Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #281 (07.01.2013)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 7 stycznia 2013Numer 1/2013 (281)


Witajcie w nowym roku. Pierwszy tegoroczny numer przynosi nam start nowych serii oraz kontynuacje tych już trwających. Największą popularnością cieszą All-New X-Men oraz New Avengers vol. 3. Życzę przyjemnej lektury tego, jak i wszystkich kolejnych numerów Avalon Pulse'a w tym roku.

All-New X-Men #5
Hotaru: Nadal będę kręcił na tą serię nosem. Finał pierwszej napisanej przez Briana Bendisa historii nie przekonał mnie, że jest on właściwym scenarzystą na właściwym miejscu. Bo chociaż czyta się to całkiem bezstresowo, to nie zmienia to faktu, że pomysł na fabułę tej serii jest po prostu głupi i trudno, żeby z tej głupoty wynikały mądre rzeczy. Do tego redesign Beasta w wykonaniu Stuarta Immonena to jakaś pomyłka. Toż to prędzej Dark Beast bo operacji plastycznej, a nie znany i lubiany Hank McCoy.
S_O:
Po pięciu numerach nadal nie mam pojęcia, jaki jest cel tej serii. To znaczy, z fabularnego punktu widzenia, wiem doskonale, o co chodzi z marketingowego - o żerowanie na nostalgii. No i dodać do tego fakt, że Bendis broni się, jak może, przed wykorzystywaniem postaci, które pojawiły się po latach siedemdziesiątych, a których nie stworzył sam.
Bo co my tu mamy? Oprócz decyzji Jean (czemu Jean? Jeśli dobrze kojarzę, kłótnia młodych z ALXM#1 nawiązywała do Uncanny X-Men #8, czyli numeru z Unusem, gdzie dowódcą był Cyclops) o tym, żeby pozostać w teraźniejszości w związku z powodami, jedynym wydarzeniem jest "przywrócenie" Beasta do bardziej małpiego kształtu (bo NOT MUH BEAST!). Przy czym nowy design jest śmieszny, zwłaszcza w okolicy głowy, która wygląda tak, jakby komuś udało się przyczepić głowę ludzika LEGO do lalki Barbie.
Jak już chcecie przywracać McCoya do małpiej formy, to chociaż przywróćcie mu Wolverine'owy fryz.
Krzycer: Ten komiks jest nierówny. Lepsze numery przeplata słabszymi, a praktycznie w każdym zeszycie lepsze sceny sąsiadują z zupełnie nieudanymi.
Ten zeszyt wpisuje się w ten właśnie schemat. Telepatyczna rozmowa present-Hanka z past-Jean jest fajna, rekrutacja Benjamina przez present-Cyclopsa jest w porządku, ale już scena zbiorowa pod tytułem "uwaga moi uczniowie, głosujmy, czy mam zaciukać past-Cyclopsa tu i teraz" jest kompletnie do kitu. Tak jak i głosowanie.
No i, choć lubię Immonena (ale nie uwielbiałem go od dłuższego czasu), tak nowy wygląd Beasta jest koszmarny i mam szczerą nadzieję, że się nie przyjmie.
avalonpulse0281b%20%5B1600x1200%5D.JPGSzczepi: Nie podoba mi się nowy wygląd Beasta. Przypomina mi on wilkołaka rodem ze "Zmierzchu" lub innego straszydełka z nimi w roli głównej. Jestem ciekaw, czy inni scenarzyści będą respektować tę zmianę i rysownicy też będą w ten sposób go rysować. I co na to Abigail Brand? Wracając do meritum - komiks był raczej dobry, podobało mi się jak Hank senior pokazał Jean jej życie i śmierć w pigułce oraz to, że past-Warren w końcu zaczął dociekać co się dzieje z teraźniejszym Angelem. Z kolei Cyclops stopniowo przygotowuje się na wydanie Uncanny X-Men, gromadząc młodych mutantów pod swoje skrzydła. No i Kitty jako Xavier przeszłych X-Men daje radę (vide okładka następnego numeru). Może nie był to porywający komiks, ale w dalszym ciągu wierzę w jego sukces.
kuba g: Super. Benids zmienił wygląd Beasta. Szkoda, że zamiast stworzenia scenariusza, który sprawi, że będę jarał się tym jak New X-Men Morrisona czy Astonishing Whedona, skorzystał tylko z jednej wspólnej z nimi rzeczy i znów nagmerał w jego postaci. Nie, to dalej jest dobra historia, ale to już 5 numer i nie mogę ocenić tego komiksu inaczej niż dobry. Trochę rozczarowany jestem ciągle tym, że typ, który potrafi naprawdę fajnie pisać nastoletnich bohaterów tu niezbyt wykorzystał potencjał jaki daje mu zabawa z oryginalnym składem X-Men. Młoda Jean jest spoko i nic więcej, młody Beast też jest niby spoko, ale to głównie zaleta jego interakcji z współczesnym sobą, Cyclops jest wierny swojemu oryginałowi czyli mnie nudzi, a Iceman i Warren robią za tło od onelinerów. Nie do końca tego chciałem i nie zmieniają tego dalej świetne rysunki. Liczę na większe pierdolnięcie i emocje, które będę czuł w końcu, bo z takiej historii powinny się wylewać litrami.
Gil: Wreszcie tempo trochę zwalnia i możemy spędzić nieco czasu z postaciami, stawiającymi czoła niedawnym wydarzeniom. Skupiamy się na Jean i obu Beastach. Ona wreszcie zaczyna przypominać dawną Jean – silną i zdecydowaną, nawet grająca pierwsze skrzypce w grupie. Jestem autentycznie ciekaw, jak to się dalej potoczy. Hank zdołał pomóc samemu sobie i odbyło się to w sposób wystarczająco wiarygodny, bym mógł kupić ten wątek. Chciałbym tylko, żeby kolejna przemiana starszego Beasta została dokładniej zdefiniowana, bo z rysunków nie do końca da się odczytać, co się zmieniło tym razem (nie wygląda ani kotowato, ani małpowato). Trochę miejsca dostaje też starszy Summers i wypada nawet fajnie gdy chociaż raz nie gada jak nawiedzony. Reszta młodszej ekipy na razie niewiele ma do powiedzenia. Za to cieszę się, że dołączyła do nich Kitty. To na swój sposób zabawne, że teraz będzie mentorować swoim dawnym mentorom i odstawiać Chucka. Rysunki momentami są świetne, ale też chwilami mało czytelne, co już podkreśliłem. Czyli w dalszym ciągu jest dobrze i seria podtrzymuje moje zainteresowanie. Wystawiam więc 7/10.
jdtennesse: Na pewno jest lepiej niż było. Dlaczego? Bo od bezsensownych zmagań siłowych przeszliśmy do rozmów. Zawsze uważałem, że siła X-Men leżała w ich człowieczeństwie i umiejętności twórców w odpowiednim przedstawianiu ich ludzkich relacji, problemów i słabości. I tak się tu dzieje. Dostajemy w końcu trochę więcej interakcji, chociaż niektóre momenty nadal nie mają dla mnie zbyt wiele sensu. Beast zostaje w końcu uleczony(czy ktoś w to wątpił? bo ja nie…), ale żeby jakieś wyjaśnienie dostać czy coś…? Nie. Pamiętam jak w innych komiksach Beast tłumaczył naukowo pewne problemy, ale widocznie tutaj tłumaczeń zaniechano, bo i tak nigdy nie były zrozumiałe. Znowu zmienił się wygląd Beasta – rzeczywiście trudno powiedzieć co teraz ma przypominać, ale pewnie wkrótce się dowiemy. Zmieniono wygląd głowy i na pewno stóp, nie są już kocie, stopy przypominają te małp człekokształtnych. Jaki jest sens pokazywania Jean co ją i innych czeka? Żeby mogli zostać w teraźniejszości. Chyba nie po to, żeby mogła coś zmienić? Nie podoba mi się fakt, że zostają. Hank Senior nie wyraża zbyt wielu zastrzeżeń. Dziwi mnie to trochę. Nikt się nie boi zbyt drastycznych zmian w kontinuum? No i pomijam fakt, że w przeszłości brakuje pięciu kluczowych dla historii postaci. Rozumiem, że podróże w czasie rządzą się własnymi prawami, ale w przeszłości czas chyba też leci, prawda? A nasza młoda piątka jak się okazuje zagrzeje tu miejsca… A poza tym, kto pozwala aby grupa nastolatków tak po prostu decydowała o wszystkim poprzez głosowanie. Dorośli już nie mają nic do powiedzenia? Hmm, no właściwie mają, ale tylko do powiedzenia i to jest problem. No i Kitty stająca na ich czele, jako mentorka? Rzeczywiście zauważyłem nawiązanie do przeszłości, kiedy sytuacja była odwrotna, ale Kitty już od dawna mentoruje innym mutantom. Aha, i Cyclops werbuje kolejnego nowego mutanta. Na razie wydaje się to bez znaczenia, klika stron zapchajdziury, może chłopak później się przyda. Relacje między bohaterami na plus. Historia nadal taka sobie. 5/10.

Daredevil: End of Days #4
S_O: Ludzie piszą o rozwoju sytuacji, ale ja jakoś tego nie widzę. Jedyne, co widzę, to że jedyna osoba, która mogła udzielić naszemu nieustraszonemu protagoniście jakichkolwiek informacji, postanowiła popełnić samobójstwo w związku z powodami, żeby Urichowi nie było zbyt łatwo - w końcu zostały jeszcze cztery numery. Pewnie po świętach znowu tetryczeję, ale nadal niespecjalnie mi się to wszystko podoba.
kuba g: Czwarty numer, praktycznie połowa serii i dostałem chyba najlepszy odcinek dotychczas. I jeżeli po poprzednim numerze komuś spadła zajawka to teraz powinien odzyskać wiarę w zamysł Bendisa (czyli to czego brakuje mi w jego X-Men). Ben uparcie drążący temat, mimo beznadziei wszystkich śladów. Co więcej, odcinek wolny od wątku rozpłodowego. Dalej, samobójstwo Bullseye przedstawione tak, że nie wyobrażam sobie lepszego końca dla takiego psychopaty jakiego w nim widziałem, mimo, że specjalnie mnie to nie zaskoczyło. No i Frank Castle, którego zawsze najbardziej lubię w interakcjach z Daredevilem (choć tu interakcja to za duże słowo) niż w jego solowych komiksach (zanim ktoś się czepi, są wyjątki, ale chyba wiadomo o co mi chodzi). Ech, poważnie, Castle narobił mi jeszcze większego smaku na następny numer. Takiego Bendisa chcę zawsze czytać.
Gil: Oh me, oh my, what they did to Bullseye! Sam nie wiem, czy powinienem powiedzieć, że to było chore i się zniesmaczyć, czy raczej zauważyć, że jednak było to w jego pokręconym stylu. Chyba każdy musi ocenić to na swój sposób – ja się waham. Oprócz tego, spotykamy starego Każącego Franka (dziwne, że nie skazali go na śmierć) i pojawia się wreszcie widmo wyjaśnienia kim lub czym jest Mapone. Cóż, przynajmniej seria przestała biegać za własnym ogonem i ruszyła trochę naprzód. Zauważyłem za to, że można kompletnie ignorować wewnętrzne monologi Uricha, nic nie tracąc. No dobra, wystawię średnie 5/10.

Iron Man vol. 5 #5
Hotaru: W dalszym ciągu czyta się to dobrze. I w dalszym ciągu nie jest to tym, czym mogłoby być. Jakby Gillen z premedytacją nie pisał na 100% swoich możliwości. Muszę jednak przyznać, że Greg Land może być dobrym wyborem dla tej serii. Po pierwsze dlatego, że zbroje wychodzą mu całkiem całkiem, a po drugie dlatego, że Stark udaje się teraz w kosmos i trudno będzie artyście przerysowywać pozy niehumanoidalnych obcych z gazet dla panów. A bestie - co ustanowiliśmy przy okazji Uncanny X-Men - wychodzą mu całkiem znośnie.
S_O: Muszę przyznać, że odczułem pewną więź z nowym "przeciwnikiem" Starka, choćby dlatego, że tak, jak Polandball, Cueball cannot into space.
Konfrontacja z ostatnimi z napompowanych Extremis stanowi jednak tylko część numeru - reszta skupia się na decyzji Starka, żeby wyruszyć w Kosmos. Ma się to wiązać ze "śmiercią" Phoenix, więc nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak Gillen to rozwiąże.
No i w końcu poznaliśmy imię - i charakterek - nowej AI zbroi. Mała rzecz, a cieszy, zwłaszcza, że mówi coś o Tonym.
avalonpulse0281c%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Land jak zwykle straszy, za to Gillen złamał formułę "zbieramy paczki z Extremis" w dużo ciekawszy sposób, niż w absolutnie-nie-zaskakującym numerze z chorą dziewczynką.
A poza tym wyjaśnił, czemu Stark leci w kosmos. I nawet, jeśli to strywializować, i odpowiedzieć: z nudów, to i tak Kieron opisuje to w sposób pasujący do postaci. I nawet ta nowa zbroja ma swoje uroki (choć jetpackowe dysze na plecach... nie. Po prostu nie.)
Ale Land straszy, że hej.
Szczepi: Bardzo ładne domknięcie wątku Extremis zaczętego przez Warrena Ellisa (jestem świeżo po lekturze :) ) i logiczne, niemal organiczne rozpoczęcie wątku kosmicznego, który prawdopodobnie zetknie Iron Mana z Guardians of the Galaxy. Jak widać świat to za mało dla Tony'ego, kosmos to jego cel. Co do rysunków to jakoś design czarno złotej zbroi Antosia mi nie wadził, ale ta kosmiczna też jest niczego sobie. No i Land jak zwykle w dobrej formie :) . I faktycznie kolega Starka, Eli przypomina nieco Stane'a seniora.
kuba g: Będzie krótko. Tym odcinkiem Gillen zrobił wszystko na co liczyłem, zachęcił mnie do czytania serii dalej, nie stosując fajerwerków. Chcę czytać komiks o postaci, która w sumie zawsze mnie irytowała. Ba, nawet jaram się, że Stark będzie ganiał po kosmosie (bez zielonego pierścienia, jedynego atrybutu, który pozwala mi tolerować kosmos superhero, sry, musiałem to dodać). A najbardziej jara mnie to, że Gillen stworzył Starka, który pasuje przynajmniej trochę do tego, którego będzie widać na łamach Avengers Hickmana. Bigger.
Gil: Kolejna krótka historyjka, zamykająca wstęp do serii. Tym razem Antonio wyrusza na orbitę, by spotkać się ze starym znajomym, który ukradł Extremisa z dobrymi intencjami, ale oczywiście no można pozwolić mu go zatrzymać, więc mamy mały dylemat. Tematyka jest bliższa temu, czego można by się spodziewać po serii, więc temat łyka się z łatwością. Przedstawienie również jest dobre, więc fabularnie nie ma się do czego przyczepić. Tym razem jednak muszę dokopać Landowi. Raz, że namieszał trochę, bo jego Eli wygląda jak filmowy Obi i trochę mi się skojarzenia skolidowały. Dwa, że stworzył absolutnie paskudny design nowej zbroi. Maska na hełmie? WTF?!? Czy to ma być Iron Man ZIO, czy ki czort? I jeszcze te rury od odkurzacza na plecach… Nikt nigdy nie powinien pozwolić mu projektować zbroi, kostiumów, a najlepiej niczego. No, ale dobra, nawet z minusem za grafikę, numer i tak wyciągnie ocenę 7/10.

Morbius: The Living Vampire #1
S_O: Huh. Elokwentny punk. Ciekawa charakteryzacja, choć nie sądzę, żeby wytrzymała długo bez popadania w autoparodię.
Numer jest... eeeeech. W porządku? Coś tam się dzieje. Nie jest okropnie, choć nie ma też niczego, co by mnie przekonało do śledzenia tej serii (poza komiksowym OCD). Problemem nadal pozostaje fakt, że całkowicie olewa się prawie całą "nowożytną" historię Morbiusa - podziemne miasto potworów, dowodzenie Legion of Monsters, te rzeczy. Ale hej, trzeba pokazać, jak ciężkie jest życie in da ghetto.
Krzycer: To nie jest zły komiks. Nie jest również szczególnie dobry, ani szczególnie interesujący, i naprawdę, naprawdę nie wiem, komu miałbym go polecić. Jest po prostu niebywale nijaki.
Szczepi: Dziwny to komiks. Z jednej strony chce on ukazać dramat Morbiusa jako człowieka dotkniętego sztucznym wampiryzmem, z drugiej zaś czyni z niego popychadło dla lokalnych rzezimieszków. Do tego Michael pyta jakiegoś weterana gdzie się najlepiej schować!? Przecież on jeszcze w runie Todda McFarlane'a zgromadził społeczność bumów, by ci dostarczali mu pożywienia. Ba, był swego czasu wodzem Monster City! Oj nieładnie panie Keatinge, tak ogłupiać Żywego Wampira. Mimo to, zerknę jeszcze na parę numerów, może zatrzymają mnie przy serii na dłużej.
Gil: Okay, seriously, pokażcie mi jedną osobę, która czekała na tę serię. A jeśli nawet taką mi znajdziecie, to chciałbym zobaczyć jej minę po konfrontacji z tym czymś. Powinna się nazywać Morbius, The Living Hipster lub ewentualnie Morbius, The Vampire-ish Hobo. Nasz domniemany bohater szlaja się po obrzeżach NYC, grzebiąc w śmietnikach i podpada handlarzom mety, którzy go ubijają. Wow! Najkrótszy ongoing ever! Ale nie – pewnie wymyślą coś jeszcze głupszego, bo w końcu seria ma być konkurencją dla innych tytułach o wampirach, a nie vampire-ishach czy czymś takim. Jeśli to miało uchwycić czytelnika, to ktoś się grubo przeliczył. Możliwe, że pierwszy numer się sprzeda, bo ludzie się nadzieją z ciekawości, ale długo to-to nie pociągnie. Prawdę mówiąc, odczucia związane z tym numerem są adekwatne do tytułu – przypominają Midnight Sons z lat '90. i to bynajmniej nie pod dobrymi względami. Na "dobry początek" wystawiam 2/10 i jeśli jeszcze zerknę, to tylko żeby zobaczyć, czy może być gorzej.

New Avengers vol. 3 #1
Hotaru: Tradycyjnie, po pierwszym numerze jakiegoś projektu Jonathana Hickmana można spokojnie wypowiedzieć się tylko o oprawie graficznej. A tutaj Steve Epting dał czadu. Frank D'Armata jest świetnym kolorystą i to widać. O fabule się nie wypowiem. Jest... hickmanowsko. Czyli enigmatycznie. Mam za mało danych by powiedzieć, czy ta tajemnica mnie zaintryguje.
S_O: Hickmanowo, czyli jak zwykle: czuć, że historia jest wielka, ale nie mam bladego pojęcia, co się tak naprawdę dzieje.
Na razie nie rozumiem tylko jednego (to znaczy, wielu rzeczy nie rozumiem, ale to jedno mnie dręczy) - czemu, skoro Panther jest tak bardzo przeciwko Illuminati, nie wezwał na pomoc kogokolwiek innego? Choćby Czwórkę (oryginalną) albo Avengers? Obie drużyny mają swoich geniuszy, którzy pomogliby mu zamknąć portal do tego innego świata lub coś takiego, jak również na tyle dużo siły, żeby odeprzeć inwazję. Dodatkowym plusem byłby brak Namora.
Ale Hickman rzadko kiedy mnie zawodzi, więc wierzę, że otrzymam odpowiedzi już wkrótce.
avalonpulse0281d%20%5B1600x1200%5D.JPGKrzycer: Interesujące. I tradycyjnie po hickmańsku - nie wiadomo, o co biega, ale najwyraźniej o coś dużego. I co miała oznaczać obecność nie-aborygeńskiego, alternatywnego Manifolda? Przy czym - znowu, tradycyjnie po hickmańsku - to nie do końca moja bajka... Ale poczekam przynajmniej na pojawienie się Beasta.
Szczepi: Kolejna epopeja Hickmana się rozpoczęła. I znów Avenger, tym razem w osobie Black Panthera, wraz z kilkoma wakandyjskimi uczniami odkrywają śmiertelne zagrożenie nie tylko dla tego, ale i dla innych wymiarów w multiversum. I wzywa na pomoc swoich kolegów z Illuminati, choć wolałby tego nie robić. I pewnie, tak jak z pozostałymi seriami które scenarzysta pisał dopiero po pewnym czasie dowiemy się o planie głównych złych. Cóż, ja zamierzam czekać jak to wszystko się rozwinie, choć pewnie będzie się to trochę ciągnąć.
kuba g: Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podoba to co przeczytałem. Hickman dostaje Illuminati pod swoje skrzydła, fakt, że pod szyldem New Avengers, ale to nie ma znaczenia. Jarałem się Illuminati u Bendisa, jarałem się Black Pantherem w tych paru numerach Fantastic Four i dlatego mam sporo nadziei w ten tytuł, chyba nawet bardziej niż w główną serię Avengers. I jak na 1 numer podoba mi się to (trochę ryzykowny pomysł z perspektywy sprzedaży) aby prowadzić historię umieszczając Panthera w centrum. To dopiero pierwszy numer ale ja mówię już tak. Do tego Epting. Człowiek dobrany idealnie do tonu jaki mam nadzieję, że seria będzie utrzymywać.
Gil: Rzuciłem się na ten komiks jak baba z Radomia na Zbyszka i… nie tego sie spodziewałem. Mój zasadniczy problem z tym numerem to Black Panther i Wakanda. Przez niejakiego Hudlina nabawiłem się uczulenia na wszystko, co z tymi tematami związane i jeśli to się zmieni, można będzie Hickmanowi zaliczyć pierwszy cud na drodze do świętości ;) . Jakoś udało mi się przebrnąć przez cały numer, ale wrażenia miałem mocno przytłumione. Nie zrozumcie mnie źle – początek historii jest dobry. Wprowadzenie nowych przeciwników, trochę podobnie jak w Avengers: zarzucamy wędkę, łapiemy czytelnika na haczyk mocnego uderzenia i ciągniemy. Od razu zahaczyła mnie obecność Manifolda i możliwość starcia z alternatywnymi odpowiednikami bohaterów (które kojarzy mi się z tym, co widzieliśmy choćby w Authority, a nie z tym w aktualnych Secret Avengers). I fakt, że grupa to właściwie Illuminati też mocno przyciąga. Tylko z kontekstem mam na razie problemy, mimo szczerej nadziei, że się do nich przekonam. A rysunki? Epting to profeska, więc nie ma czego się czepiać. Może tylko kolorów trochę. Z pewnością będę śledził serię dalej, mając nadzieje, że ujrzę jej prawdziwy potencjał, a na dobry początek wystawię (może ciut słabsze) 7/10.

Punisher: Nightmare #1
S_O: Dobra, kim jest Scott M. Gimple (oprócz tego, że scenarzystą dla takich seriali, jak FlashForward i Walking Dead, i twórcą jednego z niewielu seriali animowanych, na które /co/ nie narzeka)? Bo z jednej strony, zna polskie przysłowia, ale z drugiej ma problemy z polskimi imionami. To naprawdę zastanawiające.
Chyba, że polska mafia zatrudnia spoza Greenpointu, ale o tym nikt nie wspominał.
Sama historia...? eeeeech. Już to widzieliśmy, nie tak dawno swoją drogą, w serii Rucki, więc nie mogę do tego podejść inaczej, niż "same shit, different day".
Gil: Nightmare? This is hilarious! Zwykle nie czytuję Karzącego Franka, ale tym razem cos mnie podkusiło, bo mało lektury, a czasu trochę miałem. I trafił mi się niezły ubaw! Dlaczego? Bo polska mafia robi rozpierduchę w Brooklynie! Ha! Szkoda tylko, że prawie wszystkie nazwiska i imiona są z dupy wzięte (trafili tylko dwa razy), ale przynajmniej przysłowie dobrze przepisali. No i wisienka na torcie: PIEROGI KING! Boskie! Sam bym taką knajpę otworzył ;) . No ale dobra, co poza tym? Właściwie to nic. Franek jak zwykle kogoś karze, a mnie to specjalnie nie obchodzi. Drugi wątek z Koszmarnym Johnnym właściwie całkiem zignorowałem (chociaż może nie powinienem, bo to zdaje się oś tej mini, ale przecież nie czytałem jej dla scenariusza :P ). Mamy też standardowe monologi Frania, o tym jaki to jest straszny, a całe miasto to scum of this earth, bla, bla, bla… Już na pierwszej stronie widać, że coś się potentegowało z rysunkami Texeiry i tak już zostało do samego końca. Czyżby jakaś choroba powodująca zaburzenie postrzegania proporcji? No cóż, miałem trochę radochy, ale wystawię 4/10 spod szyldu "nie moja bajka".

Red She-Hulk #61
S_O: Gdzie moje miażdżenie? Cliffhanger obiecywał miażdżenie!
Jednym z powodów, dla których lubię Jeffa Parkera, jest to, że często sięga on do twórczości innych scenarzystów i wykorzystuje pozostawione przez nich wątki, udowadniając, że kto, jak kto, ale ON wie, co dzieje się poza jego seriami. Tym razem wziął na warsztat SHIELD Hickmana - i muszę przyznać, że w intrygujący sposób rozwinął wątki z tamtej serii.
Niemniej jednak - historia zaczyna się dłużyć, mam więc nadzieję, że zbliżamy się już do końca.
Gil: Wreszcie rozpierducha zeszła na plan dalszy i pojawiło się trochę wyjaśnień. To dobrze, ale jakby ździebko za późno, bo ci czytelnicy, którzy mieli rozstać się z serią, już to zrobili po trzech numerach bezsensownej nawalanki. Parker próbuje przekonać nas do swojej bohaterki, ale nie bardzo ma czym grać, bo postać była kompletna w momencie swego zejścia ze sceny, a od powrotu nie miała i nadal nie ma nic do zaoferowania. Nawet powiązanie z SHIELD, chociaż ciekawe, nie dodaje wartości. Właściwie to jedyny wątek, który jeszcze mnie tu trzyma, ale w tej formie długo nie uciągnie. I paradoksalnie, jak na numer poświęcony głownie ekspozycji, nie było tu zbyt wielu użytecznych informacji, a nie wydarzyło się właściwie nic. Czyli znów będzie 3/10.

Ultimate Comics: Spider-Man vol. 2 #19
Hotaru: Sara Pichelli wyleczyła kontuzję nadgarstka i wróciła do serii, którą pomogła wylansować. Wróciła... lekko odmieniona. Nadal stosuje raster, nadal jej panoramiczne ujęcia zapierają dech w piersiach i nadal rozkładowi kadrów i samemu storytellingowi nie można niczego zarzucić. A jednak coś się zmieniło. Więcej tu cienkich linii, niby naszkicowanych, podkopujących "kreskówkowość" oprawy graficznej. Daje to dziwny efekt i nie jestem pewien, czy mi się on podoba. Fabuła zaś... oj, będzie gorąco!
Krzycer: Nie ma tu jakiejś jednej, konkretnej, wybijającej się sceny - ale wszystkie po kolei są udane i fajnie się je czyta. Wyciszenie po całej tej hulance z Ultimejtami. Dobra rzecz.
Tylko rysunki Sary Pichelli jakby nie do końca... nie wiem. Wolałem te ze Spider-Men. Były bardziej... dopieszczone.

Venom vol. 2 #29
S_O: Wszystkowiedzący świr, który podaje bohaterowi dokładną lokalizację "tajnego" magazynu wypełnionego super-zaawansowaną technologią? Pewnie to jakiś krewny tego bibliotekarza, który w Wolverinie znalazł całą kupę książek na temat tajnego zgromadzenia nadludzi. Ale serio - to jest TAK tani chwyt, żeby popchnąć fabułę w danym kierunku, że aż się płakać chce. Nie, żeby reszta komiksu miała bardziej pozytywny efekt.
A najgorsze jest to, że tytuł serii nie pozwala na stworzenie jego zlepka z nazwiskiem autora, jak to było z Bunnverinem.
Gil: I to koniec mojego obcowania z Bunnomem. Nie chciało mi się zadać sobie trudu, żeby zagłębić się w meandry tego, kto z kim i o co się tłucze. Widziałem tylko rozwałkę i rozwałkę i trochę bulbotania o niczym. Zatem do następnej zmiany ekipy, o ile prędzej seria się nie wyzipie…

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0281a.jpgAll-New X-Men #5
Autor:
Stuart Immonen

Hotaru: Jean Grey nigdy za nią specjalnie nie przepadałem i nie tęskniłem, kiedy umarła. Raz za razem. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że ma bogatą historię. I to właśnie ją Stuart Immonen zgrabnie przedstawił na jednym obrazku, do tego wykorzystując klasyczne ujęcia. Takiego ukłonu w stronę fanów nie sposób nie docenić.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2013.01.02
Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.