Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #280 (31.12.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 31 grudnia 2012Numer 53/2012 (280)


Ostatni numer Avalon Pulse'a w tym roku przypada akurat w ostatni dzień roku. I nie można było lepiej zakończyć tych dwunastu miesięcy. Zajmiemy się bowiem ocenianiem bodajże jednego z najbardziej kontrowersyjnych komiksów ostatnimi czasy. Mowa oczywiście o Amazing Spider-Man #700.

avalonpulse0280b%20%5B1600x1200%5D.JPGAmazing Spider-Man #700
S_O: Ha ha, oh wow. Nie mam pojęcia, co mysleć. Bo tak - powinienem być wściekły, ale nie jestem. Co najwyżej zawiedziony. Może to dlatego, że przez ostatnie dwa tygodnie gdziekolwiek nie spojrzałem, widziałem dyskusje na temat tego numeru i decyzji Marvela. Bo jest sporo powodów, żeby być wściekłym. Już pierwsza scena "w Niebie" jest boleśnie łopatologiczna, Slott wprost mówi "Wujek Ben powiedział, że Peter może już porzucić ten padół łez, shut the f@#$ up", nie mówiąc o tym, że najwyraźniej w tym samym miejscu, co Parkerowie, Gwen z ojcem i wszyscy inni jest cholerny Rhino, którego ostatnim czynem przed śmiercią było zabicie Silver Sable - żeby uniemożliwić jej uratowanie świata przed zniszczeniem. No, ale przynajmniej Ben nie czilautuje ze swoim zabójcą, jak to było poprzednim razem.
Dalej - jedyną osobą, która wie o podmianie ciał, nawet, jeśli w to nie wierzy - jest Carlie Cooper, co jest wyraźną próbą nadania jej istnieniu jakiegokolwiek sensu. Nie wiadomo czemu, co szczerze - czy ktokolwiek ją w ogóle lubi? Nie "toleruje", nie "jest w stanie przeżyć", ale LUBI? Szczerze wątpię.
No i JJJ przyklaskujący Pottowi teoretycznie powinien być kroplą przepełniającą czarę.
Mógłbym się czepiać dalej, Bóg mi świadkiem, jest czego (i jest miejsce, bo tylko dwa komiksy wyszły w tym tygodniu). Ale nie chce mi się. Powinienem być wściekły. Ale jestem w stanie jedynie machnąć ręką i powiedzieć "whatever".
Za to dodatkowe historie całkiem miłe. Tylko kim dla Sala Buscemy jest Stephanie Buscema? Żoną? Córką? (...Wnuczką?) Bo kreskę ma miłą, ale bardziej niż do komiksu superhero pasującą do webcomicsów. Not that there's anything wrong with that. I mean, some of my best friends are webcomics.
Demogorgon: HAHAHAHA! O mój Boże, ten komiks jest taki głupi, taki beznadziejny, że...że aż genialny. To co oni tu zrobili to czysty geniusz trollingu, to...to jest zwyczajnie piękne! Heros ginie a złoczyńca zajmuje jego miejsce! 50-lecie postaci świętujemy tym, że Otto robi z siebie kretyna na konto Petera! To jest...to jest zwyczajnie piękne.
Komiks jet głupi jak but - MJ jest pisana jak idiotka (Spock się zachowuje jak fiut a ona, mimo swoich doświadczeń z imposterami Petera, nic nie podejrzewa?), Otto jest żałosny (o nie, Parker w moim umierającym ciele uciekł z więzienia. Nie ma szans bym pokonał go w młodym, silnym i przepakowanym supermocami ciele. Lepiej uciec do Europy!) i do tego jest pisany jak jakiś bachor (First part of my diabolic plan will be getting laid!), pewne rzeczy wciąż nie mają sensu (Kostium Spider-Mana dokonujący cockblocka...nie, nie rozumiem tego, wcale). Charlie Cooper po raz kolejny udowadnia, że jest kretynką, w ogóle policja jest pisana jak idioci (patrzę na ciebie, panie (a może to pani była, cieżko powiedzieć przy tym arcie) "O nie, ten gość mówi jakieś bzdury by powstrzymać swoich kumpli przed zabiciem mnie i moich kumpli, lepiej mu powiem, że się myli"). Przepychanki między Spockiem a Pottem są zabawne póki sobie nie zdasz sprawy, że po raz kolejny usunięto z obrazka Avengers - po co Peter jest w tym zespole, skoro cały czas ilekroć ma większy problem to z tego czy innego powodu nie ma ich w mieście? W ogóle, jak na kogoś kto ma tylu kumpli wśród Superbohaterów, ilekroć Parker ma kryzys, zawsze jest sam, mogę on zwyczajnie nie działa w shared universe? Zakończenie to jedno wielkie "F@#$ everybody, I won!"
Nie będę ukrywał, że nienawidzę Spider-Mana od pewnego czasu. Dlatego to co tu mu zrobili jest dla mnie bardzo miły zaskoczeniem - nowy Spider-Man, zły Spider-Man, będzie odświeżeniem i uwolni nas od tego nieodpowiedzialnego sukinsyna i egoisty - jasne ,wiemy, że ten gość jest fiutem, ale wiemy też, że się stara być lepszym Spider-Manem. Co z jednej strony jest niezwykle łatwe, a z drugiej to więcej, niż Peter kiedykolwiek zrobił.
A teraz niecierpliwie czekam na Asshole Spider-Man #1, gdzie nowy pajęczak PRZYWALI WOLVERINE'OWI F@#$ YEAH!
Xavier83: This is truly the end! Doskonale rozumiem jazdę jaką fani Spider-Mana w naszym kraju zgotowali Slottowi. Dla mnie jednak istotną kwestią jest czy trzyczęściowa opowieść "Dying Wish" sprawdziła się pod względem fabularnym i emocji jaką powinna dawać ostatnia historia z udziałem Petera Parkera [Spider-Mana].
Wiem, że należę do mniejszości, ale dla mnie to była przyjemna lektura te trzy komiksy. Mieliśmy punkt widzenia Otto, potem Petera a teraz ostateczną konfrontację odwiecznych oponentów, która mimo przegranej herosa wielu ludzi w realnym świecie, dała mocne podwaliny pod nowego Spider-Mana, który musi zmierzyć się z dziedzictwem zostawionym mu przez Petera. Nie ma po prostu wyjścia.
Sama fabuła jest w paru miejscach zaskakująca. Najbardziej podoba mi się z całego komiksu 3 minutowa śmierć Petera i jego spotkanie w niebie z przyjaciółmi i rodziną. Wujek Ben wyraźnie pokazał Peterowi, że musi zrobić jeszcze jedną rzecz nim do nich dołączy: zmienić Otto jako człowieka tak, by dziedzictwo Petera Parkera Spider-Mana nie zostało zbrukane. To była fenomenalna rozmowa.
Podoba mi się działanie Petera w ciele Otto oraz oddanie Carlie by bronić tajemnicy Petera. Trochę naiwne było to, że MJ "kupiła" gatkę o wylocie Petera z NY. Podoba mi się również pomysłowość Otto Spidera, który szantażuje Petera zebraniem wszystkich jego bliskich. Majstersztyk po prostu, który pokazuje, że Otto wyprzedza myśli Petera. Wyznanie miłości MJ trochę zbiło mnie z tropu, ale dobrze, że w końcu to sobie uświadomiła.
Bardzo podobała mi się tajna kryjówka Otto Spidera. Avengers Tower! To było naprawdę mocne. Wywabienie Avengers do wielkich Otto robotów sprytne, naprawdę. Widać, że Otto Spider jest na razie brutalem. Rozwalił szczękę Scorpiona na dobre. Najbardziej jednak podobał mi się samobójczy skok Petera z Otto, który ma jednak drugie dno. Przemowa Petera wygląda dobrze i wie, że przekroczył granicę tym skokiem i nie będzie mógł już być Spider-Manem. Jednak Otto Spider zabezpieczył się na próbę zamiany umysłów wybornie. Jednak ostatnie słowo należy do Petera Parkera w genialny sposób: udało mu się zaaplikować większość swoich wspomnień Otto pokazujących wszystkie triumfy jak i potężne okropności z jego życia. Potężna dawka emocji, która każdego powali.
Najważniejsze przesłanie, które wujek Ben chciał by Peter przekazał Otto: każde życie jest cenne. With great power...must come great responsibility. Wydaje się, że Otto zrozumiał czym jest dziedzictwo Spider-Mana. Tak narodził się Superior Spider-Man, który ma przed sobą nową czystą kartę bohatera. Jak ją wykorzysta? Time will tell. Goodbye Peter Parker...have a good time in Valhalla.
Trzy kwestie mnie ciekawią tylko:
1) Peter Parker był w centrum mistycznej pajęczyny co widzieliśmy w historii "Grim Hunt". Kiedy i jak zareagują kosmiczne byty, które raczej powinny wiedzieć o zamianie?
2) Który z sojuszników Petera pierwszy połapie się, że coś jest nie tak i zaalarmuje wszystkich pozostałych. Stawiałbym na Logana, ale trudno powiedzieć?
3) Jeśli Marvel się złamie pod naporem niezadowolonych czytelników, to osobiście daję 12 miesięcy na stworzenie stosownej opowieści o powrocie Petera.
Ocena tego komiksu jak i całościowa historii "Dying Wish" u mnie to 8/10.
Krzycer: Myślę, że opinię tego numeru można - nay, należy - zacząć od przywołania "One More Day". Ale nie tak, jak możecie się tego spodziewać.
Parę razy wspominałem, że wg mnie OMD ma swoje plusy - o ile czyta się je jako historię upadku, przegranej bohatera, a nie "zwycięstwa" którym była wg twórców (a przynajmniej Quesady).
Tak i ASM #700 ma swoje zalety, kiedy już przyjmie się, że to opowieść o wygranej Parkera. Jasne, niektórzy mędrcy mogą się nie zgodzić, Conan powtarzał w końcu za Konfucjuszem: "What is best in life? To crush your enemies, see them driven before you, and to hear the lamentation of their women.", a jednak... Czyż najwspanialszym zwycięstwem nie jest przeciągnięcie wroga na swoją stronę? Dla samego Parkera to pyrrusowe zwycięstwo, ale jednak - zwycięstwo.avalonpulse0280c%20%5B1600x1200%5D.JPG
Sama zamiana, innymi słowy, podoba mi się. Ma potencjał.
Aaaa, te dwa słówka. Pocałunek śmierci dla startujących serii. Uncanny X-Men Fractiona miało potencjał. Young X-Men Guggenheima miało potencjał. Deadpool Way'a... ok, bez przesady.
Tak czy owak, co będzie, to będzie. Na razie zanosi się na przejściowe zachmurzenie, w niektórych częściach kraju należy spodziewać się słońca.
Nie jestem pewien, co ta ostatnia parabola miała znaczyć.
Wracając do komiksu: jest nierówny. MJ jest po lobotomii. Kiedyś zorientowała się, że Kraven podszywa się pod Spider-Mana po tym, jak obił dwóch gości (takie są pozytywne skutki Areny, człowiek sięga po dobre historie :) ), teraz niczego nie podejrzewa, choć Spock jeździ po niej jak po łysej kobyle (chyba mieszam idiomy).
Policjanci są debilami. Carlie jest... aj-waj. Poza tym myślałem, że sekretnym sekretem okaże się jej pajęczy tatuaż. Przynajmniej tamta debilna historia na coś by się przydała.
I wreszcie to, co najbardziej mi się nie podobało, czyli bzdura na koniec. Nie, nie podmiana, ale to, jak Peter egzorcyzmuje Octopusa swoją wewnętrzną dobrocią.
Po pierwsze: "złoty octobot [brzmi jak jakiś Pokemon] przesłał mój umysł do ciała Ocka drogą radiową! To znaczy, że mamy telepatyczne połączenie, które mogę wykorzystać!"
...nie. To wcale tego nie znaczy. Co? Jak? Gdzie? Yeabuwhat? Rozumiem, marvel science, rozumiem, zawieszenie niewiary... Ale zawieszenie niewiary przestaje działać, jeśli znane zasady przedstawionego świata zostają złamane bez "wiarygodnego" wyjaśnienia. Tu go zabrakło. Z jakiej paki samo przesłanie umysłu Parkera [przyjmujemy na wiarę, że to możliwe] do ciała Octopusa umożliwia mu potem nawiązanie połączenia ze Spockiem?
Po drugie: ...Octopus już miał wszystkie wspomnienia Parkera. Możemy przyjąć, że nie miał czasu ich wszystkich przetrawić (choć miał na to parę dni), ale jeśli same wspomnienia wystarczyły, by przeciągnąć go na Jasną Stronę Mocy... To Parker równie dobrze mógł wyzionąć ducha parę dni wcześniej, bo Otto sam by doszedł do tego samego wniosku. A to zubaża ofiarę Parkera, osłabia jej wymowę, bo przełożenie jego czynów na postępowanie Otta nie jest jasne (przynajmniej nie dla mnie).
Ale poza tym (i paroma detalami, oraz rysunkami Ramosa, który w paru miejscach wraca do swojego wcześniejszego stylu <patrz: żyrafa-Wolverine mniej-więcej w okolicach "Civil War" i ścigania Nitro> i brutalnie rozstaje się z proporcjami; a może po prostu marzy mu się rysowanie Plastic Mana) - jest to niezły komiks. Jest w nim napięcie, miejscami czuć, że stawka jest wysoka (zwłaszcza, gdy Otto zasłania się bliskimi Parkera). Nie chcę zabrzmieć krwiożerczo, ale zastanawiam się, czy nie brakuje tu jeszcze jednego trupa... Albo czy nie byłoby zgrabniej, gdyby inaczej poprowadzić śmierć Petera. O co mi chodzi? Ano o to, że kamieniem węgielnym działalności Parkera była śmierć wujka Bena. Nie byłoby od rzeczy, gdyby Otto przeżył tu coś podobnego - albo gdyby Parker ostatecznie zginął, ratując go. Ale kto wie, może na to jeszcze przyjdzie pora. W końcu, jak wiadomo z komiksów, nie wystarczy usłyszeć, że z wielką mocą musi iść w parze wielka odpowiedzialność, dopiero krew na rękach i wycie ku niebiosom nad stygnącym trupem bliskiej osoby pozwalają zrozumieć tę lekcję.
A skoro znowu wróciłem do gdybania o przyszłości, podzielę się z wami pewną obawą. Chodzi ogólnie o relacje Spocka z bliskimi Petera, ale ekstremalnym przykładem będzie MJ. Otto najwyraźniej docenia jej powaby. A ona kocha Parkera i jest ślepa na to, że Spock zwraca się do niej per "kobieto, przynieś piwo".
I jeśli się nie zorientuje, że ktoś podmienił Parkera, i się prześpią, to technicznie rzecz biorąc - z pewnością według amerykańskiego prawa - to będzie gwałt.
Więc wątki działań intymnych, relacji z bliskimi, etc, będą wymagały od Slotta dużej zręczności...
...iii wracamy do tatuażu Carlie, dreptania wokół jej pierwszego razu z Parkerem i wielu, wielu, wielu, WIELU innych przykładów świadczących o tym, że Slott sobie z tymi wątkami radzi... średnio.
Moja obawa jest więc taka: w ciągu najbliższych paru miesięcy Slott zgotuje nam taki shitstorm, że "Avengers przyklaskują gwałconej Ms Marvel" będzie przy nim niczym.
A na razie - podobało mi się. Mimo wszystko.
Czekam teraz na eSeSMana. (Yeah, that doesn't work.)
Szczepi: Doskonale rozumiem wściekłość zagorzałych fanów Pająka i to, że wieszają psy na Slottcie. Jednak ja nie przyłączę się do tego tłumu, choć postać Spider-Mana jest mi bliska, a to z tego względu, że zakończenie tej historii, jak i całego Amazing Spider-Man bardzo przypadło mi do gustu. Ciekawe było starcie obu przeciwników, zabezpieczenie się Octaviusa przed atakiem Parkera oraz plan tego drugiego aby odzyskać swoje ciało, a postacie zachowywały się tak, jak powinny. No, może poza Mary Jane - rozwaliło mnie jak Otto/Peter zwraca się do niej per "woman" :P . Scena w raju też została fajnie, choć nieco dwuznacznie, przedstawiona. Jedynym zgrzytem może być naiwne ukazanie ingerencji w umysł Otta i przez to uczynienie go nowym, lepszym Spider-Manem. Wierzę jednak, że coś dobrego wyjdzie z tej zamiany, a czas pokaże, czy Slott i Marvel to odkręci, czy nie. Dodam na koniec, że w pewien sposób ruszyła mnie "śmierć" Parkera, mimo, że ostatnimi czasy zachowywał się jak ostatnia ciapa. Goodbye Peter!
kuba g: Wiem, że są ludzie, którzy jednak przełamali swój pierwotny sceptycyzm i nawet odnajdują dobre rzeczy w tej historii. Ja do nich nie należę. Komiks postaci bez wyrazu, tylko Slott to potrafi. Nie lubię jego Parkera, nie jestem zupełnie w stanie poczuć siły jego Octopusa. Jego MJ jest tak niewyraźną partnerką dla bohatera, że wypada gorzej niż jednonocne partnerki Iron Mana (ale jedną rzecz zaznaczę, Carlie Cooper jako jedyna zachowywała się jak postać, która cokolwiek obchodziła mnie na czytanej stronie, jedyna, na tym koniec). Tak, może scena w niebie nie jest zła ale też nie wpływa na to abym docenił cokolwiek w tym odcinku. Nie chcę Superior Spider-mana, nie chcę takiego powrotu do MJ, nie chcę martwego Parkera (a przynajmniej nie w taki sposób) i przede wszystkim... nie chcę więcej Slotta.
EndrjuSzopen: Losy Spider-Mana śledzę już od kilku lat, ale dopiero rok temu w lipcu postanowiłem sam czytać komiksy, bo uznałem, że mój angielski jest już wystarczająco dobry, żeby czerpać z tego przyjemność. Wcześniej kiedyś złapałem jedynie Amazing Spider-Man #600, gdzie pokazano jak bardzo walki z Pająkiem zniszczyły doktora Octopusa. No, ale potem tylko śledziłem, aż nadszedł czas kiedy komiksy mnie wciągnęły i moim pierwszym zeszytem był #665. Od tamtej pory minęło siedemnaście miesięcy i dzisiaj przeczytałem #700, który zapowiadano jako zakończenie serii oraz koniec Petera Parkera jako Spider-Mana. Zaraz do tego dojdę tylko wypowiem kilka ciepłych słów na temat tego co przez ten cały czas miałem przyjemność czytać. Mianowicie – Dan Slott, scenarzysta serii, jest mistrzem w banalizowaniu rzeczy, w nieumiejętnym prowadzeniu tej postaci, w robieniu w założeniu dużych konfliktów/zagrożeń, które wychodzą jak dziecinne snuta opowiastka, w braku logiki motywacyjnej wśród postaci, a naginaniu wszystkiego do historii jaką się wymyśli, żeby pasowało na siłę… Po prostu – przez ten cały czas Dan Slott zarzynał tą postać, a jego kolejne zapowiadane wielkie historie były na poziomie niskim, niegodnym tej postaci. Przez tego właśnie pana mój stosunek do Spider-Mana się schłodził.
Nadszedł moment zapowiedzi dla numeru #700. Dan Slott znowu pusząc się jak paw ogłosił, że zrobił bohaterowi coś czego nikt inny nie odważyły się zrobić, a do tego #700 miałby być ostatnim numerem serii Amazing Spider-Man, by dać miejsca nowej o tytule Superior Spider-Man, gdzie Pająk miałby być odmieniony, ulepszony. A do tego prawdopodobnie miałby nie być Peterem Parkerem! Niby ogłoszenie spore, oczekiwania też, ale… Tak, tak Slott. A więc jak to wyszło? Ani, Dan Slott swoim sposobem wymyślił historyjkę na poczekaniu, według której umierający już Octopus zamienił umysły pomiędzy ciałem swoim i Petera (#698) używając jakiejś tam technologii (wymyślanie technologii z kosmosu, robiące wszystko bez krzty realizmu, to też specjalność Dana Slotta); Peter uwięziony w umierającym ciele rzuca wszystko na szalę i stara się dopaść swoje ciało z doktorem w głowie (#699), by w końcu doszło do konfrontacji (#700), podczas której Peterowi prawie się udaje. Prawie. Peter Parker umiera w ciele doktora, ale udaje mu się przetransferować pewne swoje kluczowe wspomnienia, dzięki którym Octopus (wciąż w ciele Petera) widzi czemu on robił to co robił i postanawia kontynuować jego schedę jako Spider-Man, jednak po swojemu…
Ach, Slott… Tak jak #700 czytało mi się nawet dobrze w porównaniu do innych zeszytów serii z ostatniego czasu, a także biorąc pod uwagę moje obawy, to jednak… No właśnie, jednak co? No jest to na poziomie Dana Slotta. Niby stało się coś wielkiego, ale się tego do końca nie czuje; poza tym jest prawie pewne, że taki stan długo się nie utrzyma, że hybryda Petera i Octopusa w końcu padnie, wspomnienia doktora pewnie zanikną i w główce zostanie sam Peter Parker i wszystko wróci do normy. Aż do momentu gdy Dan siedząc sobie nad kartkami papieru zakrzyknie: "A, to weźmy teraz może wsadźmy mu do mózgu kogokolwiek innego, ot tak, znikąd, bez składnego wytłumaczenia…"!
Żegnamy (tymczasowo?) Amazing Spider-Man, oraz oczekujemy (ze strachem) na styczniowy #1 serii Superior Spider-Man z doktorem Octopusem jako Pająkiem.
jdtennesse: Nie. Jestem na nie. W każdej kwestii. Zacznijmy od początku. Czyli mojej krótkiej historii ze Spideyem. Zacząłem go czytać (tak jak pewnie wielu z was) w czasach TM-Semic. Było wiele fajnych historii, było też wiele niewypałów. Kiedy wydawnictwo upadło, przestałem czytać komiksy. Wróciłem do nich na chwilę, na studiach, sprowadzałem z Niemiec zbiorówki wydawnictwa Panini o X-Men, był też moment wydawnictwa Dobry Komiks. Jakieś 3-4 lata temu na stałem wróciłem do czytania różnych serii o X-Men. Do Spider-Mana nie wróciłem. Ale kiedy zobaczyłem zapowiedzi #700 numeru, zdecydowałem, że muszę ten komiks przeczytać. Moje braki są ogromne, jeśli chodzi o wiedzę na temat tego, co się działo w życiu Petera. Ale to co dzisiaj przeczytałem mnie zbulwersowało. Pomysł z zabiciem głównego bohatera nie jest nowością u Marvela, są już dziesiątki postaci, które zginęły… a potem wróciły. Nie wiem, czy zabito już kiedyś Petera. Ale jak znam życie, to śmierć ta nie musi być ostateczna. Niestety, w komiksach śmierć nie jest tym, czym być powinna. Nieodwołalnym i definitywnym końcem. Wiem, że to tylko komiks, ale czegoś chyba oczekiwać można, prawda? Ale chyba wybiegam przed siebie. Pomysł z zamianą umysłów już sam w sobie jest głupi (IMHO). Po drugie, dokonany raz, może zostać powtórzony. Peter nie wrócił do swojego ciała, ale skąd pewność, że nie przeniósł się w ostatniej chwili do innego umysłu w pobliżu? Za pomocą tego złotego zegarka czy octobota, whatever. Po trzecie, bohater może umierać tylko będąc sobą, ciało jest przecież integralną częścią naszego jestestwa. Więc umiera tylko „umysł/dusza” Petera, a ciało zostaje przejęte przez Otto. Tragedia. Największy wróg w ciele największego herosa. Ciąg dalszy bredni. Dlaczego dopiero teraz wspomnienia Petera zaatakowały Oca, a nie wcześniej? I jaki był w tym udział Petera? Po co te momenty w niebie? Rzeczywiście, ingerencja umysłu/duszy Petera w przemianę Otto jest o tyle zdumiewająca o ile nieistniejąca. No chyba, że samą swoją obecnością Peter aktywował te emocje. Brednie. A zrozumienie maksymy Petera na temat mocy i odpowiedzialności przez Octopusa za pomocą słów jest niewiarygodna. To trzeba przeżyć, a nie „wspomnieć”. Co więcej, przecież Otto Octavius to łotr, jakim cudem tak łatwo poddał się sile tych emocji? Bo było ich wiele? Czy widok setki płaczących dzieci działa na mordercę silniej niż jedno? Ostatnie wydarzenia w Stanach pokazują, że nie.
Nie wierzę w przemianę Otto.avalonpulse0280d%20%5B1600x1200%5D.JPG
Nie wierzę w śmierć Petera.
Nie wierzę w nowego Spider-Mana.
Gil: Nie, nie będzie wściekłego rantu. Prawdę mówiąc, nawet podoba mi się ten pomysł i jestem całkiem zadowolony z wykonania (no, może z rysunków nie bardzo). Pomysł jest radykalny, ale może się sprawdzić. W końcu ilu czytelników narzekało, że Piotrek to wiecznie mędząca emo łajza, która tylko użala się nad sobą? Teraz pod pajęczyna będzie śmigał ktoś, kto ma jaja i nie omieszka ich użyć (pun intended). Niektórzy na pewno będą narzekać i się wściekać, ale seria i tak się sprzeda, a z czasem narzekania ucichną, jeśli poziom będzie dobry. A czy będzie? Jest szansa, że tak. Już tutaj widać, że Octospider jest sprytniejszy od przeciętnego pająka – przed akcją pokrył wszystkie możliwe słabe punkty i zapewnił sobie zwycięstwo. Trochę zastrzeżeń mam tylko do finalnej sceny, kiedy połączenie świadomości sprawiło, że tak nagle mu się odmieniło. Jest to naciągane, ale pewnie przede wszystkim ma służyć za furtkę do odkręcenia wszystkiego w razie, gdyby coś poszło nie tak. Zawsze może się okazać, że świadomość Petera połączyła się z Ottem i z czasem wylezie na wierzch. Tak więc, jestem na tak i chętnie zobaczę, jak to się dalej rozwinie. A póki co, mogę wystawić 7/10 za przyzwoity zeszyt. Aha, dodatków nie wliczam, bo nie ma o co strzępić sobie języka – po prostu do zignorowania.
Gamer2002: Więc: było nieźle, momentami nawet całkiem dobrze. Ale widzę czemu ludzie się wkurzają - Slottowi nie wyszły kluczowe elementy. Mógłby też wziąć lepszego rysownika.
To co mi się podoba najbardziej, to zajmująca całość numeru batalia pomiędzy Peterem i Ockiem. Trzymało w napięciu, było dobrze poprowadzone z wszystkim wziętym pod uwagę: policja, Avengers, znajomi, przestępcy a także w końcu to, co Peter chciał osiągnąć. Najlepsze było to, że starcie fizyczne stanowiło jedynie niewielką część całego starcia. Mieliśmy też parę dobrych postaciowych momentów. Otto odrzucający najbardziej oczywiste rozwiązanie z powodu dumy, Parker popchnięty do rzucenia się z Ockiem na śmierć z powodu możliwej śmierci Scorpiona, to że odpowiedzialnie spostrzegł w tym przekroczenie przez siebie granicy, czy ogólna świetność Jemisona.
To jak Parker wygrał było dość deusowe i na zasadzie "It is SCIENCE, I'm not gonna explain shit", ale mi się strasznie podobało. W umierającym pozbawionym jakimkolwiek sił cudzym ciele, znienawidzony bardziej niż kiedykolwiek, Parker do końca się nie poddaje i pokazuje Ockowi co to znaczy "być Spider-Manem", że ten aż pada przed nim na kolana i obiecuje się zmienić. Takim bohaterem był Peter Parker.
Tylko że na tym historia się nie skończyła. Ostatnie słowa Superiora, czemu miały służyć? Uświadomić nas, że to nie kolejny Parker, tylko bardziej nieprzewidywalny anty-bohater? Wyszedł kop z buta w twarz czytelników, który zrujnował nastrój. Pozostawienie czytelnikowi tego co Superior myśli nieznanym, kończąc komiks na jego wychodzeniu z cienia z przedostatniej strony byłoby znacznie potężniejszym zakończeniem, wprowadzającym czytelnika w stan zadumy zamiast irytacji.
Inna kwestia: MJ. Tu akurat kapuję o co Slottowi chodziło: Peter nagle zaczął jej poświęcać czas, ona zwraca mu uwagę, że przecież jest Spider-Manem, jest nieporozumienie i jeszcze nagle go denerwuje Ock na wolności, więc ona mu mówi, że kocha go kompletnie, akceptując wszystkie trudności spowodowane byciem przez niego Spider-Manem, co u Spocka wywołało pierwszą Parkerową reakcję. Poza tym, można było w tym odczytać przeprosiny za wycofanie się z ślubu przez spóźnienie, oraz także obiecywane przez Mephisto cierpienie, gdyż w końcu tak ważne słowa skierowano do niewłaściwej osoby. Problem tkwi w tym, że Spock był po prostu oczywisty, a przecież pierwszym superzłoczyńcą Parkera był specjalista od podszywania, więc MJ wyszła na idiotkę.
Ogólnie, to komiks tylko na 7/10. Mówię "tylko", gdyż śmierć trzeciego najważniejszego w komiksach superbohatera powinna być najlepszą rzeczą, jaka mogła być. A nie była.

Avenging Spider-Man #15.1
S_O: Oj, Krzysiu, Krzysiu, czemu nie mogłeś sam się zabrać za Amazinga? Albo chociaż pisać dla kreskówkowego USM?
Zaczyna być ciekawie. Historia sugeruje, że gdzieś we wnętrzu "Petera" nadal żyje Peter. To dobrze, choć nie jestem pewien, czy Slott tego całkowicie nie zignoruje. Pewnie tak, ale zobaczymy w SSM.
Ale nawet, jeśli się mylę i "Peterowatość" to w istocie tylko refleks, mamy tu ciekawą ewolucję postaci. Bo tak - przez większość numeru Potto monologuje o tym, jakim to Peter Parker był głąbem, ale historia kończy się, gdy Potto uświadamia sobie, jakim baranem był Otto. To też zawsze coś, I guess.
Krzycer: O kurczę. To pewnie dlatego, że Yost ćwiczył na Szkarłatnym Pająku, ale swoim podejściem do esesmana kupił mnie całkowicie. I to w komiksie, w którym tak naprawdę nic się nie dzieje. Tak, Spock biega, skacze, pływa, obraża ludzi, bije - ale to wszystko tło, równie dobrze mógłby chodzić po suficie cały numer, bo liczy się tylko monolog. I jest to fenomenalny monolog. Nawet jeśli sprowadza się do "Parker był słaby, Octavius był słaby, Spock musi być lepszy od nich obu" - to jest to sprowadzenie postaci do samego jej sedna. I szczerze mówiąc to właśnie Yost przekonał mnie wreszcie do całego tego pomysłu, a nie monumentalne dzieło [ew. "dzieło", niech historia to oceni] Slotta.
Szczepi: Ten numer zaś jest doskonałym uzupełnieniem zakończenia serii Amazing Spider Man. Tutaj Otto dopiero dochodzi do bycia superbohaterem poprzez zmierzenie się ze swoją przeszłością, a także dostosowanie się do życia, jakie przejął po Peterze, w tym przyzwyczajenie się do nowych mocy. Bardzo fajne zostały ukazane przemyślenia dotyczące geniuszu Parkera i tego, czego nowy właściciel ciała Spider-Mana osiągnął jako Doctor Octopus. Cytując sędziów z Mam Talent: Jestem na tak i życzę nowemu Pająkowi samych sukcesów w nowej serii. BTW Dopiero w tym komiksie zczaiłem, że Superior Spider-Man ma skarpety palczatki na nogach.
Gil: Skoro mamy kropkę, to mamy numer przejściowy. Tym razem idea dobrze się sprawdza, bo jest to właściwe miejsce na uzupełnienie i rozwinięcie finału Amazinga. Obserwujemy, jak Spider-Man przekształca się w superiora od strony technicznej. Najpierw trochę rozważań, małe kroczki w stronę bohaterstwa i wreszcie bardzo fajne wykorzystanie zasobów Octaviusa do usprawnienia Pajęczaka. Pojedynek z samym sobą też nieźle wypada, bo przynajmniej daje jakąś motywację naszemu antybohaterowi. I rysunki w porządku, więc mogę z czystym sumieniem wystawić 7/10.
Gamer2002: Pięć Dni Superiora, czyli dogłębne rozważania Spocka. Ludzie już tu się zachwycali nad tym komiksem, ja zwrócę uwagę, że teraz już oczywiste jest jak bardzo Parker wpłynął na Ocka. Uwielbiam scenę, gdzie Spock miał zrobić to samo co doprowadziło do śmierci wujka Bena, a tu nagle ręka mu się wyciągnęła. Peter trzyma go na krótkiej smyczy, ciekawe kiedy przestanie się łudzić, że jest inaczej.
Poza tym, widać tu inne interesujące aspekty jego postaci, śledzenie przygód niedobrego geniusza zapowiada się interesująco. 8/10.
Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0280a.jpgAmazing Spider-Man #700
Autor:
Mr. Garcin

Hotaru: W tym tygodniu ukazały się tylko dwa komiksy, więc typowanie wśród nich najlepszej okładki trochę mija się z celem. Nawet pomimo tego, składanka przeważnie czerwonego Pajęczaka, czarnego Venoma i niepokolorowanych postaci drugoplanowych robi wrażenie. O ile zawartość numeru jest kontrowersyjna, o tyle wątpię, by kontrowersje rozciągały się na tą zgrabną okładkę.






Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.12.26

ŻYCZENIA NOWOROCZNE

S_O: Rok 2013 jednak się zbliża, dlatego chciałem wykorzystać okazję i życzyć Czytelnikom mocy szczęścia. Z komiksowej strony: żeby wszystkie historie były świetne, poza tymi w seriach, na które lubicie narzekać - te niech będą jak najgorsze. A poza komiksami, niech Wam zdrowie sprzyja (bo będzie potrzebne, jeśli zamierzacie nadal śledzić Marvela), niech Wasze marzenia się spełnią. Pamiętajcie, żeby nawet, gdy wszystko wydaje się zwracać przeciwko Wam, znajdźcie siłę, by zwyciężyć, jak nasz i Wasz ulubieniec, Superior Spider-Man ;P .

Krzycer: Na Nowy Rok życzę sobie i Wam mnóstwa dobrych komiksów. A że "dobry komiks" to rzecz względna, to życzę sobie i Wam, by Marvel wydawał rzeczy różnorodne, trafiające w gusta zróżnicowanych odbiorców - historie street-levelowe i z tego cholernego KOSMOSU!!!!!, miłosne i sensacyjne, komedie i dramaty, dla młodszych i starszych.
A poza tym: kasy na komiksy, i zdrowia, żeby można się nimi jak najdłużej cieszyć.

Sc0agar4k: Przede wszystkim życzę Wam wszystkiego dobrego (sami dobrze wiecie, czego najbardziej potrzebujecie) w nadchodzącym 2013 roku. Niech Wam się dobrze wiedzie. Niech w Wasze ręce trafiają tylko dobre komiksy, takie do których będziecie często wracać. Niech ekranizacje komiksów stoją na najwyższym poziomie.
Oczywiście niech Wam zdrowie dopisuje, a kolekcjonowanie komiksów kieszeni nie rujnuje. I niech wam się dobrze wiedzie, byście nigdy nie byli w biedzie :) .

Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.