Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse #279 (24.12.2012)

avalonpulse0.png
Poniedziałek, 24 grudnia 2012Numer 52/2012 (279)


Ponieważ dziś Wigilia to z pewnością zdecydowana większość z nas już zdążyła dostać i rozpakować swoje prezenty. Mam jednak dla was jeszcze jeden prezent. Jest nim kolejny numer Pulse'a. Marvel uraczył nas aż kilkunastoma pozycjami w minionym tygodniu więc jest co czytać. Przyda nam się odrobina wytchnienia od jedzenia. Życzę wam przyjemnej lektury i spokojnych Świąt.

A+X #3
Hotaru: Nie podobało mi się. Dramat Storm i Black Panthera został przez Jasona Aarona zgrabnie ograbiony z wszelkiej emocjonalnej dramaturgii. A Asmus napisał najbardziej sztampową historię o Hawkeye'u i Gambicie. Obie zaś części wyglądają kiepsko. Pasqual Ferry widać rysował na kolanie, ale jego kadry jeszcze ujdą, za to od bazgrołów Billy'ego Tana, który dobił swe szkice amatorskim nałożeniem tuszu, łzawią mi oczy.
S_O: Taaaak...Rozumiem, czemu historyjka ze Storm i Pantherem powstała - w końcu trzeba było jakoś pokojowo, optymistycznie zamknąć wątek. Problem w tym, że to, co napisał Aaron, jest stanowczo zbyt lekkie. Zupełnie nie czuć chemii między tymi postaciami ani, że przeszli przez ciężki etap w życiu. Mogło być lepiej.
Historia druga to "team-up" między dwoma nowymi "solówkowcami", Gambitem i Hawkguyem. I ma problemy obu ich własnych serii - problemem Remy'ego jest Asmus, a problemem Clinta jest fakt, że próbuje się dostać do spodni przygodnie spotkanych panienek, mimo, że ma stałą dziewczynę, która w dodatku może skopać mu tyłek.
jdtennesse: Przeczytałem na razie tylko jedną historię, dotyczącą Storm i Black Panthera. Drugiej nie zamierzam. Następnego numeru raczej też nie. To, że postaci były lepiej pisane za czasów Claremonta, i nieco później, przynajmniej mając jednego twórcę przez długi czas, jest dla mnie oczywiste od dawna. Wtedy postać była wiarygodna, dzisiaj nie jest – na przykład kiedy Storm występuje w kilku komiksach jednocześnie, zazwyczaj zresztą będąc ozdobą bądź manekinem, nie jest już „pisana”, jest tylko i wyłącznie rysowana, i to nie zawsze dobrze. Skąd ten cały wywód? Otóż dlatego: ten komiks jest tak samo niepotrzebny jak Storm w nim, jak i całe AvX. 1/10.

All-New X-Men #4
Hotaru: Stuart Immonen dwoi się i troi, żeby odratować co najwyżej średni scenariusz Briana Bendisa. Większość skromnie dawkowanej dramaturgi płynie ze świetnych rysunków, nie z pustego i w gruncie rzeczy bezsensownego scenariusza. Niestety, Bendis wymyślił sobie jakąś historyjkę, a teraz nagina znane i lubiane postaci, żeby mu pod tą historyjkę pasowały. A to nie tak powinno wyglądać. Dobry scenarzysta - którym Bendis być potrafi - rozwija swych bohaterów, a nie ich zniekształca.
Undercik: Przeczytałem trzy ostanie numery na raz i muszę przyznać, że póki co podoba mi się to co Bendis robi w tej serii. Nie jest idealnie, ale jako taki przyjemny komiks do przeczytania się sprawdza. Trochę więcej oczekiwałem po spotkaniu Cyclopsa z piątką oryginalnych X-Men, mam nadzieję, że zostanie to jeszcze rozwinięte. Z tych rzeczy które mi się nie podobały - Iceman zachowuje się dziwnie i jakoś nie mogę złapać sympatii do przybyszów z przeszłości. Za to jeśli chodzi o warstwę graficzną, to wystarczy tylko spojrzeć na nazwisko na okładce i wszystko jasne - jest rewelacyjnie.
S_O: Rozumiem, że dzieciak z głupią mocą zginie? W końcu nie trafił pod opiekuńcze skrzydła żadnej z drużyn, a że jego zdolności nie mają wielu zastosowań, które możnaby wykorzystać w komiksie superbohaterskim...
Najważniejszym wydarzeniem tego numeru był powrót dymków myślowych. Wielka konfrontacja Starego Cyclopsa z młodym odbyła się na zasadzie "well, that happened" i, choć najwyraźniej wpłynęło to w jakiś sposób na postaci, to ja niczego nie poczułem.
No i oryginalna piątka od razu mnie denerwuje swoim "Greedo totally shot first" w stosunku do Right-Mana.
avalonpulse0279b%20%5B1600x1200%5D.JPGXavier83: Bendis, ty stary draniu. Czyżbyś odzyskiwał dryg z restartu linii Avengers, który zatraciłeś? Po tym numerze mogę powiedzieć, że tak mi się wydaje. Akcja- jest. Porządne dialogi - są. Zszokowany współczesny Scott - jest. Bobby krzyczący jak panienka na widok swojego młodszego Ja - jest. Zawiązanie przyjaźni wśród nowych mutantów - jest. Uciekający Magneto - to było piękne - jest. Najbardziej jednak podoba mi się Jean. To co ta dziewczyna przeżywa, i sposób tego pokazywania, świetne. Współczuje współczesnemu Hankowi. Zobaczymy co dla niego zaplanowali. Już nie mogę doczekać się kolejnego numeru. Bardzo dobrze się to czyta. 8/10.
jdtennesse: Konfrontacja Cyke vs Cyke? Marvel Girl? Beast times two? Czy ja wiem? Szczerze mówiąc to nie wiem… Na pewno wiem, że podoba mi się igranie z mocami byłej Phoenix Five. Leczenie Hanka jest chyba nieudolne, a fakt, że wszyscy naukowcy, którzy współpracują z X-Men nagle zaczęli ich ignorować? Cóż za zbieg okoliczności… W ogóle jest to jeden wielki bałagan, najpierw konfrontacja a potem ucieczka? Oczywiście Scott ucieka, bo zobaczył Jean… I co, będzie z nią walczył w następnym numerze? Czy powie jej, że to nie on zabił profesora, tylko Phoenix? Jakoś Jean jako Phoenix zniszczyła setki istnień na innych planetach, ale jakoś profesora była w stanie ocalić. A wielkie sceny walki na cztery strony jak zwykle nic nie wnoszą. Nie podobał mi się za bardzo pierwszy numer, nie podoba mi się ten, historia nadal nie ma wiele sensu. 4/10.
Gamer2002: Ta, przewidywalne do bólu nieporozumienie. Jean traci kontrole i atakuje Scotta (dobrze jednak, że jest jasne że ma potężne moce tylko że nieopanowane), a ten też traci kontrole i atakuje Piątkę. Dobrze, że dzisiejszy Summers szybko domyślił się kto i po co ich ściągnął inaczej te spotkanie byłoby fabularnie bezcelowe. Przynajmniej rozmowy z angstującymi Summersami były w miarę. 6.5/10.

Astonishing X-Men vol. 3 #57
Hotaru: Całkiem przyjemny numer, muszę przyznać. Zastanawiam się jednak, czy podobał mi się tak po prostu, czy w zestawieniu z przydługa i przynudną pierwszą historią Marjorie Liu. Po tym numerze zaś jestem w stanie uwierzyć, że Warbird nie jest przypadkową członkinią obsady. Rysunki za to - szczególnie pod koniec - mogłyby być odrobinę bardziej dokładne.
S_O: Początek na razie... interesujący. Chociaż boję się, że fabuła potoczy się z jedną z dwóch boleśnie kliszowych stron - albo okaże się, że ci kosmici Jakimtam naprawdę chciali jedynie wprowadzić w życie Shi'ar uśmiech i promyki słońca i magię przyjaźni i w ogóle, albo wszyscy zaczną tak myśleć, podczas, gdy tak naprawdę będzą EVUL i tylko Warbird będzie w stanie uratować świat. Zobaczymy, jak się to rozwinie.
I czemu za Warbird, kosmitką, goni S.H.I.E.L.D., a nie S.W.O.R.D.? Zwłaszcza, że agencja kosmiczna powstała właśnie na łamach tej serii.

Avengers Arena #2
Hotaru: Niespodzianka. O ile przy numerze drugim Avengers Hickmana czy Uncanny Avengers Remendera nadal nie wiem, czy mi się te serie spodobają, o tyle tutaj... zaczyna mi się podobać. Wbrew mojej woli. Chciałbym zachować sceptycyzm przez kilka kolejnych numerów, ale Kev Walker rysuje tak ładnie, a Hopeless nie wykończył jeszcze nikogo, na kim by mi szczególnie zależało. Czyżby miała to być naprawdę dobra seria?
S_O: ...Skybox? Skybox. Hopeless może spokojnie przestać udawać, że to nie rzeczywistość wirtualna.
Dziś skupiamy się na Death Locket (choć coś mi mówi, że powinienem większą uwagę skupić na Cammi, bo ta dziewczyna musiała niejedno przeżyć, skoro wyrosła na coś takiego) i muszę przyznać, że w ciągu jednego numeru polubiłem ją bardziej, niż kogokolwiek z obsady Academy przez te czterdzieści czy ile numerów, które były im poświęcone. Choć może to dlatego, że bardziej ją przez ten czas rozbudowano jako postać.
Poznajemy też dzieciaki z Braddock Academy... choć przyznam rację Krzycerowi - było to ukazane w sposób niesamowicie sztuczny. No i wątek z ladynerdbonerem Apex... Nie wiem, czemu, ale mam pewne obawy.
Krzycer: Wciąż jestem na tak. Gdybym miał się czepiać, to ekspozycja przy ognisku mogła zostać poprowadzona zręczniej niż "przedstawię ci wszystkich po kolei, tak, jakby ich tu nie było, choć mnie o to nie prosiłaś". Ale końcówka... oj, końcówka się Hopelessowi udała.
Przy okazji: Red Raven, we barely knew thee... Wikipedia podpowiada mi, że zaliczyła występ w jednym zeszycie jakiejś starej antologii i wzmiankę w którymś civilwarowym handbooku czy czymś takim. Internet raczej nie pęknie na pół.

Avengers vol. 5 #2
Hotaru: Na razie wstrzymuję się z oceną scenariusza Hickmana. Nadal nie czuję się przekonany, że to jest ta seria o Avengers, którą powinienem czytać. Znając scenarzystę wiem, że to dopiero początek wielkiej złożonej historii. Początek, który mnie nie porwał. Chociaż rysunki robią wrażenie. Nawet Carol, chociaż ona w zupełnie innym znaczeniu.
Undercik: Hickman nadal się rozkręca i pewnie będzie to robił przez najbliższe numery, ale nie ukrywam, że czuje się już kupiony przez scenarzystę. Nie jest jeszcze idealnie, mimo to dobrze się bawiłem czytając ten komiks. To co na razie mi przeszkadza to akcja na Marsie. Na ten moment przeciwnicy Avengers nie zrobili na mnie wrażenia. Może następnym razem? Z drugiej strony najbardziej podobała mi się rekrutacja i to, że Hickman piszę to serię tak mało komiksowo, a bardziej jak film czy serial. Czekam z wypiekami na twarzy na kolejny numer.
S_O: Zbieramy drużynę! I muszę przyznać, że całkiem miło się to czytało - choć czekam na wyjaśnienie, skąd wzięli się w niej kosmiczni heavy-hitterzy.
Sami przeciwnicy... Ciekawa geneza, choć pomysł w stylu "sam pokieruję ewolucją! Mam wizję!" był wałkowany przez X-Men od lat (że nie wspomnę o Alpha Flight i Master of the World). Nie dokładnie w ten sam sposób, ale wrażenie pozostaje.
I o mój Boże, jak Opena skrzywdził Carol!
Xavier83: Hickman wymiata. Opena demoluje. Świetne spowolnienie akcji by wyjaśnić choć trochę przeszłość głównych złoczyńców, połączone ze słusznymi uzasadnieniami doboru nowych Avengers na nowe globalne zagrożenia. Humorystycznie pokazane powody dołączenia Spider-Mana, Sunspota i Cannonballa czy Falcona dobrze kontrastują z zagrożeniem, które zbiera coraz większe żniwo na Ziemi. Ostatnia strona jak dla mnie cudna. 9/10.
kuba g: Seria ma być epic i niby epic jest, ale ja dalej nie do końca mogę się wciągnąć. Może to dlatego, że nie specjalnie jara mnie jak na ten moment przedstawieni są Cap i Stark, a póki co to wszystko kręci się wokół nich. Ci "źli" to też trochę za duży recykling pomysłów abym sie tym ekscytował. Więc cierpliwie poczekam co Hickman wymyśli z Thorem i na Hyperiona.
Gamer2002: Tak jak się spodziewałem, widzimy jak przebiegała rekrutacja, ubawiło mnie jak to było z Spider-Manem (choć przecież on w końcu ma pracę). Zastanawia mnie, kogo jeszcze Hickman ściągnie do zespołu. Trochę dziwne, że superbohaterowie budują jakieś ustrojstwo, czy od tego nie mają Stark Industry? Co do wątku zagrożenia na Marsie, to przewiduję, że Goddess to Captain Universe i przekona ona robota, by zostawił Ziemię w spokoju. 8/10.

Cable & X-Force #2
S_O: Mamy już "jak" i "kiedy", jeśli chodzi o Colossusa, teraz tylko potrzebujemy tylko "czemu".
Poza tym, zaczynam mieć pewne wątpliwości - fabuła kręci się wokół Cable'a umierającego na ciężki przypadek tajemnicy - ZNOWU. Pojawienie się Phalanxowego t-o wirusa w ogóle nie wyjaśnione (swoją drogą, skąd reporter wiedział, z czym mają do czynienia?). To wszystko drobne problemy, które jednak ujemnie wpływają na przyjemność z czytania.
Xavier83: Lepsze od pierwszego numeru. interakcje między Hope a tatusiem i zespołem bardzo dobre. Podoba mi się również Domino i wykorzystanie przez nią ulubionej zabawki Hope. Zagrożenie choć owiane dalej tajemnicą, wygląda na dobrze prowadzone, a do tego relacja mediów w kontekście Hope ładnie przedstawione. Jeżeli chodzi o tajemniczego złoczyńcę i jego towarzysza [chyba robota] to po zaciemnionych kształtach wszystko wskazuje na Stryfe'a w klasycznej zbroi z kolcami i być może jakiegoś nowego Zero? Ciekawie by było, gdyby to Apocalypse [w ciele Stryfe'a] przybył w końcu z przyszłości jak obiecał by dobrać się do Hope. 7,5/10.avalonpulse0279c%20%5B1600x1200%5D.JPG
jdtennesse: Jest dobrze. Córka po zjednoczeniu z tatusiem walczy u boku jego wieloletnich(no przynajmniej jednej) współpracowników. I ratuje oczywiście dzieci. Cable ma operację na otwartym mózgu… Bardzo ciekawa historia, przeszkadza mi nieco poszatkowanie wydarzeń, ale jest to celowe działanie autorów. Dzięki temu chętniej oczekuję dalszych wydarzeń. Zainteresowała mnie wizja Cable’a i oczywiście jestem ciekawy kiedy dowiemy się co widział i kim jest postać w cieniu… Mam nadzieję, że nie kolejny klon czy inny Stryfe… Oby tego nie zepsuli. A co się stało z Peterem? Dowiedzieliśmy się tego teraz czy coś mnie ominęło? I am intrigued. 7/10.
zedicus: No szału nie ma. Tzn nie jest źle. Nie wiem po co mamy historię na dwóch płaszczyznach czasowych. W ogóle między nimi nie widzę związku, nie klei się to ze sobą. Jednak historia która się dzieje niby wcześniej jest niezła. Kupuję operację na mózgu Cable'a i zapewne związku z tym utratę mocy. Techno organiczne coś jako wróg w ogóle mnie nie przekonuje, ale dialogi między postaciami są świetne. Szczególnie duet Domino - Hope. Dalej jednak komiks nie ma tego czegoś.
Gamer2002: Mieliśmy akcję w Maiami, która była całkiem niezła. Poza tym, wygląda na to że jednak Hopeless jest zaangażowany w to, co dwa tygodnie temu wymyślił Bendis w z mocami mutantów dotkniętym Phoenixem. Także dowiadujemy się, że Cable zbiera team z powodu swych wizji przyszłości i mieliśmy okazje spojrzeć na niego z bardziej ludzkiej strony. 7/10.

Captain America and Black Widow #640 (Final Issue)
S_O: Good Riddance. Nie wiem nawet, czego czepiać się pierwszego. Tego, że naczelny strateg Marvela postanowił szturmować frontowe wejście fortecy z garstką nadludzi? Czy to, że im się udało? Z całymi magazynami wypełnionymi herosami o przepranych mózgach, Kashmiry zdecydowały się wypuścić... dwóch? Trzech? Gdzie tu sens, gdzie logika? No i oczywiście wystarczy opuścić ręce i powiedzieć "no dooobraaaa...", żeby Cap, dureń jeden, uwierzył, że przekonał kogoś do swojej ideologii. Odejście Bunna do ultiverse to kolejny powód, żeby zostać tylko przy głównym Universum.

Captain America vol. 7 #2
S_O: ...Ile lat ma ten dzieciak? Jeden rok? I wygląda na tylko niewiele mniejszego od Hit-Girl z Kick-Assa? Tutaj właśnie jest jeden z poważniejszych problemów, jakie widzę z kreską JRJR.
Sama historia? W miarę ciekawa - uwięziony w świecie, którego nie rozumie, musi się zmierzyć z potworami i istotami z najgłębszych pokładów wyobraźni szaleńca, jak bezwłose małpy... O, przepraszam, myślałem o kimś innym.
Ale poważnie - kosmiczne krajobrazy zaciekawiają, a tarapaty, w które wpadł Steve, zmuszają do czekania na kolejny numer (choć, jak znam życie, zostaną one rozwiązane w chwili, gdy uniwersalny translator zaskoczy i Steve będzie mógł się dogadać z możliwymi sojusznikami).
Tylko te retrospekcje z czasów, gdy wszyscy krewni i znajomi Rogersa zarzucają go łatwymi do zapamiętania morałami... Łopatologiczne. W którym numerze spotka młodego Bena Parkera?

Captain Marvel vol. 6 #8
Hotaru: Widać, że Kelly Sue Deconnick rozumie Carol. Ma na tą bohaterkę pomysł i konsekwentnie go realizuje. Ale bohater to nie wszystko, chodzi jeszcze o jego przygody. A te - niestety - nie rzucają na kolana. Brakuje im "tego czegoś". Nie zrozumcie mnie źle, czyta się je bezboleśnie, jednak nie zapadają w pamięci na dłużej. A szkoda.
S_O: Walka z gigantycznym potworem trwa. I, w każdym razie dla Moni, jest to wystarczająca terapia, żeby zwalczyć swój wodowstręt. Chemia między postaciami jednak przyjemna, pomysł na połączenie sił fajny, cała seria... miła.

Daredevil vol. 3 #21
S_O: W którym nawet, gdy wygrywa, Matt przegrywa. Never seen that one before. Mimo wszystko, Waid pisze to w inny sposób niż zwyczajowe "pokopmy go trochę, skoro już leży". No i interesujący wątek z Murdockiem odcinającym się od Foggy'ego.
kuba g: Ciągle czyta mi się to bardzo dobrze. Trochę rozczarowało mnie to, że w sumie liczyłem na większy huk przy zamknięciu sprawy z Coyotte, trochę szkoda też, że Spot w sumie stał się tylko tłem, bo liczyłem na to, że Waid zrobi coś niezwykłego i wyciągnie jakieś prawdziwe emocje z tak niedorzecznej postaci. Wszystko spoko, łącznie z tym, że Kirsten nie zrezygnowała z interweniowaniem w sprawie Matta, tyle, że niestety doprowadzi to do tego, że w mojej ulubionej serii będę musiał się męczyć z Slottowym pajęczym wynalazkiem.

FF vol. 2 #2
S_O: FRACTION! Ty durny cycu! Ja ci dam "What is an 'ex-con'?", ty szujo, ty żmijo, ty pokrako, grafomanie śmierdzący! Jeśli jesteś dzieciakiem z FF, to znaczy, że nie jesteś genialnym dzieckiem w stylu "durr hurr I read teh newspapors cuz imma smrt!". Jesteś genialnym dzieckiem w stylu "I've build a portal to the Negative Zone before breakfest". Jak już musisz pisać taką bzdurę, to choć używaj dzieciaków, które mogłyby nie wiedzieć, co znaczy to słowo, a to w związku z drastycznie inną kulturą, w której się wychowały, jak moloidy czy te dwa rybowate. God damn, I mad.
A teraz, jak już odreagowałem stres, pora na resztę numeru. Fajny pomysł, żeby wykorzystać Mole Mana jako chrzest bojowy drużyny - miłe odniesienie do Fantastic Four #1. Choć kreska Allreda nie wydaje się być wystarczająco dynamiczna, żeby prezentować walki z gigantycznymi potworami.
Gamer2002: Oczywiście, coś poszło nie tak i F4 nie wróciła po czterech minutach. Szybkie obowiązkowe starcie z Molemanem pokazało na co stać drużynę i trójka okazała się kompetentna. I oczywiście, Ms. Thing okazuje się być najsłabszym ogniwem, dobrze jednak że sama to zauważa. Ale wstęp się zakończył i rzeczywiście mocna końcówka zapowiada start właściwej fabuły. Niech będzie 7/10.

Gambit vol. 5 #7
Hotaru: Cieszę się, ze to koniec tej historii. Mam nadzieję, że Asmus zaplanował to jako fragment jakiejś większej układanki, bo sama w sobie fabuła nie zachwyca. Pomimo obecności moich ulubieńców, których darzę sentymentem od czasów Captain Britain and the MI:13 Cornella, wynudziła mnie ta historia. Średnie rysunki Diogenesa Nevesa też nie pomogły. Mam nadzieję, że z powrotem Claya Manna seria nabierze wiatru w żagle.
S_O: ...Nie powiedziałbym, że było to finezyjne rozwiązanie problemu, ale szczerze powiedziawszy niczego takiego się nie spodziewałem. Nie po ostatnich sześciu numerach. Pomyślałby kto, że ktoś z otaczających Gambita strażników zauważyłby, że jedyna rzecz, która utrzymuje go na ich smyczy, zniknęła. Najwyraźniej mózgów dla swoich agentów Cich nie zdobywał od najlepszych.

Hawkeye vol. 4 #6
Hotaru: Nie narzekałem na fill-in-artist, ale kiedy David Aja wraca do swych obowiązków od razu czuć ten estetyczne geniusz. Bardzo podoba mi się, jak biel coraz bardziej zauważalnie odgrywa rolę we wnętrzach komiksu, nie tylko na okładkach. Nie przypominam sobie, żebym czytał jakiś komiks, w którym pusta przestrzeń jest tak wymowna. Mistrzostwo świata. Co do Matta Fractiona, to jeszcze kilka takich numerów i wybaczę mu Uncanny X-Men.
S_O: The Bros are back, bro. Bro bro bro.
Ta seria to nadal A-Game Fractiona. Pojawia się intryga, wątki się zazębiają... tylko z jakiegoś powodu nie widzę konsekwencji decyzji Clinta, bo mamy gigantyczną przerwę między szesnastym a dziewiętnastym grudnia. No i poszatkowana narracja - może komuś odpowiada, ale mi nie.
kuba g: Sześć numerów a konwencja przyjęta dla tej serii dalej robi robotę, zobaczymy jak długo, ale ciągle jaram się każdym następnym odcinkiem i każdym następnym "bro". Momentami fakt, przypomina mi to Petera w Spectacular Spider-Man, gdy patrzę na sąsiedzkie spotkania na dachu, grille i opiekę nad całym blokiem, ale to tylko na plus. Eksperyment Hawkguy się udał.

Indestructible Hulk #2
Undercik: Drugi numer jeszcze lepszy niż pierwszy. Jak dla mnie najlepszy tytuł MarvelNOW do tej pory. Świetne dialogi, świetne interakcje między postaciami i co najważniejsze - Waid czuje te postaci i to od pierwszego numeru. Jak na Hulka przystało jest oczywiście kilka stron rozpierduchy i wcale mi to nie przeszkadza, bo jest dobrze rozpisana i dobrze wkomponowana w fabułę. Jeszcze tylko Yu nie jest w najwyższej formie, ale w lepszej niż w poprzednim zeszycie. Jak tak dalej pójdzie to dostaniemy komiks prawie idealny.
S_O: Ha, to już wiemy, skąd wziął się tytuł serii. Cały numer to świetne relacje między Starkiem i Bannerem, z całymi wiadrami chemii. I po raz kolejny okazuje się, że danie komuś po mordzie jest najlepszą terapią.
kuba g: Waidowi się udało. To dopiero drugi numer i już wiem, że w końcu dostałem serię o Hulku, którą serio mam ochotę czytać. Banner jako typ, który ma inny cel niż tylko płakać nad swoim zielonym alterego to ciekawy Banner, umieszczenie tak szybko Starka to najlepszy i najlogiczniejszy ruch jaki należało wykonać. Nie mam nic więcej do dodania. Czekam na następne odcinki.

Journey Into Mystery #647
Hotaru: Recenzowanie komiksów z tego - jakże bogatego - tygodnia zaczynam od właśnie tego numeru. Nie bez powodu. Numer zrobił na mnie ogromne wrażenie. Już w poprzednim numerze Kathryn Immonen i Valerio Schiti zasygnalizowali, że nie przejęli tej serii przypadkowo, ale w tym numerze... cóż, zaczynam żywić nadzieję, że ich run będzie równie dobry, jak Kierona Gillena. Oprawa graficzna jest fenomenalna. Schiti to dla mnie jedno z odkryć roku - jego staranne, przemyślane i do bólu estetyczne kadry świetnie uzupełniają scenariusz. Scenariusz, który jest o lata świetlne lepszy od tego, na jaki kreują go zapowiedzi.
S_O: W przeciwnieństwie do tego, co mogłoby sugerować nazwisko artysty, grafika stoi na wysokim poziomie. Podobnie, jak scenariusz, nawet mimo tego, że cały numer składa się z Sif szukającej guza. Aż znajduje.
I, jak zwykle, najprzyjemniejsza scena to ta w domu Volstagga. Best family in comics. Suck it, Richards.
Gamer2002: Sif zrobiła się szalona i niegrzeczna, ale scena gdy była wkurzona na brata była wieka. Prawdę mówią o rozgniewanej kobiecie. Ogólnie podoba mi się, że nowy run kontynuuje motyw zmiany, choć gdy Loki wierzył, że jest ona dobra, Sif widzi w niej dekadencje i odejście od chlubnych tradycji. Przydałby się jednak jakiś konkretny cel dla bohaterki, w poprzednim runie na starcie była walka z Serpentem, w obecnym Thorze z Gorrem, a tutaj baba sama sobie robi problemy. 7/10.

Scarlet Spider vol. 2 #12.1
S_O: Miałem nadzieję na numer poświęcony listowi. Zamiast tego dostałem numer o gościu, którego M.O. jest prawie identyczny z dawnym M.O. Kaine'a. ...Może być. Trochę angstu, trochę łamania kończyn. Odczuwalny brak zwariowanych postaci drugoplanowych, ale warto przeczytać choćby dla widoku wilkołaków, które mają jeszcze na tyle klasy, żeby nosić koszule.

Secret Avengers #35
S_O: Rewolucja się zaczyna, nanity zmieniają ludzi w roboty, other stuff also happens. Ale jakoś nie mogę się zmusić do tego, żeby się przejąć. Przykro mi, ale po prostu wyczekuję końca serii.

Thor: God of Thunder #3
Hotaru: To chyba jedyna pisana przez Jasona Aarona seria, która jeszcze mi się podoba. Scenarzysta dla odmiany jest poważny i nie wali sucharami na lewo i prawo. Ma pomysł i to na dodatek taki, który nie ma słabych punktów... albo jeszcze ich nie odkrył. Za to jestem prawie pewien, że Esad Ribic nie ma pięty achillesowej. Jego prace budują atmosferę na równi ze scenariuszem.
S_O: Tym razem skupiamy się bardziej na teraźniejszości, w której Thor odkrywa ślady bytności Butchera, dzięki czemu naćpany mózg Aarona może sobie poszaleć. Końcowa niespodzianka z ust Najzupełniej Nie Butchera intrygująca. Mam też drobną nadzieję na pomoc innych bóstw w przyszłych numerach. Nadal trzyma bardzo dobry poziom.
zedicus: Nikt tego nie czyta? Szkoda, świetna historia. Takie postacie jak Hulk czy Thor najlepiej sprawdzają się w historiach bez innych superbohaterów. Tutaj mamy opowieść o tym jak Thor odpowiada na modły dziewczynki z innego świata i odkrywa że jest to świat bez bogów. Co więcej okazuję się że bogowie ci zostali zamordowani i to przez kogoś kogo Thor już spotkał. Historia prowadzona jest równolegle w trzech czasach:
przeszłości, gdzie pokazany jest młody Thor i jego pierwsze spotkanie z rzeźnikiem bogów;
teraźniejszość, gdzie obecny Thor odkrywa, że rzeźnik od wieków niszczy różne panteony i stawia mu wyzwanie oraz przyszłość gdzie Thor jest ostatnim żywym bogiem. Wszystkie 3 historię są ciekawe, wszystkie 3 są umiejętnie przeplatane i jakość ze sobą powiązane. Historia wciąga, rysunki dodają klimatu, jeden z lepszych komiksów jakie ostatnio czytałem.
Gamer2002: Podoba mi się przeplatanie mitologii z kosmosem, faktycznie daje to epickości Thorowi. Bibliotekarz był zabawny i miło było zobaczyć różnicę pomiędzy młodym Thorem a Thorem-Avengerem w podejściu do śmiertelnych. Na razie scenarzysta odpowiedziami rodzi kolejne pytania, choć przyszłość wygląda coraz bardziej pesymistycznie. 8/10.
Na marginesie, zastanawia mnie czy są plany by w Thorze i w JiM pojawił się w końcu wielki nieobecny Loki. Fraction go też pisał, to czemu nie lepiej radzący sobie w tych klimatach scenarzyści?

Thunderbolts vol. 2 #2
S_O: Hurra. Pool-o-vision wróciło. My nipples explode with delight.
Mamy wytłumaczenie czarno-czerwonego Venoma: Bo tak. Jest tam coś niby o uniformach, ale cały ten argument nie bierze pod uwagę genezy tego słowa. Dalej mamy też Rossa i Flasha próbujących się zabić, bo tak. I Venoma radośnie masakrującego ludzi mimo, że w jego głównej serii fakt, że symbiot jest wykastrowany, jest ważnym wątkiem. Bo tak.
Przynajmniej nie wszyscy wyglądają jak Frank.

Ultimate Comics: Spider-Man vol. 2 #18
Hotaru: Ultimate Comics Spider-Man to jedyna seria z tego uniwersum, którą mogę polecić bez zastanowienia. Właśnie dzięki takim numerom, jak ten. Nie zdarzyło mi się jeszcze skrytykować rysunków Davida Marqueza i ten numer nie będzie pierwszym - oprawa graficzna stoi na bardzo wysokim poziomie. Tym razem to jednak scenariusz zrobił na mnie największe wrażenie, a dokładniej - rewelacja dotycząca ojca głównego bohatera. Jestem bardzo ciekaw, w którą stronę Brian Bendis pociągnie ten wątek.

Ultimate Comics: Ultimates #19
Hotaru: Po raz kolejny chciałoby się skwitować numer wzruszeniem ramion. Niby Humphries się stara i niby akcja idzie do przodu, ale mnie nadal średnio to obchodzi, a jak widzę prezydenta-Capa, to nie wiem czy śmiać się, bo to takie głupiutkie, czy płakać, bo to takie głupiutkie.

avalonpulse0279d%20%5B1600x1200%5D.JPGUncanny X-Force #35 (Final Issue)
Hotaru: Wyjątkowo stonowany finał. I pisze "stonowany", żeby nie użyć jakiegoś bardziej pejoratywnego określenia. Bo koniec końców Uncanny X-Force się Remenderowi udało. Nie obyło się bez zgrzytów, ale całościowo seria się broni. Robiłaby to skuteczniej, gdyby nie kilka decyzji, które scenarzysta podjął na potrzeby tego numeru, ale cóż...
S_O: Ostatni numer, Rick zabiera zabawki. Śmierć Dakena nadal próbuje być czymś, z czego większość ludzi nie powinna się cieszyć, Betsy dogaduje się z bratem, bo w końcu Jamie tyle razy już zginął, że nie warto się tym przejmować... No i Fantomex się odrodził - a co więcej, został skserowany. Co może być ciekawym wątkiem, jeśli Nega-mex kiedykolwiek się jeszcze pojawi.
Krzycer: ...serio? "Final Execution" było co najwyżej dobre, a Rick jeszcze postanowił nie tylko osłabić tę historię, negując jeden ze zgonów, ale jeszcze zrobić to w taki sposób... Jak tylko zobaczyłem, co wychodzi ze zbiornika klonującego przypomniał mi się origin Monet/Penance/bliźniaczek St. Croix, a to jest wyjątkowo marne skojarzenie.
No i Otherworld. A fe.
Ale! Światełko w tunelu, przypominające mi najlepsze czasy tej serii (co brzmi dziwnie, gdy mowa o serii zamykającej się w 35 zeszytach) - scena z Wadem i Evanem była fantastyczna. I w ogóle Deadpool Remendera był świetny, przez całą serię. Za to wątek Psylocke... było dobrze, aż do ostatnich dwóch zeszytów. Ani rewanż z Shadow Kingiem nie miał odpowiedniej wagi, ani symboliczne porzucenie miecza nie zostało potem niczym (w tym numerze) podkreślone...
kuba g: Nie umiem do końca powiedzieć co myślę o ostatnim odcinku. Nienawidzę motywów klonowania w komiksach, po prostu nienawidzę. To mi wystarczy aby ocenić to negatywnie, ale z drugiej strony czego się spodziewać, nikt nie był na tyle naiwny by wierzyć w to, że taka postać jak Phantomex za długo będzie w niebycie. Do negatywów doliczył bym jeszcze, że w sumie jak na numer kończący taką ilość dramatów w jednej serii to zostało zakończone to kapkę miałko. A na plus. Lubię Remenderowego Deadpoola, lubiłem od pierwszego odcinka i nie przeszkadzało mi nigdy, że nie ma nic wspólnego ze swoją postacią w innych seriach. Druga rzecz, dla mnie UXF to przede wszystkim komiks o Psylocke, to był też mój głowny motywator aby czytać serię z chyba jedyną mutancią postacią, którą naprawdę lubię, więc tak długo jak seria popychała postać do przodu i ją rozwijała to dla mnie wielki plus. Wielki.

Venom vol. 2 #28
S_O: W którym Flash dostaje w tyłek a kupa ludzi ginie. A ja jestem w stanie jedynie wzruszyć ramionami. W następnym numerze Symbiot przejmie kontrolę, zeżre U-Foes, a Flash trochę poangstuje. Zresztą, czemu miałbym czytać solowe przygody gościa, który nie nadaje się na herosa? Za Remendera Flash miał przynajmniej jakieś konflikty wewnętrzne, ale tutaj? Jego charakterystyka kończy się na "he sucks".

Wolverine and the X-Men #22
Hotaru: Zastanawia mnie, dlaczego w ogóle jeszcze czytam tą serię. Przecież jest tyle innych dobrych komiksów o mutantach. A nie, moment. Jest X-Factor. I to by było na tyle. Co się porobiło z tą linią?
Undercik: O matko. Jakie to było przeciętne. Superbohater pomaga złoczyńcy któremu grozi śmierć nie wiedząc, że pomaga swojemu przeciwnikowi - było. Ten zły staje przed wyborem pomóc czy nie - było. Walka z innymi superbohaterami którym ktoś namieszał w głowach - było. X-Meni wracają do normalności - było. Nie zrozumcie mnie. Takie rzeczy mi specjalnie nie przeszkadzają. Do czasu jak są chociaż przyzwoicie prowadzone. Tutaj jednak jest przeciętnie. Ok, może z 2-3 momenty dają radę, ale jeżeli Aaron nie wykorzysta któregoś z wątków do podbudowania czegoś większego, to ten numer szybko zapomnę. Szczególnie, że w tym numerze nie dostaliśmy nic kretyńskiego co by zapadło w pamięć jak człowiek krewetka. Chociaż to może jest jednak plus?
S_O: ...Czy te ciasta były piwne? Czy produkują piwne ciasta? Bo inaczej nie widzę sposobu, dzięki któremu Logan byłby w stanie się otrząsnąć.
Przynajmniej poznaliśmy moce Eye-Guya - widzi to, co niewidzialne i jest idealnym workiem treningowym.
No i jaka jest tajemnica młodego Frankensteina?
jdtennesse: Frankenstein i jego potwór, plus X-Men. Oczywiście, czar rzucony na X-Men przypomina historię z Mojo i jego Mojovision. Co ciekawe, to znowu Storm pierwsza wyrywa się spod złego uroku(kto pamięta tamtą historię?). I oczywiście czar wytrzymał aż dwa numery. A niby-ostatni z rodu Frankensteinów, którego Frank chce zabić jest oczywiście zły. A pomaga mu Idie. Czy on pomoże jej? Zobaczymy w następnym numerze. Historia taka sobie, jestem ciekawy jak się skończy, bo wtedy będę czekał na nową historię. Rysunki są do przyjęcia, chociaż nie jestem fanem Bradshaw. 5/10.

X-Factor #249
Hotaru: Ostatni dobry komiks o X-Men na placu boju. Dobry, bo pisany przez Petera Davida, który wie, że musi trzymać swoich bohaterów jak najdalej od głównego nurtu. Bo tam czyhają "architekci", "redaktorzy" i "eventy". A wszyscy wiemy, co to oznacza. S_O: W którym bohaterowie kopią tyłki i żują gumę. A że PAD zmieścił też dużo relacji interpersonalnych, czyta się to wyśmienicie. Still putting "fun" in disfunctional".
Krzycer: Dialogi są świetne. I śmieszne, i poważne - zwłaszcza Monet, i to, jak ona widzi to, co zrobił Pip. Od tej strony wszystko jest pierwszorzędne.
Za to Kirk dał dupy. Nie można tego inaczej nazwać. Jego trzeci plan zawsze bywał wybrakowany, twarze czasami nie miały detali, ale tutaj? Tutaj to już jakaś masakra. Trzeci plan po prostu nie ma twarzy - dostaje co najwyżej kreski zaznaczające brwi (oczy?) i nos, od czasu do czasu usta. Drugi plan ma zrąbane twarze - ani karykaturalne, ani kreskówkowe, ani tym bardziej realistyczne, po prostu zrąbane... Nawet pierwszy plan nie zawsze jest w porządku. Co mu się stało? Na kolanie to rysował, terminy go goniły, spadł z roweru i miał rękę na temblaku? Naprawdę nie jest dobrze.
jdtennesse: Pip w ciele Monet i hordy piekielnych potworów zwiastują koniec świata. Niestety, jest już późna pora 21.12.2012 i końca świata nie było. Wracając do komiksu. Kilka początkowych scen było zabawnych, ale jakoś tak na siłę, mam wrażenie. Oczywiście nasi bohaterowie dają radę piekielnym hordom. No i nowe potwory zostają wyplute prosto z piekła. Oczywiście część tych jest nam już znana. Widać naturalnie Helę… Zobaczymy jak drużyna poradzi sobie z wyższej rangi piekielnymi stworzeniami tudzież bóstwami. 6/10.
zedicus: Taa PAD, niezłe dialogi, armia Madroxów, wszystko super ale jakoś magia, demony i zapowiadana walka z piekielnymi lordami mnie nie przekonuje. Mogli by już skończyć ten wątek.

X-Men: Legacy vol. 2 #3
Hotaru: Przyszedł czas na podejmowanie trudnych decyzji. Oto moja - jeśli kolejny numer mnie w końcu niczym nie urzeknie, żegnam się z tą serią.
S_O: Czuję się oszukany. Obiecano mi Legiona z cojones. A tymczasem przez większość czasu ucieka przed swoimi osobowościami. Przynajmniej tutaj, dla odmiany, bohater najpierw walczy ze swoimi kompleksami tatusia, a dopiero potem kopie tyłki. A klan Oguna całkiem przyjemny.
jdtennesse: Chwilami jest nawet zabawnie. Kiedy Legion próbuje pozyskać dla siebie moce sumo-wrestlera czy kiego innego dziadka. Rzygający lawą/ogniem/nie wiem czym, anyone? Rysunki nadal są znośne tak długo, jak nie ma na nich znanych mi postaci X-Men. Co więcej, te niechlujne (według mnie) rysunki pasują idealnie do niechlujnego umysłu Legiona. Nasz bohater staje się prawdziwym bohaterem i udaje się na ratunek dzieci, które zobaczył w umyśle oczaka (takie określenie na mutanta z numeru drugiego). A tymczasem to dzieci są oprawcami. Nie brzmi to trochę jak fabuła taniego horroru klasy B? Wplatanie historii i problemów Davida z ojcem jest chwilami nieco nużące, ale odpowiada również za nadawanie pewnego tempa akcji. Postać Legiona coraz bardziej mi się podoba. Cały numer i historia również. Niestety, jedyne rozczarowanie numeru to ostatnia strona – czuję, że w następnym numerze, cokolwiek się zdarzy, zakłóci bieg historii (znaczy się naszego opowiadania, nie wielkiej historii pisanej przez wielkie H). Pomimo tego, z chęcią sięgnę po kolejny numer. Ogólnie ocena 8/10.
Gamer2002: Nareszcie ktoś pamięta, że Xavier nie był świętszy od papieża. Przemyślenia Legiona były dobre, podobają mi się moce bliźniaków a próby pozyskania drugiej mocy były zabawne. Ciekawe, w której serii Wolverina była ta przygoda gdzie zabił tego przywódcę Yakuzy. Mam nadzieję, że X-men nie zachowają się jak Avengers podczas AvX... A, prowadzi ich Logan który był po stronie Capa, będą więc X-buce. 7.5/10.

X-Treme X-Men vol. 2 #8
S_O: Gaywerine i Gaycules trafiają na siebie w świecie jednorożców i tęczy. Tak, to jest zdecydowanie coś nowego.
Problemem jest tutaj sztuczne tworzenie konfliktów - walka Dazzler z Dazzler nie ma najmniejszego sensu, nawet jeśli wziąć pod uwagę PTSD tej drugiej. No i teleportowanie punchów z punch dimension? I'm inclined to say that it doesn't work that way.

Spośród okładek z zeszłego tygodnia najbardziej wyróżniły się:

Hit tygodnia:

avalonpulse0279a.jpgAvengers Arena #2
Autor:
Chris Bachalo & Tim Townsend

Hotaru: Świetny hołd złożony Barronowi Storeyowi, autorowi okładki do "Władcy Much" noblisty Williama Goldinga. Oczywiście odpowiednio zmodyfikowany pod młodszego odbiorcę, ale i tak robi wrażenie, co świadczy zarówno o sile oryginału, jak i talencie Townsenda.






avalonpulse0279e%20%5B1600x1200%5D.jpgWielka Kolekcja Komiksów Marvela #2 (Astonishing X-Men: "Obdarowani")
Xavier83: Czy trzeba recenzować współczesny klasyk? chyba nie. Jeżeli jednak nadarza się okazja by ponownie wychwalać to świetne nowe otwarcie w życiu mutantów, to zawsze to zrobię. Nowy przeciwnik jest naprawdę dobrze pokazany. Do tego lekarstwo na bycie mutantem piekielnie interesująco pokazuje trudne interakcje w samym zespole dowodzonym przez Cyclopsa. Scenarzysta w fenomenalny sposób prowadzi tego lidera mutantów. Sposób powrotu Colossusa i reakcja jego towarzysza wyborna. Zwroty akcji są solidne i nie czuje człowiek kiedy kończy czytać ten album. Podobają mi się również dodatki na początku, jak i na końcu w polskim wydaniu. Rysunki przykuwają wzrok czytelnika. 10/10.
GrayFox: No, znalazłem po długich godzinach poszukiwań. Przeczytałem. Jestem zadowolony. Fajne dodatki, tłumaczenie w porządku, choć zdarzyło się kilka mniej lub bardziej widocznych literówek. Główny zły średnio mnie przekonuje, za to lekarstwo na mutację i cały ten wątek poprowadzony jest wyśmienicie. Fajny powrót Colossusa i bardzo, bardzo dobre prowadzenie postaci i dialogi, zwłaszcza na linii Emma - Kitty oraz Beast - Logan. No i życiowa forma Cassadaya, to co robi w Uncanny Avengers to tylko maleńka szczypta jego umiejętności, porównując do "Obdarowanych".
Jedyne co mi się nie podobało w tym naszym fajnym wydaniu to papier. Jakiś taki szorstki, średnio przyjemny w dotyku. Ale za cenę 30 złociszy to i tak piekielnie wysoka jakość produktu. Polecam każdemu, kto się waha.
Zgadzasz się z opiniami, a może wręcz przeciwnie? Skomentuj na forum, w temacie New Spoilerownia - 2012.12.19
Redaktor naczelny: Sc0agar4kKorekta: Sc0agar4kRedaktor techniczny: Sc0agar4k
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.