Avalon » Serie komiksowe » Banner » Banner #1

Banner #1

Banner #1

Part 1 of 4

Postacie
Cytat

lekarz: "It's like a war zone..."
Banner: "Have you ever been in one?"
lekarz: "No, no I haven't"
Banner: "Then don't even say that."

Streszczenie

Sześćdziesiąt dwie minuty temu. Wściekły Hulk kroczy przez miasto, siejąc zagładę. Podnosi samochód i rzuca nim o ścianę. Przypadkowy mężczyzna zostaje chwycony i rzucony o ścianę. Kolejny samochód uderza o mur. Ludzie uciekają w panice. Hulk wyskakuje i wbija się w najbliższy budynek, który z hukiem zawala się na niego. Po chwili wygrzebuje się z gruzowiska. Zielony Goliat kontynuuje swój marsz.

Teraz. Wieczór. W jeszcze dymiących ruinach miasta uwijają się służby porządkowe. Helikoptery przeczesują teren szperaczami. Sanitariusze opatrują rannych. Ciała zostają zawinięte w foliowe worki. Strażacy dogaszają płonące zgliszcza.

Nad miejsce katastrofy przylatuje eskadra helikopterów. Pilot jednego z nich zauważa, że jest to zdarzenie poziomu czwartego - połowa miasta przestała istnieć. Drugi pilot poprawia go - co najmniej szósty poziom. Zupełnie jak po wybuchu bomby. Doktor Leonard Samson potwierdza przypuszczenia - w mieście rzeczywiście eksplodowała bomba. Najbardziej niszcząca bomba, jaką kiedykolwiek stworzono - która potrafi się przemieszczać i co jakiś czas się uaktywnia. Samson nakazuje lądowanie. Śmigłowce obniżają lot, wznosząc w powietrze tumany pyłu.

W chwilę później już na ziemi, Doktor prosi, by odczyt danych był dostępny jak najszybciej. W tym czasie podchodzi do niego wąsaty dowódca wojska na tym obszarze, zdając raport. Infrastruktura miejska na obszarze około mili kwadratowej uległa praktycznie całkowitemu zniszczeniu - ekipy ratunkowe robią, co mogą. Liczba ofiar już sięgnęła astronomicznych wartości. Leonardowi jest przykro, przyznaje jednak, że oznacza to mniej naocznych świadków. Pyta, na co to wygląda. Major odpowiada, że gdyby nie wiedział, co się tu naprawdę stało, mogłoby to wyglądać jak gigantyczne tornado. Samson przyznaje mu rację - trzeba tylko skontaktować się z Biurem Pogody, oni załatwią mapy i wszelkie inne rekwizyty. Prezydent zwoła konferencję prasową, ludzie się uspokoją. A oni będą mogli odszukać człowieka odpowiedzialnego za tę tragedię. Staje w miejscu i podnosi coś z ziemi. Fioletowe spodnie Bruce'a Bannera.

Gdzie indziej. Karetka przejeżdża uliczką między gruzami, na których leżą sterty ciał, a pozostali przy życiu ludzie idą jęcząc, powłócząc nogami i trzymając się za rany, starając zatrzymać upływ krwi. Tuż obok uliczki, na schodach, jedynej pozostałości budynku, siedzi oświetlona mocnym, białym światłem zupełnie naga postać ludzka - Bruce Banner. Zastanawia się, co zrobił i jak mógł zasłużyć sobie na taki los. Podnosi swoje potłuczone okulary i zakłada je. Podchodzi do niego sanitariusz przeczesujący teren w poszukiwaniu rannych. Okrywa go kocem, wstrzykuje coś na uspokojenie i pomaga mu wstać. Bruce widząc ogrom zniszczeń zastanawia się, dlaczego został klatką z ciała i drewna balsy, spiętych gumką i uczuciami, którą tak łatwo uszkodzić. Dlaczego jest odpowiedzialny za budynki, upadające jak domki z kart i ludzi... Żołnierzom udaje się wyciągnąć spod gruzowiska zakrwawione zwłoki. Nie pamięta, żeby to zrobił. A jednak. Pomagają mu wsiąść do karetki. Przecież zawsze jest jakaś alternatywa. Siada. Stara się o niej nie myśleć... Zamykają za nim drzwi. Tył samochodu wypełniony jest rannymi. Mówi sobie, by uspokoił się. Uspoko...

Budzi go lekarz, sprawdzający stan poszkodowanych - tylko najcięższe przypadki mogą liczyć na szybką pomoc. W końcu medyk dociera do Bruce'a. Wszystko zdaje się być w porządku. Pyta, czy może chodzić, na co odpowiada, że tak. Proszą, by wyszedł z karetki, co po chwili czyni. Dookoła słyszy jęki ludzi, nie mieszczących się już w namiotach, poustawianych w szeregi na stołach operacyjnych, i lekarzy wymieniających obrażenia pacjentów. Powoli podchodzi do lekarki stojącej przy jednym z łóżek i oferuje swoją pomoc.

Kilka minut później wnosi do wnętrza namiotu, gdzie kobieta opatruje policjanta. Gdy kończy, pyta, co robił, gdy rozpętał się ten dziwny cyklon. Po chwili przerywa, by pomóc w kolejnej operacji kolejnej ofiary. Banner spogląda na rannego policjanta. Rewolwer w kaburze wygląda, jakby na niego czekał. Pamięta, że...

Leżał w łóżku w przytułku. Pamięta trzech ludzi, którzy na niego patrzyli, jakby tylko czekali, aż zaśnie - to pewnie oni. Jeden usiadł mu na klatce piersiowej. Drugi założył mu na głowę poduszkę. Strasznie cuchnęli - poduszka prawie sprawiła mu ulgę. Poczuł ręce grzebiące w kieszeniach. Musiało ich być trzech. Starał się ich zrzucić, lecz nie było szans. Nie mógł oddychać. Aż w końcu. W końcu... Stracił przytomność.

Kobieta przyznaje, że cyklon najwyraźniej uratował mu życie. Zastanawia ją tylko jeden szczegół - co fizyk robił w przytułku dla bezdomnych. Odwraca się, lecz Bruce'a nie ma. Zniknął, podobnie jak rewolwer z kabury.

Płaski szczyt najwyższego w okolicy wzgórza. Bruce Banner stoi samotny. Prosi, by przebaczył mu to, co zrobił i to, co za chwilę ma zamiar uczynić. Wkłada sobie lufę rewolweru do ust. Samotna łza spływa po jego policzku. Huk wystrzału odbija się echem wśród skał.

Autor: Spence

Galeria numeru

Banner #1

Imię i nazwisko:
Inne pseudonimy:
Opis:
Moce:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.