnie, jedna rzecz tylko bardzo mi doskwierała podczas czytania i wydaje mi się, że tłumacz trochę pokpił sprawę. A mianowicie co rusz powtarzające się słowo "szlag", wydaje mi się, że spokojnie można było je zastąpić jakimś synonimem i w ten sposób tłumaczenie byłoby wciąż dobre.
W ramach dodatków dostaliśmy artykuł o Ellisie, wywiad z Granovem oraz dwustronicowy przekrój zbroi w jakich pojawiał sie Iron Man na przestrzeni tych 50 lat od swojego pierwszego występu. Jest to naprawdę miły dla oka dodatek.
Kwestia papieru pozostaje bez zmian.
Odpowiadając na pytanie ze wstępu, należy zdecydowanie stwierdzić, że historia broni się sama. Jest to nawet inny Stark niż ten wykreowany przez Jona Favreau, niemniej jednak wszyscy fani powinni być usatysfakcjonowani - zarówno ci starzy jak i ci nowi. Jako ciekawostkę dodam, że nigdy nie byłem fanem Iron Mana, ale ten komiks mnie całkowicie kupił. To powinna być wystarczająca rekomendacja. A to wszystko za 40 złotych. Palce lizać.

Kolejne wydanie kolumny już za niecały miesiąc - 12 lutego. Wtedy też będziemy podsumowywać numery #4 i #5 Kolekcji (które ukażą się odpowiednio 16 i 30 stycznia). Jeżeli chcesz, by i Twoja opinia znalazła się pośród innych, zapraszamy do tego działu na naszym forum. Jeżeli natomiast masz pytania odnośnie WKKM, nie krępuj się i zadawaj je tutaj.

Redaktor prowadzący: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.