Avalon » Serie komiksowe » The Punisher: War Journal vol. 2 » The Punisher: War Journal vol. 2 #4

The Punisher: War Journal vol. 2 #4

The Punisher: War Journal vol. 2 #4

"Small Wake for a Tall Man"

Postacie
Zapowiedź

Ledwie Frank wrócił na scenę, a już trzeba z niej znieść trupa. Prawdziwe problemy zaczną się jednak na pogrzebie, bo nadludzie w żałobie bywają strasznie nerwowi. Zwłaszcza, kiedy na stypę wprasza się Spider-Man.

Cytat

Doombot: "Kneel before Doom!" 

Streszczenie

Uczucie pustki, nieobecności. Nasz ból może nas przedefiniować, jeśli mu na to pozwolimy. Dlatego pogrążamy się w żałobie. Celebrujemy każdą stratę. Przyjmujemy mrok w swe dusze, scalamy się z nim, stajemy się jednością. W przeciwnym wypadku ten mrok pochłania nas...

 

Wyjątkowo nieprzyjemna, deszczowa noc, slumsy Nowego Yorku. Potężnie zbudowana postać, ukrywająca się pod płaszczem i kapeluszem zmierza do najgorszej speluny w okolicy. To Armadillo, który pierwsze co zrobił po wejściu, zauważył na głos, że niemiłosiernie śmierdzi tam naftą. W środku, oprócz wąsatego barmana, byli także Masked Marauder oraz osoba wyglądająca na Dooma. Armadillo był zdziwiony obecnością samego doktora, lecz szybko się okazało, że to tylko Doombot potrafiący jedynie wysławiać imię swojego pierwowzoru. Armada poskładał go z części do kupy, żeby żona Stilt-Mana myślała, że jej mąż nieboszczyk był ważnym graczem. A propos Stilt-Mana, ten leży martwy na dwóch, z racji swojej długości, złączonych stołach bilardowych. To jego święto, stypa ku jego czci.

 

Czas mijał, a w barze pojawiali się kolejni goście, aż w końcu cały lokal wypełnił się najgorszymi szumowinami, jakie widziało uniwersum Marvela. Jedni rozmawiali, żartowali, wspominali stare, dobre czasy, gdy ich imiona budziły postrach i szacunek, inni pogrążali się w żalu i pocieszali nawzajem. A wszystko to okraszone było wielką ilością alkoholu. Tylko Doombot stał niewzruszony i co chwila wymachiwał ręką do góry wysławiając imię swojego pana. Wtedy do baru weszła główna persona tego groteskowego spektaklu, wdowa po zbyt wcześniej zeszłym Stilt-Manie. Princess Python była cała przemoczona, a jej mokra, kusa, żałobna sukienka już bardziej ciasno nie mogła opinać ciała. Efektu dopełniał pełzający po niej swobodnie pyton, z którym nigdy się nie rozstaje i dzięki któremu zawdzięcza swoje imię. Wdowa na wejściu od razu zażyczyła sobie drinka, a reszta zebranych gości, trzeba zaznaczyć, że wszyscy byli mężczyznami, momentalnie otoczyła ją swoją "opieką i współczuciem".

 

Kolejne toasty mijały, a atmosfera robiła się coraz luźniejsza. Co jak co, ale trzeba przyznać, że superłotry potrafią się bawić. Wesołe dysputy na temat stoczonych walk, przyćmione alkoholem niesnaski na temat wyglądu kostiumów, wyśmiewanie superbohaterów i pikantne plotki o tym, w jaki sposób Princess Python zabawia się po pijaku z Gibbonem na parkiecie. Aż w końcu musiało do tego dojść. Armadillo przypadkowo oblał drinkiem obolałego po spotkaniu z Punisherem Rhino [patrz poprzedni odcinek - Black Bolt]. Od słowa, do słowa i między tą dwójką wybuchła bójka. Emocje zaczęły sięgać zenitu i wtedy jak na złość Doombot po raz kolejny wysławił imię swojego pana. Tego było już za wiele. Łotry rzuciły się na siebie i zamieniły bar w istne pole walki, a pijana wdowa wskoczyła na martwe ciało swojego męża. Wtenczas, wśród tego chaosu otworzyły się drzwi wejściowe do lokalu i nagle wszyscy zamilkli patrząc w tamtą stronę. W drzwiach stał Spider-Man zniesmaczony widokiem, jakiego uświadczył. Parker z miejsca wygłosił im kazanie, o tym, co można, a czego nie wypada robić na stypie. W tłumie zaskoczonych łotrów wypatrzył kilku swoich znajomych, o których myślał, że zerwali oni ze światem przestępczym, i niezadowolony każe im iść do domu, co też ci uczynili. Princess Python podchodzi z pretensjami do Spidera, po co w ogóle przyszedł, ale jest tak pijana, że zaczyna wymiotować tuż pod jego nogami i pada nieprzytomna na podłogę. Widząc to, Spider-Man mówi superłotrom ze szczerym zatroskaniem, żeby nie przesadzali i uważali na siebie, poczym odchodzi.

 

Po chwilowej stagnacji, syperłotry zaczynają się zastanawiać, dlaczego dali się pouczać Spider-Manowi. Przecież są ich tu dziesiątki i mogli go łatwo zniszczyć. Po ognistej przemowie Masked Maraudera, czują się tak pewnie, że mogliby zrobić wszystko. Niestety, w tej podniosłej chwili, kolejne osoby zaczynają wymiotować i padać, jedna po drugiej. Czyżby wszyscy za dużo wypili. Nie, to nie od tego. Masked Marauder słusznie podejrzewając, iż zostali otruci, z trudem dostał się do lady, aby dopaść barmana. Ale tam, zamiast niego, znalazł jedynie jego sztuczne wąsy przyklejone do kartki z narysowaną charakterystyczną czaszką. To był przebrany Punisher, cały czas tutaj z nimi siedział i patrzył jak wypijają jego truciznę. Wszystko zaczęło teraz układać się w logiczną całość. To dlatego całe to miejsce śmierdzi naftą, to zasadzka. Nim Masked Marauder zdołał cokolwiek zrobić, przy drzwiach wybuch pożar, który momentalnie, dzięki rozlanej nafcie, rozprzestrzenił się na cały lokal. A zaraz potem cały bar eksplodował.

 

...Nie wiem jak wy, ale ja pogrążam się w żałobie codziennie i celebruje każdą stratę. Lecz czasami robię to w iście wybuchowy sposób. - Punisher

 

[Uwaga: Nie obawiajcie się, większość, jeśli nie wszyscy, waszych ulubionych superłotrów przeżyła ten wybuch oraz otrucie i była widziana w późniejszym czasie - Black Bolt] 

Autor: Black Bolt

Galeria numeru

The Punisher: War Journal vol. 2 #4

Imię i nazwisko:
Inne pseudonimy:
Opis:
Moce:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.